maciejewskimaciejewski
02.01.14, 22:24
Witajcie.
Jestem od 10 lat zonaty ( po raz drugi), wychowujemy z zona jej syna z pierwszego zwiazku, ma on teraz 12 lat. Zyjemy na przyzwoitym poziomie, ja mam dobra prace, zona zajmuje sie domem. Powodzi nam sie lepiej ( bez falszywej skromnosci), niz wiekszosci ludzi w tym dziwnym kraju. Sa miedzy nawi zgrzyty, czasem wieksze awantury, ale nie ma przemocy, rekoczynow, ani niczego podobnego. W Sylwestra rano byla taka sytuacja, ze uslyszalem od zony wyrzut ktory mnie zaskoczyl. Otoz powiedziala ze zaraz kolezanki beda sie szykowac na bale, a ona bedzie siedziala w domu, a jako kobieta lubi te przygotowania i jej tego brakuje. Opadly mi rece, bo przez kilka tygodni proponowalem jakies wyjscie ba impreze, ale w odpowiedzi slyszalem ze Piotrek (syn) robi Sylwka w domu dla kolegow, wiec nie mozemy ich zostawic samych. No troche mnie szlak trafil, bo skoro sie nie chce nigdzie isc, to nie bardzo ma sie prawo potem narzekac. Ale nie to bylo najgorsze. Gdy zesmy sie chwile posprzeczali, ale bez wielkiej awantury, wyszedlem na balkon zapalic papierosa. Zona z synem siedziala w kuchni i chyba nie zobaczyla otwartego okna. To co uslyszalem scielo mnie z nog. Powiedziala di Piotrka dokladnie tak "Bozejak ja go szczerze nienawidze. Teraz jeszcze nie dasz rady, ale obiecaj ze za kilka lat porzadnie mu wpie...lisz". Mu, czyli mnie. Zona jest wyksztalcona osoba, nie jestesmy jakimis ludzmi z marginesu. Ale oczywiscie nie slownictwo mnie zatkalo, tylko przekaz. Piotrek wchodzi w trudny wiek, jako ojczym i tak mam trudna sytuacje. Wiadomo ze moge powiedziec duzo mniej niz do wlasnrgo syna, a po uslyszeniu czegos takiego jak ma mnie niby traktowac z szacunkiem. Rozumiem ze to bylo powiedziane w nerwach, ale cos czlowiekowi musi chodzic po glowie, skoro rzuca to w zlosci. Ciezko mi sie otrzasnac i widziec zone taka jak do tej pory.