Dodaj do ulubionych

macocha to ja

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 19:25
Witam,

moj zyciowy partner ma dziecko z poprzedniego zwiazku. Jest doskonalym i czulym
tata. Zajmuje sie dzieckiem wlasciwie codziennie, mimo, iz z nim nie mieszka.
Sa ze soba bardzo mocno zwiazani emocjonalnie i uczuciowo, spedzaja ze soba
bardzo duzo czasu. I tu pojawia sie problem. Nie narzekam na moj zwiazek -
jestem kochana, szczesliwa... a mimo to jestem zazdrosna o kontakty mojego
mezczyzny z dzieckiem. Wiem, ze to irracjonalne, dziecinne i egoistyczne, ale
taka niestety jest prawda i coraz trudniej daje sobie z tym rade. Ciekawa
jestem zdania osob, ktore sa w podobnej sytuacji, jak rowniez osob, dla ktorych
tego rodzaju zjawisko jest obce.

Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: macocha to ja IP: *.chello.pl 17.05.02, 19:34
      Czy spędzacie czas we trojkę, czy on sam z dzieckiem?
      • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 19:35
        bywa roznie. Ale chyba czesciej oni spedzaja czas tylko ze soba. Moze troche w
        tym mojej winy...

        pozdr
        fflorent
        • Gość: Melba Re: macocha to ja IP: *.chello.pl 17.05.02, 19:47
          Może to stąd się biorą Twoje odczucia? No i czy jest jakis specjalny, uroczysty
          czas tylko dla Was?
          • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 19:53
            oni pewnie chcieliby spedzac troche wiecej czasu ze mna. Ale ja jakos nie mam
            na to ochoty. Nie chce mi sie udawac, ze tak powinno byc... ze powinnam
            zaakceptowac dziecko... bo ono nie jest niczemu winne. Wiem, ze ono mnie nawet
            lubi, ale jakos mi to w niczym nie pomaga. Nie wiem czy to egoistyczna
            zazdrosc...Pewnie tak. Pisze o tym , bo z nikim nie moge o tym szczerze
            pogadac. Boze, czasami tak mi wstyd, bo oni robia wszystko, zeby mi ulatwic...
            nie sprawiac klopotu, przykrosci. Ja tez sie staram, ale nie jest szczere...
            • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 20:05
              Melba,

              czy jestes w podobnym ukladzie?
              • Gość: Melba Re: macocha to ja IP: *.chello.pl 17.05.02, 20:19
                Nie zupełnie nie, ale znam takie sytuacje i wiem jak trudne jest dla nowego
                partnera uporanie się z "bagażem" w postaci dziecka. Często wymaga to czasu,
                niestety, słyszałam o związku, który rozpadł się w taki sposób. Czy rozmawiałaś
                o swoich problemach z partnerem?
                • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 20:23
                  Gość portalu: Melba napisał(a):

                  > Nie zupełnie nie, ale znam takie sytuacje i wiem jak trudne jest dla nowego
                  > partnera uporanie się z "bagażem" w postaci dziecka. Często wymaga to czasu,
                  > niestety, słyszałam o związku, który rozpadł się w taki sposób. Czy rozmawiałaś
                  >
                  > o swoich problemach z partnerem?
                  to nie jest nowy zwiazek.
                  znamy sie juz dobrych kilka lat
                  o dziecku wiem od zawsze
                  na poczatku "mamusia" utrudniala nasze kontakty, a pozniej przestalo mi sie chciec

                  rozmawialam, a i owszem, tyle ze nic z tego nnie wynika, bo moj mezczyzna kaze mi
                  sobie wyobrazac moje dziecko, ktore on musialby zaakceptowac. Ja mam bujna
                  wyobraznie, ale nie tym razem.
    • Gość: Maruda Re: macocha to ja IP: *.nyc.rr.com 17.05.02, 20:09
      Wiesz , a ja Ciebie rozumiem.
      Mi osobiscie dziala troche na nerwy fakt, iz moj partner jest w bardzo bliskim
      emocjonalnie zwiazku z matka, ktora (niestety) w dodatku z nami mieszka - te
      calusy, usciski itp. ... (jedynak, matka dosyc wczesnie rozwiodla sie z ojcem).
      Wiem, ze mnie bardzo kocha, jestesmy razem naprawde szczesliwi, ale... hmmm,
      moze latwiej byloby mi to zaakceptowac gdyby ona mieszkala oddzielnie...
      Za to napewno bylo by mi jeszcze trudniej gdyby mial dziecko z poprzedniego
      zwiazku. Na szczescie nie ma.
      Fflorent, a czy wy chcecie miec swoje wlasne dzieci?
      Moze to cos zmieni i przestalabys byc zazdrosna?
      Pozdrufka :-)
      • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.02, 20:13
        kurcze, gdyby to bylo takie proste to by bylo fajnie... ale nie jest. Staramy
        sie o wlasne dzieci od jakiegos czasu... jestesmy w trakcie leczenia. Dzieki za
        zrozumienie...Wiem, jak to jest jesli chodzi o tesciow... trzymaj sie
        • Gość: Maruda Re: macocha to ja IP: *.nyc.rr.com 17.05.02, 20:32
          Ja tez mam problemy w tej dziedzinie - akurat przechodze kolejna serie badan...
          Cieplo pozdrawiam i zycze powodzenia :-)
          • Gość: Elzbieta Re: macocha to ja IP: 216.143.112.* 17.05.02, 22:21
            Hey,

            Ja tez jestem macocha dla dwojki dzieci i mamy jedno nasze dziecko. Czulam sie
            bardzo zagrozona malutkimi dziecmi mojego meza na poczatku, i dopiero gdy
            zaczelam sama z nimi spedzac duzo czasu, i gdy urodzil sie nam wlasny synek to
            sytuacja ulegla wielkiej poprawie. Teraz cala trojka dzieci mieszka z nami (
            dzieci meza wyforsowaly ten uklad)i ja w sumie nie czuje ze nie urodzilam
            dzieci mojego meza. One czesto zwracaja sie ze swoimi problemami najpierw do
            mnie , i czuje ze jestem im bliskim przyjacielem. Sa tez w niezwyklej przyjazni
            z moim dzieckiem i wrecz go za bardzo rozpieszczaja, wiec musze starsze
            towarzystwo prosic aby nie bylo dla najmlodszego ulgowej taryfy. Jednak
            wlazylam w te relacje duzo wysilku i czasu; dzieci meza byly od poczatku
            otwarte na kontakty ze mna. (Zasluga ich mamy). Nieziemsko ich na poczatku
            rozpieszczalam, bo po prostu chcialam zeby mnie lubily, balam sie zostac ich
            przyslowiowa macocha. Teraz jak mnie juz lubia maja zwyczajne zycie, czuja moja
            autentyczna milosc do nich, ale tez musza sprzatac, pomagac, dobrze sie uczyc i
            nie raz sie na nich wykrzycze. Ale potem razem sie z tego smiejemy. Naprawde
            takie step-rodziny moga pracowac, ale jest to proces. Mysle ze latwiej jest gdy
            przychodzi wlasne dziecko, bo wtedy nie ma tego irracjonalnego uczucia
            zagrozenia jakie jest w swiezym, bezdzietnym zwiazku. Ja nie radzilam sobie z
            ta sytuacja na poczatku, ale z czasem bylo coraz lepiej. No i widoczna
            wdziecznosc meza oraz to ze jakby zdawal sie na moj macierzynski instynkt, oraz
            fakt ze zmuszony byl zlecac mi swoje dzieci pomogl, bo mialam duzo czasu z nimi
            sam na sam.

            Zycze powodzenia.
            Ela
    • Gość: nocka7 Re: macocha to ja IP: *.ny5030.east.verizon.net 18.05.02, 01:37
      fflorent-ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. z ta roznica,ze moj partner ma dwoje dzieci.
      ze starszym nie mialam nigdy problemu z akceptacja-choc balam sie oczywiscie spotkania i
      tego,czy ja zostane zaakceptowana,ale wszystko poszlo ok!
      natomiast mam ogromny problem z mlodszym-wlasciwie to jest cos w rodzaju bolu nawet.trudno o
      tym mowic,bo zaraz sie slyszy-a co co dziecko zawinilo,dziecko jest niewinne itd...ale to
      chyba przez takie oczywistosci tym trudniej i przyznac sie i znalezc pomoc w takiej sytuacji.
      my poszlismy w koncu do poradni- i jedyne,co udalo sie uzyskac to moja akceptacje dla braku
      akceptacji;))-tzn.juz sie nie obwiniam i nie mysle,ze jestem nienormalna,bo nie udalo mi sie
      obdarzyc miloscia "czastki mojego ukochanego mezczyzny". bo tak wlasnie usilowaly mi "pomoc"
      znajome kobiety, nie mowiac o wrogach;))- nie rozumiejac,ze w takiej sytuacji to wlasnie jest
      najbardziej bolesne i raczej nie przybliza tego dziecka,a wrecz na odwrot-odstrecza od niego
      jescze bardziej. po kilku wizytach w poradni juz sie tego nie boje,a moj partner ma pelna
      swiadomosc bledow, ktore popelnil,staramy sie je teraz obydwoje naprawic...w jakim wieku jest
      to "twoje" dziecko? z tego,co mowili w poradni-im mlodsze tym z akceptacja moze byc gorzej.
      powiedziano mi takze,ze niechec do dziecka moze byc spowodowana zbytnim,nieswiadomym
      utozsamieniem sie z ta druga kobieta-matka dziecka. to troche tak jakbys przezywala
      jej"krzywde"-jesli rozstanie nie odbylo sie za obopolna zgoda. mozesz sie nieswiadomie
      obwiniac za"odebranie" ojca. no i bardzo wazna sprawa-napisze,choc nie wiem,czy to akurat
      dotyczy ciebie- doswiadczenia z czasow,gdy bylas kochanka-sprawdzic trzeba na ile twoje
      poczucie bezpieczenstwa zostalo wtedy zaburzone i jak bardzo ucierpialo twoja samoocena.
      pozdrawiam serdecznie. i przede wszystkim-nie daj sobie wmowic, ze jestes "zla"-ja sobie
      dalam,nic to nie pomoglo nikomu
      • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.05.02, 10:37
        Gość portalu: nocka7 napisał(a):

        > fflorent-ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. z ta roznica,ze moj partner ma
        > dwoje dzieci.
        > ze starszym nie mialam nigdy problemu z akceptacja-choc balam sie oczywiscie sp
        > otkania i
        > tego,czy ja zostane zaakceptowana,ale wszystko poszlo ok!
        > natomiast mam ogromny problem z mlodszym-wlasciwie to jest cos w rodzaju bolu
        > nawet.trudno o
        > tym mowic,bo zaraz sie slyszy-a co co dziecko zawinilo,dziecko jest niewinne it
        > d...ale to
        > chyba przez takie oczywistosci tym trudniej i przyznac sie i znalezc pomoc w ta
        > kiej sytuacji.
        > my poszlismy w koncu do poradni- i jedyne,co udalo sie uzyskac to moja akceptac
        > je dla braku
        > akceptacji;))-tzn.juz sie nie obwiniam i nie mysle,ze jestem nienormalna,bo nie
        > udalo mi sie
        > obdarzyc miloscia "czastki mojego ukochanego mezczyzny". bo tak wlasnie usilowa
        > ly mi "pomoc"
        > znajome kobiety, nie mowiac o wrogach;))- nie rozumiejac,ze w takiej sytuacji t
        > o wlasnie jest
        > najbardziej bolesne i raczej nie przybliza tego dziecka,a wrecz na odwrot-odstr
        > ecza od niego
        > jescze bardziej. po kilku wizytach w poradni juz sie tego nie boje,a moj partne
        > r ma pelna
        > swiadomosc bledow, ktore popelnil,staramy sie je teraz obydwoje naprawic...w ja
        > kim wieku jest
        > to "twoje" dziecko? z tego,co mowili w poradni-im mlodsze tym z akceptacja moze
        > byc gorzej.
        > powiedziano mi takze,ze niechec do dziecka moze byc spowodowana zbytnim,nieswia
        > domym
        > utozsamieniem sie z ta druga kobieta-matka dziecka. to troche tak jakbys przezy
        > wala
        > jej"krzywde"-jesli rozstanie nie odbylo sie za obopolna zgoda. mozesz sie niesw
        > iadomie
        > obwiniac za"odebranie" ojca. no i bardzo wazna sprawa-napisze,choc nie wiem,czy
        > to akurat
        > dotyczy ciebie- doswiadczenia z czasow,gdy bylas kochanka-sprawdzic trzeba na i
        > le twoje
        > poczucie bezpieczenstwa zostalo wtedy zaburzone i jak bardzo ucierpialo twoja s
        > amoocena.
        > pozdrawiam serdecznie. i przede wszystkim-nie daj sobie wmowic, ze jestes "zla"
        > -ja sobie
        > dalam,nic to nie pomoglo nikomu

        Dzieki za wsparcie.
        Ja nie mam wspomnien z "bycia kochanka", bo poznalam mojego mezczyzne juz jako
        wolnego czlowieka. Dziecko mialo wtedy 6 lat (teraz ma 13) i od 3 nie mieszkalo z
        ojcem. Takze ja nie mam kompleksu "odbierania ojca dzieciom" i absolutnie zadnego
        poczucia winy czy wyrzutow sumienia.
    • kaga! Re: macocha to ja 18.05.02, 15:32
      Jestem w podobnej sytuacji. Moj facet ma dziecko z poprzedniego zwiazku. Na
      szczescie (moje) jego corka mieszka ze swoja mama w innym miescie, wiec
      kontakty nie sa zbyt czeste, z reguly raz na tydzien lub raz na dwa tygodnie,
      to zalezy od wielu czynnikow. Tez jestem irracjonalnie zazdrosna o czas, jaki
      moj spedza z corka. Tym bardziej, ze od zawsze (czyli od czasu, kiedy jestesmy
      razem) jestem wykluczona z tych kontaktow. Po pierwsze dlatego, ze jego byla
      zona "nie zyczy sobie" i zgrozila, ze nie pozwoli widywac mu sie z corka, jesli
      np przyjedzie ze mna, a po drugie - dziecko samo nie chce w ogole rozmawiac na
      temat drugiego zwiazku taty. Zamyka sie wtedy w sobie, idzie w inny kat
      mieszkania i nie ma z nim zadnego kontaktu. Moj wiec na razie nie ponawia prob
      opowiedzenia corce, ze ma kogos. Sytuacja jest naprawde meczaca. Strasznie
      przezywam te wyjazdy, czasem przeciez mialabym ochote spedzic z nim weekend,
      ale staram sie jakos nie okazywac tej zazdrosci (nie zawsze mi sie to udaje).
      Dlatego bardzo dobrze Cie rozumiem. Trzymaj sie, mam nadzieje, ze tobie i mnie
      jakos to wszystko sie ulozy. Pozdrawiam. Kaga
      • Gość: fflorent Re: do kagi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.02, 20:13
        Fajnie, ze mozna o tym z kims pogadac, z kims, kto rozumie... Pewnie, ze jakos
        sie ulozy, tylko kiedy i jak, oto jest pytanie. Dziecko mojego jak najbardziej
        akceptuje nasz zwiazek i to chyba najgorzej mnie zlosci, bo kompletnie o nic
        nie moge sie przyczepic :) Caly czas musze dzielic weekendy na nasze i ich.
        Wiem, wiem, nie moge zabronic widywania wlasnego dziecka i nigdy tego nie
        zrobie, ale jakos trudno mi sie z tym pogodzic.
        • kaga! Re: do fflorent 19.05.02, 23:20
          Milo, ze napisalas. Naprawde wiem, jak mecza Cie te dzielone weekendy, a
          jeszcze wakacje i swieta. Oczywiscie nie moze byc tak, jak w amerykanskich
          serialach familijnych, ze wszyscy sie akceptuja i kochaja i w ogole sa happy. A
          rozmawialas ze swoim na temat tej zazdrosci i calej sytuacji? Bo ja tak. I on
          tlumaczyl, ze to zupelnie cos innego, ze czasem wcale mu sie nie chce jechac,
          ale ma obowiazki i jakies poczucie winy(?) ze nie jest z dzieckiem itp., ale w
          ogole nie powinnam czuc zadnego zagrozenia. To sa jednak argumenty rozumawe i
          jako takie je przyjmuje, ale co immego emocje! A najbardziej mnie denerwuje,
          kiedy cos sobie zaplanuje (np chcemy gdzies pojechac w sobote), a musze
          uwzgledniac w tych planach jeszcze dwie inne osoby - jego byla zone i dziecko.
          Nie wiem, jak to wyglada u Ciebie, ale u nas jest chore. Moj wysyla SMSa z
          pytaniem, kiedy moze zobaczyc sie z corka i odpowiedz otrzymuje dopiero w
          piatek wieczorem lub w sobote rano. Az boje sie wakacji.
          Ale wciaz licze ze sie ulozy. Nie wiem kiedy? I nie wiem, jak? Moze pozbedziemy
          sie tej zazdrosci, albo te kontakty beda inaczej wygladaly? Pozdrawiam ze
          zrozumieniem, jak chcesz, to napisz maila. Kaga
          • Gość: Vika Re:`Macocha? IP: *.ewave.at 20.05.02, 02:45
            A trzecia zona mojego Tatuska to jest fajna kobitka.I co?
    • wierna1 Re: macocha to ja 20.05.02, 08:41
      Gość portalu: fflorent napisał(a):

      > Witam,
      >
      > moj zyciowy partner ma dziecko z poprzedniego zwiazku. Jest doskonalym i czulym
      >
      > tata. Zajmuje sie dzieckiem wlasciwie codziennie, mimo, iz z nim nie mieszka.
      > Sa ze soba bardzo mocno zwiazani emocjonalnie i uczuciowo, spedzaja ze soba
      > bardzo duzo czasu. I tu pojawia sie problem. Nie narzekam na moj zwiazek -
      > jestem kochana, szczesliwa... a mimo to jestem zazdrosna o kontakty mojego
      > mezczyzny z dzieckiem. Wiem, ze to irracjonalne, dziecinne i egoistyczne, ale
      > taka niestety jest prawda i coraz trudniej daje sobie z tym rade. Ciekawa
      > jestem zdania osob, ktore sa w podobnej sytuacji, jak rowniez osob, dla ktorych
      >
      > tego rodzaju zjawisko jest obce.
      >

      Ja również witam i chcę Ci powiedzieć, że jedyne co możesz zrobić to zaakceptować
      istniejącą sytuację, albo ciąglę walczyć o uczucie. Ale po co? Jeżeli kochasz
      swojego mężczyznę to znaczy, że akceptujesz go całego. Myślę, że on w swoim synu
      widzi cząstkę siebie, dlaczego więc nie miałby siebie kochać? Pomyśl o tym w ten
      sposób. Inną sprawą jest, czy jego syn da się lubić. Niektore dzieci, niestety,
      mimo licznych zabiegów ze strony osoby doroslej, buntują się przeciwko nim.
      Nie napisałaś czy macie własne dziecko? Powodzenia
      • Gość: fflorent Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.05.02, 20:28
        wierna1 napisał(a):

        > > Ja również witam i chcę Ci powiedzieć, że jedyne co możesz zrobić to
        zaakceptow
        > ać
        > istniejącą sytuację, albo ciąglę walczyć o uczucie. Ale po co? Jeżeli kochasz
        > swojego mężczyznę to znaczy, że akceptujesz go całego. Myślę, że on w swoim syn
        > u
        > widzi cząstkę siebie, dlaczego więc nie miałby siebie kochać? Pomyśl o tym w te
        > n
        > sposób. Inną sprawą jest, czy jego syn da się lubić. Niektore dzieci, niestety,
        >
        > mimo licznych zabiegów ze strony osoby doroslej, buntują się przeciwko nim.
        > Nie napisałaś czy macie własne dziecko? Powodzenia

        Wierna,

        nie mam dziecka. nie stosuje zadnych specjalnych zabiegow, nie musze - dzieci (a
        zwlaszcza to) bardzo mnie lubia, mam z nimi dobry kontakt. Oczywiscie, ze
        akceptuje te sytuacje - inaczej wycofalabym sie z tego zwiazku duzo wczesniej...
        Wiem doskonale, ze dziecko jest czescia mojego partnera (sa do siebie podobni jak
        przyslowiowe dwie krople wody), i ze bardzo sie kochaja. Nie jestem zazdrosna o
        uczucia, jakie zywia do siebie, ale o czas jaki ze soba spedzaja. Najgorsze jest
        to, ze w zaden sposob nie czuje sie zagrozona, wiem, ze jestem kochana, ale...
        pozostaje irracjonalne ale.

        P.S.
        przepraszam, ze odpowiadam z dosc duzym opoznieniem, ale z netu moge korzystac
        tylko w domu, a jednak wieksza czesc dnia spedzam w pracy :(
        • wierna1 Re: macocha to ja 21.05.02, 10:06
          Gość portalu: fflorent napisał(a):

          > wierna1 napisał(a):
          >
          > > > Ja również witam i chcę Ci powiedzieć, że jedyne co możesz zrobić to
          > zaakceptow
          > > ać
          > > istniejącą sytuację, albo ciąglę walczyć o uczucie. Ale po co? Jeżeli koch
          > asz
          > > swojego mężczyznę to znaczy, że akceptujesz go całego. Myślę, że on w swoi
          > m syn
          > > u
          > > widzi cząstkę siebie, dlaczego więc nie miałby siebie kochać? Pomyśl o tym
          > w te
          > > n
          > > sposób. Inną sprawą jest, czy jego syn da się lubić. Niektore dzieci, nies
          > tety,
          > >
          > > mimo licznych zabiegów ze strony osoby doroslej, buntują się przeciwko nim
          > .
          > > Nie napisałaś czy macie własne dziecko? Powodzenia
          >
          > Wierna,
          >
          > nie mam dziecka. nie stosuje zadnych specjalnych zabiegow, nie musze - dzieci (
          > a
          > zwlaszcza to) bardzo mnie lubia, mam z nimi dobry kontakt. Oczywiscie, ze
          > akceptuje te sytuacje - inaczej wycofalabym sie z tego zwiazku duzo wczesniej..
          > .
          > Wiem doskonale, ze dziecko jest czescia mojego partnera (sa do siebie podobni j
          > ak
          > przyslowiowe dwie krople wody), i ze bardzo sie kochaja. Nie jestem zazdrosna o
          >
          > uczucia, jakie zywia do siebie, ale o czas jaki ze soba spedzaja. Najgorsze jes
          > t
          > to, ze w zaden sposob nie czuje sie zagrozona, wiem, ze jestem kochana, ale...
          > pozostaje irracjonalne ale.
          >
          > P.S.
          > przepraszam, ze odpowiadam z dosc duzym opoznieniem, ale z netu moge korzystac
          > tylko w domu, a jednak wieksza czesc dnia spedzam w pracy :(

          Im więcej czasu poświęcamy dziecku, tym wartościowsi ludzie z nich będą. I chyba
          o to chodzi również Twojemu mężczyźnie. Ja uważam, że to świadczy o nim bardzo
          dobrze. Znam przypadki, gdzie facet nie może przyprowadzić swojego dziecka do
          nowego domu, bo nowa żona nie pozwala. Dla mnie do nie facet, ale dupa z uszami!
          Ciesz się więc, że jesteś z kimś wartościowym.
          • Gość: Velka Re: macocha to ja IP: *.stacje.agora.pl 21.05.02, 14:32
            Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
            kontaktów. Niestety kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem byłam tak cholernie
            zazdrosna o jego czas spędzany z była rodziną, że nie potrafiłam tego
            zaakceptować, musiał wybierać. Nie naciskalam na decyzję to był jego wybór.
            ale też zrozumiałabym gdyby postąpił inaczej. Jednak cały czas jest we mnie
            gdzieś głęboko lęk o to ze kiedyś zechce te kontakty odnowić, że obudzi się w
            nim instynkt ojcowski. Tym bardziej że nie mamy wspólnych dzieci i na to się
            raczej nie zdecydujemy.
            • wierna1 Re: macocha to ja 21.05.02, 14:33
              Gość portalu: Velka napisał(a):

              > Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
              > kontaktów. Niestety kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem byłam tak cholernie
              > zazdrosna o jego czas spędzany z była rodziną, że nie potrafiłam tego
              > zaakceptować, musiał wybierać. Nie naciskalam na decyzję to był jego wybór.
              > ale też zrozumiałabym gdyby postąpił inaczej. Jednak cały czas jest we mnie
              > gdzieś głęboko lęk o to ze kiedyś zechce te kontakty odnowić, że obudzi się w
              > nim instynkt ojcowski. Tym bardziej że nie mamy wspólnych dzieci i na to się
              > raczej nie zdecydujemy.

              POTWORNE!
              • Gość: Velka Re: macocha to ja IP: *.stacje.agora.pl 28.05.02, 15:44
                Potworne jest AIDS i rak oraz parę innych rzeczy na które nie mamy wpływu.
                A to jest moje życie i takie mi odpowiada.
                • Gość: anika Re: macocha to ja IP: 195.94.218.* 14.06.02, 14:16
                  Gość portalu: Velka napisał(a):

                  > Potworne jest AIDS i rak oraz parę innych rzeczy na które nie mamy wpływu.
                  > A to jest moje życie i takie mi odpowiada.

                  Pytanie tylko, czy twojemu facetowi to odpowiada. śmiem wątpić. W życiu kocha się
                  wiele kobiet, jedne miłości się kończą, inne zaczynają. A związek z dzieckiem
                  trwa całe życie - dla odpowiedzialnego faceta dziecko jest ważniejsze (a
                  przynajmniej powinno być ) od jakiejkolwiek kobiety. Jeśli nawet on o tym nie
                  mówi, to na pewno myśli (albo dojdzie do tego z czasem). Po tym, co przeczytałam,
                  wydajesz się koszmarną egoistką, skoncentrowaną tylko na sobie. I nie zdziw sie,
                  jeśli pewnego dnia okaze się, że twój facet miał na wiele tematów kompletnie
                  odmienne zdanie, tylko nie chciał się do tego przyznać - faceci unikają
                  konfrontacji, szczególnie na początku. To spotkało mnie w poprzednim związku. Nie
                  stawiałam warunków, ale po prostu nie byłam w stanie zaakceptować obcego
                  dzieciaka i traktować go jak własnego. Nie krzyczałam, opiekowałam się nim, ale -
                  po prostu za nim nie przepadałam. I trudno takich rzeczy nie zauważyć. Dawałam
                  dobre rady, żeby go nie rozpieszczać itp... I mimo wielkiej miłości facet szybko
                  się zraził. Syn mojego obecnego partnera doprowadza mnie do irytacji, ale szanuję
                  łączącą ich więź i trzymam język za zębami. Poza tym sama mam dziecko z
                  poprzedniego małżeństwa i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś obcy miał się wtrącać w
                  nasze sprawy, albo np. ustalać, czy np. jej ojciec może się z nią widywać.
            • Gość: solo Re: macocha to ja IP: *.uml.lodz.pl 28.05.02, 15:29
              Gość portalu: Velka napisał(a):

              > Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
              > kontaktów.
              A może chciałabyś być na miejscu tego opuszczonego dziecka? Czy wy na prawdę
              jesteście szczęśliwi? Chociaż jak patrzę po ludziach, to najlepiej mają się ci,
              co to po trupach, bez skrupułów i wyrzutów sumienia. Szkoda gadać.

              • Gość: Velka Re: macocha to ja IP: *.stacje.agora.pl 28.05.02, 15:41
                TAk naprawdę jesteśmy szczęśliwi i nie zamierzamy odpowiadać za wszystkie
                nieszczęścia tego świata. Nie stawiam sie na miejscu tego dziecka, ani żadnego
                innego. Mam swoje życie.
                • Gość: A28 Re: macocha to ja IP: *.proxy.aol.com 28.05.02, 20:17
                  Za wszystko w zyciu trzeba placic i nic nie jest za darmo. Zapamietaj to sobie.
                  Nie mialas zadnego prawa zabierac temu dziecku ojca. I nie chodzi tu o rozwod,
                  czy rozstanie rodzicow, ale takie postwienie sprawy bylo po prostu nieetyczne.
                  I jesli cie kiedys w zyciu dopadnie jedna z tych dwoch spraw, ktore jedynie w
                  zyciu uwazasz za potworne, to bedziesz wiedziala za co. I jak mozesz byc
                  szczesliwa z kims, kto wlasnego dziecko nie chce znac? Nie chodzi o kontakty z
                  matka, ale z dzieckiem. Sa rozne stopnie glupoty, ale to jest najgorsza z
                  mozliwych. I cokolwiek bys nie powiedziala, za postawienie takiego wyboru :
                  ja , albo dziecko, zaplacisz kiedys drogo. Przypomni ci sie to we wlasciwej
                  chwili.
                  • Gość: liloom a propos Velkiej IP: *.11.vie.surfer.at 28.05.02, 22:15
                    Wlasnie Velka. Mam nadzieje ze zycie Ci kiedys odplaci, bo ono jest cholernie
                    sprawiedliwe. Moj ojciec odszedl od mojej mamy i jaj jestem takim opuszczonym
                    dzieckiem. To jest najgorsze swinstwo jakie mozna zrobic wlasnemu dziecku.
                    Dlatego ze odbija sie na jego psychice. Na mojej. Wywoluje chec zemsty i inne
                    negatywne uczucia, ktorych zrodlem jest nikt inny tylko TY i Twoj zakichany
                    strach o uczucie mezczyzny. Strach ktory nigdy nie zginie.
                    Moj ojciec na przyklad ma zakazane (hehe) dzwonic do mnie, bo jego baba ma
                    obsesje ze przeze mnie moj ojcies skontaktuje sie z moja mama. Tylko ze ja
                    mieszkam za granica, a moja mama w Polsce. A do mojej mamy moj ojciec i tak
                    dzwoni, bo ilus tam lat wspolnego zycia nie da sie przekreslic, szczegolnie gdy
                    ma sie wspolne dzieci. Zatem nigdy nie zaznasz spokoju velka.
                • Gość: craccers Re: macocha to ja IP: *.talnet.pl 29.05.02, 10:41
                  Gość portalu: Velka napisał(a):

                  > TAk naprawdę jesteśmy szczęśliwi i nie zamierzamy odpowiadać za wszystkie
                  > nieszczęścia tego świata. Nie stawiam sie na miejscu tego dziecka, ani żadnego
                  > innego. Mam swoje życie.

                  Wiesz co? Rzygać mi się chce!
                • Gość: osa Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.02, 20:23
                  Gość portalu: Velka napisał(a):

                  > TAk naprawdę jesteśmy szczęśliwi i nie zamierzamy odpowiadać za wszystkie
                  > nieszczęścia tego świata. Nie stawiam sie na miejscu tego dziecka, ani żadnego
                  > innego. Mam swoje życie.

                  no, ale chyba za zaniedbywanie WŁASNEGO dziecka, to ON odpowiada- chce, czy nie
                  chce, a jeśli jest mimo to szczęśliwy i zadowolony z siebie, to -moim zdaniem -
                  z faceta paskudny gość
            • emigrantka Re: macocha to ja 29.05.02, 00:46
              Gość portalu: Velka napisał(a):

              > Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
              > kontaktów. Niestety kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem byłam tak cholernie
              > zazdrosna o jego czas spędzany z była rodziną, że nie potrafiłam tego
              > zaakceptować, musiał wybierać. Nie naciskalam na decyzję to był jego wybór.
              > ale też zrozumiałabym gdyby postąpił inaczej. Jednak cały czas jest we mnie
              > gdzieś głęboko lęk o to ze kiedyś zechce te kontakty odnowić, że obudzi się w
              > nim instynkt ojcowski. Tym bardziej że nie mamy wspólnych dzieci i na to się
              > raczej nie zdecydujemy.

              Velka - wiesz, mam nadzieje ze nie jestes partnerka ojca moje dziecka.. ale cos
              ci powiem/napisze.

              Moja corka ma 12 lat, urodzila sie "na zlosc" w dzien urodzin swojego ojca. Nigdy
              go nie widziala poza moja krotka wizyta w jego kraju gdy miala 3 miesiace. I
              wiesz co? O nic go nigdy nie prosilam. Stac mnie na utrzymanie i wychowanie
              dziecka samej ale dziecku jest przykro...

              W corki (i jej ojca rowniez bo to ten sam dzien) urodziny wyslalam mu jej
              zdjecie. I zostalo do mnie wyslane z powrotem. Pewnie jego obecna pani poczula
              sie "zagrozona"?

              Czy ty jestes w stanie sobie wyobrazic jak sie takie dziecko czuje? Jak probuje
              pytac rodzica z ktorym mieszka "DLACZEGO?" Jak to cholernie BOLI? Jak takie
              dziecko chcialoby wiedziec czy ma jakas siostre/brata po stronie ojca? Czy ojciec
              czasem o niej mysli chociaz troszke?

              I niewazne ile razy dziecku powtarzam ze to nie jej wina - takie dziecko ZAWSZE
              bedzie mialo kompleksy. Takie dziecko wedlug mnie ma prawo po latach znalezc ojca
              i TWOJ odpowiednik w zyciu tego ojca i..... DAC W MORDE

              I nie wypisuj glupot o tym ze "ty masz SWOJE zycie". Swojego zycia nie buduje sie
              na krzywdzie innych. I nie pisz glupot ze on mial wybor - jego (i ojca MOJEGO
              dziecka) wybor byl uzalezniony od kobiety z ktora sie zwiazal. Ty moglas miec na
              to wplyw - dobry lub zly. Podjelas decyzje ktora ma i BEDZIE miala wplyw na cale
              zycie dziecka/dzieci ktore mialy szanse na semi-normalne zycie. Do tego rodzice
              nie musza do konca zycia pozostac razem ale dziecko ma prawo do kontaktu z
              obojgiem rodzicow. Ty uwazasz ze to TWOJE zycie?

              Malo co mnie na tym Forum denerwuje i chyba jeszcze nikomu nie ublizylam ale
              tobie zycze (szczerze) - NIECH CIE SZLAG TRAFI RAZEM Z TWOIMI POGLADAMI
              • Gość: craccers Re: macocha to ja IP: *.talnet.pl 29.05.02, 10:44
                emigrantka napisał(a):

                > Gość portalu: Velka napisał(a):
                >
                > > Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
                > > kontaktów. Niestety kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem byłam tak choler
                > nie
                > > zazdrosna o jego czas spędzany z była rodziną, że nie potrafiłam tego
                > > zaakceptować, musiał wybierać. Nie naciskalam na decyzję to był jego wybó
                > r.
                > > ale też zrozumiałabym gdyby postąpił inaczej. Jednak cały czas jest we mni
                > e
                > > gdzieś głęboko lęk o to ze kiedyś zechce te kontakty odnowić, że obudzi si
                > ę w
                > > nim instynkt ojcowski. Tym bardziej że nie mamy wspólnych dzieci i na to s
                > ię
                > > raczej nie zdecydujemy.
                >
                > Velka - wiesz, mam nadzieje ze nie jestes partnerka ojca moje dziecka.. ale cos
                >
                > ci powiem/napisze.
                >
                > Moja corka ma 12 lat, urodzila sie "na zlosc" w dzien urodzin swojego ojca. Nig
                > dy
                > go nie widziala poza moja krotka wizyta w jego kraju gdy miala 3 miesiace. I
                > wiesz co? O nic go nigdy nie prosilam. Stac mnie na utrzymanie i wychowanie
                > dziecka samej ale dziecku jest przykro...
                >
                > W corki (i jej ojca rowniez bo to ten sam dzien) urodziny wyslalam mu jej
                > zdjecie. I zostalo do mnie wyslane z powrotem. Pewnie jego obecna pani poczula
                > sie "zagrozona"?
                >
                > Czy ty jestes w stanie sobie wyobrazic jak sie takie dziecko czuje? Jak probuje
                >
                > pytac rodzica z ktorym mieszka "DLACZEGO?" Jak to cholernie BOLI? Jak takie
                > dziecko chcialoby wiedziec czy ma jakas siostre/brata po stronie ojca? Czy ojci
                > ec
                > czasem o niej mysli chociaz troszke?
                >
                > I niewazne ile razy dziecku powtarzam ze to nie jej wina - takie dziecko ZAWSZE
                >
                > bedzie mialo kompleksy. Takie dziecko wedlug mnie ma prawo po latach znalezc oj
                > ca
                > i TWOJ odpowiednik w zyciu tego ojca i..... DAC W MORDE
                >
                > I nie wypisuj glupot o tym ze "ty masz SWOJE zycie". Swojego zycia nie buduje s
                > ie
                > na krzywdzie innych. I nie pisz glupot ze on mial wybor - jego (i ojca MOJEGO
                > dziecka) wybor byl uzalezniony od kobiety z ktora sie zwiazal. Ty moglas miec n
                > a
                > to wplyw - dobry lub zly. Podjelas decyzje ktora ma i BEDZIE miala wplyw na cal
                > e
                > zycie dziecka/dzieci ktore mialy szanse na semi-normalne zycie. Do tego rodzice
                >
                > nie musza do konca zycia pozostac razem ale dziecko ma prawo do kontaktu z
                > obojgiem rodzicow. Ty uwazasz ze to TWOJE zycie?
                >
                > Malo co mnie na tym Forum denerwuje i chyba jeszcze nikomu nie ublizylam ale
                > tobie zycze (szczerze) - NIECH CIE SZLAG TRAFI RAZEM Z TWOIMI POGLADAMI

                Dołączam się z przyjemnością do życzeń!
                • Gość: Judith Re: macocha to ja IP: *.tlsa.pl 29.05.02, 12:55
                  Brawo emigrantka!!!Nie lubię obrażać,ale nie wiedziałam że takie egoistyczne i
                  okrutne baby (jak velka) goszczą na tym forum!
            • galetik Re: macocha to ja 01.06.02, 03:15
              Gość portalu: Velka napisał(a):

              > Mój mąż też ma dziecko z poprzedniego małżeństwa, ale nie utrzymuje z nim
              > kontaktów. Niestety kiedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem byłam tak cholernie
              > zazdrosna o jego czas spędzany z była rodziną, że nie potrafiłam tego
              > zaakceptować, musiał wybierać. Nie naciskalam na decyzję to był jego wybór.
              > ale też zrozumiałabym gdyby postąpił inaczej. Jednak cały czas jest we mnie
              > gdzieś głęboko lęk o to ze kiedyś zechce te kontakty odnowić, że obudzi się w
              > nim instynkt ojcowski. Tym bardziej że nie mamy wspólnych dzieci i na to się
              > raczej nie zdecydujemy.

              jestes swinskim wytryskiem suko jebana!
    • Gość: A28 Do Velka IP: *.proxy.aol.com 29.05.02, 15:32
      Im dluzej nad tym mysle, tym bardziej jestem wsciekla, ze takie typy chodza po
      swiecie. Zacznij sie najlepiej od natychmiast obmycywac po piersiach, czy nie
      masz guzkow. Daj dobie raz na tydzien robic inne badania, zebys w pore
      uchwycila zaczynajaca sie kare. A i tak ci sie nie uda. Jak bedziesz cierpiala
      jak zwierze i nic ci juz nie pomoze, to sobie przypomnij laskawie, jak
      cierpialo przez ciebie jakies dziecko. Za wszystko trzeba placic i to nie w
      niebie. Nie, tu na ziemi!!I bedzisz bezsilna, jak bezsilna byly matka tego
      dziecka widzac jak czuje sie odtracone przez wlasnego ojca. Z zona mozna sie
      rozwiesc bo po to sa rozwody. Ale nie ma rozwodu z dzieckiem. A z innej strony.
      Czy w swojej glupocie nie pomyslalas, ze krzywdzisz i ojca? Glupi facet, fakt,
      ale moze skrywa gdzies gleboko uczucia i wyrzuty sumienia? Moze i by chcial
      wiedziec, jak wyglada jego dziecko, kupic mu prezent na urodziny, pobyc z nim
      przez kilka godzin. Ale ty bylabys zazsrosna o dziecko!!!! I jaka jestes z
      tego dumna! zycze ci "szczescia"!!
      • Gość: Velka Re: Do Velka IP: *.stacje.agora.pl 29.05.02, 15:48
        A ilu dzieciom ty pomogłaś w swoim życiu, czy pomyślałaś o tych bitych i
        maltretowanych, porzuconych w domach dziecka, naprawdę są gorsze nieszczęścia
        niż brak ojca a dla ojca nie widywanie dziecka.
        • eremka Re: Do Velka 29.05.02, 16:00
          Jest takie powiedzonko, które Twoja wypowiedź komentuje: Co ma piernik do
          wiatraka? Właśnie, nikt nie mówi o maltretowanych i bitych dzieciach, tylko o
          dzieciach opuszczonych przez swoich ojców przez takie... że siarczyście splune
          w Twym kierunku, małpy - mówiąc bardzo oględnie. Smutne, że takie potworzyce
          chodza po tym świecie.
        • Gość: chudyy Do Velki IP: 217.8.166.* 31.05.02, 09:34
          Velka,
          jesteś ..., a Twój facet to ...
          w życiu nie słyszałem bardziej egoistycznego stawiania sprawy. Jakby mi moja
          Kochana choćby zasugerowała, że nie mogę się z własnym dzieckiem widywać to ...
          To jakieś kretyństwo, naprawdę mocno się powstrzymuję by nie nazwać Cię dosadniej.
          • Gość: Velka Re: Do Velki IP: *.stacje.agora.pl 01.06.02, 11:34
            Nie krępuj się to i tak niczego nie zmieni.
            Bo o swoim życiu ja decyduję.
            Swoją drogą to bardzo się podniecacie czymś na co i tak nie macie żadnego
            wpływu. Jest cała masa rodziców którzy nie utrzymuja kontaktów ze swiomi
            dziećmi i wasze obraźliwe uwagi świata nie naprawią.
    • Gość: z Re: macocha to ja IP: *.rat.poznan.supermedia.pl 29.05.02, 15:49
    • emigrantka Re: macocha to ja 29.05.02, 21:08
      Velka - ja nie wiem czy ty sie tu wyglupiasz czy powaznie piszesz, w kazdym
      wypadku mi ciebie bardzo szkoda (na wypadek gdybysmy sie kiedys spotkaly)

      A teraz spadaj stad i idz mezowi kieszenie sprawdzac czy przypadkiem gdzies nie
      ma zmietej laurki od dziecka ktore ja w wielkiej tajemnicy narysowalo na dzien
      ojca.

      Papa
      • Gość: kaga! Re: macocha to ja IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.05.02, 21:26
        Słuchajcie, to co wypisujecie, to jest tylko część prawdy. Owszem, zazdrosc
        zazdroscią, ale można sobie jakoś z nia poradzić, choc czasem jest to trudne.
        Pisałam już o tym. Ale co zrobić, jeśli partner, mąż chce utrzymywać kontakty z
        dzieckiem z pierwszego związku, ja się na to zgadzam, co więcej zachęcam, zeby
        np. dziecko przyjechało do nas do domu (nie muszę być przez cały czas wizyty,
        niech ono pobędzie trochę sam na sam z ojcem), ale to pierwsza zona, matka
        tegoz dziecka, dla którego ponoc chce jak najlepiej, utrudnia te kontakty! Np w
        ostatniej chwili zmienia decyzję - nie sobota lecz niedziela, nie do 18 tylko
        do 15 i broń Panie Boże w nowym domu ojca! Przeciez tym zatruwa zycie sobie,
        dziecku, ojcu dziecka i mnie, bo nikt z nas nigdy nie jest pewny, co znowu
        wymysli i jak zmieni decyzję. A więc problem tkwi nie tylko w zazdrosnych
        drugich zonach, ale tez w pierwszych partnerakach zachowujących się jak pies
        ogrodnika. Pozdrawiam Kaga.
        • osa30 Re: macocha to ja 15.06.02, 00:22
          kaga ...pisałaś w poprzednich postach, że dziecko nie chce rozmawiac na temat
          nowego związku taty, zamyka się w sobie, chowa w kącie itp. Bardzo obwiniasz
          byłą swojego partnera, ale z tego, co piszesz, może wynikać,ze to dziecko nie
          pogodziło się ze zmianą partnerki przez ojca. W sumie nic w tym dziwnego. Nie
          piszesz , jak doszło do zakończenia tamtego związku, ale jeśli to on porzucił
          rodzinę (?), to naturalne jest, ze dziecko tego nie akceptuje i uważa cię za
          wroga, a była - za zło wcielone, przed którym usiłuje je uchronić. Trudno tez
          oczekiwać od niej, że będzie w tej sytuacji brała pod uwagę twoje plany
          weekendowe lub emocjonalny dyskomfort. I jeszcze jedno: czy jesteś na 100%
          pewna, że on jeździ do dziecka, a nie (też) do niej?
    • Gość: chudyy Re: macocha to ja IP: 217.8.166.* 31.05.02, 09:42
      Florent,
      może podstawowy kłopot to, że nie masz swojego dziecka. U mnie jest tak, że
      oboje mamy dzieci z poprzednich związków i mi się wydaje, że to ułatwia wiele
      spraw. Podobne doświadczenia zbliżają ludzi i chyba mogą pomóc rozwiązywać
      pewne sprawy. Naturalnie boimy się trochę jak to się ułoży, ale to raczej
      zdrowa obawa, nie paniczyny strach.
      A co do porady, to myślę, że tylko wspólne spędzanie czasu ma tu sens na
      dłuższą metę. Bo ja na przykład wiem, że będę miał dużo pracy by moja córka
      odzyskała poczucie bezpieczeństwa. Teraz jest zakręcona i cholernie to jest
      trudne dla mnie. Wiem, że dwoje dzieci w takiej sytuacji może pomóc. Wspólne
      wyprawy do parku itd. dają szansę, że dzieciaki się polubią i za jakiś czas
      moja Mała będzie chętnie nas odwiedzać.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      • Gość: Zooooof Re: macocha to ja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 10:57
        Przede wszystkim nie nalezy zapominac kto tu najbardziej dostaje "po pupie".
        Dzieciaki. Głownie dlatego, ze nie rozumieją co się między dorosłymi do diabła
        dzieje. I Mądrzy Odpowiedzialni Dorośli Mający Własne Życie I Własne Sprawy nie
        powinni o tym zapominać.Czasmi wystarczy cierpliwość, dobra wola, czas....... a
        czasami trzeba więcej.
        A co jest największa siła sprawczą w kosmosie, psze państwa? MIŁOŚĆ :))))))))))


        a'propos:
        czy ktos posiada namiary na psychologa dziecięcego specjalizującego się
        w "adaptacji post-rozwodowej rodziców" (upssssssssssssss - spokojnie, nikt tu
        sobie nie wyobraża że psycholog załatwi cokolwiek ZA rodziców - kwestia wziecia
        pod uwagę sugestii, ew. jakichs spotkań grupowych etc.) libo też jakowejś
        literaturki fachowej (jak pomóc odzyskać dziecku stabilność po rozstaniu rodziców)
        plis, plisik
        pzdr
        Zooof
        • Gość: Olifka Re: macocha to ja IP: 193.178.168.* 14.06.02, 15:08
          czesc Florent,

          Ja tez nie moge miec dzieci - od trzech lat sie staram. Mialam dwa zabiegi In
          Vitro i Jedna inseminacje. Po pierwszym poronieniu przeszlam traumatyczne
          przygody w szpitalu. Powiem ci tak. Moj maz nie jest rozwodnikiem i nie ma
          dzieci z poprzedniego malzenstwa. Ja ci zazdroszcze.... Bedac w takiej sytuacji
          jakiej jestes (nieplodnosc jesli dobrze zrozumialam) powinnas to dziecko kochac
          z calego serca gdyz jest taka mozliwosc (Tfu, oby nie!) ze nie urodzisz
          wlasnego. I milo bedzie jak na stare lata gdy znajdziesz sie np w szpitalu
          odwiedzi cie twoj pasierb, pocaluje i powie "kocham cie Mamo". Jest to mozliwe -
          uwierz mi. Ja sama mam ojczyma, ktory dal mi wiecej niz moj rodzony ojciec.
          Dodam, iz moj ojciec odszedl do innej. Moj ojczym, lozyl na moje utrzymanie i
          edukacje, kochal i dal mi moja kochana przyrodnia siostrzyczke. Na moim slubie
          On byl "Ojcem Panny Mlodej". Samotnosc jest straszna - PIELEGNUJ SWOJA RODZINE.
          Pozdrawiam.
    • Gość: Pegaz Re: macocha to ja IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.06.02, 16:53
      Dpbrze ze dziecko nie mieszka z ojcem mialoby wtedy przechlapane zycie przy
      takiej macosze.
      • Gość: liloom florent IP: *.11.vie.surfer.at 14.06.02, 21:29
        do pieca!
        • Gość: jendza O dzieciach, ale innych... IP: *.abo.wanadoo.fr 16.06.02, 22:14
          Gość portalu: liloom napisał(a):

          Liloom, chcialam zapytac o losy Twojej przyjaciolki i jej dzieci,
          a Zalozycielke watku, przepraszam, ze przy tej okazji...
          jendza
          • Gość: liloom O dzieciach, ale innych... IP: *.11.vie.surfer.at 16.06.02, 22:21
            Bez zmian, bo nie za bardzo ma sie o zmienic, gdy rozwod trwa, ludzie mieszkaja
            na kupie, dzieci szarpane przez obie strony - koszmar.
            No ale teraz wakacje, wiec przynajmniej troche stresu odpadnie, dzieci beda
            wywozone przez obie strony na zmiane, co juz jest duzym osiagnieciem.
            Koszmarem jest, ze moja kolezanka nie moze sobie pozwolic na jeden nawet
            najmniejszy blad, bo zaraz bedzie to wykorzystane przeciwko niej. Inna rzecz,
            ktora jest dla mnie szokujaca, ze dojrzewajaca corka zachowuje sie fatalnie
            wobec mojej kolezanki, pomiata nia na rowni z tatusiem. Troche trudno cokolwiek
            na to powiedziec, niewiadomo co radzic. Kolezanka ma obawy, ze straci dzieci,
            wiec nie reaguje na zachowania corki. Zamkniete kolo.
            • Gość: jendza dzieki, Liloom IP: *.abo.wanadoo.fr 17.06.02, 00:27
              za wiesci.
              Trzymam kciuki nieustajaco za Twoja kolezanke,
              i jej dzieci,
              a Ciebie serdecznie pozdrawiam
              jendza
        • Gość: fflorent Re:liloom IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.02, 22:16
          Gość portalu: liloom napisał(a):

          > do pieca!

          nastepnym razem zadaj sobie odobine trudu i postaraj sie dokladnie przeczytac o
          czym traktuje dany post. Wiem, ze w twoim przypadku moze to byc wysilek ponad
          miare, ale czasem naprawde warto. Moj tzw. "pasierb" nie kleczy na grochu
          odsiewajac ziarna pszenicy od zyta. Widuje sie z ojcem tak czesto jak tego chce,
          gdzie chce i kiedy chce. Podejrzewam, ze spedza wiecej czasu z ojcem niz dzieci z
          tzw. pelnych rodzin. Nie czynie ABOSOLUTNIE NIC by temu w jakikolwiek sposob
          zapobiegac. Jest mi tyko czasem "inaczej" - ale nie bede ci tego wyjasniac, bo
          nie rzuca sie perel przed wieprze. Totez zamiast odsylac mnie do pieca wsadz
          sobie leb do wiadra zimnej wody, bo (i zapamietaj to sobie dobrze) blogoslawieni,
          ktorzy milcza, jesli nie maja nic madrego do powiedzenia.
          Ciesze sie, ze znakomita wiekszosc bioraca udzial w tej dyskusji charakteryzuje
          sie wrazliwoscia i wielobarwnoscia, albowiem na czern i biel moga sobie pozwolic
          wylacznie dzieci i idioci...

          pozdrawiam te wiekszosc
          fflorent
    • Gość: Lechita Velka to ... IP: 211.191.12.* 03.07.02, 12:53
      Sluchaj obsrana ...,

      to co zrobilas, zabierajac dziecku ojca, to najgorsze swinstwo jakie
      kiedykolwiek czytalem. Jestes kompletna degeneratka, popi*rdolona qrwa. Mam
      nadzieje ze twoje dzieci jak je bedziesz miala poczuja ten sam bol co tamto
      dziecko. Jestes qrwa ponad qrwy.
      • Gość: A28 Re: Velka to ... IP: *.proxy.aol.com 03.07.02, 15:03
        Sluchaj, ty Lechita, przestan sie wayrazac, bos glupi, ze ci sie az z uszu
        dymi. Patrz, zebys ty zyl z kobieta do konca swoch dni i zeby ona odtanczyla
        taniec radosci an twoim grobie, bo sie nareszcie ciebie pozbedzie. Albo jestes
        glupi szczeniak, co to nie ma pojecia o zyciu. Takie gadanie, ze ktos, komus,
        kogos zabral, jesli chodzi o ludzi jest bez sensu. A twoje wyrazenia swiadcza o
        wyjatkowym chamstwie.
    • Gość: asd Re: macocha to ja IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.02, 02:16
      asd
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka