empress1
18.02.05, 02:24
Proszę kogos o pomoc i udzielenie odpowiedzi na pytania które zadam.
Przedwczoraj odkryłam ze jestem ofiarą przemocy psychicznej w małżeństwie i
ze mój mąż jest tzw. "mizoginistą". Odkryłam..w zasadzie wiedziałam o tym od
dawna ale NIE CHCIALAM WIEDZIEĆ.
Po kolei.
Mam 22 lata. Jestem studentką II roku przy czym ze wzgledu na problemy o
których zaraz będę pisac jest prawdopodobne że niedługo nią pozostanę choć
ogól znajomych i rodziny uważ amnie za kobietę bardzo inteligentną.Mój mąż
takz ema 22 lata i jest studentem III roku, obecnie uczy się dobrze. (Jak sam
powiedział jego i moja sytuacja na uczelni sa nieporównywalne).
Udało mi się odkryć i zidentyfikować - z wielkim bólem- większość toksycznych
mechanizmów utrzymujacych mój związek jak: obwinianie mnie o wszystko,
łącznie z wmawianiem mi przez męża że jestem niepoczytalna, podstepnego
prezjmowania kontroli nad moim życiem, bezustannego naruszania moich
osobistych granic w każdej sferze również seksualnejw sposób wielce podstępny
(np. moje prośby żeby mąż nie przekładał be zprzerwy moich rzeczy z jedenj
szafki do drugiej tak ze nie wiem gdzie były i zupełnie bez pytania spotykały
się z komentarzem ze przesadzam), ponizania mnie, całkowitej obojętnosci męża
na moje cierepienia i jego stwierdzeń ze to iż tak cierpię dowodzi ze ejstem
histeryczką lub wnajlepszym wypadku przwrażliwiona, ciągłej hustawki jest
cudownie- jest strasznie itd. Z jednym mechanizmem jednak nie umiem sobie
poradzić i jest to paniczny strach przezd meżem.
Cierpiałam na depresję kilkukrotnie i byłam w leczeniu gdy poznałam meżaw
wieku 20 lat. Z poczatku W OGÓLE nie budził mojego zainteresowania i sympatii
(!)a jedynei sygnały ostrzegawcze.Tym bardziej niezwykłe wydało mi się ze gdy
pewnego dnia zaczęłam mu sie zwierzać ze swoich problemów okazał się nagle
niezwykle ciepły i rozumiejący. Po miesiacu bycia razem maż zapewniał mnie o
dozgonnej miłości i o tym że jestem ta "jedyną". Mnie zajeło to więcej czasu-
ok.5 m-cy- a jednak po tak krótkim czasie doszłam do wniosku ze to z nim chcę
zwiazac swoje życie. Przy okazji w ogóle nie uważaliśmy na antykoncepcje, Mąż
nie uwazał tego za ważną sprawę a poza tym zawsze był zdania ze za
antykoncepcję powinna odpowiadać przede wszystkim kobieta(!).Po kolejnych 2 m-
cach byłam w ciaży. Gdy byłam w 4 m-cu ciaży i wzięliśmy ślub zaczęło sie. W
naszym małżeństwie nie było ani jednego spokojnego miesiąca. Mąż wprowadził
się do mnie do domu, który utrzymjue moja owdowiała matka i mieszka w nim
takze moja młodsza siostra. Awantury zaczęły się naislac ja zaczełam wpadac w
depresję koniec końców zostałam hospitalizowana. Do dzisiaj jest to męża
ulubiony motyw przewodni w udowadnianiu mi ze coś ze mą nie tak. Gdy w 4 m-ce
po ślubie urodziłam Córkę i wpadłam w głęboką depresję poprodową mąż
stwierdził ze odejdzie ode mnie. Póxniej to się ciągnęło- awantura a potem
stan "miodowego miesiaca". Gdy córka miała 4 m-ce po raz pierwszy
zdecydowałam się odejśc od meża. Mąż przyjął to spokojnie ale mdo końca jakby
temu nie dowierzał. W pewnym momencie zaczął mnie błagać o powrót
i ...niesttey uległam mu. Przez cały tydzień gnębiły mnie przerażajace wizje
dotyczące tego co będzie gdy się rozstaniemy. Oczywiscie po tej decyzji było
coraz gorzej. Miesiac temu doszło do kłotni z wyzwiskami. to prawda że to ja
zaczęłam wyzywać meża ale było to tylko kolejne okazanie mojego poczucia
bezsilności.dalszym ciągiem tej kłotni było m.in. to ze mąż rzucił się na
mnie, sciagnął z fotelu na którym siedziałam i wyrzucił za drzwi. Wtedy po
raz pierwszy wygladał tak jakby chciał naprawdę mnie uderzyć.Córka była
często świadkiem naszych wrzasków i trzaskań drzwiami. Z tego powodu nabrała
odruchu łapania się za uszka gdy była czymkolwiek przestraszona. Po tamtej
kłótni kazałam meżowi się wyprowadzić. Minął prawie miesiac od kiedy córka
nie uczestnizy w naszych awanturach i zauważyłam ze nie wykonuje już tego
gestu chyba z eusłyszy głośny hałas.
Chciałam dodać, ze ze strony swojej najbliższej rodziny miałam mieszane
wsparcie. Obie matka i siotra niechętnie dostrzegały to co się działo. faktem
jest jednak ze jak twierdzą same czyły się bezsilne po jeszcze do niedawna na
wszelkie wtrącenia wskazujace na to ze jestem w swoim związku maltretowana
reagowałam gwałtowną złością lub lekceważeniem.
Przyjaciól nie mam żadnych odkąd poznałam męża. Mam jedną bliską koleżankę
jednak o ile sobie przypominam zawsze przed noągrałam osobę która bohatersko
pracuje nad swim związkiem by był lepszy co wymaga wiele bólu i cierpienia i
pokazywałam jej dowody mojej i męża wzajemnej miłości. Gdy byłam w 7 m-cu
ciąży mąż kt óry notorycznie jeździł za szybko samochodem pozyczonym od mojej
matki(usprawiedliwienei było takie ze jets początkującym kierowca)przejechał
wjechał na skrzyzowanie lekka reką i samochód który nadjechał z prawej strony
walnął w drzwi po którcyh stronie siedziałam. Po tym wypadku byłam
rozdygotana gdyż zdawalm sobie sprawę że mogłam juz od jakiegosczasu po
prostu nie zyć. Mąz za tamtym razem też zdawał sie zdawać sobei z tego sprawę
i zrobił się dla mnie tak czuły i kochający jak rzdako bywał od naszego
ślubu. Byłam nieprawdopodobnie spragniona jego czułości wię cpoddałam się
temu. gdy próbowałam zareagowac zgodnie ze swoim instynktem samozachowawczym
i cos przebąkiwałam o tym z emógł mnie zabić zaczął zachowywac sie jak wulkan
przed wybuchem.Moja przyjaciółka gdy jej opowiedziałam o tym incydencie
stwierdziła ze maz powinien był bardziej uważac na co ja zaczęłam go
usprawiedliwiac. Moja przyjaciólka sprawiła wtedywrazenie osoby zrezygnowanej
i zniesmaczonej. Takich znaków ze strony otoczenia zdarzało się tysiace,
Najczęsciej jednak albo je ignorowałam albo ustawiałam się wrogo wobec osob
które mi je dawały w czym mąz naturalnie mi dopingował.
Teraz jestem gotowa odejśc od męża. Chciałabym zapytac jak poradzić sobei z
potwornym lękiem który czuje przed nim, przed tym że będzie mnie nękał,
intrygował w moim życiu, że będzie próbował odebrac mi córkę lub przynajmniej
manipulowac córka na moja niekorzyśc.. wiem, ze osoby przeżywające taki
strach jaki ja czuję zazwyczaj wyolbrzymiaja nie chcialabym jednak nie
dosrzegac niebezpieczeństwa jak robiłam to dotąd. Jak zapanowac na dtym
przerażeniem???
Drugie-jak sobie radzić z meżem ;po rozstaniu?
Czy rozsadnie byłoby zwrócić sie do jakichś instytucji?
Jesli chodzi o psychoterapię chodze na nią od 5 lat. Tak,to kolejny problme
nekajacy mnie. Wiem z eterapia którą prowadziłam do hospitalizacji trudno
nazwac skuteczna biorąc pod uwagę toze będąc wtej terapii zaangazowałam się
w zwiazek z meżem miom i zprzedystkutowywałam z terapeutką na bieżaco sygnały
ostrzegawcze widoczne w zachowaniu meza.
Po wyjsciu ze szpitala juz mija jednka rok odkąd chodze na nową
psychoterapię. Teraz powstaje pytanie- czy odkrycie którego dokonałam
pokazuje z eta terpaia jest skuteczna poniewaz udało mi sie przebić przez
swoje złudzenia dot meża i wyrwać sie ztego ccalkowicei samodzielnie=nie
dlatego ze ktos doradzil mi odejscie od meza np. terapeuta po ponad roku
udręki czy też- jets nieksuteczna bo skuteczny terapeuta już dawno pokaząłby
mi drogę wyjscia z tej sytuacji. Prosze ekspertow o radę.
Dodam ze zdecydowałam się udac tekze do lokalnego ośrodka pomocy ofiarom
przemocy w rodzinie głwonei kobietom.
Prosze bardzo o jakiś głos w mojej sprawie.