Dodaj do ulubionych

pierwsze 48 godzin

15.11.12, 17:58
wczoraj rano kot Rysiek wyszedł na swój codzienny spacer po podwórkach okolicznych kamienic.

kot Rysiek przystał do nas mniej więcej rok temu, znaleziony, jako kociak. teraz jest duży i chociaż samczych klejnotów pozbawiliśmy go, nadal lubił wychodzić, na kilka godzin dziennie.

tym razem nie wrócił.

obeszliśmy 2x okolice, rozwiesiliśmy ogłoszenia, dzwoniłam po weterynarzach i do eko-patrolu.

co jeszcze mogę zrobić???
Obserwuj wątek
    • wielkafuria Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 17:59
      czekać :)
      kocha to wróci :)
      trzymam kciuki.
      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:10
        kurde, zwierzęta są takie bezbronne w świecie wielkich ulic, po których pędzą samochody.

        dobija mnie myśl, że on gdzieś jest i jeszcze żyje,
        ale zamiast jak człowiek podać adres i kazać się odprowadzić do domu,
        albo zatelefonować,
        to tylko patrzy tymi oczyskami, i nie rozumie, co się stało.
        • berta-death Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:13
          A ma jakąś obrożę z identyfikatorem, albo chipa? Nie wiem czy koty się chipuje.
          • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:27
            można, ale on nic nie ma, obroży nie znosił, więc nie upieraliśmy się.

            tacyśmy byli niefrasobliwi.

            miał być wychodzącym kotem, swobodnym, i zawsze mówiliśmy, że godzimy się na to, że może będzie miał krótsze życie, ale za to ciekawsze.

            ale tak czekać, i nic nie wiedzieć - masakra.
        • gr.eenka Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:19
          moi rodzice też na początku chodzili i szukali kotów na noc, później dali sobie spokój bo były rozanielone po nocy spędzonej na dworze. Rano wracały i spały cały dzień. Właściwie to teraz też tak robią, tylko tyle że wracają w środku nocy i mnie budzą . Ja nie pałam ażtakim szczęściem z tego względu :)
          MOże go nie rozjechali i wróci. Czasami nawet kastrat pęta się za kotką w rui choć i tak nie bardzo ma z czym
          • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:30
            no łudzę się, że wróci, ale tak długa nieobecność jest drastycznym naruszeniem jego bardzo regularnego trybu życia.

            ten kot, sam z siebie, zawsze wszystko robił o stałych porach.
    • mariuszg2 Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:24
      > co jeszcze mogę zrobić???

      zamieszkaj w mogadiszu, wybudyj sobie wille w slumsach kalkuty, otwórz bank na przedmieściach Rio De Janeiro....albo chociaż kliknij w pajacyka....
      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:28
        w mogadiszu, powiadasz?
        • grassant Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 22:53
          tam sa koty abisyńskie i somalijskie :)
    • lazy.eye Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:34
      Do mnie wrócił po roku. Ktoś pewnie go złapał i trzymał w domu. Nie był wykastrowany i lubił się wałęsać po okolicy.
      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:37
        HA! Po roku!
        może jestem zbyt małej wiary.
        • lazy.eye Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 18:44
          Chyba zależy od kota. Mój lubił przygody i często znikał na krócej lub dłużej.
    • triismegistos Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:22
      Masz w okolicy bacie- kociary? Obarcz je zadaniem szukania twojego kota, one są w tych sprawach bardzo skuteczne.
      • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 18:13
        triismegistos napisała:

        > Masz w okolicy bacie- kociary? Obarcz je zadaniem szukania twojego kota, one są
        > w tych sprawach bardzo skuteczne.

        A dlaczego babcie? U nas większość karmicieli to młode osoby - kobiety i mężczyźni - studiujący, pracujący, żadni emeryci. Z tego co wiem, w większości dużych miast jest podobnie. Dokarmianiem bezdomniaków zajmują się wolontariusze fundacji. Te babcie-kociary to stereotyp.
    • silverbaum Wolnosc jest slodka, chociaz droga. 15.11.12, 19:36
      Dotyczy to nie tylko kotow.
    • damajah Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:41
      nie wiem czy Cię to pocieszy ale nasze sierściuchy nie wracały po kilka dni nie raz a potem się pojawiały. Rekord należy do kota (mamy jeszcze kotkę) bo nie było go chyba z tydzień alb 10 dni, już nie pamiętam dokładnie (mimo że zazwyczaj nie wychodzi, jak wychodzi to do ogródka pod plastikowy domek dla dzieci włazi i miauczy aż się go do domu zaprosi i łaskawie wraca jak kot simona - przez 10 min przez drzwi przechodzi. I ten oto kot raz się urwał i myślałam że już po nim - a on sobie wrócił mimo najczarniejszych scenariuszy...Myślę że był u kogoś może (ktoś go przygarnął aż dał nogę i do domu wrócił bo sam by z głodu zdążył zejść bo kompletnie niełowny leń) 2-3 dniowa nieobecność kotki to u nas norma co jakiś czas, z tym że ona jest zaradna, poluje non stop (i do domu przynosi swoje zdobycze, ostatnio ptaszka, myszy, krety, nietoperza żywego raz przyniosła)
      poczekaj i nie zamartwiaj się. to niedługi czas jak na kota - myślę że wróci.
    • jan_hus_na_stosie2 Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:44
      stephanie.plum napisała:

      > co jeszcze mogę zrobić???

      modlić się ;)

      mieszkasz na Sadybie? Bo widziałem ogłoszenia o zaginięciu kota, dla znalazcy wysoka nagroda

      PS.
      Jak mój kot kiedyś wyszedł to 3 dni się menda gdzieś szlajała, ale wrócił :)

      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:46
        e, nie na Sadybie, widać zgubionych kotów wszędzie pełno.

        modlić się - to mało, proszę się nie śmiać, ale jesteśmy gotowi podjąć nawet POST (nie taki w internecie, tylko praktyczny) w tej intencji, odmawiając sobie ulubionego napitku. (!)
        • kalllka Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 23:05
          stefciu,
          stefa musi rudeckiemu przypomnic olicznosci przyrody. favoryt nawet gdy pozbawiony jaj przybywa pamiecia zapachiw.zadnych odstepstw od codziennosci i wyrywania siersci z glowy.
    • josef_to_ja Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:54
      Trzymam kciuki żeby się znalazł. :( Oby było dobrze. :(
    • mirtillo25 Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:55
      Chyba nic więcej nie da się zrobić. Koty zwykle gromadzą się na działkach, opustoszałych ogrodach, w piwnicach bloków, przy garażach, przy śmietnikach czy na tyłach restauracji/sklepów. Poszukaj jeszcze w tych miejscach.
      • oliwija Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 19:56
        koty czasami wracaja po 2-3 tygodniach
    • lacido Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:38
      Kochana, moja kocica zniknęła na 2 miech i pewnej deszczowej nocy jakby nigdy nic zdrapała w szybę cala i zdrowa :) lekko zdziwiona zastając w mieszkaniu psa ;)

      jeśli żyje to wróci
    • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:43
      przyjaciółka sąsiadka mówi, że jest PEWNA, że nasz Rysiek to drań, który ma kilka domów, oprócz naszego.
      i że w jednym z nich postanowiono zaopiekować się nim na zimę, i nie wypuszczono, kiedy przyszedł z wizytą.

      oby.

      jutro dowieszę ogłoszeń.
      babcie - kociary już postawione w stan gotowości.

      dziękuję za wsparcie!
      :~)
      • swiete.jeze Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 18:25
        stephanie.plum napisała:

        > przyjaciółka sąsiadka mówi, że jest PEWNA, że nasz Rysiek to drań, który ma kil
        > ka domów, oprócz naszego.
        > i że w jednym z nich postanowiono zaopiekować się nim na zimę, i nie wypuszczon
        > o, kiedy przyszedł z wizytą.

        Na wszelki wypadek zrób mu obrożę z napisem "Rysiek jest nasz!":]

        Znam takiego jednego, co łazi po cudzych domach i łaskawie pozwala się głaskać, ale wszyscy wiedzą, gdzie ktoś na niego czeka, więc jak chce wyjść, to go wypuszczamy.
    • samiec_alfa Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:45
      > co jeszcze mogę zrobić???
      jasne! Impreze okolicznosciowa na pol ulicy. Ja tam bym sie cieszyl jakby mi kot nawial. Specjalnie nawet bym go nie powstrzymywal.
      • lacido Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:48
        "bez serc, bez ducha.. " że tak zacytuję klasyka ;)
      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 21:49
        no ja też nie powstrzymywałam.
    • grassant Re: pierwsze 48 godzin 15.11.12, 22:56
      co jeszcze mogę zrobić???

      wrzuć fotę. no i podaj ulice, którymi sie snuje.
    • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 13:51
      skurczybyk siedział w garażu dwa podwórka dalej.
      od środy!

      jest żywy, jakby nigdy nic.
      :~)
      • jan_hus_na_stosie2 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 14:11
        :)
        • nelamela Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 14:27
          Moj Leon zniknął kiedyś na 10 dni.Szukaliśmy,wywieszaliśmy ogłoszenia i nic.Opłakaliśmy stratę...i po 10 dniach kot cały i zdrowy się znalazł.Po śledztwie jakie przeprowadziliśmy okazało się że skubaniec zamelinował się u staruszki,wielkiej miłośniczki kotów dwie ulice dalej...Kobieta ta miała widocznie jakąś bardzo ponętną kotkę, bo nasze kocisko zwykle bardzo nieufne w stosunku do obcych,do tej pani pałało ogromną sympatią.Po tej historii pani czasami przychodziła na herbatkę i w odwiedziny do naszego kocura...Niestety Leon zakończył żywot dwa lata temu...Pozdrawiam.
          • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 14:43
            ech, Rysiek, Rysiek.
            jak był mały, znaleźliśmy go zatrzaśniętego we wraku furgonetki.

            kiedy do nas przystał, to najpierw zleciał z drugiego piętra na parter przez duszę schodów, a potem łaził po gzymsie kamienicy, i, też z wysokości 2 piętra rymnął na ziemię.

            urządził nam pchli cyrk na kanapie.

            po nocy lata, tupie i jak znajdzie coś szeleszczącego, to wali jak w bęben.

            kto by pomyślał, że człowiek tak się może przywiązać do takiego ożywionego kawałka gałgana!
            :~)
            • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 18:26
              Bój się boga, Stefka, ten kot ma z Tobą istną rosyjską ruletkę :(.
              Przeca odpowiadasz za bezpieczeństwo tego stworzenia.
      • kalllka Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 16:39
        ktotu, niech beda dzieki.
      • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 18:20
        Dwa dni temu samochód przejechał kocurka mojej siostry. Siostra ma jeszcze jednego kota. Kot przestał być kotem wychodzącym.
        Nie rozważałaś takiej opcji? Co innego mieszkać na wsi, wypuszczać kota by myszy w polu sobie łapał, ale w miejskiej dżungli? To proszenie się o nieszczęście :(.

        Następnym razem jak zginie, szukaj kota również w fundacjach.
        I chodź nawołując go nad ranem, o 4-5, wtedy jest największa szansa, że usłyszysz go, że nabierze odwagi i wyjdzie z ukrycia.
        O ile będzie żył.
        • bez_dyskusyjny Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 19:03
          A bezdomne kotki i gołąbki też karmisz? Takie manie się leczy.
        • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 19:55
          Rysiek ma u nas wikt (z opierunku korzystać nie chce), liczne miękkie powierzchnie kotonośne do spania, ludzi, którzy go głaszczą, drapią i bawią się z nim, gdy ma na to ochotę, oraz regularną opiekę weta (czy chce, czy nie).
          poza tym ma wolność, która, rzecz jasna, obciążona jest ryzykiem. z tej wolności przez rok korzystał bez żadnej awarii. okolicę zna, ma swój koci rewir, swoje życie.

          ja nie mam Twoich doświadczeń (siostrze bardzo współczuję...), i pewnie dlatego nie rozważam opcji zamknięcia kota w domu. małe ogródki wokół kamienic (mieszkam na spokojnym osiedlu) to jego żywioł. nie umiałabym mu go odebrać.

          ponieważ odpowiadam za jego bezpieczeństwo, zrobie jeszcze jedną próbę z obrożą (nie cierpi jej, biedak, ale spróbujemy go przyzwyczaić).

          przygody ze skokami z 2 piętra to już przeszłość - oswajał wtedy teren :~)

          masz rację w tym, co piszesz - w środku nocy szuka się najlepiej, sprawdziłam.
          u nas kociary to są takie, no, wczesnoemerytalne ciocie. super-babki.
          • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 20:01
            stephanie.plum napisała:


            > ponieważ odpowiadam za jego bezpieczeństwo, zrobie jeszcze jedną próbę z obrożą
            > (nie cierpi jej, biedak, ale spróbujemy go przyzwyczaić).

            Tylko proszę, pamiętaj żeby to była obróżka samorozpinająca się, w razie gdyby kot się nią o coś zaczepił...
            • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 20:05
              o! dobrze.
              mogłabym o tym nie pomyśleć, a on po krzakach łazi, po drzewach i faktycznie, stryczek miałby gotowy...
          • skrytapiromanka Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 00:57
            rozumiem Twoje podejście, ale... zawsze jest jakieś ale. nie zdajesz sobie sprawy, ile niebezpieczeństw czyha na tego kota. koty w mieście naprawdę nie powinny wychodzić. w kamienicach często (bardzo często!) wysypuje się truciznę na szczury (na koty zresztą też; ona tylko nazywa się "na szczury"). na osiedlu, na który kiedyś mieszkałam, było to nagminne. a najgorsze było to, że te małe okienka/prześwity do piwnicy zamurowywali na zimę albo zatrzaskiwali dechami, uwaga: w momencie, kiedy w piwnicy były koty. te biedne zwierzęta, które chciały się schronić przed mrozem, zdychały, cierpiąc, w tych piwnicach. nie pomagały interwencje w spółdzielniach itp. wszyscy to mieli w dupie. cieć raz na jakiś czas przyszedł, ścierwa wyrzucił i po sprawie.
        • berta-death Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 01:52
          Co to za życie będzie miał taki niewypuszczany. Przecież szwendanie się to koci żywioł.
          • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 10:43
            Dobre życie, a przede wszystkim długie życie.
            Mam koty niewychodzące, znam dziesiątki kotów niewychodzących - energicznych, wesołych, zdrowych, bawiących się ochoczo, najnormalniejszych w świecie kotów. Miasto to nie jest środowisko życia kota.
            • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 12:03
              a nie miauczą rozpaczliwie pod drzwiami...?
              nie gapią się smętnie przez zakratowane okno...?

              czy ja, jak zwykle, widzę za dużo człowieka w zwierzu, i przypisuję mu ludzkie potrzeby?
              • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 12:28
                Nie, nic z tych rzeczy, absolutnie nic :).
                Kwesta kilku tygodni i zwierzak się przyzwyczaja.
                Mają wielki drapak, tunele, interaktywne zabawki do zabawy, stertę piłek, myszy, kocimiętkowych wypchanych zwierzaków. Najbardziej ożywiają sie przy oknie gdy jakiś pies przechodzi. Na szczęście nie wiedzą czym może sie dla kota skończyć spotkanie z takim psem.

                Moja sąsiadka ma wychodzącego kota. Trzeciego w ciągu ostatnich 5 lat. Pierwszy zginął pod kołami samochodu, drugi najprawdopodobniej został otruty (tak orzekł wet podczas prób ratowania zwierzaka), trzeci na razie żyje... Tylko co to za życie? :(
                Wiecznie podrapany chodzi, raz przyszedł z wydartą skórą na nodze (najprawdopodobniej sprawka psa), ciągle w kleszczach i pchłach, non-stop musi go odrobaczać bo wciąż człony tasiemca mu wychodzą. Zasmarkany, bo co chwilę coś łapie od okolicznych bezdomnych kotów.
                Kotu mojej teściowej ktoś oko wybił :(. Już nie jest wychodzący.

                Naprawdę tak wygląda to lepsze życie?
                • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 12:52
                  wiesz co, to ja chyba mieszkam w raju.

                  nasza spółdzielnia mieszkaniowa miała nawet koci fundusz, pan dozorca sam dba o koci domek.
                  Rysiek szlaja się codziennie, a piękny jest, zdrowy (no, odpchlać i odrobaczać go trzeba, to fakt).

                  prężna organizacja kociar dba o birth control.

                  mam nadzieję, że nie stanie się nic, co zmusiłoby mnie do zdjęcia różowych okularów...
                  • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 14:11
                    Te różowe okulary są stąd, że nie znasz problemu z szerszej perspektywy.
                    Byłam kilka lat wolontariuszem fundacji dla zwierząt, codziennie zbieraliśmy z ulicy koty - ofiary beztroski ich właścicieli. Były koty pogryzione, nadpalone, oblane farbą, smarem, z odciętym ogonem, wybitym okiem, podtrute, potrącone przez samochód. Wielokrotnie koty te miały obróżki, nie były bezdomne...

                    Stephanie, mieszkasz w enklawie ogrodzonej kilkumetrowym murem, którego kot nie przeskoczy? Nie sądzę...

                    Powodzenia Ryszardowi.
                    Zmykam stąd, pozdrawiam.
                    • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 14:18
                      :~(

                      smutne...
                • berta-death Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 14:53
                  Tylko, że kot to w gruncie rzeczy głupie zwierzę kierujące się instynktami. On nie wie, że na zewnątrz czyhają na niego niebezpieczeństwa, że może zginąć, zostać pogryzionym, otrutym, czy paść ofiarą chuliganów. On wie, że zew natury wzywa go do wędrówek, przygód, ryzyka, polowań, konfrontacji z innymi kotami i całej masy rzeczy właściwych jego gatunkowi. Życie zwierząt nie jest lekkie. W naturze ani w połowie tak długo nie żyją jak w niewoli, tylko, że nie o to chodzi, żeby żyć w nieskończoność, tylko żeby żyć w zgodzie z własnymi genami. Jak trzeba to do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do dożywotniego więzienia. Natomiast nie sądzę, żeby takie życie można było nazwać szczęśliwym. W końcu ptakowi też lepiej na wolności, mimo, że pewnie dłużej niż kilka lat nie pożyje a w klatce może żyć nawet 30.

                  Zgadzam się tylko z tym, że miasto to nie jest przyjazne miejsce dla zwierząt, obojętne jakich. Ledwo człowiek sobie radzi, chociaż większość jakby mogła, to zapewne przeprowadziłaby się gdzieś na wieś w pobliżu lasu, rzeki i innych elementów krajobrazu. W związku z tym trzymanie zwierząt w miastach jest paranoją. Jedynym usprawiedliwieniem jest wzięcie jakiegoś ze schroniska, bo tam to w ogóle miałby masakrę a tak przynajmniej się wyleży na kanapie i wygrzeje przy kaloryferze i jeszcze będzie miał człowieka na własność. Natomiast rozmnażanie zwierząt tylko i wyłącznie po to, żeby robiły za maskotki w mieszkaniach to barbarzyństwo.
                  • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 15:00
                    a ja na mojej ulicy ostatnio lisa widziałam.
                    o kunach to nawet szkoda gadać, tak harcują.

                    zwierzęta mają ciężkie życie, ale mają też twarde życie. coraz więcej gatunków kolonizuje miasta, choć pewnie raczej na złe, niż na dobre.
                  • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 15:16
                    Właśnie dlatego, że kot nie wiem, iż czyhają na niego niebezpieczeństwa, rolą człowieka jest pomyślenie czasami za kota.

                    Co do tego pchania się do świata na skutek instynktu... Pcha go głównie chęć mnożenia się, a na to jest jedna rada - kastracja. Abstrahując od kociego łązęgowania z tym związanego, pożyteczna rzecz ten zabieg - nadpopulacja kotów jest bardzo duża.

                    Między ptakiem, a kotem jest zasadnicza różnica - kot nie jest dzikim zwierzakiem, człowiek winien się nim opiekować, ponieważ człowiek go udomowił.
                    Zapewnisz w domu kotu warunki do życia - może się wspinać, polować, biegać, drapać, a ptak? Ptak ma tylko klatkę, istotą jego życia jest fruwanie, ciągłe fruwanie, klatka to tragedia.

                    Berta, od jak dawna i ile masz kotów?

                    Szkoda, że nie widziałaś moich "nieszczęśliwych" zwierząt, zdziwiłabyś sie bardzo.
    • chersona Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 19:01
      cieszę się, że kocisko wróciło z łazęgi. pewnie jeszcze nie raz zniknie Ci w garażu. miałam to nawet zasugerować, ponieważ na forum koty, kocury, kociska pisze kobieta, której sierściuch regularnie daje się zamykać w garażach.
      mój kot łazęguje od paru lat, ale nigdy nie znika na więcej jak dobę. kiedyś, podczas naszej nieobecności, wykiwał opiekuna i zniknął. do naszego powrotu zostało jeszcze ładnych parę dni. na kocie postawiłam już krzyżyk. do domu wracaliśmy późnym wieczorem. objuczona plecakami, bez wielkiej nadziei zawołałam Rysio, Rysieniek (bo to imiennik Twojego). a tu jak na zwołanie odezwał się spod samochodu cieniutki głosik mojego kociska. 5 dni kot przebiedował w ukryciu, czekając na nasz powrót. i nie skusiły go nawet balkonowe drzwi, które zmartwiony opiekun pozostawiał otwarte na noc czuwając we wnętrzu mieszkania.
      przekaż życzenia od mojego Rysia dla Twojego. jurne byłyby z nich chłopy, gdyby mogły!
      • stephanie.plum Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 20:02
        :~)
        WIERNY KOT ten Twój Rysiek!
    • bez_dyskusyjny Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 19:05
      Od zawsze: kot < pies
      • salma75 Re: pierwsze 48 godzin 17.11.12, 19:17
        troll < 0
    • triismegistos Re: pierwsze 48 godzin 18.11.12, 01:16
      No to zdrowie Rysia :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka