Dodaj do ulubionych

Mój znajomy chory na raka

12.02.12, 12:06
Mój znajomy zachorował na raka. Poszedł do lekarza, ten mu zaczął wymieniać jakie narządy nowotwór zaatakował po czym beztrosko powiedział: "1 listopada będzie pan miał swoje święto hehe". Jestem zszokowana. Rzeczywiście ten znajomy juz nie wyjdzie z tego i on dobrze o tym wie, ale jak można tak powiedzieć. Tyle sie teraz mówi że lekarze powinni byc bardziej empatyczni, powinni sie uczyć jak przekazywać tego typu info pacjentowi, a tu takie coś. Czy on miał takiego pecha czy to norma wśród lekarzy?
Obserwuj wątek
    • charles_chaplin Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:09
      Marna bajeczka. Nie wierzę w te bzdury.
      • amanda-lear Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:15
        Tego nie wiesz na pewno. A i lekarze czasem moga byc burakami. Sam fakt bycia lekarzem nie oznacza ze ktos jest dobry i wyrozumialy. Obecnie to biznes i to bardzo oplacalny.
        Swoja droga, jezeli tak powiedzial to poniekad oszczedzil tamtemu znajomemu zludzen i wkladania do koperty. Moze przez tych pare miesiecy, ktore tamtemu zostana po prostu cos wiecej zobaczy i przezyje.
        • charles_chaplin Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:18
          Daj spokój. Bzdury wypisane w celu zwrócenia na siebie uwagi. Chore to.
          • anaisanais96 Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:27
            Szkoda, że nie uznałeś że chore było zachowanie lekarza tylko moje.
            • charles_chaplin Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 13:13
              Żeby krytykować lekarza musiałabym najpierw uwierzyć w tą opowiastkę.
        • anaisanais96 Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:32
          Masz rację. Mój wujek w innym szpitalu typowo onkologicznym został potraktowany zupełnie inaczej. Lekarze nie powiedzieli mu do końca że umiera. NIe wiem co dla pacjenta jets lepsze, ale na pewno powinno się go jakoś do tego przygotować a nie tak prosto z mostu i jeszcze w formie "żartu".
          • amanda-lear Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 13:15
            Niektorzy maja tzw. rubaszne poczucie humoru, angielskie czy tez czarne...
            Z jednej strony trudno sie dziwic lekarzom na co dzien obcujacym ze smiercia ze po pewnym czasie fiksuja a skora sie im robi jak na nosorozcu. Oni maja za zadanie wyciagac nas z choroby
            a zbytnia empatia moze to utrudniac.
    • skrzydlo_smoka Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:10
      Wybacz, ale nie wierzę.
    • trollik.morski Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:16
      Błogosławieni ci, którzy nie słyszeli, a uwierzyli:/
    • snowy.owl Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:17
      Też nie wierzę. Bzdura.
      • anaisanais96 Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:25
        Oczywiście osobiście tego nie słyszałam jednak znajomy(chory) mi to opowiadał .Gdybym się nie bała konsekwencji to napisałabym jego nazwisko na forum. Wasze reakcje na szczęście mnie przekonują że tacy lekarze nie zdarzają się często.
    • grassant Re: Mój znajomy 12.02.12, 12:21
      Kaśka W.?
    • berta-death Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:43
      Czytając różne blogi i forumowe wpisy, to można uznać, że nie jest to odosobniony przypadek. Oczywiście można nie wierzyć, ale jak się rozmawia ze znajomymi, których dotknęła jakaś poważna choroba, to tego typu teksty nie są rzadkością.

      Myślę, że znajomy powinien złożyć skargę na niewłaściwe zachowanie lekarza. Nie ma przecież nic do stracenia. Zapewne nic to nie da. Ale z drugiej strony jakby ludzie nie wychodzili z założenia, że i tak nic się nie da zrobić i jednak chociaż skargi składali, to może jednak by coś ruszyło. Jak na kogoś wpłynie kilkadziesiąt, bądź więcej, skarg od różnych osób, to nawet najbardziej wyrozumiałemu, w dupie wszystko mającemu i skorumpowanemu szefowi, ciężko będzie nad tym przejść do porządku dziennego. Nie mówiąc o tym, że część burackich osób, wcześniej czy później ładuje się w jakieś poważniejsze kłopoty, które są zamiatane pod dywan m.in. z powodu, że delikwent miał dotychczas nienaganną opinię i nigdy żadne skargi na niego nie wpływały, zatem musiał to byc incydent, więc nie ma się czego czepiać i trzeba dać mu drugą szansę.
    • fuks0 Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 12:47
      Jeżeli 1. listopada ma być jego świętem, to powinien się cieszyć - w końcu nie każdy ma możliwość zostania świętym :)
    • chat_calin Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 17:31
      Powinien napisac skarge do Komisji Etyki Lekarskiej. Nie dla siebie - dla innych.
    • easz Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 21:03
      Duzo tu osob napisalo, ze to bzdury. Nie wiem tego, ale nie ocenialabym tak szybko, bo sama wiem za to o jednym takim przypadku, bezposrednio, wiec nie ze slyszalam, czytalam, albo mi sie przysnilo. Mniejsza o szczegoly, ale chodzilo o kase i 'albo do piachu', ogolnie mowiac, przy czym 'do piachu' to cytat, wiec nikt mi nie wmowi, ze takie rzeczy sie nie dzieja.
      Nie wiem co jest z panem doktorem teraz, ale tymczasem zdazyl miec juz kilka spraw itd. A to byl taki swietny lekarz, poza tym wszystkim.
      • iceland.3 Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 16:29
        Uważam, że jeśli ktoś oczernia pewna grupe zawodowa to powinno byc tez mozliwe złozenie skargi na takiego forumowicza i odpowiednie przeprosiny.
        • kseniainc Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 16:34
          oczywiście jeśli imiennie kogoś oczernisz, można dochodzić swojego i żądać przeprosin , by odzyskać swe dobre imię;-)
    • georgia241 Re: Mój znajomy chory na raka 12.02.12, 21:11
      A ja wiem, że są osoby, które z przerzutami wyzdrowiały. Są terapie niekonwencjonalne i walczyć trzeba po prostu. Życie to skarb!
      • marguy Re: Mój znajomy chory na raka 13.02.12, 01:35
        georgia,
        wybacz, ale nie wiesz o czym piszesz wiec moze lepiej bedzie jesli sie powstrzymasz, bo rak z przerzutami to naprawde powazna i juz smiertelna choroba. To IV stadium, nieuleczalne, o czym kazdy uczciwy lekarz powinien powiedziec pacjentowi w sposob profesjonalny i kulturalny!
        • georgia241 Re: Mój znajomy chory na raka 13.02.12, 08:00
          Ludzi leczą się z tego. Cud terapii gersona - to na poziomie fizycznym. Modlitwa też uleczy, o ile ktoś tego pragnie.
          • 25augustyna Re: Mój znajomy chory na raka 13.02.12, 09:09
            nie pomogą doktoraty, gdy człowiek chamowaty

            a tacy bywają nasi " doktorzy" ( choć nie wszyscy)

            Im mniejsza miejscowość tym ważniejszy doktor i bardziej nieociosany

            i nie piszcie, że to nieprawda

            Spotkałam też wspaniałych lekarzy choć niewielu

            Nie mieli złotówek zamiast oczu
            • patrycja7319 Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 15:06

              Nie wiem czy autorka tematu napisała prawdę czy nie, jak niektórzy sugerują, ale miałam w domu podobną sytuację.Mieszkał ze mną mój dziadek, sędziwy(87 lat wówczas). Pewnego dnia zasłabł, wezwałam pogowowie, ponieważ stracił przytomnosć i upadł. Przyjechało dwóch osiłków, popatrzyli na dziadka leżącego już na łóżku, aczkolwiek mało kontaktowego,po czym jeden do drugiego powiedział:"eee umarlak".Łzy zakęciły mi się w oczach. Wywaliłam panów za drzwi, a dziadka zawiozłam na pogotowie.Dodam, że dziadziuś żył jeszcze przeszło rok od tego incydentu.
              Sama jestem pacjentką onkologiczną i moim zdaniem więcej gaf popełniają zwykli lekarze niż onkolodzy.
              39 lat;03.03.2011 radykalna histerektomia;RSM 1B;HP pooperacyjne
              ok!
          • marguy Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 21:08
            georgia,
            szkoda ze leczenie ludzi z zabobonow i wiary w cuda jest o wiele trudniejsze.
            Najtrudniejsze jest jednak wyleczenie z wszechwiedzy tych, ktorzy nigdy nie mieli do czynienia z rakiem.

            Powiedz mi, georgia, jak to sie dzieje, ze w III tysiacleciu, mloda, wygladajaca do tej pory na calkiem nieglupia, kobieta wierzy w takie bzdury?
            Bo ja tego pojac nie moge.
          • 0riana Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 18:07
            > Ludzi leczą się z tego. Cud terapii gersona - to na poziomie fizycznym. Modlitw
            > a też uleczy, o ile ktoś tego pragnie.

            Jasne, tylko kozlatko trzeba zlozyc w ofierze i splunac 3 razy prze lewe ramie... Wstrzasajacy jest Twoj post...
    • kseniainc Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 16:08
      Kawały są różne;-p Ale abstrahując od Twojej historyjki. Zależy jakie układy ma pacjent z lekarzem.Mam pewną przypadłość od wielu lat.....mój lekarz nazywa mnie recydywistką i się nie gniewam;-)
    • moonogamistka Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 16:13
      Norma:-) Mam grono znajomych lekarzy i do dzis pamietam grilla w ich gronie, gdy ktorys opowiadal o kobiecie skarzacej sie na bol- w momencie podnoszenia reki- " to niech pani nigdy nie podnosi"= rechot zgromadzonych- bezcenny:-)
      Z drugiej strony- trzeba miec skore nosorozca, by przetrwac.
      A ludzie, znaczy pacjenci tez sa rozni, dziwni, trudni. A ty masz istniec w tym, dzien w dzien i przetrwac. Z czasem sie twardnieje.
    • mmagi Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 16:21
      chyba prawde mu powiedział:D
    • xolaptop Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 20:43
      Trudno uwierzyć w tę opowieść, ponieważ 1 listopada przypada dzień Wszystkich Świętych, natomiast 2 listopada jest świętem zmarłych. Nawet słabo wykształceni ludzie wiedzą takie rzeczy, a w tym przypadku podobno nie wiedział o tym lekarz.
      • rannie.kirsted Re: Mój znajomy chory na raka 14.02.12, 21:11
        to jest tylko wiedza ktora ogranicza sie do informacji w kalendarzu. na cmentarz do swoich zmarlych wszyscy zapieprzaja 1szego listopada, dzien wolny od pracy, a nie 2giego w "zaduszki"
    • pod.sufitka Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 00:13
      u lekarzy obserwuje 2 skrajne postawy albo nie informowanie pacjenta o tragicznym stanie albo jak w tym przypadku totalne chamstwo, trudno o postawe "pomiedzy" byc moze w tym zawodzie potrzeba jest gruba skora ale dla pacjenta to totalny szok i uprzedmiotowienie
    • blondynka.online Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 13:24
      Myślę, że to prawda.

      Chirurg onkolog (ceniony) w szpitalu wojewódzkim ( poradnia) do mnie podczas badania kontrolnego (podniesionym głosem):
      " Z czym tu pani do mnie przychodzi?!! Baby chodzą po ulicach, z cyców im cieknie! Co siódma i tak zachoruje na raka!!!"

      Byli świadkowie - pielęgniarka i technik radiolog.
      • kseniainc Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 13:57
        i nie dałaś mu po mordzie?
        • blondynka.online Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 14:59
          > i nie dałaś mu po mordzie?
          zobacz mój nick ;-)))

          gość wypalony zawodowo ( poza tym cham, oczywiście) , powinien zmienić specjalizacje na patologię - pacjenci nie mówią
          • kseniainc Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 15:04
            heh-jaką specjalizację, kiedy on się nawet do krów nie nadaje;-) Choć krowa zapewne kopa w zadek , by mu zasadziła;-p
            • blondynka.online Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 15:11
              dlatego tylko patologia... pacjent nie mówi nie rusza się i generalnie go już nic nie obchodzi...
    • iceland.3 Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 16:22
      Nie wierzę w to co tutaj napisałaś. Uważam, że zajomy skłamał.
    • fajnajozia Re: Mój znajomy chory na raka 16.02.12, 16:28
      > Mój znajomy zachorował na raka. Poszedł do lekarza, ten mu zaczął wymieniać jak
      > ie narządy nowotwór zaatakował po czym beztrosko powiedział: "1 listopada będzi
      > e pan miał swoje święto hehe". Jestem zszokowana.

      Jeśli to prawda, podaj nazwisko tego patafiana. Zasługuje na rewanż, skoro ma takie poczucie humoru. Pacjenci też się powinni pośmiać, nie uważasz?
      • madzi_k_k prawda 17.02.12, 13:19
        Przerabiam na bieżąco. Nie wiem skąd u was wszystkich podejrzenie, co do empatii u lekarzy.
        Prosty, banalny przykład, a może podziała na wasze wyobrażenie:
        Onkolog dzień w dzień przyjmuje pacjentów z zaawansowanym w różnym stopniu rakiem. Rakiem mózgu, płuc czy skóry. Ludzie stoją w kolejce do gabinetu, 30 minut, 20. Czekaja, wchodzą, on ogląda kartę, sprawdza. Wpisuje. Czasami nawet nie porozmawia z pacjentem i nie powie mu co mu jest, wysyła dalej.
        Naprawdę nie ma na to czasu ani chęci, by podejść indywidualnie, miłosiernie, emfatycznie i wyrozumiale, z wrodzona delikatnością do kolejnego nowotworu. Bo się nie da z czysto praktycznego punktu widzenia i z powodu oziębiającej rutyny i tego, ze to naprawdę nie robi żadnego wrażenia!! [/b]
        • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 13:28
          To niech w oborze oporządza, skoro do ludzi się nie nadaje;-p
          • madzi_k_k Re: prawda 17.02.12, 13:29
            niestety-MAJA MONOPOL NA LECZENIE :P

            kseniainc napisała:

            > To niech w oborze oporządza, skoro do ludzi się nie nadaje;-p
        • fajnajozia Re: prawda 17.02.12, 13:36
          Naprawdę nie ma na to czasu ani chęci, by podejść indywidualnie, miłosiernie, emfatycznie i wyrozumiale, z wrodzona delikatnością do kolejnego nowotworu. Bo się nie da z czysto praktycznego punktu widzenia i z powodu oziębiającej rutyny i tego, ze to naprawdę nie robi żadnego wrażenia!!

          I nie musi podchodzić indywidualnie, ale mógłby sobie darować nadprogramowe żarty w stosunku do umierającego człowieka. Bydle i tyle.
          • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 13:43
            Nie zgadzam się.Jeśli lekarz nie odczuwa NIC , gdy jego pacjent schodzi , a jeszcze zdobywa się na złośliwości, to już jest powód , by zmieniać zawód. Ludzie chorzy nie mają siły walczyć o swoje, o godność, a lekarzyny występują wtedy z pozycji siły. Nie my jesteśmy dla lekarzy, a oni kuśwa dla nas!
            • fajnajozia Re: prawda 17.02.12, 13:49
              Nie zgadzam się.Jeśli lekarz nie odczuwa NIC , gdy jego pacjent schodzi , a jes
              > zcze zdobywa się na złośliwości, to już jest powód , by zmieniać zawód. Ludzie
              > chorzy nie mają siły walczyć o swoje, o godność, a lekarzyny występują wtedy z
              > pozycji siły. Nie my jesteśmy dla lekarzy, a oni kuśwa dla nas!

              Oczywiście. Ale znając nasze chore realia, przynajmniej tak ewidentne naruszenie etyki, powinno być natychmiast ukarane. Ale wiesz, możemy sobie gadać:(
              • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 13:52
                Jestem pyskata, gdy trzeba walczyć o swoje. Nie interesuje mnie wtedy, czy to nauczyciel, lekarz, piekarz, sprzedawca. Czasem trzeba huknąć. Jeśli chodzi o środowisko lekarskie, większość to bufony, którzy myślą, ze są niezastąpieni i nikt im nic nie moze zrobić. Na szczęscie czasy się zmieniają i ludzie już znają swoje prawa i co raz częsciej ich dochodzą.
                • fajnajozia Re: prawda 17.02.12, 13:59
                  estem pyskata, gdy trzeba walczyć o swoje. Nie interesuje mnie wtedy, czy to n
                  > auczyciel, lekarz, piekarz, sprzedawca. Czasem trzeba huknąć. Jeśli chodzi o śr
                  > odowisko lekarskie, większość to bufony, którzy myślą, ze są niezastąpieni i ni
                  > kt im nic nie moze zrobić. Na szczęscie czasy się zmieniają i ludzie już znają
                  > swoje prawa i co raz częsciej ich dochodzą.

                  Ja to bym raczej "zinwigilowała" dziada i potem pośmiała się z jego nieszczęścia (na pewno jakieś ma:)
                  • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 14:04
                    Jestem zwolenniczką prostych rozwiązań, nie lubię sobie życia utrudniać. Kawa na ławę;-)
                    • fajnajozia Re: prawda 17.02.12, 14:08
                      Jestem zwolenniczką prostych rozwiązań, nie lubię sobie życia utrudniać. Kawa n
                      > a ławę;-)

                      Do takiego buca nie trafi. Zedrzesz gardło i tyle:)
                      • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 14:12
                        Nie jednego buca spotkałam na drodze i nie jednemu powietrze zeszło, czy piórka opadły;-) Krzyczeć też nie lubię-szkoda gardła właśnie;-)
                        • fajnajozia Re: prawda 17.02.12, 14:17
                          Nie jednego buca spotkałam na drodze i nie jednemu powietrze zeszło, czy piórka
                          > opadły;-) Krzyczeć też nie lubię-szkoda gardła właśnie;-)

                          W takim razie nie ustawaj i walcz:)
                          • kseniainc Re: prawda 17.02.12, 14:25
                            Nie no-kiedy nie muszę , to szkoda śliny, nie bedę się pruła;-p
    • nosorozecwlochaty Re: Mój znajomy chory na raka 17.02.12, 14:36
      Nie rozumiem czemu nie wierzycie w tę historię. Naprawdę niemało jest chamowatych lekarzy, zwłaszcza w publicznej służbie zdrowia. Co ciekawe jak się pójdzie na płatną wizytę prywatną, to nagle są jacyś sympatyczniejsi ;)

      A specjalizacje takie jak onkolog, gdzie co drugi pacjent idzie do piachu w krótkim czasie wymagają od człowieka naprawdę skóry nosorożca, po prostu jakby się przejmował, to by zwariował. Stąd i stępiona wrażliwość, chociaż występuje to u lekarzy wszystkich specjalizacji.

      A tak przy okazji to słyszałem np. taką autentyczną historię o lekarzu. Romantyczna randka, w pewnym momencie facet wstaje od stolika i mówi "Przepraszam, idę oddać stolec". Drugiej randki już nie było :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka