rozowazapalniczka
22.07.12, 19:44
cześć,
Wiem, że podobnych wątków było już tutaj dużo ale każda historia jest inna a nie doszukałam się adekwatnej sytuacji.
Kilka miesięcy temu dostałam pracę moich marzeń w znanej firmie. Dzięki niej mogę się rozwinąć i w końcu wyspecjalizować a co za tym idzie być w końcu cennym wykwalifikowanym pracownikiem i pracować na swój życiowy sukces.
Takie były założenia, rzeczywistość okazała się przewrotna. Dział składa się z kilkunastu dziewczyn, które mają bardzo wysokie kompetencje, to ich pierwsza praca, ukształtowały je procedury i liczne szkolenia, których ja nie miałam szansy poznać. Mam małe tylko kilkumiesięczne doświadczenie w tej kwestii, ale ktoś dał mi szansę za co jestem bardzo wdzięczna.
Powyższe kilkanaście dziewczyn to zamknięta szczelnie zaizolowana grupa. Już w pierwszym miesiącu zauważyłam, że ta grupa bardzo napiera na również nową pracownicę zarzucając jej błędy, wytykając niekompetencję i informując kierownika, że nie da sobie rady.(jedna z nich wstaje i na forum wszystkich mówi, że tamta znowu coś źle zrobiła i że ona się do tej pracy nie nadaje). O mały włos przez te zachowania dziewczyna o mało nie została zwolniona, jej kariera w firmie wisi na włosku. Podkreślam, dziewczynie nic nie dolega, jest bardzo miła i pracowita a każdy ma prawo się pomylić, szczególnie na początku, grunt, żeby swoich błędów nie powielał. Najwyraźniej im nie spasowała i za wszelką cenę chcą się jej pozbyć.
Niestety przez kilka miesięcy nie udało mi się przebić muru. Jestem bardzo izolowana. Zazwyczaj nikt ze mną nie rozmawia, kończy się na cześć na dzień dobry i cześć na dowidzenia. Wszyscy bacznie mi się przyglądają, patrzą mi na ręce i słuchają wszystkiego co powiem przez tel. Boję się tego tel odebrać, bo jeśli powiem coś nie tak, to mogę mieć przechlapane. Nie mam z kim wyjść na obiad, ostentacyjnie nie jestem zapraszana na poranną kawę, jestem traktowana jak powietrze. Przez tą sytuację jestem niesamowicie zestresowana. To wpływa na moje samopoczucie i na moją pracę. Z uśmiechniętej sympatycznej dziewczyny, która zawsze w pracy nawiązywała przyjaźnie zmieniłam się w robota z pustym wyrazem twarzy. W przypadku kiedy popełnię jakiś błąd cały dział jest na mnie wściekły i ignoruje mnie jeszcze bardziej. Często nikt mi nie mówi jaki to był błąd tylko traktuje mnie jak kretynkę i nie wiem jak mogłabym na coś uważać, jeśli nie wiem na co;/ Życie w takiej atmosferze sprzyja błędom i brakowi pewności siebie. Jedna koleżanka, po której akurat przejęłam część zadań upatrzyła sobie mnie najbardziej. Obserwuje mnie kiedy wstaję od biurka z bardzo zaciętym wyrazem twarzy. Ostatnio złapałam ją na kopaniu pode mną dołka (to było bardzo przykre bo to nie była prawda;/ ) , żeby osiągnąć swój cel i przy okazji żebym nie siedziała w pobliżu niej. Bardzo się boję i myślę że nie bezpodstawnie, że takie dołki kopie za moimi plecami kiedy mnie przy tym nie ma. Kiedy idę po pomoc w jakiejś sprawie inna koleżanka twierdzi że nie ma czasu i że mam czytać dokumenty bo tam jest wszystko napisane i ona już nic nie zrobi. Tylko, że te dokumenty ktoś kiedyś błędnie zinterpretował i bez przyczyny nie pytałabym. Przejęłam ten zakres zadań, chciałabym dobrze wywiązać się z pracy i nie chciałabym, żeby coś spadło na mnie, bo to byłby gwóźdź do mojej trumny. Wychodzi na godzinną przerwę choć wie, że ja czekam aż coś zrobi bo bez tego nie ruszę z moim zadaniem. Potem idzie do domu a ja już nie mam szans.
Bardzo chciałabym, żeby moje marzenie o karierze i rozwoju osobistym się spełniło, ale na radzenie sobie z tą sytuacją pochłania tyle energii, że zostaje je bardzo mało na dokształcanie i pracę nad sobą. Jasne, można zagryźć zęby ale ile można tak trwać. Zastanawiam się nad odejściem.
Jeszcze nie rozmawiałam z moją przełożoną na temat całej tej sytuacji, bo mam za sobą złe doświadczenia w takich kwestiach (mój poprzedni przełożony robił takie rzeczy, które się w głowie nie mieszczą). Chcę pracować i rozwijać się ale boję się takiej atmosfery wiecznych pomówień, wiecznego niezadowolenia i traktowania mnie z góry. Nie jestem osobą konfliktową ale boję się, że kiedyś nie wytrzymam i albo wybuchnę wściekłością albo płaczem. Wiem, że rozmowa z koleżankami nic nie da, to będzie dla nich żałosne i żenujące i na dodatek utwierdzi je w przekonaniu że osiągnęły swój cel. Tylko co ja im takiego zrobiłam?
Czy ktoś ma pomysł na rozwiązanie takiej chorej sytuacji?