Gość: Malenka
IP: 62.29.138.*
26.07.04, 12:52
Dwa lata temu wyszlam za maz (mam 24 lata). Z wielkiej milosci, po 7 latach
spotykania sie z facetem (nie byl moim pierwszym). Zawsze zauwazalam innych
facetow, lubilam sobie na nich popatrzec.... Jestem typem flirciary. Jeszcze
przed slubem poznalam faceta (kolega z pracy, rozwiedziony), niby nic
takiego, nie wpadl mi w oko (ja jemu podobno od razu- tak mi potem
powiedzial). Jeszcze przed slubem poznal mojego obecnie meza, ale nie
utrzymuja kontaktow. Ponad rok po moim slubie jakos zblizylismy sie do
siebie. On jest typem podrywacza, myslalam, ze kazda probuje poderwac, i
przyszla kolej na mnie... Ze chce sprobowac z mezatka. Ku mojemu zdziwieniu
stwierdzilam, ze w sumie niezly jest... ze jednak w moim typie. On mi pisal,
ze mu sie podobam itp, ale boi sie zrobic cokolwiek... NIestety okazalo sie,
ze ja balam sie nieco mniej i.... stalo sie. Zostalismy kochankami. Spotykamy
sie wylacznie w pracy, nigdy poza. Utrzymujemy ze soba staly kontakt mailowy
i smsowy, i uprawiamy seks. Cudowny seks.... Czasem ja wpisuje sie do niego
na "spotkanie", czasem on konczy jakies zebranie wczesniej i dzwoni do
mnie... NIe laczy nas zadna zaleznosc sluzbowa. Oboje sprawe postawilismy
jasno- wylacznie seks, zadnych uczuc, jesli ktoras strona bedzie chciala sie
wycofac to zrobi to bez zadnych "ale". On po jakims czasie powiedzial mi, ze
sie zakochal we mnie, ale ma swiadomosc mojego polozenia... Nasz obecny uklad
mozna okreslic "przyjazn + seks"... Nieraz sie zastanawiam, dokad nas to
zaprowadzi... Jak dlugo tak mozna...
Czy ktoras z Was byla w podobnej sytuacji?