ingeborg
05.09.12, 17:11
Taka sytuacja: mamy panią i pana, którzy chwilowo uskuteczniają związek na odległość. Zaplanowana jest data przenosin jednego do drugiego, a tym czasem radzą sobie w ten sposób.
Pan onegdaj spotkał inną panią (IP), która jest od niego nieco starsza, a kiedy się poznali miała akurat strasznie zawikłane życie uczuciowe. Pan tchnął w IP pewność siebie i wiarę, że nie musi poprzestawać na facetach w których dotychczas gustowała i którzy byli dla niej niedobrzy. IP była mu za to bardzo wdzięczna. Przyjaźń analogowa w odróżnieniu od cyfrowej trwała moment, bo IP była w podróży, odwiedzała różne miejsca i osobisty kontakt nie trwał długo - tyle co przystanek w podróżowaniu. Do kontaktów bardzo bliskich nie doszło. Na szczęście mamy internet, więc intensywnie utrzymywała z nim kontakt, oznaczała go na zdjęciach na fejsie na których siłą rzeczy być go nie mogło, bo mieszkają od siebie baaardzo daleko i generalnie przejawiała wszelkie symptomy zainteresowania panem. W międzyczasie pan poznał panią, z którą jest po dziś dzień i deklaruje wspólną przyszłość. (O dziwo, bo pani raczej z tych, co się prędko do ożenku nie garną).
Sytuacja jest taka, że IP stwierdziła, że spędzi sylwestra w rodzinnych stronach pana i że w związku z tym u niego przenocuje. Pan nie widzi w tym problemu, bo "Może i IP coś tam czuje, ale przecież on do niej nic i gdyby on był w jej kraju to ona na pewno zaoferowałaby mu taką pomoc a poza tym to tylko koleżanka". Pani się wkurza, bo obca baba, w dodatku ewidentnie napalona na jej faceta będzie spać u niego w domu i to w dodatku w sylwestra. Co prawda nie sądzi, żeby do czegoś miało dojść, ale jej stanowisko jest takie, że "zrobisz jak zechcesz ale mi się to nie podoba".
Kto ma rację?