chica-latina
21.11.11, 15:13
Wyobrazcie sobie faceta:32 lata,dobrze platna stala praca ,ktory w ponizych sytuacjach zachowuje sie nastepujaco:
-robiac zakupy w supermarkecie obrywa lodygi od papryki przed wazeniem, zeby wazyly mniej, lub po zwazeniu czosnku i naklejeniu etykietki z cena wrzuca ukradkiem jeszcze jedna glowke czosnku zeby za nia nie zaplacic.
-po wyjsciu se sklepu dokladnie sprawdza kazda pozycje na rachunku i czesto narzeka,ze wszystko takie drogie,, tyle wydalem a nic nie kupilem,,
-nie kupuje kwiatow otwarcie przyznajac,ze to wyrzucanie pieniedzy w bloto.
-podlage myje plynem do mycia naczyn, tlumaczac ze plyny do podlog sa drogie a plyn do naczyn doskonale sie do tego celu nadaje, nie kupuje plynu do plukania tkanin bo ma proszek do prania(?), to samo z kostkami toaletowymi i innymi srodkami czystosci, ktore ogranicza do minimum z powodu wysokiej ceny.
-zapraszajac mnie to restauracji zdarzalo mu sie wypalic,, dorzucasz sie do rachunku,,? Zaznaczam, ze w wiekszosci przypadkow w resturacji placi on, a pozniej narzeka ,ze rachunek taki wysoki...Zeby nie bylo niedomowien, kiedy ja proponuje wyjsce do restauracji lub kina to ja place lub odwdzieczam sie w inny sposob .np robiac od czasu do czasu jemu zakupy do domu, lub gotuje obiady u niego w domu-oczywiscie z produktow ,ktore ja kupilam.
-mieszkajac sam juz 8 lat wiekszosc mebli i sprzetow domowych mial z rodzinnego domu lub kupione przez rodzicow.Np stare garnki, 20-letnie dziurawe posciele, sztucce oraz talerze z roznych kompletow itd.
Gdy zapytany po co mu tyle starych,niepotzebnych rzeczy odpowiedzial, ze nie przywiazywal jakos wieksza wage do tego i ze kupi wszystko nowe przeprowadzajac sie na nowe mieszkanie.Przeprowadzajac sie na nowe mieszkanie chcial oczywiscie prawie wszystko zabrac ze soba :)
-do dnia dzisiejszego rodzice kupuja mu rozne rzeczy do domu w ramach prezentu do nowego mieszkania,np: Lozko, komplet porcelanowych talerzy, nowe garnki, sztucce za kilkaset zl,posciel ,stol kuchenny-zaznaczam, ze jego stac ,zeby te rzeczy kupic samemu ale woli zaoszczedzic; sam sie mi do tego przyznal.
-zapraszajac mnie do kina poprosil mnie zebym wsadzila do torebki 1l coli i nachosy oraz dip serowy,bardzo sie zdzwilil moja odmowa.
-przez rok naszej znajomosci dal mi 4 razy kwiaty z czego raz na urodziny ( zerwane z ogrodka sasiadow)i raz na urlopie rzucajac tekst : kochanie kupilem ci kwiaty bo takie tanie kwiaty tu majaaaa ze az, zal bylo nie brac!Pozostale dwa razy byly na poczatku naszej znajomosci.
-nie kapie sie w wannie tylko bierze szybki prysznic tlumaczac zbyt wielkim zuzyciem wody.
-wiekszosc swojej wyplaty wplaca na konto oszczednosciowe a pod koniec miesiaca narzeka,ze nie ma pieniedzy i bedzie musial troche pieniedzy spowrotem wyplacic.
-woli jezdzic ze mna moim samochodem tlumaczac, ze moim mozna wszedzie zaparkowac, dodam ze jeszcze nigdy mojego auta nie zatankowal.Jego auto stoi w garazu, a do pracy jezdzi metrem na bilecie, ktory oplaca jego pracodawca.
No i sytuacja z piatku. Zaproponowal zeby wyjsc gdzies na drinka.Zgodzilam sie. Zamowilismy cockatile i on nagle mowi: wiesz co...moze zamowimy cos malego ,,na wspole,,lekko zirytowana odpowiedzialam, ze dziekuje , nie jestem glodna. Po czym wyciaglan z kieszeni komorke i zaczal obliczac czy starczy mu zeby zamowic sobie hamburgera z frytkami. No akurat sie zmiescil wiec zamowil sobie jedzenie, zjadl a na odchodne wypalil, ze ostatni raz tu jest bo te ceny chyba sa dla turystow :D
I teraz pytanie...czy to jest oszczednosc? Czy skapstwo? Da sie zyc z takim facetem, czy uciekac gdzie pieprz rosnie?
On planuje kupic dom, rozumiem ze czasami, zeby spelnic jakies swoje marzenie trzeba zacisnac pasa, ale to mi juz zalatuje mega skapstwem, czy przesadzam?