Gość: nutka
IP: *.wirba.net / 80.51.246.*
26.10.04, 14:25
Nic mnie bardziej nie denerwuje niż taki tekst rzucany przy wejściu do
sklepu :/ Lubię sama decydować a gdy potrzebuję pomocy sprzedawcy to o nią
proszę.
Chcę pochodzić, pooglądać towar, poprzymierzać, porównać ceny, poszukać
czegoś fajnego a tu taka pani się przyczepi i chodzi za mną krok w krok. Jak
ja dotknę jakiejś bluzki to ona od razu: a jakiego rozmiaru pani szuka?
Kiedyś oglądałam majtki i poprosiłam o podanie innego rozmiaru a pani
sprzedawczyni obciąła mnie taaakim wzrokiem i pyta: a to dla pani te majtki??
Nie wytrzymałam i powiedziałam, że to nie jej sprawa.
Kiedyś przymierzałam spódnicę i zaraz po tym jak ją założyłam pani
sprzedawczyni odsunęła kotarę przymierzalni, żeby zobaczyć ja wyglądam! Nawet
mnie nie upprzedziła. Warknęłam na nią i więcej tam nie poszłam.
W innym sklepie pani chodziłą za mną krok w krok i jak tylko zatrzymałam się
przy jakimś ciuchu na dłużej niż 2 sekundy to ona recytowała, jaki to
materiał, jaki rozmiar, że są jeszcze inne kolry itp a na końcu pytała: i co,
przymierzamy? I tak z 10 razy. No strasznie mnie to denerwuje.
Nie wiem, czy to ja jestem przewrażliwiona czy to niektóre panie w sklepach
takie nachalne?