Gość: Em
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.11.04, 15:33
Siedzę i wpatruję się w nią. Blada jak zawsze, wystraszona, pociągła, o
klasycznych, nawet arystokratycznych rysach. Taka piękna, dlaczego dawniej
tego nie dostrzegałam? Dlaczego narzekałam na nią? Teraz nie mogę oderwać od
niej wzroku, widzę strach w jasnych oczach, widzę niesforne loczki opadające
na twarz. Niby tak dobrze ją znam, a jednak widzę ją jakby po raz pierwszy.
Wiem, ze już niedługo moja cera może nie być tak gladka i różano-śmietankowa.
Rysy mogą się zaostrzyć. A włosy... Może ich nie być, juz niedługo...
Patrzę na moją twarz u szczytu urody, tak niewiele brakuje, abym straciła
całe swoje piekno...
W przyszłym tygodniu, jak dobrze pójdzie, otrzymam wyrok. Będę zdrowa czy
czeka mnie długie i przykre leczenie, które może wcale nie prynieść mi
zdrowia? Będę zyć do starości czy w ciągłym strachu, że nie zdąże nawet
urodzic wlasnych dzieci? Co teraz się ze mną stanie?
Wiem jedno i obiecuję na wszystko. Jeśli wyjdę z tego cało, już nigdy nie
powiem złego słowa na swoją piekną twarz. Codziennie będę dziękować za nią
Bogu. W każdej chwili bedę dziękować Bogu za moje piekne włosy,
najpiekniejsze na świecie. A moje piersi? Juz nigdy nie powiem, ze są zbyt
duze, przenigdy...