Dodaj do ulubionych

odeszlam w ostatniej chwili.....boli....

24.08.12, 08:30
czesc kochani, nie bede wszystkiego opisywala bo to klasyk...
obydwoje dorosli, ja 35 on 40, niby powinnismy wiedziec w tym wieku co jest grane ale ON nie wiedzial, niby kochalismy sie ale on wybral "minimum"
zarabia pieniadze, wsadza w swoja "dacze", nie chcial dzieci, chce zyc bez zobowiazan, spotykac sie z ludzmi, nie mam do niego pretensji bo mi nigdy nic nie obiecal. Pretensje mam do siebie ze zylam nadzieja, ze sie ludzilam, bo przeciez wiek, bo za granica razem latwiej, bo jestesmy sami bo rodzice w Polsce. Rozumielismy sie kochalismy sie tylko tej kropki nad I brakowalo.
WIdzialam jak dziewczyny starsze ode mnie popadaly w depresje, niektore juz szans na dziecko nie maja, wszystkie zgodnie powtarzaly bym podjela decyzje, jesli ON jej podjac nie moze/nie chce.

No i podjelam. Mialam cisnienie? tak! pewnie, bo uwazam ze po 2 latach spotykania sie i na dodatek w tym wieku trzeba jakis kierunek obrac.

On nie chcial, chce zyc po swojemu i ma do tego prawo. Jako mezczyzna moze jeszcze dlugo byc plodny, znajdzie za pare lat jak sie odkuje finansowo jakas trzydziestke i wtedy zapragnie miec rodzine.
Ale dla mnie to juz ostatnie dzwonki....To byla decyzja dyktowana rozumem nie sercem. Serce przegralo.Mam nadzieje ze nie bede zalowala.....
Obserwuj wątek
    • wez_sie Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 08:36
      bardzo dobrze zrobilas.
      kobieta bez dziecka nie ma prawa nazywac sie prawdziwa kobieta.
      przeciez to kazdy wie, nawet ja.
      • lenka.magdalenka Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 08:39
        wez_sie napisał:
        > kobieta bez dziecka nie ma prawa nazywac sie prawdziwa kobieta.
        > przeciez to kazdy wie, nawet ja.


        zatem kim taka kobiet jest ?
        jak byś ją nazwała ?
        • wez_sie Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:05
          jestem chlopcem
          • lenka.magdalenka Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:29
            wez_sie napisał:

            > jestem chlopcem

            ok, zatem jakbyś "taką kobietę nazwał ?
            • wez_sie Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:57
              nie mam jeszcze nazwy
      • alpepe Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:00
        wez_sie napisał:

        > kobieta bez dziecka nie ma prawa nazywac sie prawdziwa kobieta.

        i bez cycków
        i bez tyłka
        i niegotująca
        i niesprzątająca
        i nieuległa itd.
        • wez_sie Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:04
          nie
        • mariuszg2 Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 10:00
          alpepe napisała:

          >> i nieuległa itd.
          >
          >
          Nieulega? Ależ absolutnie. Kobieta ma byś super domina.... uwielbiam kobiety dominujące, pomiatające, rozkazujące, szastające, wymiatające po prostu...
      • lospecchio i vice wersja, wez_sie 24.08.12, 12:39
        wez_sie napisał:

        > bardzo dobrze zrobilas.
        > kobieta bez dziecka nie ma prawa nazywac sie prawdziwa kobieta.
        > przeciez to kazdy wie, nawet ja.

        i vice wersja
        chłop co nie ma zony, nie spłodził dzieci i nie dba o nie, nie ma prawa nazywać siebie prawdziwym mężczyną ,
        to oczywiste.
    • wersja_robocza Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 08:55
      Spodziewasz się dziecka?
    • takajednakropka Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:04
      Im szybciej się odetniesz tym lepiej.
      35 lat to nie tak wiele. Życie przed Tobą. A na pewno pół.

      Ja podjęłam taką decyzję trochę za późno, bo nagle okazało się, że jestem w ciąży, w którą nie umiałam zajść przez lata... Złośliwość losu?
      Straciłam kolejne trzy lata w ten sposób, teraz mam 37 i małe dziecko. Więc jak to mówią Francuzi "marne sząse". :)
      • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:49
        przykro mi tylko bo slyszac "glupie" pytanie typu "co sie dzieje itd" bylam podczas tej rozmowy bardzo agresywna, choc zwykle nie jestem.

        Poscily mi nerwy, ale to chyba ludzkie....coz musze z tym zyc...
        • takajednakropka Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:52
          Przed dwoma laty w takiej sytuacji była moja przyjaciółka. Tyle że ona z facetem 17 lat spędziła. Na koniec usłyszała, że on nie chce dzieci, żony też nie chce, bo mu niepotrzebna.
          Zwinęła manatki.

          Teraz ma męża i super synka.

          Życie czeka! :)
    • nie.strzelac.towarzysze Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 09:13
      > Ale dla mnie to juz ostatnie dzwonki....

      Piknie grajo!

      PS Zapomniałaś zadać pytanie. :)
    • baba.z.broda Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 10:17
      > obydwoje dorosli, ja 35 on 40, niby powinnismy wiedziec w tym wieku co jest gra
      > ne

      Niby tak. zwłaszcza Ty powinnas wiedzieć.
      Nie wiązac się na przyszłość z facetem, ktory nie ma jeszcze rozwodu -to raz, bo tracisz nieprzewidywalna ilość czasu
      Wiedzieć, że facet świeżo po rozwodzie nie spieszy się do ponownego małżeństwa- to dwa
      Patrzeć realnie - pan szukający w necie dwudziestoparolatek to nie kandydat na męża i tatusia- to trzy
      Trzy powody, dla ktorych to nie mogło sie udać
      Bo to ten sam facet, o ktorym wielokrotnie pisałaś, prawda?
      Ciesz się, że straciłaś tylko 2 lata.
      • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 10:51
        byl rok w separacji i jest 1,5 roku po rozwodzie......

        to wszystko prawda, powinnam byla wiedziec, moja wina naiwna jak dziecko bylam...
        • kora3 Nie, nie naiwna tylko życzeniowa 24.08.12, 10:55
          Naiwna to byłabyś, gdyby gośc ci cisnął kity, a Ty w nie wierzyła. On Ci mówił prawde o swoich oczekiwaniach, tylko ty życzyłaś sobie, żeby to sie zmieniło
    • wredny-typek Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 10:36
      Dobre rady, może niechciane
      1. zmień nicka, bo ten sugeruje, ze coś ci dolega, i to może być prawda
      2. przestań o sobie myśleć jako o dziewczynie bo dalibóg już nią nie jesteś
      3. idź na terapię, bo z tak niskim poczuciem własnej wartości uwiesisz się następnym facecie z tej samej półki
      .
      • baba.z.broda Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:00
        idź na terapię, bo z tak niskim poczuciem własnej wartości uwiesisz się nas
        > tępnym facecie z tej samej półki

        Wszystkie trzy rady dobre, a ta najlepsza ;)
      • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:18
        rozwaze te rady i na serio i z przymruzeniem oka (szczegolnie te pierwsza-lubie swoj nik:-)
      • takajednakropka Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:53
        Ups.
        Tu zawsze tak ostro?
      • lospecchio Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 12:34
        > Dobre rady, może niechciane
        > 1. zmień nicka, bo ten sugeruje, ze coś ci dolega, i to może być prawda

        napisał człowiek o nicku "wredny-typek" hehehe.

        > 2. przestań o sobie myśleć jako o dziewczynie bo dalibóg już nią nie jesteś
        że co?
        • wredny-typek Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 13:29

          > napisał człowiek o nicku "wredny-typek" hehehe
          jeśli się wczytasz w moje posty zauważysz, ze mój nick pozostaje w harmonii z poglądami

          2. przestań o sobie myśleć jako o dziewczynie bo dalibóg już nią nie jest eś
          > że co?
          35 lat to kobieta, chyba ze się nie ma ochoty dorosnąć - ale wtedy to daje żenujący efekt
          • lospecchio Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 14:03
            wredny-typek napisał:
            > > napisał człowiek o nicku "wredny-typek" hehehe
            > jeśli się wczytasz w moje posty zauważysz, ze mój nick pozostaje w harmonii z p
            > oglądami

            Aaa, czyli mierzysz swoją miarą. Ale chyba masz w swoim słowniku takie pojęcia jak "żart", "autoironia", "a rebour" itp. i możesz domyślić się, że nicki mogą być na tej zasadzie używane?


            > 2. przestań o sobie myśleć jako o dziewczynie bo dalibóg już nią nie jest eś
            > > że co?
            > 35 lat to kobieta, chyba ze się nie ma ochoty dorosnąć - ale wtedy to daje że
            > nujący efekt

            Ale na podstawie czego żeś wywnioskował, że wątkodawczyni "myśli o sobie jako o dziewczynie"?
            • wredny-typek Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 14:08
              1. ok, przyznam się, mam nicki na każą pogodę
              2. patrz post założycielski
              • lospecchio Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 14:17
                Czytałam post założycielski, ale nie dostrzegam, tego o czym piszesz.
                • wredny-typek Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 16:14

                  > Czytałam post założycielski,
                  chyba nie czytałaś
                  cyt:
                  "WIdzialam jak dziewczyny starsze ode mnie popadaly"
                  myślenie nie boli

                  • lospecchio Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 18:00
                    wredny-typek napisał:

                    >
                    > > Czytałam post założycielski,
                    > chyba nie czytałaś
                    > cyt:
                    > "WIdzialam jak dziewczyny starsze ode mnie popadaly"
                    > myślenie nie boli

                    Nie bądź śmieszny.
                    To, że wątkodawczyni użyła słowa "dziewczyny" określając nim swoje znajome , a nie jakiekolwiek kobiety nie oznacza jeszcze , że "myśli o sobie jako o dziewczynie"(nawet jeśli to zdanie może to implikować) , cokolwiek ma to znaczyć.

                    Poza tym kobiety i to niezależnie od wieku często tak mówią o swoich koleżankach i często tak się do siebie zrwacają, czy ci się to podoba czy nie.

                    Jeszcze jedno dlaczego w czasach, kiedy granice wieku ciągle się przesuwają,
                    35-letnia kobieta niezamężna, prawdopodobnie wyglądająco jeszcze młodo ma się postarzać, robić z siebie matronę? Bo Ty jej tak powiesz?
                    • lospecchio Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 18:07
                      Poza tym kobiety i to niezależnie od wieku często tak mówią o swoich koleżankach i często tak się do siebie zrwacają, czy ci się to podoba czy nie. Słowo "dziewczyna" w tym kontekscie ma natruralnie nieco inny ocień znaczeniowy.
                      • wredny-typek LOL!!! n/t 25.08.12, 08:57

                        • lospecchio Hehehe n/t 25.08.12, 13:51
                          wredny-typek napisał:

                          >
    • kora3 Straciłaś czas na własne życzenie 24.08.12, 10:50
      Sorry za szczerośc do bólu, ale żeby się ogarnąć musisz mieć swiadomośc swych błędów dotychczasowych.

      Z tego co piszesz facet był wobec Ciebie w porzadku - powiedział Ci czego oczekuje od życia, a czego w nim nie chce. Do Ciebie nalezał wybór, czy w to wchodzisz. Weszlaś, a potem liczyłaś na ... no własnie nie wiadomo na co.

      ale było, mineło i wyciągnij wnioski! Skoro priorytetem jest dla Ciebie dziecko i ślub, to nie wikłaj się w bliższe znajomosci z facetami, którzy deklarują, ze tego nie chcą. Bo znów stracisz tylko czas, nerwy i złudzenia. Poznając kogoś i wchodzac w bliższą relacje sama stawiaj sprawe jasno: oczekujesz tego i tego.
      Powodzenia
      • mam_pokrecony_mozg Re: Straciłaś czas na własne życzenie 24.08.12, 10:59
        masz racje, nie postawilam sprawy jasno,ja z tych co ostatni z pola walki schodza, a tu widze ze czasem trzeba szybciutko zlozyc bron, i wcale to hanba zadna nie bedzie...
        • kora3 Jaka walka? Z kim? O co? 24.08.12, 11:13
          Serio pytam. Gośc powiedział wyraźnie o co jemu chodzi, czego oczekuje od życia. Skoreo w to weszłąś, to jasne, ze Ci to pasowało, nie?
          Bo jesli nie to po co wchodziłaś i z czym chciałaś walczyć? Z jego naturą?
          • mam_pokrecony_mozg Re: Jaka walka? Z kim? O co? 24.08.12, 11:20
            z ta walka to taka przenosnia, jestem bardzo wytrwala i optymistycznie myslaca i zawsze (tak bylo do tej pory) wierzylam swiecie ze wszystko sie uda, walka to jakby odpowiednik starania sie (dla mnie oczywiscie)
            • kora3 Ale starania o co? 24.08.12, 11:47
              O ile dobrze zrozumiałam to sytuacja była taka, że gośc od poczatku postawił sprawę jasno i jego oczekiwania były biegunowo odległe od tego, czego ty oczekiwałaś i oczekujesz od zwiazku. O co zatem miałaś się starać i co ma do tego optymizm?
              Jako niepoprawny wrecz optymista :) uwazam jednak, że należy realnie oceniać sytuację. Na co liczyłąś? - serio pytam
              • mam_pokrecony_mozg Re: Ale starania o co? 24.08.12, 12:04
                slonce, tak jasno przedstawione nie bylo nic, on jako pierwszy sie zaangazowal nie ja, dawal mi do zrozumienia ze wprawdzie "teraz nie bo...." ale "pozniej moze" bo zmienic chce prace, bo ktos ma mu oddac wreszcie duzy dlug, bo w Polsce chce zalatwic sprawy majatkowe...itd. wszystko co mowil bylo sensowne i klarowne lecz wymagajace czasu.
                Nie orzecze ze sie nie staral, ale nie liczyl ze to moze byc wszytsko takie trudne, duzo rzeczy i ludzi zaniedbanych w przeszlosci domaga sie uwagi, a czesto tez pieniedzy.....chyba to go przeroslo to "regulowanie"...nie mogl wiedziec ze bedzie tak trudno, ja tym bardziej zwlaszcza ze zalatwiani sowich spraw jest sprawa czysto subiektywna i nie moglam ocenic czasowo ile mu to zajmie. Dzien ma niestety tylko 24 godziny.
                Mezczyzni musza poukladac sobie sprawy prawno-finansowe...."zebym mogl z czyms konkretnym startowac" mawial....
                Nakladalo sie to chyba z kryzysem wieku sredniego ktory wkradal sie jakby tylnimi drzwiami...
                MOze mielismy pecha....moze nie bylismy sobie pisani....fakt jest jednak taki....ze stoje w zyciu obiema nogami twardo na ziemi, ale nie mowie o tym.....a on o wielu rzeczach duzo mowil, a nie stal.....
                Ma wielkie serce, byl zawsze kiedy mi bylo zle, podnosilismy sie na duchu ja przyszla chandra, cos sie razem ugotowalo, cos sie zwiedzilo, przegadalo do rana.....
                Nikt z moich przyjaciol nie powie zlego slowa na niego. Ale zgodnie twierdza ze kilka lat przed nim jeszcze, lat, ktorych ja nie moge stracic.....
                • kora3 Re: Ale starania o co? 24.08.12, 12:07
                  a no to widać źle zrozumiałam. W każdym razie - wiedziałaś, ze to wymaga czasu, a Ty czekać nie chcesz, wiec dobrze się stało, że się rozstaliście.
                  • mam_pokrecony_mozg dzieki kora3 24.08.12, 12:14
                    kazde pytanie z "zewnatrz" powoduje ze sie musze zastanowic gdzie popelnilam blad...
                    • kora3 Nad błędem warto się zawsze zastanowić 24.08.12, 12:46
                      zeby go nie popełnić znów. W Twoim przypadku sprawa jest prosta: wiedzialąś czego TY chcesz, a facet z tego co piszesz bąkał, ze "moze kiedyś". To Ci nie odpowiadało, alew liczyłaś na zmianę, jak będziesz sie starać. To był ten błąd.

                      Jesli coś jest dla Ciebie wazne, w tym przypadku owo dziecko, to nie wdawaj się w zazyłosci z panami, którzy są w ich wykonaniu na nie, albo na blizej nieokreslone "moze kiedyś" Nie licz, ze tak nastowiną osobę zmienią jakiekolwiek starania.
                      • baba.z.broda Re: Nad błędem warto się zawsze zastanowić 24.08.12, 13:33
                        > Jesli coś jest dla Ciebie wazne, w tym przypadku owo dziecko, to nie wdawaj się
                        > w zazyłosci z panami, którzy są w ich wykonaniu na nie, albo na blizej nieokre
                        > slone "moze kiedyś" Nie licz, ze tak nastowiną osobę zmienią jakiekolwiek stara
                        > nia.

                        łatwo powiedziec, a jak zrealizowac, kiedy syndrom Matki Teresy trudniejszy do wyleczenia niz trądzik? niektóre dziewczyny nigdy z niego nie wyrastaja i całe zycie upływa im na wyszukiwaniu zranionych pisklatek, co to ich złe kobiety krzywdziły raz po raz ;)
                        a naiwne wierzą, że gdzies głeboko siedzi w takim trutniu cudowny mężuś, tylko jego zalet nikt dotąd nie potrafił wydobyć.....ale jak sie toto odchucha, to zabłysnie jak brylant
                        no i chuchają, czekają, a potem budzą się z ręką w nocniku
                        mam wrażenie, że własnie o to chodziło naszej autorce, kiedy pisała o "walce"
                        ocknąć się po 2 latach to naprawdę dobry wynik, najlepszy o jakim słyszałam
                        dziewczyna powinna być z siebie dumna, że się w porę ogarnęła

    • grassant Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:07
      co Cię boli?
      • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:16
        boli mnie moja glupota to raz a dwa ze zrobilam scene zachowalam sie jak zraniona rozwscieczona lwica i puscily mi nerwy. A facet mysli ze mi odbilo bo sie przeciez godzilam na to wszystko przez tak dlugo......
        nie umialam sie rozstac z klasa, usiasc przy kawie i powiedziec "sluchaj kochanie od jutra sie nie spotykamy..." takie cos nie przeszlo mi przez gardlo...
        musialo byc dramatycznie z zalem i lekko niegrzecznie.....a teraz facet mysli ze jestem histeryczka, nie to zeby mnie to jakos ruszalo specjalnie co on mysli ale naprawde chcialam sie rozstac z klasa, tak dla siebie......po ludzku w przyjazni bo przeciez bylismy dla siebie przyjaciolmi.... tylko nie wiem czy rozstanie z klasa przy takich emocjach jest mozliwe...ale coz, musztarda po obiedzie...
        • baba.z.broda Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 11:28
          I super. Dwa lata trzymałas emocje na wodzy, żeby jego zadowolić, teraz zadowoliłas siebie. Należało Ci się :) Nie ma powodu, abys odgrywała scenkę z poradnika "jak rozstawac się z klasą". Chciało Ci się wrzeszczeć, to wrzeszczałaś :)))
          Czym się matrwisz? Tym, że panu sprawiłas dyskomfort? tym, co on mysli? nie bądź głupia
        • kochanic.a.francuza Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 25.08.12, 18:01
          Oj lubisz sie biczowac. "Moja wina, moja glupota". Ja bym troche pomyj i na niego wylala.
          On sie Ciebie chociaz raz zapytal, jakie sa Twoje priorytety? Czego Ty pragniesz? Jesli mu powiedzialas prawde, ze marzysz o bobasku i gniazdku rodzinnym, a on slyszac to odpowiedzial, ze on nie potrzebuje tego ale dalej z Toba byl, to to tez nie jest w porzadku z jego strony. A jesli w ogole nie pytal to juz tylko na ostrzal.
          Kubel pomyj wylej mu na glowe, bo to on Ci zabral czas, a nie Ty glupia jestes. Tak to kazda laska mogla zostac zalatwiona-slepy los na kogo sie trafi. A co facet mowi a co robi to sa dwie rozne sprawy, dlatego rozumiem, ze mialas nadziej.
          Emocjon trzeba dac ujscie czasem, wylalo sie na wlasciwa osobe, wiec sie ciesz, ze sie w pracy nie wyladowalas, czy na rodzinie.
      • mallwia co no co, 24.08.12, 11:44
        grassant napisał:

        > co Cię boli?

        ząb ał ał ałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

        www.youtube.com/watch?v=mEpJ3HvCdYM&feature=related
    • tanebo syndrom bluszczu 24.08.12, 11:21
      Niech mi jakaś kobieta odpowie na pytanie: dlaczego kobiety mają takie parcie na małżeństwo i dzieci? Dziś papierek nic nie znaczy. Jedna rozprawa i się go unieważnia. Podobnie z bachorami. Słyszałem coś że zajmują się dystrybucją wody dla rodziców. Ale moich obserwacji rodzin bardziej wynika że od podawania wody konającym rodzicom popularniejsze jest wyciąganie im poduszki spod głowy. Nawet dobre nazwisko dziś już nie znaczy tyle co kiedyś. A kasa szybko traci na wartości. Liczą się umiejętności jej zarabiania a nie oszczędzania. Osobiście powiem tak - byłbym gotów związać się z kobitą do końca życia pod warunkiem że byłaby ona czymś więcej niż bluszczem owiniętym wokół mężczyzny, rodziny i domu. Gdyby miała jakieś zainteresowania. W przeciwnym przypadku szybko się nią znudzę...
      • mam_pokrecony_mozg Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 11:38
        kochany tanebo.....mieszkam za granica 15 lat SAMA
        spelniam sie w pracy zawodowej, jestem niezalezna finansowo, mam krag przyjaciol, jezdze na koncerty dzialam charytatywnie, mam hobby...CZY JA JESTEM BLUSZCZEM?

        Chcialam miec rodzine, bez cisnienia, cisnie mnie tykajacy zegar i kolezanki wydzwaniajace podpite w nocy placzace w sluchawke ze "pociag im odjechal" i "Jakie one glupie byly" i "nie zrob tego bledu co my"
        nie chce skonczyc jako "samotna w sieci". czy to cos osobliwego?
        • tanebo Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 11:48
          To dlaczego facet płaczący w słuchawkę "pociąg mi odjechał" jest rzadszy od różowych słoni?
          • mam_pokrecony_mozg Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 11:53
            mezczyznie o wiele wiecej "wypada", takze wypada mu zmieniac czesto kobiety, jak kobieta czesto zmienia mezczyzna to moze (choc nie musi) uchodzic za "lekka w obyczajach"...
            • tanebo Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:12
              Wypada? Żadna, podkreślam ŻADNA, kobieta nie miała wyłącznie jednego adoratora w jednym miejscu i czasie. Gdyby facet tak zrobił zyskałby natychmiast opinię co najmniej "niezdecydowanego".
          • lospecchio Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:22
            tanebo napisał:

            > To dlaczego facet płaczący w słuchawkę "pociąg mi odjechał" jest rzadszy od róż
            > owych słoni?

            Bo mężczyzna może założyć rodzinę i zostać tatusiem w wieku 50, 60, nawet 70 lat, a kobieta w podobnym wieku już nie.

            Tak to natura urządziła, że kobiety odczuwają silniejszą od mężczyzn presję, by założyć rodzinę i mieć dzieci. Takie trudne to do pojęcia?
          • light_in_august Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:34

            > To dlaczego facet płaczący w słuchawkę "pociąg mi odjechał" jest rzadszy od róż
            > owych słoni?

            Bo facetom pociąg nie odjeżdża ;) Piotruś Pan może się obudzić w wieku 50 lat jako stateczny pan i zdecydować, że założy rodzinę. Kobieta niestety nie ma takiej mozliwości. I jeśli ma ciśnienie na zostanie matką, to musi się liczyć z tym, że czas jest ograniczony i do 50-tki czekać nie może. Sama natura.

            --
            It's after we've lost everything that we're free to do anything.
      • takajednakropka Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 11:56
        A nie przyszło Ci do głowy, że tak wymyśliła natura?

        Trudno winić konia, że ma cztery nogi i wierzga.
        Większość kobiet jest nadal na tyle nie pokręcona, że posiadanie dziecka jest dla nich naturalne i wynika po prostu z biologii.
        • tanebo Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:10
          Chcę jedynie by kobieta była ciekawym człowiekiem. Sęk w tym że większość w pewnym wieku staje się krańcowo monotematyczna.
          • lospecchio Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:35
            tanebo napisał:

            > Chcę jedynie by kobieta była ciekawym człowiekiem. Sęk w tym że większość w pew
            > nym wieku staje się krańcowo monotematyczna.

            To szukaj takiej, co pasje jej do szczęścia wystarczają.
            • kora3 a sądzisz ze szuka wręcz przeciwnie nastawionej?:) 24.08.12, 12:40
              Chęć posiadania dziecka nie jest niczym złym. Złe i niemądre jest załozenie, ze druga strona (niezaleznie od płci) zakłada tak samo bez deklaracji tego typu, albo liczenie na zmianę przy deklaracjach przeciwnych.
              • lospecchio Re: a sądzisz ze szuka wręcz przeciwnie nastawion 24.08.12, 13:06
                "A sądzisz ze szuka wręcz przeciwnie nastawionej"

                Być może skoro on taki zdziwiony i może też i zdegustowany, że kobiety w pewnym wieku "stają się monotematyczne".
                • kora3 wiesz 24.08.12, 13:28
                  ja wq kobietach nie gustuję, ale owszem spotkałam w życiu pare takich, o jakich Tanebo napisał. I powiem Ci, ze ja się boję takich ludzi. Zwyczajnie boję się osób, które chcą się realizować w jakiejś roli nie bacząc na na innych, w tym własne dziecko. Nie umiem pojąc kogoś, kto np. ma powazną wade genetyczną, ale tak bardzo chce być ojcem czy matką, że ryzykuje, iż jego/jej dziecko bedzie tak samo cierpieć z jej powodu. ale to nie moja sprawa - chcesz mieć człowieku dziecko ryzykując jego zdrowiem, czy z kimkolwiek - miej. Tylko nie miej pretensji do całego swiata.

                  Najwazniejsze by w tak waznej kwestii zyciowej samemu wiedzieć czego sie chce i nie oszkukiwac pod tym względem ani kogoś, ani siebie. Dlatego lepiej powiedziec "nie chcę" zamiast "moze kiedyś" i "bardzo chcę" zamiast "moze mu/jej się odmieni"
                  • lospecchio Re: wiesz 24.08.12, 13:51
                    kora3 napisała:

                    > Najwazniejsze by w tak waznej kwestii zyciowej samemu wiedzieć czego sie chce i
                    > nie oszkukiwac pod tym względem ani kogoś, ani siebie. Dlatego lepiej powiedzi
                    > ec "nie chcę" zamiast "moze kiedyś" i "bardzo chcę" zamiast "moze mu/jej się od
                    > mieni"

                    Zgadzam się z Tobą.
          • alpepe Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 12:52
            tak tak, tanebo, czymś trzeba usprawiedliwić swoje samotne żeglowanie po morzu życia, ale to zaiste kuriozalne usprawiedliwienie.
            • kora3 Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 13:32
              piesze pewnie mało politpoprawnie, to coś w tym co pisze jest jednak.

              Postaw się w sytuacji mezczyzny, od którego kobieta oczekuje w zasadzie jedynie, ze ją zapłodni i da jej i dziecku nazwisko i byt. Przecież to podobna sytuacja, jak mezczyzna oczekiwałby od kobiety tylko dania mu potomstwa i ogarniecia jego gospodarstwa.
              • tanebo Re: Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 13:41
                Dokładnie. Sprowadza to mnie do roli zapładniacza-portfela. A ja chcę mieć głębsze relacje z kobietą. Sęk w tym że w pewnym wieku kobiety zaczynają myśleć jajnikami.
                • mam_pokrecony_mozg dlaczego? 24.08.12, 13:47
                  rani mnie troszke co piszesz Tanebo:-( choc szanuje w pelni Twoje zdanie.
                  Nie chce zapladniacza-zapewniacza bytu-mam wszystko czego dusza i cialo potrzebuja, ale nie chce (choc moglabym teoretycznie) wychowac dziecka sama lecz dac zycie i szanse nowemu pokoleniu. chce uczyc pokazywac i patrzec jak rosnie popelnia bledy i potem je naprawia, czyli to co sie dzieje od milionw lat!!
                  nie jestem oryginalna w tym temacie, wrecz przeciwnie, to temat stary jak swiat.
                  Osiagnela kobieta wszystko i statut i pieniadze i madrosci zyciowa, jest zdrowa radosna i chce sie tym podzielic z partnerem i dzieckiem.

                  Co w tym dziwnego?
                  • kora3 Nic dziwnego 24.08.12, 13:49
                    poza tym, ze na partnera wybiera osobę, która nie jest zdecydowana na podobny model
                    • lospecchio Re: Nic dziwnego 24.08.12, 13:54
                      kora3 napisała:

                      > poza tym, ze na partnera wybiera osobę, która nie jest zdecydowana na podobny m
                      > odel

                      Gdyby wybieranie partnera było takie proste, Toby wybrała dobrze.
                      • kora3 ale jest proste własnie 24.08.12, 13:58
                        ma się swoje kryteria i poznaje czyjes, ma się swoje plany i poznaje czyjeś, ma się swoje poglądy i poznaje czyjes. Jesli w kluczowych sprawach brak zbieznosci to się nie brnie dalej. Jasne, ze istnieje zawsze ryzyko, że ktoś nie mówi prawdy, ale jesli mówi, to sprawa jest prosta.
                        • lospecchio Re: ale jest proste własnie 24.08.12, 14:15
                          kora3 napisała:

                          Może w teorii jest proste, nie w praktyce.

                          A przeczytałaś post założycielki wątku, o tym jak to w praktyce wygladało, że pan, który się zresztą sam o nią starał, nie powiedział jej na początku "nie" w sparwach kluczowych, tylko mówił: "może później" .


                          • kora3 Re: ale jest proste własnie 24.08.12, 14:21
                            a to zabwane, bo ja własnie bardziej praktykiem jestem, niż teoretykiem ...

                            Ale co znaczy "moze później"? Konkrety by się przydały tym bardziej, ze autorce watku raczej zalezało na czasie:)
                            • lospecchio Re: ale jest proste własnie 24.08.12, 14:24
                              Tak? A nie odwrotnie?

                              Toteż niedoczekawszy się konkretów, zerwała z nim po dwóch latach.
                              Co imo jest i tak jej sukcesem.
                        • light_in_august Re: ale jest proste własnie 24.08.12, 14:26
                          Kora, wybacz, ale czy Ty naprawdę wierzysz, że to jest takie proste? Że na drugiej randce pyta się faceta, czy chce mieć dzieci i jeśli odpowiedź jest niewłaściwa, to dziękujemy "za współpracę" i umawiamy się na kolejna randkę z kimś innym? No nie, to raczej tak nie wygląda. Znajomości się rozwijają stopniowo, zmieniają w związki, które też ewoluują przez jakiś czas, zmieniają się, ludzie w tym związkach zresztą także... Nie ma od razu: albo wte, albo wewte... Ludzie nie od razu odkrywają wszystkie karty.
                          Gdyby tak było, jak piszesz, to nie byłoby nieszczęśliwych związków z alkoholikami, zdradzaczami, piotrusiami panami (czy też ich żeńskimi odpowiednikami) itp.

                          --
                          It's after we've lost everything that we're free to do anything.
                          • lospecchio Re: ale jest proste własnie 24.08.12, 14:28
                            light_in_august napisała:

                            Otóż to.
                          • kora3 Ja nie wierzę, ja wiem :) 24.08.12, 15:02
                            Light - jasne ze znajomości ewoluują w zwiazki. Ale...piszesz o 2 randce. Ok - to o czym do licha ludzie na randkach gadają? O pogodzie? Czy akyualnej sytuacji politycznej? Nie tylko na pewno. Ludzie na randkach się poznają! Niekoniecznie zaraz dogłębie, ale poznają swe poglądy, sytuację życiową, zawodową, podejscie do życia.

                            Zakłądając, ze ktoś nie kłamie na swój temat to calkiem sporo mozesz się dopwiedzieć wcale nie wypytując nachalnie. Przykład? Kiedyś zdarzyło mi się umowić na spotkanie z poznanym przypadkowo panem. Podczas spoitkania odebrał tel (pytając wczesniej, czy to nie problem) i gwoli wyjasnienia powiedział, ze dzwonił jego syn. Naturalnym pytaniem jest w tej sytuacji . _ O Masz syna? w jakim wieku? i odpowiedź. I tak dowiedziałam się,ze pan samotnie wychowuje nastolatka. Nic w tym złego, ale taki pan nie był dla mnie. Takie przykłady na to, ze nie trzeba zaraz "ankietować" ludzi co do ich spraw wszystko jedno czy to randkowo, czy czysto towarzysko mozna mnożyć.
                            • light_in_august Re: Ja nie wierzę, ja wiem :) 24.08.12, 15:32
                              > Light - jasne ze znajomości ewoluują w zwiazki. Ale...piszesz o 2 randce. Ok -
                              > to o czym do licha ludzie na randkach gadają? O pogodzie? Czy akyualnej sytuacj
                              > i politycznej? Nie tylko na pewno. Ludzie na randkach się poznają!

                              No tak, poznają się. Ale jaki facet nie ucieknie z krzykiem, jak go laseczka zacznie na owej drugiej randce wypytywać, czy zostanie tatusiem jej dzieci, nawet jeśli nie wprost? ;)
                              Poza tym deklaracje w takich okolicznościach mogą paść na zasadzie "no tak, chciałbym mieć kiedyś dzieci", ale to nic nie znaczy, bo dalej nie wiadomo z kim, kiedy dokładnie, w jakich okolicznościach przyrody on zechce itd.

                              A mój facet np. deklarował, że bardzo chce założyć rodzinę, po czym po latach zmienił zdanie. Nie chce i już, to nie dla niego, dzieci są paskudne itd. Ja akurat nie mam ciśnienia na potomstwo, ale gdybym miała, to dopiero bym się wku...ła ;) No więc ile są warte te wszystkie deklaracje na samym początku i czy rzeczywiście można na ich podstawie zbudować sobie prawdziwy obraz faceta?

                              Zresztą facet autorki przecież nie powiedział jej wprost, otwarcie i stanowczo, że on nie chce, nie jest tym zainteresowany i na dodatek za 2 lata też nie będzie. Także moim zdaniem ma prawo czuć się w jakimś sensie zrobiona w bambuko.
                              --
                              It's after we've lost everything that we're free to do anything.
                              • kora3 Re: Ja nie wierzę, ja wiem :) 24.08.12, 15:59
                                Ale nie chodzi wcale o to, żeby drążyć i pytać, tylko słuchać i wyciągać wnioski. jasne, ze ktoś moze kłamać, może mu sie "łodmnienić" ale nie o takiej sytuacji mówię
                  • tanebo Re: dlaczego? 24.08.12, 14:03
                    To wygląda tak jakbyś całe uczucia przelała z partnera na dziecko. A to on powinien być dla ciebie najważniejszy. Oczywiście z wzajemnością. A chcesz zamienić faceta na lepszy model (czyli dziecko). Przykro mi że cię ranię, ale tak to odbieram jako facet.
                    • lospecchio Re: dlaczego? 24.08.12, 14:27
                      tanebo napisał:

                      > To wygląda tak jakbyś całe uczucia przelała z partnera na dziecko. A to on powi
                      > nien być dla ciebie najważniejszy. Oczywiście z wzajemnością. A chcesz zamienić
                      > faceta na lepszy model (czyli dziecko). Przykro mi że cię ranię, ale tak to od
                      > bieram jako facet.

                      Ale głupoty wypisujesz.
                      Nie projektuj swojego myślenia na jej.

                      Masz jakąś fobie na punkcie złożenie rodziny, dzieci?
                      • tanebo Re: dlaczego? 24.08.12, 14:46
                        Fob nie mam. Za to zdarzyło mi się obserwować rozpad rodzin trzech kumpli. Zawsze wyglądało to podobnie. Najpierw były pary. Dziewczyny bardzo fajne. Jedną pasjonowały konie, druga robiła doktorat. Potem był ślub. I zaczęły się gadki o dzieciach. Potem pojawiły się dzieci. A ich żony zmieniły się o 180 stopni. Nic już je nie interesowało, jeśli spotykaliśmy się choćby na piwie to uciekały do domu "bo dziecko". A potem dowiadywałem się od kolegów "że seks już nie ten" "ża ma ciągłe pretensje że mało zarabiam". Najlepsze było na końcu. Najczęstszym powodem ich spławienia było: ty się już mną nie interesujesz, myślisz tylko o pracy. Tak, dobrze myślisz, mężczyźni też się wypłakują w słuchawkę. Tylko mówią: "już nie chce ze mną sypiać"
                        • sundry Re: dlaczego? 25.08.12, 09:01
                          Ciekawe, czy któryś z tych kumpli kiwnął choćby palcem, żeby pomóc przy dziecku i zainteresować się opieką nad nim.
                          • tanebo Re: dlaczego? 25.08.12, 14:09
                            Żaden aż tak źle nastawiony do dzieci nie był. Z tego co mi opowiadali to dzieci nawet da się lubić. Jeden to się nawet przejął tym ojcostwem za bardzo. Dlaczego zatem nie wyszło mu? Użyję jego słów:"jeśli po raz 120-ty słyszysz:"ty się nie znasz, daj mi ją" to w końcu w to wierzysz." Kiedyś też bardzo obrazowo to określił:"jakbym zabierał jej lalkę"
                            • sundry Re: dlaczego? 25.08.12, 15:00
                              To już inna para kaloszy, tak jak by kobiety umiejętność obchodzenia się z dziećmi wysysały z mlekiem matek, a mężczyźni nie:/
                              • tanebo Re: dlaczego? 25.08.12, 15:09
                                No takie jest ogólnonarodowe przekonanie. I zdaje się że że kobiety je podzielają.
                                • sundry Re: dlaczego? 25.08.12, 15:15
                                  Mężczyźni też, podobnie jak przekonanie, że kobiety są stworzone do zmywania, prania i gotowania:)
                  • wredny-typek Re: dlaczego? 24.08.12, 14:06
                    > Osiagnela kobieta wszystko i statut i pieniadze i madrosci zyciowa, jest zdrowa
                    > radosna i chce sie tym podzielic z partnerem i dzieckiem.
                    >
                    Weź pod uwagę, ze nie zawsze można mieć wszystko. I zamiast czekać, aż los obdaruje cię główną wygraną, zadowolić się tym, co dla ciebie najważniejsze. Dziecko mogłabyś mieć sama. Możesz tez znaleźć partnera, który chciałby mieć dzieci, ale z jakiegoś powodu one sie wam nie urodzą. Złożysz reklamację?
                  • vel_hornet Re: dlaczego? 25.08.12, 14:38
                    Życie jest za krótkie, żeby popełniać błedy i je naprawiać, błędów można i trzeba unikać. Ten kto gloryfikuje "uczenie się na własnych błędach" musi być niespełna rozumu!
                    • kseniainc Re: dlaczego? 25.08.12, 14:48
                      jasne, że trzeba się uczyć na cudzych-toć każdy to wie;-p
              • alpepe Re: Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 13:53
                no pewnie, kobiety w wieku balzakowskim są wg niego monotematycznymi bluszczami, co innego młode foki dla niepoznaki nazywane studentkami sztuki, czyli niewątpliwie pasjonatki czegoś, bo kimś takim, o ile dobrze pamiętam, fascynował się tanebo.
                • kora3 Re: Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 14:00
                  ja postaci Tanebo nie znam, wiec nie mam pojecia o czym piszesz, ale choćby z tego forum widać ile babek ma "problem" tego rodzaju, ze mają "już"30 lat i nie mają meza i biorą co podleci, a potem płaczą
                  • alpepe Re: Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 14:13
                    piszemy o dwóch różnych rzeczach. Tanebo jest rówieśnikiem mammetlikówny i tak samo samotny, jak rozumiem.
              • light_in_august Re: Alpepe choć Tanebo 24.08.12, 14:19

                > Postaw się w sytuacji mezczyzny, od którego kobieta oczekuje w zasadzie jedynie
                > , ze ją zapłodni i da jej i dziecku nazwisko i byt.

                A dlaczego jedynie? Mało która kobieta oczekuje JEDYNIE tego. Większość chce po prostu stworzyć szczęśliwą, pełną rodzinę, z facetem-partnerem. A może to tylko ja taka naiwna jestem...?

                --
                It's after we've lost everything that we're free to do anything.
                • kora3 Ło matko 24.08.12, 14:23
                  rozumiem, ale jesli ktoś nie przejawia podiobnych checi to po kija inwestować w takie zwiazki czas i uczucia
          • tfu.tfu Re: syndrom bluszczu 24.08.12, 13:18
            cię rozczaruję, bo większość moich znajomych (ze mną włącznie) na hasło "dziecko" ucieka czym prędzej ;-)
            tendencja jest odwrotna: to faceci chcą mieć dzieci, nie kobiety ;-P
        • watersnakes2 Re: syndrom bluszczu 25.08.12, 11:38
          > A nie przyszło Ci do głowy, że tak wymyśliła natura?

          A nie przyszło z kolei Tobie do glowy, że kobieta wspolczesna to nie tylko natura, ale tez KULTURA?

          > Trudno winić konia, że ma cztery nogi i wierzga.

          Fakt, że mam macicę sprawia, ze muszę z niej skorzystać?

          > Większość kobiet jest nadal na tyle nie pokręcona, że posiadanie dziecka jest d
          > la nich naturalne i wynika po prostu z biologii.

          Nie jestem pokrecona, a posiadanie dziecka o ile naturalne z punktu widzenia biologii, o tyle z punktu widzenia psychologii czy socjologii juz niekoniecznie;)
      • watersnakes2 Re: syndrom bluszczu 25.08.12, 11:39
        > Osobiście powiem
        > tak - byłbym gotów związać się z kobitą do końca życia pod warunkiem że byłaby
        > ona czymś więcej niż bluszczem owiniętym wokół mężczyzny, rodziny i domu. Gdyb
        > y miała jakieś zainteresowania.

        Ale one maja zainteresowania;) Co ugotowac na obiad i na jakie zajecia dodatkowe poslac dziecko;)
    • allerune Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 12:46
      lepiej późno niż wcale :-)

      uważaj tylko żeby nie popaść w desperacje i nie związać się z kimś duużo poniżej oczekiwań, tylko dlatego że on będzie chciał mieć dzieci

      ps. żyjąc za granicą powinnaś widzieć, że 35 to nie tak źle
      • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 12:55
        dziekuje:-) niby tak, lecz jak to tu ktos juz napisal, zanim sie znow rozkrece minie kolejne 2 lata:-)
        jakos nie umiem tak z grubej rury:

        czesc jestem Basia, chce miec rodzine, a ty?.. ah nie? oo to szkoda to ciao milo bylo (ironicznie rzecz biorac)
        wiecei o czym mowie; moze ja przy kolejnej znajomosci znowu nie zalapie o co biega...
        • volupte Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 13:09
          No wlasnie. A jak dwa trzy lata nie starczy na nowy zwiazek i dziecko? Nie lepiej bylo odejsc z brzuchem?Kobieta z jednym dzieckiem to jeszcze ma ,,wziecie".
          • mam_pokrecony_mozg Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 13:19
            mi nie chodzi chodzenie "z brzuchem" lecz o zalozenie rodziny
    • obrotowy Odszedlas potem nagle... :) 24.08.12, 12:51
      Jezeli zalezalo Ci tylko "na jednym", to trza bylo to rok wczesniej rozwiazac.
      www.youtube.com/watch?v=nNrT9ys6-EU
      • mam_pokrecony_mozg Re: Odszedlas potem nagle... :) 24.08.12, 12:59
        latwo powiedziec trudniej zrobic......nadzieja umiera ostatnia (lecz tez jest matka glupich)
        • mam_pokrecony_mozg na marginesie i z zycia wziete 24.08.12, 13:12
          tata szybciorkiem sie zdecydowal na moja mame, on wtedy po szkole nauczycielskiej, ona ledwo mature z polskiego zdala, on Kochanowskiego recytowal ona z rachowania go zaginala.
          Znali sie zaledwie kilka miesiecy, intelektualnie zupelnie rozni, temperamentni oboje i nie mniej dominujacy:-) ona z biednej rodziny nigdy nie plakala nad losem, on z robotniczej mial o wiele lepszy start.
          Wydaje mi sie ze o wiele wiecej ich dzielilo niz laczylo. Nie bylo zadnego "cisnienia" lecz namietnosc, wiara w lepsze jutro i "staranie sie" o osiagniecie wspolnego celu.

          Oczywistym bylo to ze sie rodza dzieci, ze pracuje do wieczora, ze trzeba zasiac ogrod, zrobic sloiki itd....nikt nigdy sie nad innymi rzeczami nie zastanawial, nie "wyrzygiwal" roznie bywalo raz lepiej raz gorzej ale szacunek byl w domu zawsze. Wyksztalcili dzieci a teraz siedza sami i wyplakuja lzy ze dzieci sobie zycia ulozyc nie moga.

          Oni naprawde nie rozumieja co sie dzieje (no ale to przypadek ekstremalnej harmonii)


          • obrotowy Tez z zycia wziete :) 24.08.12, 13:30
            To ja tez zapodam moja babcie - bo dlatego wlasnie rzucilem Ci termin "rok czasu"

            Dawno to bylo, bo "szkolnikiem" bylem wtedy - ale tak to babcia uczyla mnie i siostre:

            - Gdy mlodzi chodza ze soba i jedna ze stron sie miga - niczego nie deklarujac
            - to PO ROKU kontaktow bralo sie delikwenta /delikwentke rzadziej/ na "dywanik" i oficjalnie pytalo: co zamierzasz ?, bo albo w te, albo we wte.
            Nie marnuj drugiemu czasu :)))
            • lospecchio Re: Tez z zycia wziete :) 24.08.12, 13:46
              Dzisiejszy kawaler byłby urażony do żywego, że rodzina dziewczyny wtąca się w ich sprawy i jeszcze naciska bidulka na podjęcie decyzji.

              To były inne czasy, dziś nie ma już takiego przymusu, jak kiedyś by brać ślub. Co ma dobre i złe strony.
          • alpepe Re: na marginesie i z zycia wziete 24.08.12, 13:58
            no dobrze, ale co robiłaś jak miałaś dwadzieścia kilka lat?
            Ja mówiłam od początku, co jest moim celem i niektórym ten cel nie odpowiadał, ale przynajmniej nie marnowałam czasu. Owszem w ub. roku rozstałam się z mężem, bo uznałam, że to jedyny sposób by ocalić jego, nas, dzieci. Nie będę na forum opisywać szczegółów. Jestem szczęśliwa, tak na marginesie.
            • lospecchio Re: na marginesie i z zycia wziete 24.08.12, 14:08
              alpepe napisała:

              > no dobrze, ale co robiłaś jak miałaś dwadzieścia kilka lat?
              > Ja mówiłam od początku, co jest moim celem i niektórym ten cel nie odpowiadał,
              > ale przynajmniej nie marnowałam czasu. Owszem w ub. roku rozstałam się z mężem,

              :)
              I tak źle, i tak niedobrze. (o tym w jakim wieku lepiej szukać chłopa).
              • mam_pokrecony_mozg no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:03
                ze on ma lekarstwo na moja "faze" i mi ugotuje pyszna kolacje z najlepszym winkiem.

                zawsze tak zalewalismy chandre, chorobe emigranta czyli "samotnosc w sieci"

                wiecie co on na serio mysli ze to pomoze, przeciez ZAWSZE tak robilismy....

                przeciez to nie ma sensu!

                to nie rozwiazuje problemu, a sam sie nie rozwiaze

                eh......jemu sie wydaje ze mam "robaka" i ze trzeba go "zalac"

                skiedys to bylo OK, nawet dzialalo, a teraz zbieram zniwo.....
                • mozambique Re: no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:07
                  misio ma ochote na seks i mysli ze tym seksem cie urobi
                • lospecchio Re: no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:08
                  No tak, żal u teraz stracić taką świetną znajomość.
                  Będzie Cię kusił.

                  Co Ty na to?


                  A może zrozumie w końcu, co traci?

                  • mam_pokrecony_mozg Re: no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:25
                    nie no co wy, na glowe nie upadlam.

                    Jasne ze jak facet nie wie jak sprawe zalagodzic to proponuje WELLNESS dla duszy i ciala.

                    Odpowiedzialam mu grzecznie ze doceniam troske ale nie rozwiazuje to problemu, i choc seks z winkiem maja dzialanie rozluzniajace to ja rezygnuje bo mam inne pragnienia,

                    Najgorsze jest to ze sie przeciez sama na to godzilam przez 2 lata.
                    To nic nowego. DZialalo dopoty dopoki nie "odbilo mi z dzieckiem"

                    i on wie ze to dzialalo. Zreszta nic w tym zlego. Tylko powtarzam nie rozwiazuje to problemu ani troche.
                    Nie zmieklam. Ni emam zamiaru. Obudze sie z reka w nocniku. JUz sie obudzilam....
                    • baba.z.broda Re: no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:32
                      no prosze
                      tak się bałaś, że go zemdli z niesmaku, z jakąż to histeryczka się zadawał
                      a nie zemdliło i nie zniechęciło :)
                      szkoda tylko, że nic nie zrozumiał
                      • iwona334 Re: no i misio zadzwonil 24.08.12, 15:36
                        baba.z.broda napisał(a):
                        > szkoda tylko, że nic nie zrozumiał

                        Zrozumial, zrozumial. Tylko nie zmienil zdania.
                        chce to ciagnac tak jak do tej pory - albo nic.
                        i finito.
    • kbjsht Re: odeszlam w ostatniej chwili.....boli.... 24.08.12, 16:24
      obejrzyj sobie 'plan B', humor Ci sie poprawi :P
    • ryszard_mis_ochodzki 2 lata i juz? no chyba Ci przygrzało 25.08.12, 23:31
      co to qrwa jest 2lata? jak biczem strzelił i już się deklarować na forever i to jeszcze w bachory pakować tak po 2latach?

      bezsensu tez bym na to nie poszedł, minimum 5 a najlepiej 7
      • mam_pokrecony_mozg Re: 2 lata i juz? no chyba Ci przygrzało 26.08.12, 07:07
        wiesz to sprawa bardzo subiektywna ile ma trwac zwiazek. Kazdy z moich poprzednich trwal 4-5 lat i z perspektywy czasu stwierdzam jednoglosnie ze o wiele za dlugo!

        Nie tyle chodzi mi o to by sie pakowac w "bachory" tylko o deklaracje chce/nie.

        CZy ktos mi da gwarancje, ze od razu zajde w ciaze? nie. Mam prawie 35 lat i nie bedzie latwo.To moze trwac rok-dwa albo i wiecej. Do tego 9 miesiecy ciazy to liczmy srednio 2 lata. Bede miala 37 a moj (juz Ex-) Partner 42.
        OK, tu w Niemczech nie wzbudzam niczyjego zdziwienia, wrecz staje sie to trendy.
        Ale mnie trendy nie obchodza tylko realizm.

        Tu chodzi o proste pytanie, albo sie staramy o dziecko albo nie.

        Facet teraz wydzwania, chce ugotowac kolacje z winkiem, szmery bajery itd.
        KOcham go, jest moim przyjacielem, i szanuje go za szczerosc, bo przeciez moglby mi zrobic dziecko i zwinac manatki.
        I Ja mu wierze ze nie chce i nie moze. Bo tu jest sie od poczatku do konca samemu. A jemu si epare zeczy (tez przez rodakow) nie udalo i zaczyna troche od poczatku. On biologicznie rzecz biorac na dziecko ma czas. Ale nie zmienia to faktu za mnie wpedza w lata, i musze temu jakos zapobiedz.
        Poklocilismy sie, on jest pewien ze mi sie " w glowie" przewraca przed okresem (sic!)
        ALe nie dziwcie sie mu. 2 lata sobie tak zylismy, niby ja cos napomknelam, ale tematu z grubsza nigdy nie bylo. i ja NAGLE CHCE DZIECKO. Jemu sie naprawde wydaje ze ja mam "faze"!!
        Zreszta KOchani za granica zycie sie innymi prawami rzadzi.
        Mam tyle samo kolezanek bezdzietnych z wyboru, czemu sie dziwie niezmiernie, bo to skazanie siebie na zupelna samotnosc. NIkogo to nie dziwi, ksiadz (jak ktos w ogole chodzi) nie grzmi z ambony, statystyki nikogo nie ruszaja, za to sa organizacje charytatywne, szkoly jezykowe i inne formy "spedzania wolnego czasu" ktore je interesuja.

        To nie znaczy absolutnie ze ja tez tak chce. Lecz tu posiadanie rodziny (niestety) nie jest dobrem uniwersalnym.
        Przypuszczam ze gdybym zostala po studiach w PL juz dawno mialabym min. dwoje dzieci, mieszkanie i samochod.
        Tutaj sa inne realia.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka