Dodaj do ulubionych

dorośli ludzie a ich rodzice

30.12.11, 18:37
Z czego się bierze to dzisiejsze kwokowanie i wiszenie matek na dorosłych dzieciach , czy ja się mylę czy rzeczywiście pokolenie wcześniej te matki nie były takimi bluszczami ? Ja nie przypominam sobie żeby moja babka wydzwaniała do mojej matki codziennie z zapytaniami czy wszystko dobrze ? A teraz to norma że mamusie wydzwaniają codziennie do swych dorosłych 30 letnich synów i córek , strzelają fochy ,chcą żyć ich życiem, jest nadopiekunczosc w stosunku do samodzielnych mających juz rodziny swoje dzieci ludzi. Skąd to się wzięło?
Oczywiście nie chodzi tu o to żeby się wypinać na rodzinę ale o zdrowe relacje jakie powinny mieć miejsce miedzy dorosłymi , samodzielnymi ludzmi a ich rodzicami.
Obserwuj wątek
    • jan_hus_na_stosie2 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 18:39
      nic takiego nie zauważyłem

    • cuttle_fish Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 18:45
      > Z czego się bierze to dzisiejsze kwokowanie i wiszenie matek na dorosłych dzieciach

      A skąd się Twoje pytanie urodziło?
      Moja mama taka nie jest i inne znane mi matki również nie:)
    • vandikia Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 18:47
      fochy i inne takie, to kwestia indywidualna ale kontakt faktycznie jest inny, bo jest niezmiernie łatwy
      kiedyś nie było tylu możliwości, nie wszyscy mieli telefony, a jak mieli, to rozmowy były drogie, teraz masz telefony, miliony darmowych minut, gadu gadu, maile, skype

      ja mam może dziwne podejście ale rozmawiam z mamą codziennie i to dość długo, jeżdżę min raz w tygodniu na kilka godzin, wiem że moje bliskie koleżanki robią tak samo, bo nie raz o tym rozmawiałyśmy, jedynie mój mąż i jeden nasz znajomy nie mogą się nadziwić, że taki kontakt utrzymujemy - podobno faceci mają inaczej
      • ciastko_z_kota Re: dorośli ludzie a ich rodzice 01.01.12, 18:19
        "podobno faceci mają inaczej"

        i znowu te stereotypy. Jedni mają tak, a drudzy inaczej.
        Ojciec mojego męża dzwoni do niego prawie codziennie. Ja z mamą kontaktuję się średnio 1-2 razy w tygodniu.
    • zetka50 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 18:51
      ja taka nie jestem i moi rodzice także ale mam takich teściów, do wszystkiego się czepiają i traktują jak małolatów :P
    • berta-death Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 19:04
      Może babcia nie miała telefonu, albo darmowych minut? ;)

      Podejrzewam też, że ma to związek z tym, że dawniej kobiety miały więcej dzieci i nie były w stanie na każdym się uwiesić i żyć życiem każdego. Miały też mężów, którzy palcem w domu nie kiwnęli, za to mieli duże wymagania. Nie miały czasu na zajmowanie się rzeczami mało istotnymi.
      Większość ludzi mieszkała na wsiach i małych miasteczkach, więc jak chcieli się uczyć to musieli dosć wcześnie opuszczać dom. A z braku komórek, skypa, gg i nierzadko telefonów stacjonarnych ludzie szybko przyzwyczajali się, że dzieci radzą sobie same a dzwonią do domu od święta i w kryzysowych sytuacjach. Jak się nie uczyli to kawalerowie szli do wojska a panny wychodziły za mąż. Efekt ten sam. Matki i teściowe albo miały na głowie mężów i młodsze dzieci albo bawiły wnuki, więc na pewno nie nudziło im się aż tak bardzo, żeby domagać się od dorosłych dzieci zapewniania im towarzystwa. Dorosłe dzieci też na ogół miały taki kierat, że choćby chciały, to nie mieli kiedy udzielać się towarzysko z własnymi rodzicami. Dzisiaj ludzie mają zdecydowanie za mało obowiązków i za dużo wolnego czasu.

      I jeszcze jest kwestia pieniędzy. Dawniej wszyscy byli biedni, od rodziców dostawało się jednorazowo jakiś posag na nową drogę życia a potem spadek. Na bieżąco każdy musiał sobie radzić sam. Młodzi ewentualnie dostawali jakąś wałówkę do akademika czy kieszonkowe. A dzisiaj to do samej menopauzy ludzie siedzą w kieszeni rodziców. Albo im rodzice spłacają kredyty, albo bawią wnuki, albo załatwiają pracę, albo finansują na fulla. A w takim przypadku to jak podpisanie cyrografu. Skoro czyjeś być albo nie być zależy od rodziców, to czuje się w obowiązku pozwalać im włazić sobie na głowę, zdawać relację z życia codziennego, znosić słowa krytyki i być na ich zawołanie. A rodzice skrzętnie to wykorzystują.
      • tezee Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 19:34
        No właśnie ciekawym zjawiskiem w tych czasach jest okręcanie się w okół własnych dorosłych dzieci , chęć życia ich życiem przy równoczesnym braku chęci w opiekowaniu się wnukami;-) Kiedyś normą było zajmowanie się wnukami , dzieci były wrecz dostarczane do babc , mieszkały z nimi i te zajmowały sie nimi pełno etatowo. Teraz mało która babcia wychodzi z taką propozycją , babcie nie chcą bawić wnuków za to zdalnie uwielbiają kontrolowac zycie swoich dzieci.Wystarczy poczytac eatkę.
        • tezee Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 19:34
          Wystarczy poczytać forum emama;-)
        • kol.3 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 08.01.12, 11:20
          Wchodzi w grę także inna postawa, żeby babcia zajęła się wnukami ale wypełniała polecenia córki i nie miała w sprawie wnuczki nic do powiedzenia. Oczywiście najlepiej, żeby oprócz tego jeszcze ugotowała dla córki, czasem ogarnęła jej mieszkanie, bo przecież córka pracuje i nie ma możliwości. Czy mniej lub więcej zaufana służąca.
    • mia17 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 20:11
      babka do matki nie wydzwaniala, bo telefonow nie bylo.
    • malamelania Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 22:32
      > Z czego się bierze to dzisiejsze kwokowanie i wiszenie matek na dorosłych dziec
      > iach ,

      Z tego samego, co kwokowanie i wiszenie wszystkich na ich bliskich: z posiadania telefonów komórkowych.
      Mężowie dzwonią do żon ze sklepu, bo nie potrafią podjąć decyzji, jaką śmietanę kupić
      dzieci dzwonią do matek do pracy, żeby spytać, gdzie leży cośtam, bo nie chce im się poszukać
      dziewczyny dzwonią do swoich chłopaków z byle pierdołą i oczekują tego samego
      często słyszę w tramwaju rozmowy typu: za 10 minut będę w domu, jestem już przy Wrocławskiej
      ludzie mają p.i.e.r.do.l.c.a i chcą wszystko wiedzieć natychmiast, lub zamęczaja otoczenie dokładnymi relacjami z własnego życia.
      Kiedys dzieciak wyjeżdżał na kolonie, to rodzice zaczynali się denerwowac po 10ciu dniach, jesli nie było listu. Teraz denerwują się, bo nie zadzwonił z autokaru, lub natychmiast po przybyciu na miejsce.
      Matki dorosłych dzieci nie są wyjątkiem, zachowują się zgodnie z duchem czasu.

      Ja nie przypominam sobie żeby moja babka wydzwaniała do moj
      > ej matki codziennie z zapytaniami czy wszystko dobrze ?

      Jesli obie miały telefony, to znajdowały w się w uprzywilejowanej mniejszości :D
      • berta-death Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 23:50
        Coś w tym jest. Dawniej telefon oznaczał, że coś się stało, teraz brak telefonu oznacza, że coś jest nie w porządku. Moja ciotka 80+ na dźwięk telefonu reaguje przerażonym tekstem "rany boskie, ktoś dzwoni". Bo za jej młodości dzwoniono przede wszystkim w jakiś poważnych sprawach i faktycznie dźwięk telefonu mógł wzbudzać niepokój.

        Ze swojego dzieciństwa pamiętam, że wiszenie na telefonie czy ciągłe wydzwanianie do kogoś uchodziło za duży nietakt. Podobnie jak dzwonienie o późnej czy bardzo wczesnej porze. Dźwięk telefonu robił hałas i stawiał cały dom na nogi, dzwoniący odrywał kogoś od obowiązków i zajmował czas jakimiś bzdetami i jeszcze blokował linię dzwoniącym w poważnych sprawach. Podobnie w złym tonie było przesiadywanie u kogoś godzinami czy raczenie go codziennymi odwiedzinami. Z dokładnie takich samych powodów jak telefonowanie. Wbrew obiegowej opinii, że za PRL to kwitło dziecięce życie towarzyskie i nikt nic innego nie robił tylko całymi dniami przy trzepaku wisiał, to takie plotowanie i zawracanie komuś głowy poza domem też nie było dobrze widziane. I mało kto mógł sobie na coś takiego pozwolić.

        Te zwyczaje zanikły w momencie pojawienia się tel komórkowych, gdzie można było cichcem do kogoś zadzwonić i nikt się nie czepiał, bo oprócz zainteresowanych nikt o tym nie wiedział. A jak już porobiły się darmowe minuty, maile, gg, smsy to ludziom odbiło do reszty. Jedynie starsi ludzie potrafią się tym nadal bulwersować. Ta moja ciotka to za każdym razem jak widzi kogoś z komórką, albo przy niej komuś komórka zadzwoni to się gorszy, bo już się nauczyła, że to z jakąś pierdołą ktoś dzwoni albo chce poplotkować. Ostatnio załapała, że przez komputer można gadać i całkowicie straciła szacunek dla ludzi siedzących przed komputerem. Dawniej kojarzyli się jej z pracującymi nad jakimś ambitnym zadaniem, teraz z nierobami, którzy mają za dużo wolnego czasu.
      • brookeforrester Re: dorośli ludzie a ich rodzice 08.01.12, 01:33
        Zgadzam się z przedmówcą :P Telefony komórkowe, główna zakała.
        Dwa, z braku własnego hobby i zajęć czyli nudy. No i co tez było wspomniane, "zawsze będziesz moim dzieckiem".
        Autorka uderzyła w czuły punkt hmm.. W każdym razie mój. Czy to, że się co dzień nie zadzwoni, to znaczy, że się matkę olało i nie kocha? Z tej okazji czy może Ona (matka) stroić fochy wszem i wobec, płakać itd? Ponadto zbiega się to z wymuszeniem zachowania- córka MA być grzeczna i szanować matkę. Nie-dzwonienie jest najwyraźniej oznakiem braku szacunku. Znam takowe. Ech..i co tu zrobićć..
    • lacido Re: dorośli ludzie a ich rodzice 30.12.11, 23:54
      kiedyś nie było komórek i darmowego dzwonienia ;)
    • chat_calin Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 00:07
      W mojej ocenie z rozpadu wiezi spolecznych poza najblizsza rodzina. Z tego co obserwuje starsi ludzie, zatem matki doroslych corek, zostaja sami z relatywnie niewielka liczba kolezanek i znajomych. Przed laty starsze panie spedzaly czas zajeciach pozytecznych oraz na plotkowaniu co u ktorej slychac. Ludzie w bloku, kamienicy sie znali, plotkowanie bylo podstawowa rozrywka, rownoczesnie bardzo wzmacnialo wiezi spoleczne. Dzis w duzych a nawet srednich miastach starszym paniom zostaje malo kolezanek, sa same, zyja wnukami i zyciem swoich corek. To samotnosc.

      Spore znaczenie maja tez ulatwienia dnia codziennego (pranie robi sie samo, nie trzeba robic ton przetworow na zime, zamiast polowy swini kupuje sie wedliny na biezaco) - zostaje duuuzo czasu. Poza tym emerytki maja tylko tyle pieniedzy zeby przezyc, na rozrywki im juz nie wystarcza (podroze, wyjscie z kolezankami, wlasne hobby nawet decupage itp. sa dla nich za drogie a wypelnialby im zycie, nadawaly tez sens porannego wyjscia z lozka), zostaje posprzatac mieszkanie, codzienne zakupy, zeby bylo po co wyjsc z domu, serial, telefon do corki zeby do kogos otworzyc usta...
    • gobi05 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 08:50
      > Z czego się bierze to dzisiejsze

      Z ubezpieczeń emerytalnych i społecznych. To nie drobni ciułacze napędzają giełdę i firmy wdrażające nowe technologie (jak szeroko rozumiana telefonia komórkowa), ale wielcy inwestorzy, którzy musieli inwestować napływające pieniądze. Ubezpieczenia emerytalne miały też wpływ na obniżenie dzietności rodzin. Mają również wpływ na długość i jakość życia, na stan zdrowia, na dochody starszych ludzi i nieraz zależność finansową młodych.
      Popatrz teraz na dwie firmy: jedna zamawia i sprowadza towary z Chin, druga wytwarza je w kraju. Pierwsza ma milion i utrzymuje biura, a jej obroty wynoszą choćby i pięć milionów rocznie. Druga ma też milion, ma hale, maszyny, setki pracowników, sprowadza surowce, wytwarza zanieczyszczenia i jej obroty wynosza z półtora miliona rocznie. Druga firma nie wytrzymuje konkurencji z pierwszą, więc ci "samodzielni trzydziestoletni" nieczęsto są tak całkiem samodzielni. A z zakładaniem rodziny lepiej nie czekać do pięćdziesiątki. Chyba że dla kogoś rodzina to wolny związek plus pies.
    • horpyna4 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 09:16
      To niezupełnie tak. Zawsze istniały matki-kwoki i matki rozsądne. I każdy ma pod tym względem doświadczenie z podwórka własnego i niewielu znajomych. Więc nie należy uogólniać.

      Pamiętam takich rodziców, co jak im się córka usamodzielniła (było to jakieś 40 lat temu), to musiała codziennie do nich dzwonić. Oni do niej nie mogli, bo nie miała oczywiście telefonu, a sama dzwoniła z automatu. Jak raz nie zadzwoniła, to pojechali do niej do mieszkania sprawdzić, czy coś się nie stało...
      • mal-sia Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 09:33
        mama mojego meza dzwoni do niego codziennie,masakra.A tak wogle to najchetniej by nam zycie układała
      • klawiatura_zablokowana Re: dorośli ludzie a ich rodzice 02.01.12, 15:27
        To prawda, jak moi rodzice mieli 27-30 lat, to im moja babcia potrafiła wejść do mieszkania niezaproszona i znienacka, bo telefonów nie było, a ona tak baaaardzo musi się z nimi ciągle widywać. Jej zapowiedziane wizyty były też na porządku dziennym. Teraz chociaż ten luksus, że tylko na komórkę dzwoni ;)
    • brak.polskich.liter Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 09:33
      amb-ona napisała:

      > Z czego się bierze to dzisiejsze kwokowanie i wiszenie matek na dorosłych dziec
      > iach , czy ja się mylę czy rzeczywiście pokolenie wcześniej te matki nie były
      > takimi bluszczami ?

      Mylisz sie.
      Toksyczne bluszcze byly zawsze. Tylko srodki wyrazu sa inne, bo zmienily sie okolicznosci (dostep do telefonow, na przyklad). Sadze, ze kody zachowania najmocniej trzymaja sie jednak w przekazie pionowym (z pokolenia na pokolenie), nie jest to kwestia "dzisiejszych czasow".

      > A teraz to norma że mam
      > usie wydzwaniają codziennie do swych dorosłych 30 letnich synów i córek , strze
      > lają fochy ,chcą żyć ich życiem, jest nadopiekunczosc w stosunku do samodzielny
      > ch mających juz rodziny swoje dzieci ludzi.

      Nie, to nie jest norma.

      > Skąd to się wzięło?

      Z tego, ze moga.
      Stoje na stanowisku, ze sprawa doroslych dzieci jest okreslenie granic i - na pewnym etapie zycia - pokazanie rodzicom drzwi z napisem "access denied". I jesli dzieci tego nie schrzania, to nawet najbardziej inwazyjna i lubiaca kontrole mamuska nic tu nie ugra.

      Na pewno nie pomaga zaleznosc (ekonomiczna, lokalowa, logistyczna).
    • anna_sla z samotności 31.12.11, 09:56
      moja teściowa jest trochę taka, chociaż nie dzwoni codziennie. Ona jest naprawdę bardzo samotna. Całe życie żyła życiem swoich synów, mało co robiła dla siebie i jest trochę toksyczna przez to dlatego trzymam ją na dystans. Ostatnio wyprowadził się ostatni syn od niej i została w domu sama. Bez synów, bez wnuków (do których chciała przybiegać codziennie), niedzielne obiadki jada sama, bo nie co niedzielę ją zapraszamy. Natomiast moja mama już nie (my z resztą obie jesteśmy takie, że nie potrafimy się nudzić), ona jeszcze ciągle gdzieś biega, coś robi, jeszcze utrzymuje mojego młodszego brata (wszak już na studiach), jeszcze ciągle myśli o nim jak o nastolatku (nie zauważyła, że dorósł) i martwi się jak o nastolatka. Ona rzadko dzwoni :D i nie kwokuje mi chociaż też dopiero całkiem niedawno dotarło do niej, że ja już jestem naprawdę dorosła, już po 30stce, mimo, że matką jestem już od przeszło 7 lat ;)
    • six_a Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 10:07
      >Ja nie przypominam sobie żeby moja babka wydzwaniała do mojej matki codziennie z zapytaniami czy wszystko dobrze ?

      a miała chociaż telefon? bo teraz kaaaaażdy ma.
    • charles_chaplin Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 12:15
      Ja ze swoją mamą rozmawiam przez telefon codziennie, mimo, że ze mnie już stara baba. Bardziej chyba dlatego, że mama tego potrzebuje - dzieli nas 350 km i widujemy się raz na mniesiąc, dwa. Przywykłam już, że to normalny punkt dnia i wracając z pracy dzwonię do niej i melduję się;-), czasem po to tylko, by powiedzieć, że padam na ryjek i jadę na siłownię się zrelaksować, a potem do domu. Wiem, że ona chce po prostu wiedzieć, że żyję:-)
    • paco_lopez Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 12:23
      nie wiem , bo moja matka do mnie nie wydzwaniała nigdy. forum to czasami miara własnego szczęścia. inni mają gorzej. to wiem z forum.
    • corgan1 jest kilka powódów 31.12.11, 12:38
      1. Matka w Polsce to świętość
      Dziecko jest zawsze mamusi więc za..ranym obowiązkiem dziecka nieważne czy ma lat 10, 15 czy 40 jest słuchanie się mamusi i nieważne czy mamusia ma rację czy p...doli bez sensu bo nie jest w temacie. Stąd przekonanie mamuś że mają prawo włazić z czyjeś życie i robić to co one chcą bo "to przecież moje dziecko" a "dzieci i ryby głosu nie mają" więc mamusia zawsze ma prawo zadzwonić do dziecka i udzielić mu jakieś rady chociaż się nie zna np. na remoncie mieszkania w którym ostatnio brała udział jako bierny obserwator 30 lat temu.

      2. Nieakceptacja upływającego czasu i własnego starzenia.
      To że dla nich "ich dzieci (nawet te 40letnie) zawsze będą ich dziećmi" i zachowują się tak jakby te dzieci nadal były w gimnazjum czy podstawówce a nie przekroczyły 40stkę więc choć nie mogą dać klapsa i zaglądać do dzienniczka to mogą chociaż dzwonić codziennie tak jak się codziennie zaglądało do pokoju synka-gimnazjalisty czy córeczki-licealistki i zaglądało do zeszytów.

      Akceptacja własnego wieku oznacza że akceptują też że dzieci też są dorosłe i np. mają prawo do własnego życia, do prywatności, do własnego zdania.

      Z tego właśnie wynika niechęć do zajmowania się wnukami. Zajmowanie się wnukami to znaczy że wchodzimy w relację babcia-wnuczki czyli wymaga jakieś akceptacji że jest się babcią znaczy się że ma się nie 30lat albo np. 50-60.

      3. Niedojrzałość matek, które nigdy nie wyrosły z okresu dzieciństwa
      Po prostu są kobiety które nigdy nie dorastają, nie dostrzegają że dzieci które nie tak dawno były w podstawówce są już na studiach albo wzięły ślub. 15lat temu? ojej, ale przeciez to było tak niedawno. Jeśli wydaje im się że jeśli potraktują ich 40letnie dzieci jakby nadal były w gimnazjum to przez to staną się młodsze.

      Niedojrzała albo dziecinniejąca z wiekiem 62letnia mamusia może też przecież powiedzieć ww. 40letniemu synowi "choć, przywitaj się z ciocią" choć by się wydawało że taki tekst to można wrzucić co najwyżej przedszkolakowi. Ale dzięki temu że na moment potraktuje swojego syna jak uczniaka podstawówki to "zawsze może się poczuć młodo jak prawdziwa mamusia". Poza tym - patrz pkt 1 - mamusia jest świętością i nie można jej nic powiedzieć.

      4. Łatwiejsze życie i brak własnych pasji zainteresowań lub pracy
      Mało która kobieta mająca dziś wnuki pracuje, życie jest jednak łatwiejsze niż 30 lat temu, nie trzeba stawać w kolejkach, ręcznie prać, prawie każdy ma pralkę automatyczną, coraz częściej zmywarki więc generalnie praca w domu to nie jest 2 etat jakby chciały feministki tylko co najwyżej 1/3 etatu. No i w tym wolnym czasie jak sie nie ma co robić i nic nie leci w telewizji to zawsze można zadzwonić do swoich dzieci. Przecież nie odrzucą połączenia, bo taka mama zawsze może się rozpłakac i powiedzieć "tyle się wycierpiałam żeby Tobie żyło się lepiej" albo "zawsze będziesz moim dzieckiem".

      5. Ofensywa medialna i kulturowa w kierunku wiecznej młodości
      To np. programy w mediach typu "10 lat mniej" czy "20 kg mniej" które pozwalają kobietom wyglądać dziś niemal jak własne dzieci. Dzisiaj w ogóle w dorosłość wchodzi się później, nie ma bariery że "w tym wieku coś tam nie wypada". 60letnie kobiety mogą dziś mówić o sobie "dziewczęta" (bo tylko gupi nie chciałby się poczuć młodo, prawda?), prasa kolorowa co rusz jest pełna bab które mówią "życie zaczyna się po 50tce" czy "60tce" i co rusz podkreślają jakie to są młode. Skoro są młode albo "czują się młodo" no to ich dzieci nie mogą mieć 40 lat tylko 15-20 więc należy je traktować jakby miały właśnie tyle lat. :)

      ps: przemyślenia na przykładzie moich relacji z matką :))
      • martishia7 Re: jest kilka powódów 31.12.11, 15:57
        Generalnie tak, ale mam dwa małe "ale".

        Po pierwsze zapomniałeś o takim drobnym fakcie, że jakieś 30 lat temu codzienny nieustający kontakt telefoniczny z dzieckiem, które dajmy na to, wyjechało do innego miasta (o innym kraju nie wspomnę), nie był taki prosty. Nie każdy miał telefon stacjonarny, były całe osiedla, nawet w dużych miastach, gdzie telefonizacja nie dotarła. A nawet jeśli dotarła, to uzyskanie połączenia też nie było pewne :)

        Po drugie, co do argumentu nr 5, to te artykuły typu "życie zaczyna się po 50ce" raczej wtłaczają do głów, że należy mieć własne zainteresowania, zajęcia i generalnie życie, więc przeciwdziałają pkt 3.
      • anaisanais96 Re: jest kilka powódów 02.01.12, 16:51
        Generalnie nie masz w ogóle racji.
    • marietta_1 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 31.12.11, 15:44
      A ja zauważyłam, że jest coraz większa samotność. I to samotność paradoksalna, bo przecież mamy telefony, neta, jesteśmy na portalach społecznościowych i mamy dużo znajomych z których w większości nic nie wynika. Niestety widzę też to po sobie: mamy z mężem znajomych z którymi spotykamy się dwa razy do roku bo nikt nie ma czasu, bo długo i dużo pracujemy, a jak już przyjdzie sobota to jedyne na co ma się ochotę to święty spokój i sen. Mam też koleżankę z którą tylko mailuję; bardzo się lubimy jednak jakoś „nie możemy się zdzwonić”. Niby jest ten kontakt z ludźmi, ale tak naprawę go nie ma, bo przez maile i smsy zanikają więzi między ludźmi…
      Mam też sąsiadów którzy mieszkają na przeciwko a ja widuję ich może dwa razy w miesiącu. Po prostu się mijamy. Jak kiedyś wyjechali to nawet nie zauważyłam.. A jak już się spotkamy to jest tylko szybkie „dzień doby” i każdy zamyka za sobą drzwi.

      Dzisiejsze czasy to wynalazki które oszczędzają nam czas (pralka, mikrofalówka, net, tal.) jednak ten zaoszczędzony czas wcale nie jest dla nas wolny, po prostu zostaje pochłonięty przez pracę, o to ,żeby ją utrzymać, mieć za co przeżyć, utrzymać dzieci, samochody, spłacić kredyt..
      A co do nadopiekuńczych rodziców, a szczególnie Mam – to mam na to swoją teorię. Najczęściej tak robią Matki które są nieszczęśliwe w swoich życiu czy małżeństwie. Znam Matkę, która ma męża z którym nie może wytrzymać i bez przerwy się kłócą , dlatego też Matka żyje życiem swoich synów, bo po prostu jej własne życie nie daje jej szczęścia.. Smutne ale prawdziwe.

    • kochanic.a.francuza Re: dorośli ludzie a ich rodzice 01.01.12, 04:32
      Oprocz telefonow jest chyba jeszcze jedna przyczyna: matki 30-latek to kobiety 50-60 letnie , ktore przezyly mlodosc w komunie, w gospodarce centralnie planowanej. Maja inny styl zycia i swiatopoglad, ale jakos tak bradziej podoba im sie swiat ich corek: konsumpcjonizm, nadazanie za nowinkami, technologoa, pozorna beztroska. Slowem zycie corki wydaje sie atrakcyjniejsze i panie chca zyc tym lepszym , mlodym zyciem. Ich zycie polegalo na wurzeczeniach, znoszeniu gbura przed telewizorem i barchanowych gaci, to jak fantastyczne musi byc zycie corki?
      Zreszta mlodosc trzyma przy zyciu, mlodzi daja energie, odpedzaje depreche, daje motywacje do zycia.
      Zycze zebyc to zrozumiala. Matka, ktorej juz nic nie interesuje, to dopiero problem. Ciesz sie ze chce byc czescia Twojego zycia.
      Moja koezanka tak wlasnie narzeka na matke. Matka zawsze wpycha sie na imprezy z nami (czyli mlodymi). Ja uwazam ja za fantastyczne towarzystwo; zawsze inna perspektywa, jaies tam moze i Wady ale ogonie lepiej miec roznorodne roczniki w palecie na imprezach. No lubie ta pania ok 65 lat. Natomist kolezanka deklaruje, ze na starosc wyjedzie na misje do Afryki i nie bedzie komus (wlasnym dzieciom) wlazic w zycie.
    • dwatrzydwa Re: dorośli ludzie a ich rodzice 02.01.12, 16:29
      Odnośnie stawiania granic: mam taką sytuację w rodzinie (moja matka chrzestna - była żona wujka i dwie kuzynki). Ojciec olał tę rodzinę jakiś czas temu (ponad 10 lat) i zostały we trójkę. Pani była żona ostatni raz pracowała przed narodzeniem pierwszej z córek, teraz utrzymuje się z alimentów, renty, wyłudzonej wcześniejszej emerytury - czyli standard w Polsce, żyje, więc należy jej się. Nie pójdzie do pracy, bo musi zajmować się dziećmi - starsza córka ma 26 lat, młodsza 20. Kiedy panny były w wieku okołogimnazjalnym cała rodzina miała delikatną bekę z tej pani, ale ona twardo twierdziła, że musi oporządzać dzieci 13 letnie, przecież jak to tak, żeby córka przyszła do domu i nie zastała w nim matki z obiadem?

      Oczywiście Pani bardzo się poświęcała gotując te obiadki i wychowując córki na pierdoły, które nie umieją nawet obrać ziemniaków. Dalszą część tej porywającej baśni znam z opowiadań starszej kuzynki, której udało się trochę rozplątać z bluszczu, chociaż przypłaciła to załamaniem nerwowym.

      Pani cioteczka nie pracowała, a poza tym jest osobą lubiącą konflikty, więc jest poróżniona z całą rodziną, nie ma też koleżanek. Rozmawia w zasadzie tylko z córkami, a z racji, że tak się dla nich poświęcała siedząc w domu wymaga od nich conajmniej takiego samego poświęcenia i dotrzymywania jej towarzystwa. Artykułuje swoje postulaty wprost: dziewczyny mają znaleźć sobie mężów, wprowadzić się z nimi do jej domu i robić wnuki (oczywiście, powinny poświęcić się dla męża i dzieci, bo co to za kobieta, która nie siedzi 24h w domu gotując i marudząc). W takim wypadku inwestowanie w edukację córek wydaje się startą pieniędzy. Starsza córka toczyła wielkie boje, bo chciała pójść na studia i jednak wynieść się z tego domowego grajdołka. Udało się jej, oczywiście matka nie pomaga jej finansowo, zarabia sama na siebie i nie mieszka teraz w domu, tylko w mieście uniwersyteckim (jest już po studiach). Młodsza siedzi z matką w domu, ma chłopaka, a Pani ciotka robi im obojgu pranie mózgu, żeby się wreszcie pożenili i wprowadzili do niej bo ona teraz siedzi całymi dniami w domu sama i może się odezwać tylko do kota (cytat autentyczny).

      Młodsza wydaje się niezdolna do przecięcia pępowiny i dochodzi do takich kuriozalnych sytuacji, że kiedy pojechała na wakacje, jej mama dzwoniła do niej codziennie i np. zabraniała jechać nurkować bo cośtam (oczywiście Pani ciotka nie zna się na nurkowaniu, nie była nigdy za granicą, ale miała dużo do powiedzenia na temat tego, co można i trzeba robić w obcych krajach a czego nie). Najgorsze jest to, że kuzynka, 20-letnia kobieta jest jej ślepo posłuszna. Dodam jeszcze, że Pani ciotka wciąż mówi jej, z kim nie może się kolegować(!!!). Tak jest, ostatnio zabroniła się widywać 20-latce z koleżanką, bo ta zbyt często zmienia chłopaków.

      Pani ciotka miała też duży udział w wyborze edukacji dla młodszej kuzynki. Przez rok (mimo, że dziewczyna skończyła klasę matematyczną) wmawiała jej, że jako kobieta nie jest umysłem ścisłym, nie poradzi sobie na polibudzie (wiązałoby się to z wyjazdem z domu) i powinna pójść zaocznie na wyższą szkołę lansu i baunsu w pobliskim mieście, bo wtedy bedzie mogła dalej z nią mieszkać i mamusia nie będzie samotna. Czy muszę dodawać, jak bardzo mi jest przykro, widząc, że kuzynka marnuje swój niezły, ścisły mózg na zaocznej politologii w Kozich Bobkach?

      Jeżeli chodzi o starszą kuzynkę: jak dostała dowód, wyniosła się z domu i cały czas pokazuje tabliczkę "access denied". Na początku toczyła boje z matką, bo ta potrafiła zadzwonić 3 razy dziennie i pytać, czy kuzynka zjadła odpowiednio: śniadanie, obiad i kolację. Potem zastosowała metodę nieodbierania natrętnych telefonów i teraz rozmawiają ok raz w tygodniu. Po takiej rozmowie kuzynka płacze godzinę, bo oto co mówi jej Pani Cioteczka:
      - szkoda, że nie jesteś taka kochana jak twoja młodsza siostra, ona nigdy by mnie nie zostawiła;
      - odwróciłaś się od rodziny, a ja tak się poświęcałam dla was;
      - jesteś niewdzięczna, nie chcesz ze mną mieszkać, a na starość mi nawet szklanki wody nie dasz;
      - nie wiem, gdzie popełniłam błąd, może powinnam cię więcej bić, to byś mnie bardziej kochała;
      - wiem, że nienawidzisz swojej matki, często przez ciebie płaczę;
      - życzę ci, żebyś miała takie okropne dzieci jak ty jesteś dla mnie;
      - ale dobrze, że mam młodszą córkę, ona jest taką cudowną dziewczyną

      etc.

      Piszę ten elaborat, żeby uwidocznić, że kiedy posiada się toksycznych rodziców, to stawianie granic i pokazywanie tabliczki "access denied" może tylko pogorszyć sytuację...
      • ka-mi-la789 Re: dorośli ludzie a ich rodzice 02.01.12, 18:19
        Po takiej rozmowie kuzynka płacz
        > e godzinę, bo oto co mówi jej Pani Cioteczka:

        Jedyna rada - nie odbierać telefonów w ogóle. Dopóki mamuńci klepki w główce nie wrócą na swoje miejsce (choć wątpię, czy to jeszcze możliwe).
    • pustynnedrzewo Re: dorośli ludzie a ich rodzice 08.01.12, 08:18

      Nie słyszałam o niczym takim. Ani moja matka ani teściowa nie wydzwania. Znajomi też nie mają takiej sytuacji.
    • Gość: Anna Re: dorośli ludzie a ich rodzice IP: *.nyc.res.rr.com 08.01.12, 14:09
      Nie wiem czy pamietasz, ale kiedys nie bylo komorek, a i telefon stacjonarny byl luksusem.
      • aga-kosa Re: dorośli ludzie a ich rodzice 10.01.12, 10:00
        Naukowo to się chyba nazywa syndrom opuszczonego gniazda.Przez długi czas małżeństwo żyje sprawami dziecka, dzieci. Katar, kaszel, szczepienia, przedszkole, wywiadówki, buty, pierwsza zabawa itd.
        Któregoś dnia widzimy obok dużego mężczyznę lub piękną mądrą kobietę.
        Strach przed starością, strach czy będę jeszcze komuś potrzebna, strach...
        Jeśli dzieci są mądre uciekają od mamusi i tatusia aby żyć swoim życiem. Następuje wtedy w małżeństwie pustka - bo o czym rozmawiać z tym facetem przed telewizorem/ Nie wyrobił się w małżeństwie zwyczaj bywania bo żyli dla dzieci. W domu zaczynają się rozmowy na poziomie mamutów HY? , MyHY.
        Najrozsądniej powiedzieć swoim rodzicom o ogromnej wdzięczności za wszystko co zrobili do tej pory i uświadomić im, że: jeśli nie wierzą, że zrobili wszystko dobrze i chcą ciągle coś poprawiać t zn nie sprawdzili się jako rodzice. Takim rodzicom należy zalecić wspólny wyjazd - aby nauczyli się z sobą rozmawiać nie o dzieciach. Takim rodzicom wyszukać miejsca spotkań aktywnych seniorów, nowy sport. Tyle chyba inteligentne dzieci mogą swoim perelowskim rodzicom zaproponować. Jak się pępowiny nie da przeciąć trzeba ją oderwać.
        Seniorem jest się dłużej niż kilkanaście lat temu.
        Pamiętam czasy kiedy babcia siedziała przy piecu kaflowym i odmawiała zdrowaśki, bawiła wnuki, potem przychodziła demencja starcza i kłopot gdzie babcię umieścić.
        Może lepszym sposobem bedzie rodziców- bluszczów nauczyć samodzielności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka