twojabogini
12.11.12, 13:02
Większość rodzin, które znam, pomimo wszystkich deklaracji o partnerstwie małżonków, opiera się na pracy kobiet. Kobiety znacznie (ZNACZNIE!) więcej czasu poświęcają pracom domowym, dzieciom, organizacji życia rodzinnego. Nie dlatego, że chcą - tylko dlatego, że są do tego zmuszone biernością partnerów. Mężowie są przy tym w większości jak dodatkowe dzieci, które trzeba oprać, nakarmić i wysyłając do sklepu wyposażyć w listę zakupów. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy kobiety pracują zawodowo czy nie.
Taki problem zaczyna również dotyczyć mnie, a mój mąż z partnera i osoby współodpowiedzialnej za to co dzieje się w naszej rodzinie zaczyna się przeistaczać w dziecko. Nadal nie wiem dlaczego.
Zgłaszając problem tu na forum otrzymałam szereg porad jak z mężczyzny zrobić z powrotem partnera, ale większość z nich wymagałby ode mnie robienia idiotki z siebie, albo z męża.
1. Udawanie idiotki, chwalenie za dokładnie odkurzony dywan, ładnie wypakowane naczynia ze zmywarki, w nadziei że pochwały skłonią męża do częstszych zachowań tego rodzaju (tylko kretyn nb. zacznie odkurzać, żeby usłyszeć pochwałę).
2. Tresura - od bardzo rygorystycznej, związanej nawet z wywaleniem rzeczy domownikom, po łagodniejsze formy. Nie widzę siebie w roli treserki, a domowników w roli obiektów poddanych tresurze.
3. Ucieczka w konsumpcjonizm - olanie wszystkiego, zatrudnienie pań sprzątających, rozpoczęcie relaksującej konsumpcji, spa, zakupy nowych ciuchów - odpada z dwóch powodów - raz: podjęliśmy decyzje, które na najbliższe dwa lata ograniczają budżet jakim dysponujemy, więc niestety o swój dom i dzieci musimy zadbać sami, dwa: konsumpcjonizm jako postawa życiowa jest mi obcy, nie zrelaksuje mnie.
4. Ochrzanianie partnera - w moim przypadku odpada, nie ochrzaniam nawet własnych dzieci.
5. Pogodzenie się z tym, że mężczyzna to nie kobieta, przejęcie logistyki domowej na siebie i wydawanie mężowi krótkich poleceń, wstaw pranie, wyjmij pranie, wytrzep pranie je rozwieś, a zapewne dalej jeszcze... zdejmij pranie, wyprasuj pranie, złóż wyprasowane pranie, umieść pranie w szafkach. Dostałabym zajoba. Nawet mój nastolatek, gdy mówię mu, że ma przeprać swoje robocze ubrania, następnego dnia ma je zwyczajnie czyste w szafie.
6. Porzucić zawodową pracę w domu, dzieci rozdać instytucjom opiekuńczym, wrócić do pracy etatowej.. Odpada - z doświadczenia wiem, że kobiety które myślały, że to rozwiąże problem zaangażowania mężczyzny w większości mocno się rozczarowały. I wylądowały na dwóch pełnych etatach - bez żadnej pomocy.
7. Zrezygnować ze swoich planów zawodowych i ograniczyć swoją aktywność do czasu aż dzieci podrosną i będą mniej czasochłonne. Odpada - gdy dzieci staną się mniej czasochłonne ja będę pewnie już po 50. Już widzę jaką karierę zrobię, po latach zajmowania się praniem, odkurzaniem i gotowaniem mężowi obiadów.
8. Przyjęcie tak samo o lewackiej postawy jak mąż - on nie sprząta, to i ja nie, dom zarasta brudem, trudno, lodówka pusta trudno, pranie nie zrobione - trudno. Odpada; mamy dwoje dzieci, które wymagają tego, aby rodzice się nimi zajmowali, zapewniali im w miarę wygodne warunki życia, zdrowa dietę itp. Jak jeden rodzic się z tego wymiksuje, niestety po prostu więcej spada na drugiego.
Z wielu postów wyłania się abstrakcyjny dla mnie portret przeciętnego mężczyzny. To fajtłapa, który nie jest w stanie sam z siebie zająć się normalnymi czynnościami, kobieta musi go tresować, uciekać się do sztuczek, traktować jak coś nieco mniej inteligentnego niż trzoda domowa. Znam wielu mężczyzn i nie podzielam takiego poglądu. W większości są całkiem sprawni na umyśle, sprawni manualnie i sądzę, że sprawienie żeby brudne ubrania stały się na powrót czystymi ubraniami, ułożonymi w szafie i gotowymi do użycia nie przekracza ich możliwości i są w stanie zrozumieć kolejne etapy takiej procedury, samodzielnie je zaplanować i wykonać. A może jednak się mylę?