dzidzia.doc
25.03.12, 19:00
Ja i mój chłopak posprzeczaliśmy się, i chyba to było właśnie wyznaczanie granic.
Zapytałam go dzisiaj, co myśli o pewnej rzeczy na temat miłości (którą wyczytałam w pewnej książce). A on mi na to, że nie chce mu się zastanawiać, i w ogóle nie znosi rozmów na temat miłości, i koniec.
Trochę mnie to zirytowało, bo ja nigdy nie zaczynałam z nim rozmów na tematy uczuć itp. A ta książka jest super, to książka z socjologii zresztą. No więc pytam, co mu to przeszkadza. A mój chłopak mówi, że ma złe doświadczenia, tj. takie, że z kobietami rozmowy na temat miłości powodują same problemy.
To się jeszcze mocniej zirytowałam, i mówię, że jeszcze ze mną nie rozmawiał o tym, to skąd wie (że sie potwierdzą - te doświadczenia), i co niby może się stać. I on na to, że wtedy zawsze kobieta zaczyna stawiać kłopotliwe pytania, i dlatego on z góry odmawia rozmów o miłości, i już.
I chwilowo cisza. No to tak siedzę, siedzę i myślę - że nawet nie dał mi dojść do głosu, nawet nie dał mi powiedzieć, że to jest naukowa książka (już nie mówiąc o wysłuchaniu chociaż mojego pytania), I że to jest niesprawiedliwe strasznie, bo ja akurat wiem bardzo dobrze, że faceci nie znoszą gadania o uczuciach, i nie gadam z nimi o tym, ale moje pytanie miało być zupełnie inne, tylko on nawet nie dał mi dojść do głosu, i że tak sobie zarządził, że tematu nie będzie, co to kurka ma znaczyć?!
No to mówię (takim zimny tonem już), że jednak proszę, żeby wysłuchał mojego pytania, bo na razie niczym nie dałam mu powodów, żeby przykładał do mnie te swoje złe doświadczenia.
On, że nie, i koniec (też już zły), że nie będzie rozmawiał na bzdurne tematy o miłości z poradników, które piszą ciotki (!!!). To ja mówię, że nie życzę sobie, żeby zarządzał tematem rozmów ani żeby krytykował moją lekturę, nie mając zwłaszcza pojęcia, jaka to książka. I że skoro nie raczył wysłuchać mojego pytania, pomimo że więcej niż raz prosiłam, to do widzenia, pojadę do domu się uczyć, a on zresztą też ma do zrobienia te rzeczy do pracy na jutro (byliśmy u niego w domu, tylko że mieliśmy jeszcze pojechać do parku na długi spacer, dopiero potem miał mnie zawieźć do domu), i że nie musi mnie odwozić itp. i nie dam sobą manipulować.
No to powiedział, że skoro nie mam ochoty na jego towarzystwo, to ok, i że on też nie da sobą manipulować, oczywiście mnie odwiezie (w aucie, gdy jechaliśmy, spytał, czy może jednak skręcić na trasę do parku, ja na to, że nie, strasznie zła byłam).
I dalej jestem - tyle z tego korzyści, że od czwartej się uczyłam, więc dużo zrobiłam przynajmniej. Nie jest mi miło, że tak się posprzeczaliśmy, jednak nie żałuję, nie pozwolę, żeby mi mój chłopak zabraniał poruszania tematu w rozmowie.
Jeśli ktoś mnie przeczytał, to dzięki :)