Gość: malinka
IP: *.pl
03.06.02, 20:41
Czasami przyjezdzaja do nas moi tesciowie, zostaja wtedy na 2, 3 tygodnie.
Niby nic zlego, ale maja straszne pretensje do mnie, ze moj maz sam sobie
prasuje koszule, ze nie ukladam mu pieknie skarpetek w szufladzie, ze sie
wsciekam ze nie sprzata po sobie a ja mu kaze sprzatac. Tesc kiedy wyglosil
taki poglad do mojego meza: mnie to ma kto obrabiac, a ty sie ozeniles i sam
sobie koszule przsujesz? A od czego masz zone?
Wedlug niego zona jest potrzebna do prania, prasowania, sprzatania itp.
A w ogole to z tego powodu uwazaja mnie za zla zone, nie liczy sie dla nich to,
ze pracuje, zarabiam pieniadze, nawet niezle, zajmuje sie dziecmi, ze w domu
jest zawsze czysciutko, ze zawsze jest dwudaniowy obiad. Po prostu prasowanie
koszul ich synkowi to dla nich wyznacznik moze nie kobiecosci, ale dobrej zony.
Ciekawa jestem KOBIETY jak to jest u Was.
Czy radzicie mi cos z tym zrobic czy zostawic tak jak jest.?????????????????
A poza tym to oni ciagle buntuja mojego meza puszczajac teksty w stylu: to ty
prasujesz sobie koszule a ona oglada telewizje? to ty myjesz wanne, a co ona
robi? to ty robisz jej kanapki, to ona powinna tobie robic. Dodam jeszcze ze
dla swoich tesciow ja jestem "ona" pomimo tego ze mam imie. Teraz tez sa u nas
juz od 2 tygodni, mam nadzieje, ze nie dlugo pojada, bo az mi sie nie chce
wracac do domu jak oni sa i gdyby nie dzieci to wracalabym na noc. Nie mam nic
przeciwko temu, zeby przyjezdzali do nas co to w koncu rodzice mojego meza, ale
ich pobyt jest dla mnie za bardzo stresujacy, po prostu ja nie funkcjonuje
wtedy normalnie, nie moge sie na niczym skupic, ciagle jestem zdenerwowana.
Prosze napiszcie jak radzicie sobie z takimi problemami. Moze powinnam sobie to
olac, ale chyba jestem za slaba psychicznie.