stephanie.plum
21.02.12, 16:56
szłam sobie z moim psem poczciwcem na spacer po rozmiękłym śniegu, pod szarymi wronami.
z naprzeciwka zbliżał się mężczyzna. widziałam go z daleka, ale jego amstaffa zauważyłam w ostatniej chwili.
kiedy rzucił się do gardła mojemu psu.
usłyszałam charkot, głuchy, cichy - idealny muzyczny zapis zimnej furii.
a potem świat przestał istnieć - był tylko kłąb psich ciał na śniegu.
bez jednej myśli, w ułamku sekundy rzuciłam się w ten kłąb.
nie wiem ile czasu trwała walka, minęły może ze cztery sekundy, odmierzane bezsensownymi okrzykami stojącego nad nami mężczyzny.
wreszcie udało mi się chwycić amstaffa za obrożę i rozdzielić psy.
mój głupek tylko ogonem do tamtego merdał.
a ja siedzę teraz, podziwiam wielki siniak na udzie i skaleczenie na dłoni zahaczonej amstaffim kłem, i czuję się dumna oraz szczęśliwa.
to są "szlachetne blizny", bo dorobiłam się ich w obronie mojego psiska!
no powiedzcie sami, czyż to nie miłość?
:~D