mam_pokrecony_mozg
24.08.12, 08:30
czesc kochani, nie bede wszystkiego opisywala bo to klasyk...
obydwoje dorosli, ja 35 on 40, niby powinnismy wiedziec w tym wieku co jest grane ale ON nie wiedzial, niby kochalismy sie ale on wybral "minimum"
zarabia pieniadze, wsadza w swoja "dacze", nie chcial dzieci, chce zyc bez zobowiazan, spotykac sie z ludzmi, nie mam do niego pretensji bo mi nigdy nic nie obiecal. Pretensje mam do siebie ze zylam nadzieja, ze sie ludzilam, bo przeciez wiek, bo za granica razem latwiej, bo jestesmy sami bo rodzice w Polsce. Rozumielismy sie kochalismy sie tylko tej kropki nad I brakowalo.
WIdzialam jak dziewczyny starsze ode mnie popadaly w depresje, niektore juz szans na dziecko nie maja, wszystkie zgodnie powtarzaly bym podjela decyzje, jesli ON jej podjac nie moze/nie chce.
No i podjelam. Mialam cisnienie? tak! pewnie, bo uwazam ze po 2 latach spotykania sie i na dodatek w tym wieku trzeba jakis kierunek obrac.
On nie chcial, chce zyc po swojemu i ma do tego prawo. Jako mezczyzna moze jeszcze dlugo byc plodny, znajdzie za pare lat jak sie odkuje finansowo jakas trzydziestke i wtedy zapragnie miec rodzine.
Ale dla mnie to juz ostatnie dzwonki....To byla decyzja dyktowana rozumem nie sercem. Serce przegralo.Mam nadzieje ze nie bede zalowala.....