Dodaj do ulubionych

Jak to jest?

12.11.12, 13:02
Większość rodzin, które znam, pomimo wszystkich deklaracji o partnerstwie małżonków, opiera się na pracy kobiet. Kobiety znacznie (ZNACZNIE!) więcej czasu poświęcają pracom domowym, dzieciom, organizacji życia rodzinnego. Nie dlatego, że chcą - tylko dlatego, że są do tego zmuszone biernością partnerów. Mężowie są przy tym w większości jak dodatkowe dzieci, które trzeba oprać, nakarmić i wysyłając do sklepu wyposażyć w listę zakupów. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy kobiety pracują zawodowo czy nie.
Taki problem zaczyna również dotyczyć mnie, a mój mąż z partnera i osoby współodpowiedzialnej za to co dzieje się w naszej rodzinie zaczyna się przeistaczać w dziecko. Nadal nie wiem dlaczego.
Zgłaszając problem tu na forum otrzymałam szereg porad jak z mężczyzny zrobić z powrotem partnera, ale większość z nich wymagałby ode mnie robienia idiotki z siebie, albo z męża.
1. Udawanie idiotki, chwalenie za dokładnie odkurzony dywan, ładnie wypakowane naczynia ze zmywarki, w nadziei że pochwały skłonią męża do częstszych zachowań tego rodzaju (tylko kretyn nb. zacznie odkurzać, żeby usłyszeć pochwałę).
2. Tresura - od bardzo rygorystycznej, związanej nawet z wywaleniem rzeczy domownikom, po łagodniejsze formy. Nie widzę siebie w roli treserki, a domowników w roli obiektów poddanych tresurze.
3. Ucieczka w konsumpcjonizm - olanie wszystkiego, zatrudnienie pań sprzątających, rozpoczęcie relaksującej konsumpcji, spa, zakupy nowych ciuchów - odpada z dwóch powodów - raz: podjęliśmy decyzje, które na najbliższe dwa lata ograniczają budżet jakim dysponujemy, więc niestety o swój dom i dzieci musimy zadbać sami, dwa: konsumpcjonizm jako postawa życiowa jest mi obcy, nie zrelaksuje mnie.
4. Ochrzanianie partnera - w moim przypadku odpada, nie ochrzaniam nawet własnych dzieci.
5. Pogodzenie się z tym, że mężczyzna to nie kobieta, przejęcie logistyki domowej na siebie i wydawanie mężowi krótkich poleceń, wstaw pranie, wyjmij pranie, wytrzep pranie je rozwieś, a zapewne dalej jeszcze... zdejmij pranie, wyprasuj pranie, złóż wyprasowane pranie, umieść pranie w szafkach. Dostałabym zajoba. Nawet mój nastolatek, gdy mówię mu, że ma przeprać swoje robocze ubrania, następnego dnia ma je zwyczajnie czyste w szafie.
6. Porzucić zawodową pracę w domu, dzieci rozdać instytucjom opiekuńczym, wrócić do pracy etatowej.. Odpada - z doświadczenia wiem, że kobiety które myślały, że to rozwiąże problem zaangażowania mężczyzny w większości mocno się rozczarowały. I wylądowały na dwóch pełnych etatach - bez żadnej pomocy.
7. Zrezygnować ze swoich planów zawodowych i ograniczyć swoją aktywność do czasu aż dzieci podrosną i będą mniej czasochłonne. Odpada - gdy dzieci staną się mniej czasochłonne ja będę pewnie już po 50. Już widzę jaką karierę zrobię, po latach zajmowania się praniem, odkurzaniem i gotowaniem mężowi obiadów.
8. Przyjęcie tak samo o lewackiej postawy jak mąż - on nie sprząta, to i ja nie, dom zarasta brudem, trudno, lodówka pusta trudno, pranie nie zrobione - trudno. Odpada; mamy dwoje dzieci, które wymagają tego, aby rodzice się nimi zajmowali, zapewniali im w miarę wygodne warunki życia, zdrowa dietę itp. Jak jeden rodzic się z tego wymiksuje, niestety po prostu więcej spada na drugiego.

Z wielu postów wyłania się abstrakcyjny dla mnie portret przeciętnego mężczyzny. To fajtłapa, który nie jest w stanie sam z siebie zająć się normalnymi czynnościami, kobieta musi go tresować, uciekać się do sztuczek, traktować jak coś nieco mniej inteligentnego niż trzoda domowa. Znam wielu mężczyzn i nie podzielam takiego poglądu. W większości są całkiem sprawni na umyśle, sprawni manualnie i sądzę, że sprawienie żeby brudne ubrania stały się na powrót czystymi ubraniami, ułożonymi w szafie i gotowymi do użycia nie przekracza ich możliwości i są w stanie zrozumieć kolejne etapy takiej procedury, samodzielnie je zaplanować i wykonać. A może jednak się mylę?
Obserwuj wątek
    • mariuszg2 Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:08
      > A może jednak się mylę?

      moze...któż to wie....?
    • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:12
      może bloga załóż z tym serialem. ile można międlić to samo?
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:39
        six_a napisała:

        > może bloga załóż z tym serialem. ile można międlić to samo?

        Nie musisz czytać pisanych przeze mnie postów, jeśli cię nudzą. Pewnie założę ileś jeszcze postów w temacie, bo chwilowo mnie on interesuje. A w życiu prywatnym temat zamierzam wałkować, aż sytuacja w mojej rodzinie wróci do normy. To jest do partnerskich układów.
        Nie jestem, nie byłam i nie zamierzam być panią od obsługi domu i dzieci.
        • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:43
          nie ma sprawy, heh, tylko się nie zdziw, jeśli to forum będzie reagować toczka w toczkę jak ten mąż.
          ale może w końcu zrozumiesz, dlaczego.
          tak że nie ma tego złego.
          powodzenia
          • agios_pneumatos Re: Jak to jest? 12.11.12, 17:17
            Już reaguje. Do trolla bardzo blisko.
    • kochanic.a.francuza Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:13
      Twoja Bogini, powiedz mi jedno, kto u Was gotuje i robi zakupy spozywcze, bo nic o gotowaniu nie piszesz.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:35
        kochanic.a.francuza napisała:

        > Twoja Bogini, powiedz mi jedno, kto u Was gotuje i robi zakupy spożywcze, bo ni
        > c o gotowaniu nie piszesz.

        Od jakiegoś czasu gotuję wyłącznie ja. Mąż umie gotować i robi to dobrze. Jeśli mam dużo pracy, korzystam czasem z pomocy teściowej, która zaprasza nas wtedy na obiad.
        Zakupy - raz na 10 dni duże zakupy robi jedno z nas, według wspólnie przygotowanej listy. Drobne zakupy bieżące robi ta osoba, która będzie mijać po drodze sklep.
        • kochanic.a.francuza Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:37
          Od jakiegoś czasu gotuję wyłącznie ja.

          Oj kochana, jakas Ty niemadra, przepraszam. Jak chcesz podzielic obowiazki po rowno, to przestan gotowac. Powiedz, ze masz niskie cisnienie, a dlugi sen poprawia cere. Facet wszystkiego sie wymiga tylko nie jedzenia. A jak jedzenia nie bedzie to pojdzie kupi i ugotuje. A ze przygotowanie porzadnych posilkow kosztuje sporo czasu, skalkuluje Ci sie tak ze robicie po rowno: ty sprztasz on kupuje i gotuje. Poradzila mi kiedys zona z doswiadczeniem-skorzystalam i mam rano swiety spokuj. Wstaje i sie pytam gdzie kawa:)))
          • kochanic.a.francuza Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:38
            O tak, to sa gierki i nipowazne traktowanie partnera, ale cale zycie takie jest, nie trzeba go traktowac zbyt powaznie. Zalezy z kim masz do czynienia.
            • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:21
              kochanic.a.francuza napisała:

              > O tak, to sa gierki i nipowazne traktowanie partnera,

              Dzięki kochanico za rady :) nie dopatruję się w tym gierek. Całkiem rozsądny podział obowiązków - gotowanie kontra reszta. I partnerski. Każdy wie za co jest odpowiedzialny, podobny jest nakład czasu i pracy. Dla mnie okej. Przemyślę, czy da się wprowadzić u mnie w domu.
              • kochanic.a.francuza Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:34
                Do uslug:)
                Tylko jak juz sie zdecydujesz, to nie zaczynaj od debaty, ze od dzisiaj ja to, ty siamto tyko zrob tak zeby wyszlo naturalnie: pierwszy tydzien masz bole miesiaczkowe, drugi niskie cisnienie, trzeci dziecko mialo grype, czwarty cos tam wymysl i tak co miesiac az sie u niego gotowanie stanie najnaturalniejsza czynnoscia na swiecie.
                W przeciwienstwie do sprzatania, gotowanie jest czynnoscia z nagroda: zaraz po nim jest jedzenie czyli pobudzone sa receptory nagrody, czy jak sie to zowie. Czyataam, ze u mezczyzn sa one bardziej wrazliwe i aktywne, stad wieksza podatnosc na nalogi.
                Tak, wyrub mu nalog gotowania;)
                • kochanic.a.francuza Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:39
                  upss, "wyrob mu nalog"
                • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 17:29
                  kochanic.a.francuza napisała:

                  > Do uslug:)
                  > Tylko jak juz sie zdecydujesz, to nie zaczynaj od debaty, ze od dzisiaj ja to,

                  To już wiem...Nie działa...ustalenia są...i nic poza tym...szkoda czasu. Jednym słowem sugerujesz żeby wziąć go głodem :)) Spróbuję, w końcu niewiele mam do stracenia.
    • coffei.na moze 12.11.12, 13:14
      źle wybrałaś życiowego partnera?
      ale nie martw się-tego kwiatu...
      • twojabogini Re: moze 12.11.12, 13:43
        coffei.na napisał(a):

        > źle wybrałaś życiowego partnera?
        > ale nie martw się-tego kwiatu...

        Myślę, że wybrałam dobrze. Mój mąż, pomimo, że wymiksowuje się z obowiązków domowych nadal jest wspaniałym człowiekiem, dobrym ojcem, kimś kogo cenię, z kim lubię spędzać czas. W wielu płaszczyznach nasz związek jest udany i satysfakcjonujący.
        Zepsuła się kwestia partnerstwa w obowiązkach rodzinnych. Jeśli psuje się jakaś część a nie całość, może najpierw lepiej zastanowić się nad naprawą, a nie nad zmianą modelu?
      • nie.mam.20 najlepszy towar wedle rozdzielnika poszedl 12.11.12, 21:22
        troche sie rzucilo na stolyce, jak zwykle Slask dostal pule dla gorniczek, a Podlasie importuje :(
        Kofciu, tanio sprzedac, drogo kupic i zle sie ozenic to kazdy potrafi :P
        • coffei.na dlatego Copuś 13.11.12, 12:44
          trza poszerzyć horyzonty i zarzucić wędke na inne kraje :P
          • gocha033 dlatego Cofcia 13.11.12, 13:46
            coffei.na napisał(a):
            > trza poszerzyć horyzonty i zarzucić wędke na inne kraje :P


            Alez on to zrobil juz cwierc wieku temu, a teraz to juz nawet lowic na wedke mu sie nie chce, tylko wygrzewa sie na sloneczku gdzies kolo Sydney , zarzucil sieci i ryby mu same w sieci wpadaja :)
            • coffei.na wiem wiem Gonia :) 14.11.12, 11:09
              ale to jest właśnie ta umiejętność,której człowiek uczy się przez całe życie :)
              chapeau bas Copy :)
    • aroden Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:17
      Ten sam problem...
      Kogo jak kogo, ale Ciebie nie podejrzewam o gadanie (z nudow) dla samego gadania.

      Egoizm (bez wzgledu na plec) jest zazwyczaj silniejszy od altruizmu...

      I domowa wojna plci o podzial obowiazkow ZAWSZE bedzie trwala :)
      • six_a Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:19
        mój drogi, to jest part of the process, tak długo, aż zohydzi se tego trutniomęża na amen.
        musimy przez to przejść
        szkoda że wszyscy
        • aroden Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:24
          six_a napisała:

          > mój drogi, to jest part of the process, tak długo, aż zohydzi se tego trutniomę
          > ża na amen.
          > musimy przez to przejść
          > szkoda że wszyscy


          To Niech idzie na skroty i bierze przyklad z alpepe...
          - Ta jest juz na koncu drogi...

          A sobie i nam oszczedzi czasu i (wspol)cierpien :)
      • kseniainc Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:22
        temat wałkowany wielokrotnie, więc i ja się powtórzę-"w dobrym małżeństwie naczynia myją się same";-0
        • twojabogini Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:49
          kseniainc napisała:

          > temat wałkowany wielokrotnie, więc i ja się powtórzę-"w dobrym małżeństwie nacz
          > ynia myją się same";-0

          Zgadzam się. Dotąd nasze małżeństwo było dobre i wszystko robiło się samo. Coś się zepsuło i w tym aspekcie nasze małżeństwo nie jest udane, obie strony są niezadowolone. Dobre małżeństwa ulegają naprawie, złe się w takich razach naprawiają. Próbuję naprawy.
          • kseniainc Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:58
            Hm.Będziesz używała sztuczek magicznych? A nie lepiej powiedzieć, napisać kartkę na lodówkę z wyszczególnionymi "dyżurami" i umówić się, ze realizujemy?U mnie się sprawdziło.Tyle że mój facet sam z się sprząta, sam z się wstawia pranie, umyje gary, za odkurzacz się złapie, nakarmi zwierzaki.....hmmm, może kartka podziałała. Nauczyliśmy się szanować cudzą pracę.
      • twojabogini Re: Bogini. mekolisz :) 12.11.12, 13:47
        aroden napisał:

        > I domowa wojna plci o podzial obowiazkow ZAWSZE bedzie trwala :)

        Zamierzam ją zakończyć i przywrócić partnerstwo. Jest jeszcze opcja jaką wybrali moi koledzy, którzy wojny ze swoimi żonami wygrali i nie muszą w swoich domach i rodzinach robić zbyt wiele - wystarczy, że wyniosą czasem śmieci. Nie uda się po partnersku, spróbuję i tak.
    • mexx_01 Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:19
      Kobieta potrzebuje porady, otuchy i wsparcia a wy tutaj od razu z zartami i niepowaznymi
      radamy wyskakujecie...

      W tej trudnej sytuacji z mezem widze tylko jedna jedyna mozliwosc: pokochaj go, takim jakim jest;)
      • aroden Przeciwnie 12.11.12, 13:26
        mexx_01 napisał:
        > Kobieta potrzebuje porady, otuchy i wsparcia a wy tutaj od razu z zartami i nie
        > powaznymi radamy wyskakujecie...

        Przeciwnie, znamy ja tu od lat i to ona zawodowo zajmuje sie doradzaniem w tych kwestiach innym.

        Nie mozemy wiec uwierzyc, ze nie potrafi doradzic samej sobie... :)
        • twojabogini Re: Przeciwnie 12.11.12, 13:51
          aroden napisał:

          > Przeciwnie, znamy ja tu od lat i to ona zawodowo zajmuje sie doradzaniem w tych
          > kwestiach innym.
          >
          > Nie mozemy wiec uwierzyc, ze nie potrafi doradzic samej sobie... :)

          Doradzać można wtedy, gdy zna się rozwiązanie problemu. Gdy już rozwiążę problem jaki pojawił się z podziałem obowiązków - z chęcią udzielę porady innym. Na razie sama szukam porady, inspiracji, pomocy.
          • mexx_01 Re: Przeciwnie 12.11.12, 14:30
            Mozesz watek juz zamknac, juz ci podalem rozwiazanie problemu...
            Do mojej rady dorzuce jeszcze 5 letnia gwarancje!
            • twojabogini Re: Przeciwnie 12.11.12, 15:29
              mexx_01 napisał:

              > Mozesz watek juz zamknac, juz ci podalem rozwiazanie problemu...
              > Do mojej rady dorzuce jeszcze 5 letnia gwarancje!

              W sumie zgodnie z twoją radą postąpiło większość znanych mi kobiet. Zaakceptowały, że mąż nie bierze udziału w obowiązkach domowych, a jedynie czasem "pomaga". Nie wydaje mi się aby były szczególnie szczęśliwe. Zagonione, zapracowane - na pewno. Fakt, że w domu mają spokój. Nie toczą się żadne rozmowy, żadne debaty. wszystkie te małżeństwa są dość letnie, a więź między partnerami taka sobie. Wszystkie pretensje są kulturalnie stłumione. Ona uważa go za lenia i niedojdę, on ją za wiecznie dziamgająca krowę, co to jest ciągle zmęczona (i nie ma ochoty na seks). Raczej z twojej rady nie skorzystam.
              Nie boję się konfrontacji ze swoim mężem i nie czuję potrzeby akceptowania wszystkich jego zachowań i zmian w całości. Jak przestanie się myć, to też mam to uznać za normę dla świętego spokoju? A jak zacznie nadużywać alkoholu?
    • sfornarina Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:27
      Bogini, pojmij wreszcie, że kobieta i facet mają inne priorytety i inaczej widzą świat.

      Dla Ciebie priorytetem jest zakonserwowany jak pudełeczko dom, a dla Twojego męża nie.

      To, co dla Ciebie jest partnerstwem, dla niego jest tresurą i absurdem, z bardzo zrozumiałego powodu - dla niego udany dom jest czymś innym niż dla Ciebie. Skłanianie go do widzenia świata przez Twoje okulary jest nie fair. Ty nie mówisz o partnerstwie, tylko despotyzmie i rządzeniu babską ręką.
      Już dawno powiedziałam, że pozbawiasz męża jaj. I dalej nic nie pojmujesz.
      • alpepe Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:42
        chyba nie zrozumiałaś, jej mąż nie tika inaczej, tylko wierzy w krasnoludki, że przyjdą i zrobią.
        • sfornarina Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:52
          > chyba nie zrozumiałaś, jej mąż nie tika inaczej, tylko wierzy w krasnoludki, że
          > przyjdą i zrobią.

          Chyba zrozumiałam, bo czytałam poprzednie wątki.
          W moich oczach Bogini despotycznie usiłuje urobić męża według swojego widzimisię. Jest różnica między partnerstwem a despotyzmem.
          • ina_nova Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:58
            Chyba jednak nie zrozumiałaś. Jej mąż był partnerem, chętnie przystępował do obowiązków domowych, tylko w pewnym momencie to się zmieniło z niewiadomych przyczyn.
            • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:06
              Tak, bo dostał wizję rozwoju zawodowego Bogini zgodnie z którą przez najbliższe lata byłoby mniej kasy i znacznie więcej obowiązków domowo-dziecięcych dla niego.
              • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:32
                triss_merigold6 napisała:

                > Tak, bo dostał wizję rozwoju zawodowego Bogini zgodnie z którą przez najbliższe
                > lata byłoby mniej kasy i znacznie więcej obowiązków domowo-dziecięcych dla nie
                > go.

                Czyli jednym słowem uważasz, że zmiana zachowania mojego męża to jego sposób na storpedowanie moich planów? Nie sądzę. Jeśli coś mu bardzo nie odpowiada ma zwyczaj mówić wprost. raczej nie posuwa się do gierek, aluzji, tajnych planów. Ale spytam go o to.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:04
        sfornarina napisał(a):

        > Dla Ciebie priorytetem jest zakonserwowany jak pudełeczko dom, a dla Twojego mę
        > ża nie.

        Źle oceniasz moje priorytety. Nie mam manii czystości, nie przeszkadza mi, że coś się nie błyszczy, albo, że jest czymś pochlapane. W tym zakresie wolę być krótkowidzem. Jestem rodzicem, więc siłą rzeczy moim priorytetem musi być zapewnienie dzieciom w miarę stabilnej diety (co nie znaczy, że nie mogą czasem zjeść zupki w proszku, albo zamówionej pizzy), czystych ubrań (niekoniecznie odprasowanych), łazienki w której da się umyć i kuchni w której da się przygotować posiłek. Do tego dzieci potrzebują nadzoru, trzeba im planować wakacje, edukację, rozrywki rodzinne, zaopatrywać je w ubrania, prowadzić na wizyty lekarskie. Nasze dzieci wymagają dodatkowo codziennej rehabilitacji. To po prostu musi być wykonane. I nie ma nic wspólnego z maniakalnym myciem podłóg, które i tak zaraz się pobrudzą.

        > To, co dla Ciebie jest partnerstwem, dla niego jest tresurą i absurdem,

        A co dokładnie jest absurdem? Że dzieci muszą jeść? Czy że trzeba im kupić ubrania, albo buty? Albo że potrzebują czystych ubrań?Ja uważam, że za te rzeczy powinni być odpowiedzialni oboje z rodziców. Niekoniecznie po pół i równo. Choć dobrze, żeby generalny bilans nakładu czasu i pracy mniej więcej się zgadzał - zwłaszcza gdy oboje rodziców ma mniej więcej równy wkład w utrzymanie rodziny. Jeśli takie partnerstwo to tresura, to jakie partnerstwo jest partnerstwem?

        > Już dawno powiedziałam, że pozbawiasz męża jaj. I dalej nic nie pojmujesz.

        facet który ugotuje obiad dla rodziny albo sam z siebie zrobi pranie traci jaja? Może taki, który ma ogólnie słabe jądra, kiepsko przyczepione. Mój mąż jądra ma na miejscu, oba i dobrze się trzymają. Nie sądzę, aby odpadły w trakcie sprzątania.
        • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:08
          Już Ci pisałam, że ktoś musi wyznaczać zadania i dzielić je. Te buty, planowanie budżetu, zakupów, wizyt u lekarzy itd. to właśnie zadania.
          • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:35
            triss_merigold6 napisała:

            > Już Ci pisałam, że ktoś musi wyznaczać zadania i dzielić je. Te buty, planowani
            > e budżetu, zakupów, wizyt u lekarzy itd. to właśnie zadania.

            Ja rozumiem, że to zadania. Nie widzę tylko powodu dla którego te zadania maja być wyłącznie moje, skoro dzieci są nasze? Bardziej uzasadnione wydaje mi się podzielenie zadań w taki sposób, aby każdy był zadowolony, a zadania zrealizowane.
            • kseniainc Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:41
              bogini zwołaj naradę rodzinną, a plan napoleiński jest taki by rodzinka się porozglądała po domu(mają stwierdzić z Tobą, że jest większa potrzeba o jego zadbanie) i niech każdy sobie wybierze obowiązki, co najchętniej chciałby robić.
              • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 17:27
                kseniainc napisała:

                > bogini zwołaj naradę rodzinną, a plan napoleiński jest taki by rodzinka się po
                > rozglądała po domu(mają stwierdzić z Tobą, że jest większa potrzeba o jego zadb
                > anie) i niech każdy sobie wybierze obowiązki, co najchętniej chciałby robić.

                Dzięki. Brzmi konstruktywnie - i nikogo nie muszę tresować, traktować jak ogórka czy innego warzywa ani ochrzaniać :) Przetestuję na pewno.









    • light_in_august Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:32
      Zakładasz kolejny wątek o tym samym i oczekujesz, że odpowiedzi będą inne?

      Jest wiele rozwiązań, które możesz wdrożyć, sama nawet je wymieniasz, przy czym w zdaniu obok torpedujesz, że złe. Skoro wszystkie rozwiązania są wg Ciebie złe, to ja bym jednak obstawała przy zdaniu, że szukasz dziury w całym.

      Pora zmienić partnera na innego albo zmienić swoją własną hierarchię wartości (tzn. z pierwszego miejsca usunąć kwestię prac domowych, bo to jakiś absurd, żeby ten temat stanowił aż tak dramatyczny problem w małżeństwie).
      • light_in_august Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:40
        Poza tym fajnie byłoby przyjąć do wiadomości, że nie ma ludzi idealnych. Sporo dobrego pisałaś o swoim partnerze. Czyli jakieś pozytywne cechy ma, prawda? Ale to za mało, bo on jest musi być idealny w zajmowaniu się domem. Nie przesadzasz z oczekiwaniami?
        Jak facet jest dobrym kucharzem i sprzątaczem, to może w pracy radzi sobie słabiej, jest mniej zaradny. A jak i tu, i tu jest super, to w łóżku może być słaby. Itd. Każdy ma jakiś słaby punkt - dorośli ludzi to rozumieją i albo akceptują, albo odchodzą, kropka.
        • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:53
          light_in_august napisała:

          Czyli jakieś pozytywne cechy ma, prawda? Ale
          > to za mało, bo on jest musi być idealny w zajmowaniu się domem.

          Nie musi być idealny. Sama nie zajmuję się idealnie dziećmi i domem, odbębniam chałturę, karmię dzieci frytkami od czasu do czasu, mam bałagan w szafie, olewam porządek w pokoju nastolatka, mam gdzieś jego stopnie w szkole i wolę poczytać książkę, niż umyć łazienkę. Mi wystarczy, że mój mąż będzie współdzielił ze mną obowiązki związane z posiadaniem rodziny. Niekoniecznie wykonując wszystko to co ja, terminowo i perfekcyjnie. Możemy się podzielić.

          > Jak facet jest dobrym kucharzem i sprzątaczem, to może w pracy radzi sobie słab
          > iej, jest mniej zaradny. A jak i tu, i tu jest super, to w łóżku może być słaby
          > . Itd. Każdy ma jakiś słaby punkt - dorośli ludzi to rozumieją i albo akceptują
          > , albo odchodzą, kropka.

          Według tych kryteriów jesteśmy z mężem idealni. Oboje umiemy dobrze gotować, utrzymać chałupę w stanie czystości, radzimy sobie w pracy zawodowej i jesteśmy zadowoleni ze swojego życia intymnego. Może więc mój mąż postanowił przestać być ideałem i zrezygnował z kucharzenia i sprzątania, a ja powinnam się cieszyć, że nie z pracy zawodowej albo z seksu?
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:44
        light_in_august napisała:

        > Jest wiele rozwiązań, które możesz wdrożyć, sama nawet je wymieniasz, przy czym
        > w zdaniu obok torpedujesz, że złe. Skoro wszystkie rozwiązania są wg Ciebie zł
        > e, to ja bym jednak obstawała przy zdaniu, że szukasz dziury w całym.

        Gdybym zaczęła wdrażać te rozwiązania mój mąż najwyżej pękłby ze śmiechu. Ewentualnie uznał, że mi odbiło. Na próbę pochwaliłam go dzisiaj za to, że kupił chleb wracając z pracy. No i się uśmialiśmy oboje.

        > Pora zmienić partnera na innego

        Nie jestem zwolenniczką rozwodów z powodu głupot.

        >albo zmienić swoją własną hierarchię wartości (
        > tzn. z pierwszego miejsca usunąć kwestię prac domowych, bo to jakiś absurd, żeb
        > y ten temat stanowił aż tak dramatyczny problem w małżeństwie).

        Prace domowe nie stanowią problemu w małżeństwach, ale stanowią problem w rodzinach. Mamy dwójkę dzieci i nie da się tego ot tak pominąć. Skoro w tej sferze nie gra i nie udaje się nam tego rozwiązać, tak aby obie strony były zadowolone - no to jest ona głównym problemem, nie widzę w tym absurdu.
        Być może, gdy dogadamy się w tej kwestii za jakiś czas pojawi się nowe pole niezgody. Mój mąż zostanie zapalonym wędkarzem i zacznie domagać się zwiększonego budżetu i czasu wolnego na wyprawy po łososie do Norwegii, ja zainteresuję się współczesną modą i zażądam, aby mój mąż zmienił pracę na wyżej dochodową, żebym mogła nadążać za trendami (to autentyki z małżeństw znajomych). Wtedy dramatyczny problem będą stanowiły najnowsze kolekcje ubrań i połowy łososi.
        • light_in_august Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:35
          Po pierwsze, oczejuesz, że ktoś tu Ci poda rozwiązanie, które nie wymieniłaś i nie obaliłaś w pierwszym poście? To Ty znasz swojego faceta i Ty wiesz, co tak naprawdę się dzieje między Wami i tylko Ty możesz znaleźć "idealne rozwiązanie". O ile w ogóle jest takie, skoro w każdym znajdujesz jakis minus. Wg mnie żeby coś osiągnąć, trzeba coś poświęcić, Ty natomiast nie wyrażasz żadnej chęci poświęcenia czegokolwiek, a tylko zyskania (choćby przykład z panią do sprzątania).

          Po drugie, piszesz, że z powodu błahostek się nie rozwiedziesz. Ale czy to taka błahostka, skoro piszesz o tym co najmniej trzeci raz, jakby to był największy problem Twojego życia? Pewne jest, że jeśli któreś z Was nie odpuści, to rozstaniem się to skończy. On zwieje w końcu, bo ileż można słuchać mękolenia nt. niezrobionego prania? Święty by dostał pie*dolca.

          Po trzecie, jeśli Twój facet był idealny, a teraz przestał, to być może dzieje się coś, czego nie widzisz i z powodu czego stracił motywację do bycia Panem Idealnym. Widocznie to w jego naturze nie leży, a motywacja do grania tej roli mu się skończyła. Po prostu przyjrzyj się, czy problem nie leży głębiej, między Wami.
          • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 17:36
            light_in_august napisała:

            > Po pierwsze, oczejuesz, że ktoś tu Ci poda rozwiązanie, które nie wymieniłaś i
            > nie obaliłaś w pierwszym poście?

            No i dostałam całkiem rozsądne propozycje od dziewczyn, które nie wymagaja traktowania dorosłego mężczyzny jak warzywa.

            To Ty znasz swojego faceta i Ty wiesz, co tak
            > naprawdę się dzieje między Wami i tylko Ty możesz znaleźć "idealne rozwiązanie"

            Szukam takiego. Szukam też inspiracji, bo to, co wymyśliłam do tej pory nie działa.

            > Wg mnie żeby
            > coś osiągnąć, trzeba coś poświęcić, Ty natomiast nie wyrażasz żadnej chęci poś
            > więcenia czegokolwiek, a tylko zyskania (choćby przykład z panią do sprzątania)

            No właśnie poświęciłam Panią do sprzątania oraz szereg innych udogodnień w imię dokonania inwestycji. Z czasem się nam opłaci, teraz jednak jest czas oszczędzania.
            >

            > Po trzecie, jeśli Twój facet był idealny, a teraz przestał, to być może dzieje
            > się coś, czego nie widzisz i z powodu czego stracił motywację do bycia Panem Id
            > ealnym. Widocznie to w jego naturze nie leży, a motywacja do grania tej roli mu
            > się skończyła. Po prostu przyjrzyj się,

            Z tym się zgadzam. Przyglądam się.
    • potworski Jedno jest pewne= 12.11.12, 13:34
      Jeśli w realu jesteś taką samą nudziarą jak tu na forum, to się twojemu facetowi nie dziwię.
      • alpepe Re: Jedno jest pewne= 12.11.12, 13:44
        i do tego fleją, bo nie chce za niego ogarniać domu.
      • twojabogini Re: Jedno jest pewne= 12.11.12, 15:59
        potworski napisał:

        > Jeśli w realu jesteś taką samą nudziarą jak tu na forum, to się twojemu facetow
        > i nie dziwię.

        Jeśli w realu trafiają ci się tak lotne aforyzmy jak niekiedy tu na forum, nie dziwię się, że jesteś stałym bywalcem FK, zasilając i urozmaicając obecne tu grono męskich frustratów, onanistów, szowinistów i antyfeministów.

        Rozumiem, że nudzi cię temat podziału obowiązków domowych u pani X i że trudno w takim wątku błysnąć jakaś zabawną ripostą...każdy miewa lepsze i gorsze dni.
        • potworski Re: Jedno jest pewne= 12.11.12, 16:48
          twojabogini napisała:

          > Jeśli w realu trafiają ci się tak lotne aforyzmy jak niekiedy tu na forum, nie
          > dziwię się, że jesteś stałym bywalcem FK, zasilając i urozmaicając obecne tu gr
          > ono męskich frustratów, onanistów, szowinistów i antyfeministów.


          Musiałem trafić w czuły punkt, skoro rozprułaś się jak worek z cukierkami na Helloween. W realu aforyzmy trafiają mi się raz lepsze raz gorsze, ale problemy swoje również rozwiązuję w realu, a nie lecę na forum demonstrując wśród anonimowych nicków nadnaturalne zdolności i umiejętności dzielenia problemu na czworo.
          • twojabogini Re: Jedno jest pewne= 13.11.12, 11:21
            potworski napisał:

            > Musiałem trafić w czuły punkt, skoro rozprułaś się jak worek z cukierkami na He
            > lloween. W realu aforyzmy trafiają mi się raz lepsze raz gorsze, ale problemy s
            > woje również rozwiązuję w realu, a nie lecę na forum demonstrując wśród anonimo
            > wych nicków nadnaturalne zdolności i umiejętności dzielenia problemu na czworo.


            Musiałam trafić w czuły punkt,skoro poczułeś w obowiązku się tłumaczyć. Swoją drogą jak na mnie to była bardzo skrótowa wypowiedź, więc raczej jak worek z cukierkami po Halloween :)
            A włos na czworo dzielę i owszem, mam taki zwyczaj rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, zboczenie zawodowe.
            A może masz propozycję szybkiego rozwiązania przedstawionego przeze mnie problemu? Oprócz zostania lesbijką o pozycji dominującej w związku, albo układną żoną, matką i gospodynią domową?
            • potworski Re: Jedno jest pewne= 14.11.12, 20:48
              twojabogini napisała:

              > A może masz propozycję szybkiego rozwiązania przedstawionego przeze mnie proble
              > mu? Oprócz zostania lesbijką o pozycji dominującej w związku, albo układną żoną
              > , matką i gospodynią domową?


              Serio? Na forum doradzam cokolwiek niezwykle rzadko a już na pewno nie doradzam w kwestii takiej jak ta=przede wszystkim dlatego, że do podania jakiegokolwiek rozwiązania potrzebny jest jasny obraz sytuacji. A jasny obraz sytuacji mógłbym uzyskać dopiero po usłyszeniu tego co ma do powiedzenia twój mąż. Dawanie porad na podstawie relacji tylko jednej strony - w dodatku bez dogłębnego poznania istoty problemu jest kompletnym nonsensem, ale jak widać chałupnicza psychologia jest dosyć popularna na forum.
              • maly.jasio Przerosles mnie. 14.11.12, 20:52
                potworcio napisał:
                > Serio? Na forum doradzam cokolwiek niezwykle rzadko a już na pewno nie doradzam
                > w kwestii takiej jak ta=przede wszystkim dlatego, że do podania jakiegokolwiek
                > rozwiązania potrzebny jest jasny obraz sytuacji. A jasny obraz sytuacji mógłby
                > m uzyskać dopiero po usłyszeniu tego co ma do powiedzenia twój mąż. Dawanie por
                > ad na podstawie relacji tylko jednej strony - w dodatku bez dogłębnego poznania
                > istoty problemu jest kompletnym nonsensem, ale jak widać chałupnicza psycholog
                > ia jest dosyć popularna na forum.

                Przerosles mnie.
                ale tak to jusz bywa, ze uczen przerasta miszcza.

    • lazy.eye Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:50
      Oddaj dzieci do opieki społecznej, rozwiedź się z mężem i skoncentruj na karierze zawodowej.
      Wtedy gotowanie, zakupy i sprzątanie dla jednej osoby będzie Ci sprawiać przyjemność i nie będziesz się czuła wykorzystywana.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:02
        lazy.eye napisał:

        > Oddaj dzieci do opieki społecznej, rozwiedź się z mężem i skoncentruj na karier
        > ze zawodowej.
        > Wtedy gotowanie, zakupy i sprzątanie dla jednej osoby będzie Ci sprawiać przyje
        > mność i nie będziesz się czuła wykorzystywana.

        Tak, tak. Kobiety to albo pełne poświecenia matki-polki, albo nieczule maciory, które co prędzej powinno się pozbawić prawa do opieki nad dziećmi. Te które chcą robić karierę zawodową kosztem niewinnych dzieciątek i męża powinno się od ręki kamieniować...
    • notting_hill Re: Jak to jest? 12.11.12, 13:54
      Udawanie idiotki, chwalenie za dokładnie odkurzony dywan, ładnie wypakowane naczynia ze zmywarki, w nadziei że pochwały skłonią męża do częstszych zachowań tego rodzaju (tylko kretyn nb. zacznie odkurzać, żeby usłyszeć pochwałę).

      No i widzisz, najwyraźniej nie zależy Ci aż tak na związku, żeby zrozumieć, że chodzi o fakt bycia docenionym... Jeśli facet robi rzeczy przez siebie znienawidzone, a robi to po to, żeby jednak Ci dogodzić/poświęca się dla dobra rodziny, to siłą rzeczy chce zostać doceniony i zauważony, chce poczuć, że ktoś to widzi i docenia. Jego frustracja rodzi się z faktu, że on w swoim mniemaniu robi coś zupełnie wyjątkowego, a Tobie to ciągle za mało. To zresztą działa w obie strony.....

      Podam taki przykład- mam przyjaciółkę, której nie do końca ok układa się w małżeństwie, ponieważ oboje się zapracowani, mają dwójkę dzieci i różne wizje tego, co "powinna" ta druga strona. Bywając u nich czasem i widząc ich w sytuacjach domowych dokładnie wiem, jak można by poprawić ich relacje.... Bo tak- on sam z siebie idzie i robi duże zakupy. Na ogół bez kartki, całkiem z głową i całkiem do rzeczy. Przynosi to jak trofeum, i widzę jak metaforycznie merda ogonkiem, żeby to zauważyć, że chleb kupił taki jak ona lubi, a coś tam jeszcze, a coś tam jeszcze. A ona rzuci okiem i skomentuje typu: aha. Albo w ogóle nie zauważy. Wystarczyłoby coś miłego powiedzieć.
      On ma do niej pretensje, że mało zajmuje się domem. Ale ona tak ma i już. Natomiast byłam świadkiem jak zrobiła mu niespodziankę i podstawiła samochód, pod miejsce z którego miał wracać. Nie musiała tego robić, chciała mu po prostu zrobić przyjemność. Nie powiedział na to ani słowa, mimo że przecież wiem, że byłoby jej miło gdyby to jakoś zauważył. Ja o takim dziękowaniu myślę, o zauważaniu tych drobnych gestów, które się robi dla drugiej osoby. Bo to nie jest tak, że coś się należy jak psu zupa. No, ale w opisanej sytuacji on byłby szczęśliwszy (chociażby pewnie tego nie okazał), gdyby ona na niego czekała z obiadem i ogarniętą kuchnią, a dla niej to już nie jest takie oczywiste. No i tak to się plecie.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:24
        notting_hill napisała:

        Jeśli facet robi rzeczy przez siebie znienawi
        > dzone, a robi to po to, żeby jednak Ci dogodzić/poświęca się dla dobra rodziny,
        > to siłą rzeczy chce zostać doceniony i zauważony,

        Nie wymagam od męża poświęceń, ani robienia rzeczy znienawidzonych. Wiem, czego nienawidzi robić, na szczęście mi te rzeczy nie sprawiają trudności i okej. On też robi (czy raczej robił) to, czego ja nienawidzę. Czułabym się głupio, gdyby mój mąż pochwalił mnie za ładne upranie pościeli. Co nie znaczy, że nie mam w zwyczaju go doceniać. Robi wiele wspaniałych rzeczy, za które naprawdę go cenię - i wyrażam to. Za umycie podłogi, kibla, albo samodzielną decyzje o zakupie tuzina jajek doceniać go nie będę - 5 lat skończył już dawno.

        > Jego frustracja rodzi się z faktu, że on w swoim mniemaniu robi co
        > ś zupełnie wyjątkowego, a Tobie to ciągle za mało. To zresztą działa w obie str
        > ony.....

        Zapytam go o to.

        Co do przykładu koleżanki - kłopoty w komunikacji. U mnie to wygląda inaczej - działało, aż się zepsuło. Każda strona wyraziła swoje zdanie ja wiem czego oczekuje mój mąż (że dom będzie teraz moja dziedziną), on wie czego ja oczekuję (że nadal będzie to NASZA dziedzina, a nieco dalszej perspektywie przez jakiś czas jego dziedzina). Trzeba iść na zgniłe kompromisy. W końcu jakoś się uda.
        • krakoma Re: Jak to jest? 12.11.12, 18:10
          moze bys to rozwinela? ->

          ja wiem czego ocze
          > kuje mój mąż (że dom będzie teraz moja dziedziną), on wie czego ja oczekuję (że
          > nadal będzie to NASZA dziedzina, a nieco dalszej perspektywie przez jakiś czas
          > jego dziedzina)

          skad takie jego oczekiwania wzgledem ciebie i skad twoje oczekiwania na przyszlosc?
        • leniwy_pierog Re: Jak to jest? 12.11.12, 18:14
          Jak czytam to co piszesz to normalnie jakbym mojego męża słyszała:) "Jesteś inteligentną kobietą i nie będę cię chwalić za pozmywanie, odkurzenie, przyniesienie 10 rzeczy ze spożywczego".
          Odbyliśmy chyba z milion rozmów zanim coś do niego dotarło.
          - To co dla niego jest banalnie proste dla mnie jest trudne i odwrotnie. Tak jak dla jednego przebiegnięcie 10 km to rozgrzewka, a dla drugiego zabójczy dystans.
          - Niechwalenie mnie nie jest wartością samą w sobie i korona mu z głowy nie spadnie.
          - Każdy potrzebuje pochwał i doceniania, wytykaniem błędów i krytyką można tylko zestresować, to nie działa.
          Dotarło jak mu powiedziałam, ze kopulować umieją nawet zwierzęta, więc nie widzę powodu, żeby z okazji takich prostych czynności wyrażała jakikolwiek entuzjazm i chwaliła faceta za zrobnienie czegoś tak banalnego;)
      • leniwy_pierog Re: Jak to jest? 12.11.12, 18:06
        O to chodzi. Nie ma nic gorszego niż wrócić z siatkami pełnymi zakupów, wyciągnąć z dumą jakiś przysmak dla ukochanej osoby, a jedynym komentarzem po dokładnym zlustrowaniu zakupów jest: zapomniałaś o czymś tam. W końcu każde zakupy zaczynają być stresem w stylu: czy na pewno mam wszystko. Aż się odechciewa robić.
    • triss_merigold6 Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:01
      Och, feminizm Cię przerósł?
      Cherie, nie można mieć wszystkiego na raz. Można mnóstwo ale po kolei. Nie można jednocześnie: pracować zawodowo z dużymi rozwojowymi sukcesami i zajmować się małym dzieckiem i ogarniać codzienne upierdliwe obowiązki domowe bez konkretnej pomocy z zewnątrz. Konkretnej to znaczy: żłobek/przedszkole/opiekunka/pomoc do sprzątania.
      Skoro budżet nie zniesie wydatku na pomoc, to albo Ty koncentrujesz się bardziej na domu i dzieciach albo godzisz się na wydawanie mężowi dyspozycji wg. listy i nie je...sz go za każde niedociągnięcie.
      Mężczyźni są zazwyczaj sprawni intelektualnie i fizycznie ale problemu brudnego blatu czy pogniecionych ubrań - zazwyczaj, bo są wyjątki - nie dostrzegają i mają to w dupie.
      Pamiętaj, to podgatunek. Gdyby nie kobiety, to oni nigdy nie wyszliby z jaskiń - po prostu zamienialiby zasraną i zawaloną śmieciami jaskinię na nieco czystszą.
      • lazy.eye Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:09
        Wszystkie wynalazki w rodzaju wanny, prysznica czy kibelka zostały wynalezione przez mężczyzn. Do tego momentu kobieta była uważana przez większość cywilizacji za brudne stworzenie. Nie bez powodu bo bez męskiej ręki kobiety to lenie, brudasy i bałaganiary z natury. To z woli męża kobieta dbała o dzieci, dom i siebie.
        • stokrotka_a Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:39
          lazy.eye napisał:

          > Do tego momentu kobieta była uważana przez większość cywilizacj
          > i za brudne stworzenie.

          Tak, tak, a prym w tym uważaniu wiedli ojcowie Kościoła, którzy widzieli w kobiecie ucieleśnienie wszelkiego brudu (duchowego), zła i mocy piekielnych. Ty przypadkiem nie powinieneś żyć we wczesnym średniowieczu? ;-))

          > To z woli męża kobieta dbała o dzieci, dom i siebie.

          Dowcip miesiąca! Gratuluję! ;-)
          • triss_merigold6 Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:41
            Akurat wczesne średniowiecze było w miarę czyste. Zamykanie łaźni publicznych i eliminowanie kąpieli z medycyny i życia codziennego zaczęło się w czasie wielkich epidemii dżumy, ok. 1385 r.
            • stokrotka_a Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:46
              triss_merigold6 napisała:

              > Akurat wczesne średniowiecze było w miarę czyste. Zamykanie łaźni publicznych i
              > eliminowanie kąpieli z medycyny i życia codziennego zaczęło się w czasie wielk
              > ich epidemii dżumy, ok. 1385 r.

              Ale ja nie o tym napisałam. Odniosłam się do brudu duchowego, który w kobiecie widzieli ojcowie Kościoła we wczesnym średniowieczu.
              • triss_merigold6 Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:47
                A ja prozaicznie do wanien i toalet. D
                • stokrotka_a Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:51
                  No to sobie pogadałyśmy. ;-)
        • kochanic.a.francuza Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 14:47
          To dlaczego nazywasz sie "lazy", he?
      • martishia7 Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 15:04
        >(...) ale problemu brudnego
        > blatu czy pogniecionych ubrań - zazwyczaj, bo są wyjątki - nie dostrzegają i m
        > ają to w dupie.

        Tych wyjątków, moim zdaniem, na wszelki wypadek należy się bać.
      • twojabogini Re: Feminizm Cię przerósł? 12.11.12, 16:41
        triss_merigold6 napisała:

        > Nie można jednocześnie: pracować zawodowo z dużymi rozwojowymi sukcesami i zajmo
        > wać się małym dzieckiem i ogarniać codzienne upierdliwe obowiązki domowe bez ko
        > nkretnej pomocy z zewnątrz. Konkretnej to znaczy: żłobek/przedszkole/opiekunka/
        > pomoc do sprzątania.

        Można i do tej pory mi się to udawało. Bo miałam męża - partnera w obowiązkach rodzinnych i domowych.

        > Skoro budżet nie zniesie wydatku na pomoc, to albo Ty koncentrujesz się bardzie
        > j na domu i dzieciach albo godzisz się na wydawanie mężowi dyspozycji wg. listy
        > i nie je...sz go za każde niedociągnięcie.

        To jaki mamy budżet jest konsekwencją naszych wspólnych decyzji. Oboje wiedzieliśmy, że decydując się na inwestycję, równocześnie rezygnujemy z niań, pomocy domowych itp. Oboje wiedzieliśmy, że oznacza to dla nas więcej obowiązków.

        > Mężczyźni są zazwyczaj sprawni intelektualnie i fizycznie ale problemu brudnego
        > blatu czy pogniecionych ubrań - zazwyczaj, bo są wyjątki - nie dostrzegają i m
        > ają to w dupie.

        Widać jestem facetem, też mam to w d.

        > Pamiętaj, to podgatunek. Gdyby nie kobiety, to oni nigdy nie wyszliby z jaskiń
        > - po prostu zamienialiby zasraną i zawaloną śmieciami jaskinię na nieco czystsz
        > ą.

        No i tu się zgodzić nie mogę. Szanuję mężczyzn. Uważam ich za równych sobie. Taki ten mój feminizm przewrotny.
    • po-trafie Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 14:18
      Mam wrazenie, ze bardzo ale to bardzo negatywnie odnosisz sie do wszystkich form wychowywania czy nauczania, innych niz jednorazowe powiedzenie 'i mysle, ze byloby milo, gdybys dzielil ze mna wszystkie obowiazki domowe'.

      Ludzie zwracaja uwage na rozne rzeczy. Jednej osobie po wejscie do domu rzuci sie w oczy niepodlany kwiatek, innej nierozwieszone pranie a jeszcze innej kanapa, na ktorej mozna sie zrelaksowac (i przy okazji przesloni wszystkie inne rzeczy).
      Przypominanie, informowanie, czy konsekwentne egzekwowanie od kogos czegos, na czym nam zalezy, a co dla niego nie jest tak wazne NIE JEST traktowaniem go jak uposledzonego fajtlapy.
      Nie zakrecam pasty do zebow.
      Nie uzupelniam w czajniku wody jak ja zuzyje.
      Nie nosze kapci czy tam skarpetek.

      Mojego faceta te rzeczy draznia, sa dla niego wazne, wiec mi przypomina, zwraca uwage, zartuje, czasem strofuje mowiac 'zakladaj KAPCIE!'. Podobnie ja zwracam jemu uwage, na rzeczy, ktore mu umykaja. Bo chcemy zyc razem i nie dzialac sobie na nerwy, a mamy zbyt duzo rzeczy do pamietania, zeby jedno powiedzenie o czyms od reki zmienilo nawyki.
      • stokrotka_a Re: Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 14:41
        po-trafie napisała:

        > Nie zakrecam pasty do zebow.
        > Nie uzupelniam w czajniku wody jak ja zuzyje.
        > Nie nosze kapci czy tam skarpetek.
        >
        > Mojego faceta te rzeczy draznia, sa dla niego wazne, wiec mi przypomina, zwraca
        > uwage, zartuje, czasem strofuje mowiac 'zakladaj KAPCIE!'.

        To są jakieś mało istotne drobiazgi i nie powinny być ważne dla faceta/kobiety w związku.
        • kochanic.a.francuza Re: Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 14:50
          > Nie uzupelniam w czajniku wody jak ja zuzyje.
          > Nie nosze kapci czy tam skarpetek.

          Alez ludzie potrafia byc upierdliwi...:)
        • po-trafie Re: Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 15:25
          Wiesz, samo zrobienie prania czy jego powieszenie, zauwazenie brudnego zlewu i umycie, starcie blatow czy rozladowanie zmywarki kiedy jest pelna - to tez sa drobiazgi, ale jesli sie nagromadza to sytuacja wyglada jak u autorki watku: narasta agresja, niespelnianie jakichs wzajemnych oczekiwan, poczucie generalnej niesprawiedliwosci.

          Podalam przyklady trywialne, bo nie robi roznicy, jakiego gabarytu sa wzajemne prosby. Wazne jest to, ze wychowanie czy proba egzekwowania od drugiej strony czegos niekoniecznie jest terrorem, tresura i traktowaniem jak psa.
          • stokrotka_a Re: Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 15:30
            po-trafie napisała:

            > Wiesz, samo zrobienie prania czy jego powieszenie, zauwazenie brudnego zlewu i
            > umycie, starcie blatow czy rozladowanie zmywarki kiedy jest pelna - to tez sa d
            > robiazgi, ale jesli sie nagromadza to sytuacja wyglada jak u autorki watku: nar
            > asta agresja, niespelnianie jakichs wzajemnych oczekiwan, poczucie generalnej n
            > iesprawiedliwosci.
            >
            > Podalam przyklady trywialne, bo nie robi roznicy, jakiego gabarytu sa wzajemne
            > prosby. Wazne jest to, ze wychowanie czy proba egzekwowania od drugiej strony c
            > zegos niekoniecznie jest terrorem, tresura i traktowaniem jak psa.

            Jest spora różnica pomiędzy zachowaniami, które prowadzą do kumulacji bałaganu i brudu w mieszkaniu a niezakładaniem kapci, nieuzupełnianiem wody w czajniku czy niezakręcaniem zakrętki od pasty.
        • twojabogini Re: Wychowanie to nie tresura 12.11.12, 16:53
          stokrotka_a napisała:

          > po-trafie napisała:
          >
          > > Nie zakrecam pasty do zebow...

          Nie mam pojęcia czy mój mąż zakręca pastę do zębów, na pewno nie uzupełnia wody w czajniku (sama bym na taki pomysł też nie wpadła), czasem nosi kapcie a czasem nie i nic mi do tego...

          > To są jakieś mało istotne drobiazgi i nie powinny być ważne dla faceta/kobiety
          > w związku.

          W ogóle nie widzę takich rzeczy, i na całe szczęście mój mąż tez ma gdzieś czy zakręciłam pastę, założyłam kapcie i nalałam wody do czajnika.
    • to.niemozliwe Re: Jak to jest? 12.11.12, 14:18
      > 1. Udawanie idiotki, chwalenie za dokładnie odkurzony dywan, ładnie wypakowane
      > naczynia ze zmywarki, w nadziei że pochwały skłonią męża do częstszych zachowań
      > tego rodzaju (tylko kretyn nb. zacznie odkurzać, żeby usłyszeć pochwałę).
      A Ty nie lubisz być doceniana za to, ze coś dobrze zrobisz lub przynajmniej postarasz się?
      Chwalisz dzieci czasem za coś? Czy tylko wymagasz?

      > 2. Tresura - od bardzo rygorystycznej, związanej nawet z wywaleniem rzeczy domo
      > wnikom, po łagodniejsze formy. Nie widzę siebie w roli treserki, a domowników w
      > roli obiektów poddanych tresurze.
      To w jaki sposób mają siedowiedzieć od Ciebie czego chcesz i jak mają to osiągnąć? Rozróżniasz nauczenie kogoś od tresury? Jak uczysz dzieci samodzielności?

      > 3. Ucieczka w konsumpcjonizm - olanie wszystkiego, zatrudnienie pań sprzątający
      > ch, rozpoczęcie relaksującej konsumpcji, spa, zakupy nowych ciuchów - odpada z
      > dwóch powodów - raz: podjęliśmy decyzje, które na najbliższe dwa lata ogranicz
      > ają budżet jakim dysponujemy, więc niestety o swój dom i dzieci musimy zadbać s
      > ami, dwa: konsumpcjonizm jako postawa życiowa jest mi obcy, nie zrelaksuje mnie
      > .
      Błąd definicyjny, fiksacja terminologiczna - korzystanie z odpłatnej pomocy w domu nie jest przejawem konsumpcjonizmu. Jeśli masz z tym problem, to zatrudnij pomoc, ale nie mow o tym nikomu, nie bedziesz sie stresowac. Pranie tez robisz recznie, czy "konsumpcyjnie" nabylas pralkę automatyczna?

      > 4. Ochrzanianie partnera - w moim przypadku odpada, nie ochrzaniam nawet własny
      > ch dzieci.
      Co TY, wypierasz emocje. Ochrzan, to ochrzan. Moze nie jest mega przyjemny, ale jak niektórym inaczej klapki w glowie sie nie da otworzyc, to czemu nie. O ile tylko nie ponizasz, to ochrzan jest OK - byle sensowny. Jak u Ciebie z ekspresją emocji - nie jest zbyt wytłumiana?

      7.8. - nie rezygnować, może zmniejszyć tempo, lub zweryfikować priorytety, ale nie rezygnowac z rozwoju.

      > Z wielu postów wyłania się abstrakcyjny dla mnie portret przeciętnego mężczyzny
      > . To fajtłapa, który nie jest w stanie sam z siebie zająć się normalnymi czynno
      > ściami, kobieta musi go tresować, uciekać się do sztuczek, traktować jak coś ni
      > eco mniej inteligentnego niż trzoda domowa. Znam wielu mężczyzn i nie podzielam
      > takiego poglądu.

      To Twój facet to domowa fajtłapa, nie przypisuj tego innym.
      Pytałem już - co on robi w domu jak CI nie pomaga? TV, piwo i komputer, gra na Playstation ? Gdzie on emigruje, ze nie ma go na miejscu? To jest ciekawe.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 12.11.12, 17:21
        to.niemozliwe napisał:

        > > 1.
        > A Ty nie lubisz być doceniana za to, ze coś dobrze zrobisz lub przynajmniej po
        > starasz się?
        > Chwalisz dzieci czasem za coś? Czy tylko wymagasz?
        Lubię, ale nie za ładnie poskładane pranie. Dzieci chwalę. Dwulatka za załatwienie się na nocnik, nastolatka za samodzielne upranie swoich rzeczy, dorosłego mężczyznę za osiągnięcia nieco wyższych lotów.

        > > 2. Tresura
        > To w jaki sposób mają siedowiedzieć od Ciebie czego chcesz i jak mają to osiąg
        > nąć? Rozróżniasz nauczenie kogoś od tresury? Jak uczysz dzieci samodzielności?

        Pozwalam im robić różne rzeczy samodzielnie, powierzam odpowiedzialność za coraz więcej spraw. Nie tresuję, nie uczę, nie "wyrabiam nawyków'. To działa.

        > > 3. Ucieczka w konsumpcjonizm -

        > Błąd definicyjny, fiksacja terminologiczna - korzystanie z odpłatnej pomocy w
        > domu nie jest przejawem konsumpcjonizmu.
        Nie jest. Napisałam, że obecnie i przez najbliższe dwa lata nie będzie nas na to stać, bo spłacamy inwestycję.

        > > 4. Ochrzanianie partnera - w moim przypadku odpada, nie ochrzaniam nawet
        > własny
        > > ch dzieci.
        > Co TY, wypierasz emocje. Ochrzan, to ochrzan. Moze nie jest mega przyjemny, al
        > e jak niektórym inaczej klapki w glowie sie nie da otworzyc, to czemu nie. O il
        > e tylko nie ponizasz, to ochrzan jest OK - byle sensowny. Jak u Ciebie z ekspre
        > sją emocji - nie jest zbyt wytłumiana?

        No nie, z ekspresją nie mam problemów. Jeśli coś mnie wkurza to domownicy na pewno dowiedzą się o tym i to od ręki. Nie wkurza mnie jednak, ze ktoś czegoś nie zrobił albo zrobił niedokładnie. Ochrzan tu tez niewiele da. Wkurza mnie nowa postawa mojego męża - i on o tym wie.

        > 7.8. - nie rezygnować, może zmniejszyć tempo, lub zweryfikować priorytety, ale
        > nie rezygnowac z rozwoju.
        >

        > To Twój facet to domowa fajtłapa, nie przypisuj tego innym.

        No nie. Ten "facet" sam prowadził dom, podczas gdy ja byłam przez pięć miesięcy w szpitalu. Zrobił w tym czasie remont, przygotował dom na przyjęcie niemowlaka, zakupił wszystkie potrzebne sprzęty, ubranka. Godził pracę zawodową, odwiedziny w szpitalu, opiekę nad starszym dzieckiem.
        > Pytałem już - co on robi w domu jak CI nie pomaga? TV, piwo i komputer, gra na
        > Playstation ? Gdzie on emigruje, ze nie ma go na miejscu? To jest ciekawe.
        Tv nie mamy, plejak się zepsuł, piwo pijamy rzadko. Co robi? Bawi się z dziećmi, je, myje się, czyta, rozmawia ze mną, gra w szachy, spaceruje, śpi, idzie do sklepu...normalne rzeczy.
        • to.niemozliwe Re: Jak to jest? 12.11.12, 19:54
          Facet pracuje, wraca do domu, zajmuje sie dziecmi, ma troche czasu dla siebie - cos poczyta, pospaceruje. Mysle, ze niewiele brakuje, zeby odciazyl Cie w pracach domowych - a co by bylo, gdybys sie z mezem i nadtolatkiem umowila, ze dwa razy w tygodniu w okreslone dni raz jeden, raz drugi np. odkurzyli dom?
          I zmywanie naczyn podobnie. Rozklad zajec, grafik i tego sie trzymacie. Probowalas? Czyli, Ty nie dysponujesz nimi, tylko grafik zajec. Co on na to?
        • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 20:13
          > No nie. Ten "facet" sam prowadził dom, podczas gdy ja byłam przez pięć miesięcy
          > w szpitalu. Zrobił w tym czasie remont, przygotował dom na przyjęcie niemowlak
          > a, zakupił wszystkie potrzebne sprzęty, ubranka. Godził pracę zawodową, odwiedz
          > iny w szpitalu, opiekę nad starszym dzieckiem.

          To trzeba było tak od razu pisać. Znaczy pan mąż nie jest upośledzony i nie trzeba go szkolić od podstaw mówiąc mu, tak wygląda pralka a tak się jej używa i do tego służy. Tak wygląda wysprzątane mieszkanie a tak niewysprzątane, korzyści z mieszkania w wysprzątanym są takie a niekorzyści z mieszkania w niewysprzątanym takie. A mąż nie stanie z rozdziawionym otworem gębowym i wybałuszonymi oczami, mówiąc wow, kto by pomyślał.

          W związku z tym problem jest gdzie indziej. I najlepiej zapytać wprost samego zainteresowanego dlaczego nie chce już współprowadzić domu tak jak czynił to 2lata temu.

          Pisałaś kiedyś, że on wstydzi się przed kumplami, że w ogóle coś w domu robi i zajmuje się dziećmi. Że focha strzelił jak go pochwaliłaś, że sobie świetnie radzi z obowiązkami, czy jakoś tak. Może tutaj jest problem. Może kumple go tak nastawiły negatywnie do prac domowych. W jakim on towarzystwie się obraca? Bo jak to są takie typowe macho co to nawet wody po sobie w kiblu spuszczać nie chcą, to może najzwyczajniej w świecie wstydzi się przejmować "babskie" obowiązki z domu? Może go wyśmiali, może wyśmiali kogoś innego w jego obecności?

          A może jest chory? Może naprawdę nie ma siły i głowy do dodatkowych zajęć po tym jak z pracy przychodzi? W pracy idzie mu tak jak dotychczas czy tez zwolnił obroty. Faceci nie lubią się przyznawać nawet sami przed sobą do zdrowotnych problemów, więc dopóki go pogotowie z ulicy nie zbierze, to może nie zobaczyć na oczy lekarza. Może trzeba namówić go na zrobienie podstawowych badań i wizytę u rodzinnego lekarza. A może to jakieś wypalenie, przemęczenie albo depresja. Z tym to by były jaja, bo do psychologa ani tym bardziej do psychiatry to już pewnie w ogóle nie będzie chciał iść.
          • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 20:23
            Jedno starsze dziecko w postaci nastolatka to drobiazg w porównaniu z dwójką dzieci w tym jednym małym i tu widziałabym powód dla którego facet nie wyrabia teraz.

            Trzeba być totalną, bezdenną, złośliwą idiotką żeby mężczyznę w towarzystwie chwalić za radzenie sobie z obowiązkami domowymi. On odbierze to tak jakby ludzie usłyszeli tekst "łoś, tylko do tego się nadaje".
            • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 20:33
              Tutaj nie chodzi o jakąś dodatkową robotę na pełny etat, tylko o wrzucenie ciuchów do pralki, garów do zmywarki, odkurzenie mieszkania czy ugotowanie obiadu. Rzeczy, które 2lata temu nie stanowiły dla faceta problemu. A to czy są to talerze i ciuchy po 3 czy po 4 osobach, to nie ma przecież większego znaczenia. To nadal jest porównywalnej wielkości praca.
              • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 21:19
                Ma znaczenie, bo dwulatek obecny w domu 24/7 generuje znacznie większy bałagan, syf i rozgardiasz niż dorośli + nastolatek.
                Ależ to jeszcze trzeba mieć jakieś pojęcie o praktyce życia w rodzinie żeby to wiedzieć.:/
                • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 21:29
                  Ale prania i zmywania jest niewiele więcej niż dotychczas. Co za różnica czy wsadzasz do pralki 4kg prania czy 5. Co za różnica czy pakujesz ćwierć zlewu garów więcej do zmywarki czy mniej. A z tego co Bogini pisze, to nawet takie rzeczy przerastają jej męża.
                  • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 21:46
                    Nie tyle przerastają, co niekoniecznie robi to tak jak ona sobie życzy vide jej obszerny wywód na temat niedbałego rozwieszania i niedbałego składania.
                    Jak pan był w domu z męskim nastolatkiem to im latało czy mają na sobie pogniecione i dostatecznie czyste ciuchy tylko Twojabogini tego nie widziała i nie mogła się ciskać.
                  • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 21:54
                    > Ale prania i zmywania jest niewiele więcej niż dotychczas.
                    a co Ty o tym wiesz?

                    nie no wcale niewiele więcej, wziąwszy pod uwagę ile dziwnych rzeczy używa się do przygotowania posiłków dwulatkowi. i ile ciuchów wypaprze taki dzieciak przy pierwszym lepszym podwieczorku urozmaiconym pluciem dookoła.

                    berta, wiesz co? idź pooglądaj coś. lodówkę otwórz i pooglądaj.
                    • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 22:01
                      Oooo mam ten etap. Przerażający etap prób samodzielnego jedzenia łyżeczką. To już wolę jak je rękami, mniej syfi naokoło. Samodzielne picie też jest git, zwłaszcza plucie fontanną bawi starszego brata, który ją podpuszcza. Po samodzielnym piciu należy czternastomiesięczne dziecko przebrać, bo jest mokre do gaci.
                    • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 22:07
                      Zależy czy liczysz na sztuki czy na wagę. Objętościowo i wagowo nie jest tego więcej niż w przypadku kolejnej dorosłej osoby. Przecież wrzucenie do pralki rzeczy po 4osobach nie zabiera wiele więcej czasu niż po 3.
                      Normalnie mieszkam sama, ale czasem jadę odwiedzić rodzinę i zdarza mi się tam robić pranie, gdzie tego jest na 4 a w porywach na 5 osób. I naprawdę nie zauważyłam czasowej i wysiłkowej różnicy pomiędzy władowaniem małej kupki własnego prania do pralki a większej kupki prania wszystkich domowników. Podobnie jest z rozwieszaniem tego. Czy porozwieszam coś co zajmie kawałek suszarki czy całą, nie robi większej różnicy. Zajmuje to max kilka min. Najwięcej problemu jest z praniem wielkich rzeczy typu prześcieradła czy kołdry, drobnicę to się raz dwa wiesza
                      • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 22:22
                        > Zależy czy liczysz na sztuki czy na wagę.
                        ale dzieci czy dorosłych? na kopy liczę.

                        > I naprawdę nie zauwa
                        > żyłam czasowej i wysiłkowej różnicy pomiędzy władowaniem małej kupki własnego p
                        > rania do pralki a większej kupki prania wszystkich domowników.
                        to już nie wiem, może do okulisty trzeba pójść?
                        Twoi domownicy berta, to nie były małe dzieci, za którymi jeszcze ganiałaś przez cały dzień i wpychałaś im papu, sprawdzałaś zeszyciki, a w międzyczasie przyjmowałaś jakichś klientów czy robiłaś pracę na termin.

                        w ogóle porównanie życia singla, który dzień po pracy spędza na kanapie przy pifku, a raz na dwa tygodnie włączy pralkę, z życiem rodziny gdzie jest dwoje pracujących ludzi i dwoje dzieci, jest dość komiczne. ale co tam, przynajmniej śmiesznie będzie.
                        • triss_merigold6 Re: Jak to jest? 12.11.12, 22:35
                          Pozwól, że ujmę to nieco dobitniej: nie porównuj palca z ujem.
                          • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 22:52
                            tysz ładnie:)
                        • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 23:28
                          Przypominam, że problemem męża Bogini nie jest sprawdzanie zeszytów, bieganie za dzieckiem z papu i jednoczesne obsługiwanie klientów, tylko wyciągnięcie rzeczy z kubła na brudy i wrzucenie ich do pralki, sypnięcie detergentu i naciśnięcie odpowiedniego guzika na programatorze. Ze dwa, góra trzy ruchy rękami. To nie jest jakaś filozofia, żeby mu mózg od tego wyparował, nie jest to ciężka praca fizyczna ani czasochłonne zajęcie. Podobnie włożenie brudnych naczyń do zmywarki, sypnięcie detergentu i wciśnięcie guzika, też nie jest żadną filozofią ani czasochłonnym, wyczerpującym fizycznie zajęciem.
                          Niewykluczone, że właśnie dlatego nie zawraca sobie tym głowy, bo skoro to żaden problem, to czemu żona tego sama nie zrobi, skoro robi tyle innych rzeczy. W końcu 10min w jedną czy drugą stronę nie zrobi jej różnicy. Natomiast Bogini chodzi nie tyle o to, że mąż nie robi tego czy tamtego, tylko, że ma ogólnie to wszystko w dupie. A wcześniej nie miał.
                          • six_a Re: Jak to jest? 12.11.12, 23:40
                            >tylko, że ma ogólnie to wszystko w dupie. A wcześniej nie miał.
                            tak, to jest prawdę rzekłszy, najbardziej zastanawiające. prawie jak cud. nagle rano wstał i przestał nastawiać pranie. może programator mu się zrypał. to trzeba go oddać do zakładu.
                            naprawczego.

                            przepraszam, ale cała ta dyskusja jest jakaś dziwaczna. no albo to jest wspaniały człowiek, i oni są doskonale dobrani, to wtedy nie może mieć w dupie, albo zgrabnie omija się jakieś kawałki tej opowiastki, żeby wyszło, że wszystko się samo stało, bez niczyjego udziału, a zwłaszcza bez udziału narzekającej.

                            eeetam.
                            • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 11:55
                              six_a napisała:

                              > przepraszam, ale cała ta dyskusja jest jakaś dziwaczna. no albo to jest wspania
                              > ły człowiek, i oni są doskonale dobrani, to wtedy nie może mieć w dupie, albo z
                              > grabnie omija się jakieś kawałki tej opowiastki, żeby wyszło, że wszystko się s
                              > amo stało, bez niczyjego udziału, a zwłaszcza bez udziału narzekającej.

                              six.a - za cholerę nie mam pojęcia co jest w tej opowieści pominięte, jaki był mój udział w zmianie postawy mojego męża. Było okej i po partnersku, nie jest okej. Ja się domagam jego dalszego współudziału w obowiązkach, on nie ma ku temu ochoty, jeśli już zrobi coś to na odwal. Poza tym jest jak było, milo, zabawnie, rodzinnie. Z mojego punktu wygląda to tak jakby mu odbiło - nagle i niespodziewanie. Cały proces trwał może miesiąc. Jednego dnia nie zrobił tego, innego tamtego (okej, zrobiłam ja, każdy może czuć się gorzej), kolejnego wysłał mnie na zakupy, po miesiącu wszystko było na mojej głowie. I od tamtej pory partnerstwo ch. strzelił.
                              • obrotowy Idzie ku wojnie ? 13.11.12, 12:45
                                twojabogini napisała:
                                I od tamtej pory partnerstwo ch. strzelił.

                                A masz Armaty ?
                              • nancy.botwin.77 Re: Jak to jest? 13.11.12, 13:38
                                a weź coś więcej powiedz o tej "inwestycji"? bo jak rozumiem to przez nią nie stać was na zatrudnienie putzfrau?

                                zakładając roboczo że była to Wasza wspólna decyzja, kto pierwszy wyszedł z jej propozycją, Ty czy on? i jeśli byłaś to Ty, to co on ryzykował gdyby się nei zgodził? zapomniałabyś o sprawie czy byłby foch jak stąd do ułan-bator?
                                bo jeśli to drugie - to nie była to wasza wspólna decyzja, chłop po prostu ugiął się pod naciskiem a teraz doprowadza związek do równowagi...
                                • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 13:52
                                  nancy.botwin.77 napisał:

                                  > a weź coś więcej powiedz o tej "inwestycji"? bo jak rozumiem to przez nią nie s
                                  > tać was na zatrudnienie putzfrau?

                                  Inwestycja to zakup drugiego mieszkania - spłaci się za cztery do pięciu lat - wtedy zacznie przynosić zyski. W tej chwili trzeba sporo dokładać. Druga inwestycja to powiększenie metrażu naszego mieszkania - ale to spłaca się samo - w związku z naszą przeprowadzką.

                                  Decyzja była wspólna. Zostawało nam sporo kasy, która się rozchodziła. Wspólnie analizowaliśmy konsekwencje zainwestowania i nie zainwestowania. Focha bym nie miała, nawet bardziej wolałam olanie inwestycji (tego rodzaju sprawy nie leżą w moim charakterze wolę żyć chwilą bieżącą, w mojej rodzinie nie ma i nie było zwyczaju gromadzenia majątków od wielu pokoleń, ostatnie porządne majątki przetrwoniono jeszcze przed pierwszą wojną, resztki jakieś ostały się do międzywojnia, gdzie poszły na hulanki swawole - i słusznie, potem i tak wszystko skonfiskowało państwo).
                                  Uległam pod naciskiem argumentów racjonalnych - większy metraż to nie da się ukryć wygoda. Drugie mieszkanie jest inwestycją, która częściowo sama się spłaca, po spłacie jest już czysty zysk, no i dzieciaki nie będą miały startu od zera - docelowo ma to być dla nich. Być może chłopcy będą potrzebować kasy na studia - wtedy najpierw jeden, potem drugi będzie mógł korzystać z kasy z wynajmu. Na pewno lepiej porywać się na takie rzeczy, gdy człowiek jest młody, ma więcej energii i może więcej pracować. Parę lat ograniczenia zbędnych wydatków i jest okej.
                          • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 11:48
                            > Przypominam, że problemem męża Bogini nie jest sprawdzanie zeszytów, bieganie z
                            > a dzieckiem z papu i jednoczesne obsługiwanie klientów,

                            heheh...berta, normalnie jakbyś mnie przez okno podglądała :))
                    • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 11:45
                      Przy małym dziecku jest nieco więcej pracy, ale bez przesady, nie sądze, żeby dwie dodatkowe pralki tygodniowo albo jedno odkurzenie więcej, sprawiły, że mój mąż przestał dawać radę.
            • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 11:42
              triss_merigold6 napisała:

              > Trzeba być totalną, bezdenną, złośliwą idiotką żeby mężczyznę w towarzystwie ch
              > walić za radzenie sobie z obowiązkami domowymi. On odbierze to tak jakby ludzie
              > usłyszeli tekst "łoś, tylko do tego się nadaje".

              Pochwaliłam, że piecze dobre ciasta. Dramat normalnie. Aczkolwiek mój mąż uznał to za dyskredytujące i okej. Więcej tego nie zrobię. Jego problem.
          • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 11:39
            berta-death napisała:

            > W związku z tym problem jest gdzie indziej. I najlepiej zapytać wprost samego z
            > ainteresowanego dlaczego nie chce już współprowadzić domu tak jak czynił to 2la
            > ta temu.

            Dziękuję ci berto wnikliwą analizę. Mój mąż się zaparł i na ten jeden temat nie chce rozmawiać. Nie naciskam, to bez sensu. Być może kumple, teściowa i ogólnie otoczenie miały wpływ na to - choć z drugiej strony mój mąż zazwyczaj ma gdzieś co mówią inni ludzie. Może tym razem jednak go to ubodło i sam ma kłopot, żeby się do tego przyznać. Tym bardziej, że wie, że bardzo cenię jego niezależność.
            Zresztą takie uleganie głupim wpływom zwyczajnie by mnie rozbawiło, więc na pewno nie jestem najlepszą osobą, której można się zwierzyć z problemu typu: "kumple się ze mnie śmieją, że odkurzam dywan i zapisuję niemowlaka do przychodni".

            Zdrowie w porządku. Po pracy bez problemu wykonuje prace typu skopanie ogródka, porąbanie drewna, skoszenie trawnika. Jest wręcz nieszczęśliwy, kiedy wraca z pracy i okazuje się, że już te męskie ciężkie prace (czytaj: atrakcyjne, na świeżym powietrzu) zrobiłam :)
    • stephanie.plum Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:48
      słusznie, nie daj się wtłoczyć w ciasne myślenie, że mężem trzeba manipulować.

      ja widzę, że Twój problem wynika nie z czego innego, lecz właśnie z szacunku do męża - odmawiasz zaszufladkowania go jako istoty niżej stojącej w rozwoju i głupszej, na którą trzeba wpłynąć za pomocą podstępów lub rozwiązań siłowych, żeby się zachowywała w sposób akceptowalny.
      chcesz, żeby był równy tobie - równie odpowiedzialny, równie uważny, równie oddany rodzinie.

      ja bym szła dalej tą drogą szacunku - skoro nie chcesz nim manipulować, nie ma rady, musisz pogodzić się z tym, że musi dojść do pewnych rzeczy sam, dać mu prawo do jego własnych wątpliwości i kryzysów.
      nie zmniejszyć oczekiwań - a to znaczy zgodzić się na wszystkie te chwile gorzkiego rozczarowania, kiedy te oczekiwania nie będą spełniane.
      i wspierać go pozytywnie w dorastaniu do tych oczekiwań.

      czy to jest niesprawiedliwe, bo ty dajesz z siebie więcej, bo musisz czekać, aż się za tobą do jakiegoś punktu życiowego dowlecze?

      może tak, ale może jest jakaś dziedzina życia, której nawet nie dostrzegasz, a w której to on na ciebie czeka?
      • maitresse.d.un.francais Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:27
        czy to jest niesprawiedliwe, bo ty dajesz z siebie więcej, bo musisz czekać, aż się za tobą do jakiegoś punktu życiowego dowlecze?

        może tak, ale może jest jakaś dziedzina życia, której nawet nie dostrzegasz, a w której to on na ciebie czeka?


        a jeśli nie ma?
        • stephanie.plum Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:54
          a jeśli nie ma?

          w ogóle moim zdaniem to bzdura, że ludzie są RÓWNI, więc bardzo możliwe, że nie ma, albo jest, ale w innej skali.

          osobiście jestem przekonana, że w życiu nie chodzi o to, żeby rozliczać się po równo w każdej dziedzinie, i jak głosi nieco wyświechtana mądrość - najwięcej zyskuje się, dając coś z siebie.

          sobie samej dałabym radę następującą: nawet, jeżeli nie ma, to skoro faceta za męża wzięłam i powołałaliśmy na ten świat dzieci, mam wziąć za to odpowiedzialność, choćby on wziąc jej nie potrafił, choćby nie wszystkie konsekwencje były mi w smak.

          innym jednak tak budujących rad nie daję, bo trąciłoby to hipokryzją.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 12:04
        stephanie.plum napisała:

        > słusznie, nie daj się wtłoczyć w ciasne myślenie, że mężem trzeba manipulować.
        >

        Dziękuję za słowa wsparcia. Być może faktycznie jest tak, że on przechodzi jakiś kryzys, który opisałabym jako "kryzys męskiej tożsamości". Bo jednak tak mi się właśnie wydaje, że problem polega na odmowie wykonania "damskich prac", które do tej pory były po prostu pracami do wykonania w domu.
        Cóż szacunek wymagałby przyznania mu prawa do takiego kryzysu. No i tu się wszystko we mnie burzy - bo jakie k. męskie prace i damskie prace???
        I tak nie mam wyjścia innego niż przeczekać, skoro on nie chce rozmawiać. A jeśli problem jest tego typu - to nie dziwię się, że nie chce rozmawiać. Ja jestem osobą spokojną, ale gdybym usłyszała, że koledzy/teściowa/opinie z zewnątrz maja wpływ na to co się dzieje u nas w domu, albo, że mój mąż przestał wywieszać pranie bo czuje się z tym niemęski...No nie ręczę za siebie.
        • zolla78 Re: Jak to jest? 13.11.12, 12:21
          twojabogini napisała:
          > Cóż szacunek wymagałby przyznania mu prawa do takiego kryzysu.
          < Ja jestem osobą spokojną, ale gdybym usłyszała, że koledzy/teściowa/opinie z zewnątrz maja wpływ na to co się dzieje u nas w domu, albo, że mój mąż przestał wywieszać pranie bo czuje się z tym niemęski...No nie ręczę za siebie. >

          Może i tak. Ale raczej tak widzę, że jak pojawia się małe dziecko, to nawet osoby z dość tradycyjnym podejściem do podziału ról w domu, zwykle mówią do ojców, że teraz chociaż przez jakiś czas trzeba żonę wesprzeć w obowiązkach domowych i na jakiś czas zniżyć się do czynności takich jak zajmowanie się dzieckiem czy gotowanie. Czyli jest nacisk by pomagać a nie akurat przestać.

          Chyba, że twój mąż przewrotny jest i skoro ktoś mu mówił, że powinien jeszcze bardziej się postarać, to on na przekór robi :)
    • piataziuta Re: Jak to jest? 12.11.12, 15:50
      Wszystkie opcje w twoim wypadku odpadają, a nie wymieniłaś tylko jednej: trafienia do męża na płaszczyźnie intelektualnej- za pomocą rozmowy.
      Czy znaczy to, że się z nim nie umiesz dogadac?
      Jeśli się nie umiesz dogadać, to czy chcesz się rozwieść?
      Do tego dążysz podskórnie?
      • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 12:10
        piataziuta napisała:

        > Wszystkie opcje w twoim wypadku odpadają, a nie wymieniłaś tylko jednej: trafie
        > nia do męża na płaszczyźnie intelektualnej- za pomocą rozmowy.
        > Czy znaczy to, że się z nim nie umiesz dogadac?
        > Jeśli się nie umiesz dogadać, to czy chcesz się rozwieść?

        Rozmowa odpada, bo mąż kategorycznie unika tego tematu i odmawia podania powodów swojej postawy. Co do rozwodu - jeśli nic się nie zmieni rozwiodę się. Nie zamierzam być na usługach w swoim domu. Mam dwóch synów, którzy obserwując ojca, natychmiast zaczną się na nim wzorować. Napatrzyłam się na zapracowane koleżanki. Dziękuję, mam inne sposoby wydatkowania energii. Kocham tego człowieka, ale jeśli on postanowi zostać szowinistą, albo macho, albo kimś w tym stylu - nie dogadamy się. Zbyt rożne oczekiwania, style życia. Mimo wszystko mam nadzieje, że to przejściowe.
        Z drugiej strony nie zamierzam mu tego oznajmiać, bo to byłoby właśnie wykastrowanie, o którym tu tyle pisaniny. Ugiąłby by się z powrotem do partnerstwa, ale tylko po to, żeby utrzymać mnie i rodzinę w całości - z poczuciem porażki, zmuszania się. Albo ktoś czuje się odpowiedzialny za rodzinę i uznaje model partnerski za optymalny, albo nie.
        • triss_merigold6 Jasne, jasne 13.11.12, 12:29
          Jasne, jasne, rozwiedziesz się. I rozwalisz drugiemu dziecku całkiem udany dotąd związek tylko dlatego, że Ty masz fanaberie narzucać ogromne tempo działań na wszystkich frontach i nie przyjmujesz do wiadomości cudzej racji.
          Sądzisz, że sama z dwójką dzieci będziesz mniej zapracowana i będziesz mieć więcej kasy? Wolne żarty.
          • twojabogini Re: Jasne, jasne 13.11.12, 12:42
            triss_merigold6 napisała:

            > Jasne, jasne, rozwiedziesz się. I rozwalisz drugiemu dziecku całkiem udany dotą
            > d związek tylko dlatego, że

            Tylko dlatego, że mam prawo do szacunku. To że jestem kobietą, matką, żoną nie oznacza, że moim obowiązkiem jest prać, gotować i sprzątać, dbać o dzieci, mieć wszystko na głowie, a do tego mieć równy wkład w utrzymanie rodziny. Żona nie jest synonimem słów służąca, niania do dzieci, edukatorka, rehabilitantka, kucharka, sprzątaczka, praczka, prasowaczka. To znaczy de facto większość żon jest - ja nie (co podkreśliłam wielokrotnie jeszcze przed ślubem).

            > Sądzisz, że sama z dwójką dzieci będziesz mniej zapracowana i będziesz mieć wię
            > cej kasy? Wolne żarty.

            Nic takiego nie sądzę. Młodsze dziecko zostałoby z mężem.
            • triss_merigold6 Re: Jasne, jasne 13.11.12, 13:12
              Och, witamy w prawdziwym życiu.
              On też ma prawo do szacunku. Twoja wizja rozwoju, inwestycji i czego tam jeszcze niekoniecznie musi być jego wizją, tylko boi się zanegować ją otwarcie.
              Zresztą, nie tyle treść jest ważna co melodia. Przedstawiasz swoje racje w sposób bezdyskusyjny i dociskając faceta do ściany zmuszasz do buntu.
              Młodsze dziecko zostawiłabyś z mężem, bo Ci odbija na punkcie iluzorycznych planów zawodowych polegających na myśleniu podczas odkurzania?! To nie mam więcej pytań.
              • twojabogini Re: Jasne, jasne 13.11.12, 13:37
                triss_merigold6 napisała:

                > On też ma prawo do szacunku. Twoja wizja rozwoju, inwestycji i czego tam jeszcz
                > e niekoniecznie musi być jego wizją,

                No trudno, żeby mój mąż miał wizje mojego rozwoju zawodowego.

                > Przedstawiasz swoje racje w sposób bezdyskusyjny i dociskając faceta do ściany zmuszasz do buntu.

                Mam prosić o zgodę na udział w szkoleniach zawodowych? Może przy przyjęciach na doktoraty wprowadza obowiązkowe podpisu małżonka dla mężatek? A na studiach podyplomowych zgodę i ustalony z góry rozkład obowiązków? A przyjecie na stanowiska pracy wymagające wyjazdów zgodę męża o oświadczenie teściowej o przejęciu opieki nad dziećmi?

                > Młodsze dziecko zostawiłabyś z mężem, bo Ci odbija na punkcie iluzorycznych pla
                > nów zawodowych polegających na myśleniu podczas odkurzania?! To nie mam więcej
                > pytań.

                Nie wykonuję pracy fizycznej. Jestem prawnikiem. Moja praca to najczęściej przeczytanie starty dokumentów, potem sterty aktów prawnych, a potem przeanalizowanie tego wszystkiego. W czasie analizy mogę robić wszystko, byle tylko mózg nie był zajęty. Potem dopiero jak sobie to ułożę siadam i piszę. Owszem zawsze wygodniej było mi w czasie analizy siedzieć i pić zamówioną kawę, wyskakiwać na fajka z kumplem, albo iść na spacer. Uroki pracy w domu. Do tego teraz muszę pilnować dokumentów, sama nadawać pocztę, pilnować terminów.
                Moja branża z racji kryzysu padła. Nie mam powrotu, bo nie ma dokąd wracać, chyba po to, żeby poczuć się jak pracownik biurowy - zarobki tych co zostali wynoszą nie więcej niż 3 tysie, a do głównych zajęć należy przeglądanie internetu. Ja tak nie chcę. Dzięki temu, że zawsze jestem wielotorowa, również w pracy zawodowej - nie mam kłopotu z przebranżowieniem się, ale muszę włożyć w to nieco wysiłku, poświęcić czas na zdobycie nowych kwalifikacji. To wymaga inwestycji. I przynajmniej dwóch lat intensywnej pracy, zanim zdobędę jako taką pozycję. I nie oczekuję od męża, że mi to zasponsoruje.
                Przejmie całkiem sprawnie prowadzony dom i odchowane dziecko. Do tego ja nie zniknę, po prostu przez jakiś czas będę mniej obecna.
                • zolla78 Re: Jasne, jasne 13.11.12, 14:19
                  twojabogini napisała:
                  > Nie wykonuję pracy fizycznej. Jestem prawnikiem. >
                  > Moja branża z racji kryzysu padła. Nie mam powrotu, bo nie ma dokąd wracać, chyba po to, żeby poczuć się jak pracownik biurowy - zarobki tych co zostali wynoszą nie więcej niż 3 tysie, a do głównych zajęć należy przeglądanie internetu. >

                  A tu mnie zaskoczyłaś. Bo wczoraj dosłownie mignął mi gdzieś artykuł, że początkujący prawnicy w W-wie zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych. To nawet nie w W-wie powinni zarabiać więcej niż 3 tysie. Chyba że bez aplikacji są.

                  Czy dobrze zgaduję, że ta intensyfikacja rozwoju zawodowego przez te 2-3 lata to właśnie aplikacja?

                  Swoją drogą również jako prawnik to podziwiam umiejętność analizowania czegokolwiek przy pracach domowych. Mnie w pracach domowych w zasadzie jedyne co pociąga, to właśnie fakt, że mnie niejako odmóżdżają i wtedy mam chwilę przymusowego wolnego od myślenia o kolejnym durnym zarządzeniu sądu.
                  • twojabogini Re: Jasne, jasne 13.11.12, 14:55
                    olla78 napisała:

                    > Czy dobrze zgaduję, że ta intensyfikacja rozwoju zawodowego przez te 2-3 lata t
                    > o właśnie aplikacja?

                    Rozważam aplikację (oraz dwie inne opcje, przy czym aplikacja jawi mi się jako najsensowniejsza opcja - w sensie z największą gwarancją zwrotu inwestycji). Dotąd aplikacja zwyczajnie nie była mi potrzebna. Wstrzeliłam się w wąską branżę, zarabiałam dobrze. Nie planowałam też zakładania większej rodziny, więc mogłam sobie żyć z dnia na dzień, bez inwestycji i troski o jutro. Rodzinę założyłam,siła rzeczy koszty życia wzrosły. Branżę tymczasem zlikwidował mi kryzys i szybko się ona nie podniesie. A nawet jak się podniesie, to w bardziej oszczędnej wersji, w której prawnicy już nie zarobią tyle co kiedyś. Rozrósł się rynek usług zewnętrznych dla branży - tańszych niż etatowcy. Cóż, kryzys zmienia oblicze rynku i nawet jeśli powróci wzrost, to pewne rzeczy już nie.

                    > Swoją drogą również jako prawnik to podziwiam umiejętność analizowania czegokol
                    > wiek przy pracach domowych. Mnie w pracach domowych w zasadzie jedyne co pociąg
                    > a, to właśnie fakt, że mnie niejako odmóżdżają i wtedy mam chwilę przymusowego
                    > wolnego od myślenia o kolejnym durnym zarządzeniu sądu.

                    Mój mózg to jakaś maszyna, której się nie da wyłączyć. Muszę tylko wrzucać do niego całe masy bezsensownych z pozoru danych (dlatego czytam, czytam, czytam). Myślę, nawet kiedy nie chcę. Pierwsza myśl po przebudzeniu brzmi u mnie niekiedy "ha! i w zasadzie da się tu zarzucić istotny błąd w procedurze". Ostatnio podczas odkurzania wymyśliłam zajebistą argumentację wykazującą, czego naprawdę dowodzi dowód potwierdzający godzinę wykonania czynności i dlaczego nie potwierdza on, że dana czynność faktycznie miała miejsce o wskazanej w dokumencie godzinie - potrzebowałam zyskać trzy minuty (sposoby liczenia czasu, błędy pomiaru czasu i perski system liczbowy dały mi w prezencie 6 minut! Przeszło...).
                    Odmóżdża mnie jedynie zajęcie mózgu czymś innym - raz na jakiś czas czytam Anię z Zielonego Wzgórza czy inną sagę o ludziach lodu - z tego nawet mój mózg nie jest w stanie zrobić sensownej konstrukcji logicznej :) Albo jadę na wakacje i robię reset.
                    • zolla78 Re: Jasne, jasne 13.11.12, 15:56
                      twojabogini napisała:
                      > Rozważam aplikację (oraz dwie inne opcje, przy czym aplikacja jawi mi się jako najsensowniejsza opcja >

                      To te wszystkie osoby, które zarzucają tutaj Tobie jakieś wygórowane ambicje zawodowe, to mocno kulą w płot strzelały. To w zasadzie żadna ambicja, tylko coś jak obowiązkowe szkolenia w pracy męża/żony, żeby w ogóle mógł/mogła pracować dalej i jakoś tam awansować. W normalnym układzie nikt z tego powodu pretensji mu/jej robić nie będzie a już tym bardziej bojkotować z tego tytułu obowiązków domowych czy stosować biernego oporu, bo tempo za duże lub ambicje małżonka zbyt wybujałe.

                      Co niestety oznacza, że chyba należy się zgodzić z tezą martishia7 - samce tak mają i już :) i liczyć na to, że nie wszystkie i nie ciągle :)
    • berta-death Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:17
      Nadal sądzę, że to kwestia odpowiedzialności. Chcesz się z nim podzielić obowiązkami a nie chcesz odpowiedzialnością. Czyli chcesz żeby sprzątał, ale ty chcesz decydować kiedy, jak i gdzie ma to robić a potem przychodzić z inspekcją i wystawiać mu oceny. Jak w szkole. Tak się nie da.
      Daj mu jakąś działkę na wyłączność, np to gotowanie jak radzi Kochanica. Tylko się nie wtrącaj, że w złym garnku gotuje, na złym palniku, złym nożem obiera, w złej kolejności wrzuca składniki, w złą stronę miesza i o złej porze za to wszystko się zabiera. Nawet profesjonalna, płatna gosposia tego nie zniesie.

      Pomyśl co się stanie jak z jakiegokolwiek powodu nie będziesz w stanie wykonywać swoich codziennych obowiązków. Np zachorujesz i trafisz do szpitala na jakiś czas. Zastanawiałaś się jak oni sobie bez ciebie poradzą? A pewnie jakoś sobie poradzą, tylko, że na swój sposób. Pewnie jakieś błędy porobią na początku, coś zniszczą, coś zepsują, z czymś nie zdążą, gdzieś się zbłaźnią, ale w końcu się wszystkiego nauczą.

      Co do wywalania wszystkich rzeczy, to nie o tresurę chodziło, tylko o maksymalne ułatwienie sobie życia. Łatwiej umyć 4 talerze i 4 kubki, niż 40. Łatwiej wyprać 4 rzeczy niż 40. Łatwiej utrzymać porządek w pustym mieszkaniu niż wypełnionym klamotami. I tym samym łatwiej nakłonić innych do pomocy. Po sobie ten jeden kubek każdy umyje, z umyciem sterty naczyń może być problem. Jedne spodnie i koszulę też każdy wrzuci do pralki a nawet wyprasuje i schowa do szafy, sterty prania nikt nie tknie. Pustą podłogę też każdy przeleci mopem, natomiast to biegu z przeszkodami pomiędzy wszystkim co na niej stoi, nikt się nie będzie pchał.

      A co do gosposi, to w momencie jak będziesz odciążona od domowych obowiązków, będziesz mieć więcej czasu na zarabianie pieniędzy. Mąż tak samo. A jak tak to i kasa powinna się znaleźć.
      • twojabogini Re: Jak to jest? 13.11.12, 12:26
        berta-death napisała:

        > Nadal sądzę, że to kwestia odpowiedzialności. Chcesz się z nim podzielić obowią
        > zkami a nie chcesz odpowiedzialnością. Czyli chcesz żeby sprzątał, ale ty chces
        > z decydować kiedy, jak i gdzie ma to robić a potem przychodzić z inspekcją i wy
        > stawiać mu oceny. Jak w szkole. Tak się nie da.

        Nie naprawdę mam gdzieś, w sumie nie przeszkadza mi nawet kiedy jest brudno. Ale przychodzi taki moment, gdy dziecko przykleja się do podłogi, szafa jest pusta w przeciwieństwie do brudownika...lodówka pusta, nie ma w czym ugotować nawet zupki w proszku...I wszystko nadal czeka na mnie...
        W sumie to wręcz przeciwnie - oczekuję, że to mąż przejmie odpowiedzialność i powie mi kiedy umyć podłogę i co kupić do domu - bo ja nie będę miała do tego głowy, często nie będzie mnie w domu i trudno mi będzie trafić w rytm jaki sobie wypracują w czasie moich nieobecności.

        Ograniczenie rzeczy - jak najbardziej. Sama mam ich miniumum (oprócz książek i dokumentów), cała rodzina tez preferuje niekonsumpcyjny styl życia. Przestrzeń jest bardziej pusta niż zajęta, nie ma bibelotów, klamotów.

        Co do gosposi - raczej jej obecność nie odciąży mnie od pracy. Moja praca to głównie myślenie, robię to w trakcie odkurzania, gotowania i co wkurza moją rodzinę czasem także podczas rozmów z nimi (bywa zabawnie). Przy kompie spisuję jedynie efekty pracy.
        Mąż ma konkretny etat, więc i jego gosposia z niczego nie odciąży.
        Dopóki w dom jesteśmy zaangażowani oboje, nie ma problemu z tym, że jest jakiś nadmiar rzeczy do zrobienia, zwłaszcza, ze oboje mamy duży margines luzu, nie wymagamy błyszczących powierzchni i dwudaniowych posiłków o stałych porach. Problem jest kiedy wszystko mam robić ja, bo albo zawalam wtedy pracę (nie mam kiedy spisać tego co wymyślę), albo nie dopilnowane są dzieci, nie mówiąc już o czasie dla mnie lub dla męża.
    • headvig Re: Jak to jest? 12.11.12, 16:59
      ja tam nigdy partnerstwa w małżeństwie nie deklarowałam i już (choć mąż twierdzi, że mamy związek partnerski). mnie odpowiada tradycyjny model - facet głowa rodziny. mój nie sprząta, nie pierze i nie gotuje, chyba że trzeba, to bez żadnego ale od razu. za to dużo pracuje.
      jak fajnie poodkurza dom (przeważnie zapomina o kątach), to go pochwalę, co mi tak szkodzi, niech sobie pochodzi przez chwilę dumny jak paw, mnie od tego nie ubędzie, a on to z chęcią znowu zrobi za tydzień.

      a propos prac domowych - to w sobotę robiłam mu kolejny raz przeszkolenie "do czego służy szczotka klozetowa", choć nie wiem, czy pojął, bo klozet to taka przyziemna rzecz, a "on jest stworzony do celów wyższych"

      :)
    • agios_pneumatos Jesus ile można 12.11.12, 17:16
      Ile można pisać na ten sam temat i w ten sam sposób przestawiając tylko szyk zdań?

      Ożeń się z kobietą i będziesz szczęśliwa. Przynajmniej gatunek męski od ciebie odpocznie.
    • leniwy_pierog Re: Jak to jest? 12.11.12, 18:01
      To ja się wypowiem jako strona zdecydowanie bardziej leniwa i olewcza, choć jak najbardziej kobieca. Podstawą jest znalezienie osoby, która ma mniej więcej podobne wyobrażenie tego, co oznacza "zadbany dom". Bo jeśli dla jednej strony to oznacza sprzątanie codziennie, a drugiej wystarcza ogarnięcie dwa razy w miesiącu to nie ma siły - ktoś będzie wiecznie sfrustrowany. Poza tym warto rozdzielić rzeczy na wspólne i osobne. Do osobnych należą np. prywatne ubrania. Naprawdę jak człowiek kilka razy musi coś na szybko prać i suszyć, bo nie ma nic czystego to uczy się o tym myśleć.
      A co do chwalenia - to naprawdę działa. I nie chodzi tu o spazmy zachwytu, bo partner odkurzył. Ale naprawdę miło usłyszeć "dziękuję". Znacznie milej niż: odkurzyłaś? o a tu jeszcze niedokładnie, a tam popraw... Tak, mojemu facetowi też zajęło dużo czasu zrozumienie, że taka nieustanna krytyka sprawia, że mi się odechciewa wszystkiego.
    • anten_ka Re: Jak to jest? 12.11.12, 18:22
      Mam ten sam problem. Nie mam pomysłu jak go rozwiązać. Już próbowalam wszystkich metod, które przedstawiłaś. Rozmawiam z koleżankami i u nich jest dokładnie tak samo.

      Jak znajdziesz sposób to daj znać na priv :-)))

    • magnusg A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 18:32
      konkluzji,ze dzieci sa juz w takim wieku,ze po pierwsze nie trzeba im ukladac dnia co do minuty jesli chodzi o zajecia, a po drugie,ze mogly by go troche wyreczyc w tych pracach domowych,skoro sa moze dluzej w domu niz on i ty?A ze ty sama na to nie wpadlas albo widzisz to inaczej, to on stosuje metode faktow dokonanych i sie rakiem troche wycofal,zebys ty sie troche pomeczyla i w koncu przyznala mu racje.
      Nie wiem czy tak jest,ale wiele mamus jest przewrazliwionych nadal na punkcie 12 czy 15 latkow i nadal sie nimi zajmuja jak 2 albo 5 -latkami.
      • sundry Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 20:29
        Nie wiedziałam, że dzieci są po to, by zastępowały służbę.
        • triss_merigold6 Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 20:31
          Nie, ale dzieci socjalizuje się do zdobywania umiejętności w zakresie samoobsługi. Odpowiednio do wieku.
      • berta-death Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 20:38
        Jasne, dwulatek na pewno odkurzy mieszkanie i jeszcze obiad wszystkim ugotuje. W następnej kolejności mąż wyjdzie z założenia, że dzieci są na tyle duże, że mogą już na siebie zarabiać, więc on zrezygnuje z pracy, albo będzie pracował tylko na pół etatu.
        Poza tym dzieci mają dość swoich obowiązków. Wystarczy, że muszą chodzić do szkoły, odrabiać lekcje i jeszcze na jakieś zajęcia dodatkowe chodzić. Też im się coś od życia należy, nie tylko praca. Zwłaszcza, że muszą się jeszcze rozwijać towarzysko i poznawać świat.
        • piataziuta Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 20:42
          to ona ma dwulatka?
          pisała o nastolatku
          • six_a Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 12.11.12, 21:03
            sztuk 2: maluch i starsze dziecko.
            • maly.jasio Sissi... 12.11.12, 21:19
              six_a napisała:
              > sztuk 2: maluch i starsze dziecko.

              Milo wiedziec, ze gdyby cco - to na Ciebie zawsze mozna liczyc.
              • six_a Re: Sissi... 12.11.12, 21:35
                tak, niestety, pamięć straszna rzecz, nie polecam;)
      • twojabogini Re: A moze facet doszedl do rozsadnej 13.11.12, 12:35
        magnusg napisał:

        Dwulatek raczej nie posprząta domu, choć chętnie bierze udział we wszystkich pracach, ładuje pralkę, zmywarkę, zasuwa odkurzaczem (byle nie włączonym bo nie lubi hałasu). Nastolatek ma swoje obowiązki z których się wywiązuje - nie jest to wiek, kiedy dziecko wywiąże się z rzeczy wymagających dyscypliny, ma kłopot z utrzymaniem porządku we własnym pokoju (albo raczej nie widzi takiej potrzeby i to jego sprawa).
        Za to w soboty zajmuje się bratem, żebym mogła się wyspać, zabiera go na spacery po południu - gdy mam dużo pracy, pomaga w przygotowaniu posiłków, robi zakupy - po prostu - w przeciwieństwie do mojego męża bierze udział w tym co się dzieje w domu, także od strony obowiązków. Do tego nie przysparza mi za wielu kłopotów, zazwyczaj sam się wybiera do szkoły, obsługuje lekcje itp. To samodzielny człowiek.
        Co do pobytu w domu - po południami jest już cała rodzina. Mąż nie pracuje więcej niż 8-9 godzin, często o 14, zwłaszcza zimą jest już w domu.
    • triss_merigold6 Kompletnie nie rozumiesz męża 12.11.12, 19:25
      Kompletnie nie rozumiesz męża i słabo znasz facetów.
      Ustaliliście to i tamto odnośnie Twoich planów zawodowych, dostępnej kasy, obowiązków itd. Błąd. Tobie się wydaje, że ustaliliście, a facet stosuje bierny opór, bo nie ma ochoty na otwartą konfrontację, a ów rzekomo ustalony układ wcale mu nie pasuje.
      Nie powie Ci NIE otwartym tekstem, bo go zakrzyczysz argumentami o równości, partnerstwie, prawie do swojego rozwoju etc. i teoretycznie będziesz mieć rację. Tylko teoretycznie, bo - jak widzisz - w praktyce to nie działa. Facet się broni jak umie.

      9/10 mężczyzn będzie zachwyconych rozwojem zawodowym żony dopóki nie będzie to oznaczać szkód dla domu i rodziny (w ich postrzeganiu szkód), tyle, ze to szalenie niepoprawne politycznie tak się przyznać.
      Twoja koncepcja kompromisu i wizja podziału zadań, obowiązków etc. bez pomocy z zewnątrz nie ma prawa zadziałać, jest nierealistyczna.
      • to.niemozliwe Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 12.11.12, 20:00
        Mysle, ze facet jest z gatunku wierny, podporzadkowany, oddany, spolegliwy i....tylko juz nie nadaza za oczekiwaniami, wiec idzie w bierna agresje. Nie przeciwstawi sie i nie narzuci kompromisu, tylko zbojkotuje. On tu nie ma nic do gadania, to ona musi zmienic komunikacje. Zreszta, zaryzykowalbym, ze nie wiemy co mu juz po glowie chodzi....;-)
        • triss_merigold6 Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 12.11.12, 20:28
          Prawdopodobnie nie nadąża i takie narzucone - zaraz Bogini będzie pisać, że wynegocjowane - tempo mu nie odpowiada. Sądził optymistycznie, że da radę, a nie da i nie chce w to brnąć przez następne lata.
          To, że coś funkcjonowało przy jednym starszym i samoobsługowym dziecku nie oznacza, że bedzie funkcjonować przy dwójce - w tym jednym małym uwiązanym do matki, która nie życzy sobie korzystać ze stosownych instytucji (żłobek, niańka, babcia). Przy całodobowej obecności malucha w domu to można oszaleć, a nie pracować i jednocześnie ogarniać dom bezkolizyjnie. Wiem, bo przerabiam z nowym dzieckiem i na miejscu męża Bogini prędzej bym uciekła niż weszła w układ jaki ona sobie wydumała.
          • piataziuta Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 12.11.12, 20:50
            popieram wasze tezy
          • to.niemozliwe Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 12.11.12, 21:29
            Moze krucho w domu z kasa, cos bylo o inwestycji (chyba w jej edukacje) i facet nie wyrabia tempa. Z tym, ze nie rozumiem po co Bogini sie bierze jeszcze za dzialalnosc spoleczna? Tzn. rozumiem, ze to wazne, ale nie mozna tego odlozyc na 2-3 lata, az dziecko podrosnie i tematy domowe sie troche naprostuja?
            • twojabogini Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 13.11.12, 13:07
              to.niemozliwe napisał:

              > Moze krucho w domu z kasa, cos bylo o inwestycji (chyba w jej edukacje) i facet
              > nie wyrabia tempa. Z tym, ze nie rozumiem po co Bogini sie bierze jeszcze za d
              > zialalnosc spoleczna? Tzn. rozumiem, ze to wazne, ale nie mozna tego odlozyc na
              > 2-3 lata, az dziecko podrosnie i tematy domowe sie troche naprostuja?

              Kasy jest tyle, żeby wystarczyło na normalny poziom życia, ale bez zbytków, pomocy domowych itp. Inwestycja to zakup drugiego mieszkania - spłaci się za cztery do pięciu lat - wtedy zacznie przynosić zyski. W tej chwili trzeba sporo dokładać. Druga inwestycja to powiększenie metrażu naszego mieszkania - ale to spłaca się samo - w związku z naszą przeprowadzką.
              Działalność społeczna jest mi potrzebna jako odskocznia. Większość czasu spędzam z rodziną, pracuję w domu. Mieszkamy na małej wsi, więc ilość osób, które widuję jest ograniczona. Mogę zrobić coś dobrego, a jednocześnie nawiązywać nowe kontakty, robić to co lubię. Wolę wypad na spotkanie grupy roboczej niż wypad do galerii handlowej żeby kupić nową parę butów. Każdy się relaksuje jak umie i jak lubi.
              Około trzeciego roku życia dziecka planuję dużą zmianę - mianowicie intensywny rozwój zawodowy, co potrwa około dwóch lat. W tym czasie nie będę w stanie być zaangażowana w dom, często mnie po prostu nie będzie.
              • to.niemozliwe Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 15.11.12, 20:19
                Z tego, co piszesz, takze o Twoim stosunku do alkoholu i o tym co i jak Ci daje, to jednak sklaniam sie, ze reakcja meza jest odpowiedzia na Twoja ambicje i perfekcjonizm, czy wlasciwie, scisle - duza pewnosc siebie i dazenie do wyznaczonych celow.
                Pozostali musza byc w tym ukladzie jedynie powolnymi Ci, poslusznymi i oddanymi Twojej wizji wykonawcami przydzielonych im zadan. Twoj obraz Ciebie samej, takze kreowany na forum jest wizja kobiety doskonalej, swietnie zorganizowanej, zarzadzajacej rzeczywistoscia wokol siebie w sposob absolutny, o wysokim stopniu samoswiadomosci i pewnosci, co do wlasnych osadow graniczacej byc moze, czasem z ignorancja wobec opinii innych, a juz szczegolnie tam, gdzie trzeba byloby uszczknac nieco ze swojego interesu lub zmodyfikowac swoja wizje. Ten Twoj autowizerunek zniewala Cie i kaze Ci wypierac swoje wady lub porazki. Wciaz sie musisz, masz przymus wewnetrzny do samokontroli, czy aby na pewno wizja Ciebie widziana przez innych, ktora zalozylas (lub scislej, ktora wybrala Twoja podswiadomosc) jest spojna i zgodna z Twoimi zalozeniami. Alkohol obniza ogolny poziom leku egzystencjalnego. Ten sposob upijania sie, w celu wyluzowania, swiadczy o Twoich trudnosciach z akceptacja siebie niedoskonalej. Jest to uwiklanie w naprzemienny krag depresor-superfixer-depresor...itd. Jestes "supermenka", bo wtedy zagluszasz depresor (nie wiem na jakim tle? wymagajacy, zimny rodzic, odrzucanie przez rowiesnikow w okresie dojrzewania...?).
                Dopiero kiedy pijesz przestajesz sie kontrolowac i jednoczesnie nie podlegasz depresorowi. Tak, jakby wracasz do czasow beztroskich. Dlatego, to takie fajne. Fiksacje sie poglebiaja, o ile nie sa rozpoznane, oswojone i kontrolowane. Efektem ubocznym ich istnienia jest wzmocnienie juz mocnych stron osobowosci, co domownicy odrzucaja, wlasnie np. tak, jak w tym przypadku - wyuczona bezradnoscia i pasywna postawa.
                Oczywiscie, to tylko pewna hipoteza i nie nalezy jej traktowac szczegolnie wiarygodnie, raczej luznie konkluzje. :-)
              • tfu.tfu czytam i czytam 17.11.12, 16:42
                i tak se myślę, że ta zmiana w mężu zaszła od kiedy zaczęłaś pracować w domu, tak?
                wiesz jak większość facetów postrzega pracę? trzeba do niej iść. tylko naprawdę dojrzałe jednostki rozumieją, że praca z domu jest o wiele trudniejsza i wymagająca (szczególnie przy małym dziecku!), bo wszystko rozprasza i naprawdę trzeba dużej samodyscypliny.
                nie wiem, co ci poradzić, może ma kryzys wieku średniego? może potrzebuje telewizora? nie rozumiem też tego zaciętego uporu i braku dialogu.
                może to drugie dziecko go tak zmieniło? może się przestraszył?
                czy Ty mu powiedziałaś jak się z tym czujesz? bo jeśli tak, a on uparcie brnie w konflikt, to nie jest dobrze. może zaproponuj mu spotkanie z psychologiem (wspólne bądź pojedynczo), bo jeśli odmawia rozmów na temat, to niczego nie wskórasz, a Twoja frustracja osiągnie niebotyczne rozmiary. i wtedy nici z rozwoju zawodowego, bo taki poziom stresu Cię uziemi.
          • twojabogini Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 13.11.12, 12:54
            triss_merigold6 napisała:

            > To, że coś funkcjonowało przy jednym starszym i samoobsługowym dziecku nie ozna
            > cza, że bedzie funkcjonować przy dwójce - w tym jednym małym uwiązanym do matki
            > , która nie życzy sobie korzystać ze stosownych instytucji (żłobek, niańka, bab
            > cia).

            Błąd w założeniach. Korzystam ze stosownych instytucji - babcia, dziadek, starszy brat. Żłobek uważam za instytucję nie przeznaczoną do opieki nad dziećmi, bo nie jest w stanie zaspokoić ich podstawowych potrzeb. Podobnie jak stała niania w pierwszych latach życia zajmująca się dzieckiem zamiast (a nie obok) rodziców i rodziny.
            • aanikaa Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 17.11.12, 14:57
              > Błąd w założeniach. Korzystam ze stosownych instytucji - babcia, dziadek, stars
              > zy brat.

              skoro jest tak dobrze (że wszystkie proby uzmysłowienia ci co nie działa odrzucasz) to czemu jest tak źle?
      • twojabogini Re: Kompletnie nie rozumiesz męża 13.11.12, 12:50
        triss_merigold6 napisała:

        > Twoja koncepcja kompromisu i wizja podziału zadań, obowiązków etc. bez pomocy z
        > zewnątrz nie ma prawa zadziałać, jest nierealistyczna.

        Ale nie mam nic przeciwko pomocy z zewnątrz. I nie mam nic przeciwko temu, zeby mąz sobie taka pomoc też organizował.

        Co do facetów - ja wiem, że większość z nich tak reaguje, że zona niech się rozwija, aby obiad na stole był. Dużo moich koleżanek znajomych odpuściło w tym momencie, albo próbowało ciągnąć jedno i drugie i nie dały rady. Jedne się rozwiodły i postawiły na rozwój, inne pichcą dalej obiady i tez się niedługo będą rozwodzić - bo nie wyrabiają z frustracji.
        Ja jestem z tych, które się rozwiodą. Nie uważam, że zostałam stworzona do służby. Ani do poświęcenie rodzinie (jedną z najgorszych rzeczy, jaka może zrobić matka dla dziecka to poświęcić się dla niego, albo zatruje mu życie swoim poświęceniem albo wychowa nieodpowiedzialnego kretyna).
    • rotkaeppchen1 Re: Jak to jest? 12.11.12, 21:06
      Ja nie mam dzieci, wiec na pewno jest mi latwiej. Mieszkam z partnerem 4 lata i od poczatku konsekwentnie bronilam swojego prawa do podzialu obowiazkow domowych. Oczywiscie nie zadzialalo to na zasadzie: do ciebie nalezy to, do mnie to, poniewaz moj parnter nalezy do tych, wczesniej opieranych i karmionych przez mamusie - wyprowadzil sie z domu w wieku 32 lat, wiec trudno o nagla zmiane przyzwyczajen. Moj podzial oparl sie przede wszystkim o wybranie dla niego czynnosci, ktore lubi, np do niego nalezy oproznianie zmywarki, wyrzucanie smieci, podlewanie kwiatow, regularne wietrzenie mieszkania zima - 3-4 razy dziennie, zeby zapobiegac plesni. Ja wybralam sobie czynnosci ktore moze nie lubie ale wiem, ze wykonam lepiej, niz on - wiem, bo sprawdzalam. Czyli odkurzam, scieram kurze i dbam o czystosc lazienek i kuchni. Natomiast: piore tylko swoje rzeczy, co jest latwe, bo wiekszosc moich jest kolorowa i czarna a jego biala. Dlatego piore kolorowe i czarne (takze jego), moja biala bielizne i pojedyncze sztuki a reszta bialego prania stoi, az mu sie przypomni, ze nie ma w co sie ubrac. Tak samo z naczyniami. Jezeli nie sprzatnie ze stolu w duzym pokoju, zostawiam, sprzatam tylko swoje (chyba, ze po gosciach, czy wspolnych posilkow, wtedy to co innego). Tak samo z rzeczymi porozwalanymi w kuchni - klade je na plycie kuchenki - poniewaz on sobie zawsze cos gotuje (mnie nie ma czesto w domu), nie ma sily, musi je sprzatnac - moglby przelozyc na inne miejsce ale na szczescie wklada do zmywarki/ lodowki/ smieci/ w zaleznosci od przedmiotu. Zakupy wieksze robimy wspolne, ja codziennie kupuje drobne produkty ale robie to, bo lubie, wiec nawet nie traktuje tego jako obowiazek. Tak samo z kosmetykami (dla niego), czy ze srodkami czystosci/ swiecami/ dekoracjami/ itd. Zajmuje sie tym, bo lubie. Ja myje okna - robie to czesto, wiec nie trwa to dlugo - popsikac i zetrzec recznikiem papierowym - on za to sam z siebie zmienia zarowki, naprawia, jak sie cos popsuje, naoliwia drzwi, itd.
      Generalnie musze stosowac tzw "piata kolumne" w "walce" o podzial, bo nie chce otwartych dyskusji. Te byly i nie pomogly.
      Oczywiscie zobaczymy, co bedzie, jak sie pojawia dzieci. Jezeli bedzie zle, bylabym w stanie posunac sie do wyprowadzki, oczywiscie z dziecmi. Moja znajoma w ten sposob "zagrozila" mezowi, powiedziala, ze jezeli ma miec tyle obowiazkow, gdyby miala bedac samotna matka, nie zawaha sie przeprowadzic. I to zadzialalo. Nie od razu ale zadzialalo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka