aleatoria
02.04.12, 22:38
Trafił mi się sporo starszy mężczyzna (ja mam 25 lat, on o 20 więcej). Szczerze mówiąc kiedyś myślałam, że to taki związek na chwilę, bo to znany podrywacz (choć nie zaliczacz), ja sama na brak powodzenia absolutnie nie narzekam, więc w razie czego nie miałabym problemu ze znalezieniem kogoś nowego, że jestem młoda, więc nie zaszkodzi jak trochę sobie poeksperymentuję i takie tam. Ale tak jakoś minęły cztery lata, ja spoważniałam i łapię się czasem na tym, że myślę o przyszłości, on, zamiast się mną znudzić, jak wynikałoby z wszelkich reguł, dąży do tego, żeby mnie do siebie wprowadzić. Nie zawsze było idealnie, ale z czasem coraz lepiej się do siebie dopasowujemy, jednocześnie nie przestając się nawzajem inspirować. Uprzedzając głupie komentarze - nie utrzymuje mnie ani nigdy nie utrzymywał, nie kupuje drogich prezentów, na dzień dzisiejszy mieszkam sama i sama na to mieszkanie zarabiam (choć łatwo nie jest).
Wszystko byłoby sielankowo, gdyby nie moja mama, która nie chce się pogodzić z faktem, że spotykam się z kimś dużo starszym. Mogłabym oczywiście wprowadzić się do swojego partnera i wziąć z nim ślub i obiekcje mojej mamy zignorować, jak to robiłam do tej pory, ale mi się marzy jedna rodzina, w której razem spędza się święta, jeździ czasem razem na działkę i na wakacje i w której panują przyjazne stosunki, podczas gdy mama za wszelkie skarby świata nie chce nawet poznać mojego partnera. Dzwoni do mnie codziennie i pyta, czy już znalazłam sobie kogoś w swoim wieku, robi mi nieprzyjemne wymówki, nazywa mojego faceta "starcem", przypomina mi, że ona i tata są w tym samym wieku, itp., itd. Chyba (pomijając własne uprzedzenia) wstydzi się reakcji reszty rodziny i swoich koleżanek, zwłaszcza przy całym szumie medialnym wokół tzw. sponsoringu. Nie wiem doprawdy co z tym fantem zrobić. Jeśli przez tyle czasu się nie przyzwyczaiła, to chyba nie można liczyć na to, że po prostu jej przejdzie.