lena.nocna
21.07.12, 16:14
Zastanawiam się czy takie przypadki w życiu to norma czy wyjątek, na który miałam pecha trafić.
Jestem osobą dosyć aktywną, ogarniętą i zaradną. Lenistwa w ilości większej niż 3 dni w tygodniu nie trawię. Sama nie potrafię być niechlujna i swoim syfem (pranie, brudne naczynia, śmieci na dywanie) robić problemów innym, zajmować ich cenny czas. Trochę przez szacunek dla innych i ich czasu trochę przez takie wychowanie - nie potrafię.
Trafiłam na faceta, pół roku mieszkania razem, który na początku zdawał się być dokładnie taki sam jak ja: aktywny i w miarę ogarnięty z lekką tendencją do wygodnego leniuchowania. Starał się, zależało mu, miał świetne dynamiczne życie.
No i co zostało? Owszem lubi sobie pogadać jak to gdzieś pojedzie, zwiedzi, jak coś ugotuje, jak zrobi pranie, wymieni żarówkę, wytrzepie dywan. Pogadać lubi, ale nie robi nic. Same deklaracje. Poza tym tylko internet i spanie. I tak w kółko. Praca go nudzi. Tylko seks ciągle jest takie sam, czyli bardzo dobry, ale seks za to mnie nie kręci, bo jestem po prostu zmęczona podwójnymi obowiązkami w domu, które mam przez jego postawę, zmęczona jestem jego biernością.
Powoli dostaję mężczyznowstrętu. Pocieszcie mnie i powiedzcie, że są jeszcze faceci którzy nie zmieniają się w trutnie po okresie, w którym starają się o kobietę!