mamakrzysiuli
03.07.05, 11:07
Mam 38 lat mój mąż jest młodszy ode mnie 9 lat. Mamy dwoje dzieci (9 i 2
lata) a problem następujący: dwa lata temu mąż otworzył kiosk typu ruch i
poświęcił się mu całkowicie.
Wstaje o 4.30 rano i idzie do kiosku, o 11.30 wraca i idzie spać. Śpi do
15.00 lub 15.30. Następnie je obiad, który mu podaję, zamieni ze mną dwa
słowa lub pojedziemy do hurtowni po towar i znów idzie do kiosku na 18.00.
Wraca o 21.30 lub 22.00. I tak jest od poniedziałku do soboty. W niedzielę
robi wyjątek: idzie do kościoła na 6.30 a do kiosku na 8.45 kończy o 21.30.
Od poniedziałku do piątku zmienia go pracownica, w soboty i niedziele ja.
Jak widzicie wciąż się mijamy. Mąż tłumaczy, że musi się dorobić,
zwłaszcza,że przez 5 lat siedział w domu bez pracy. Ja jestem zdania, że
przynajmniej niedziele powinny być dla rodziny.
Od dwóch lat nigdzie nie chodzimy, nie mówiąc o jakichkolwiek wspólnych
wyjazdach. O moich wyjazdach z dziećmi nie chce nawet słyszeć. (Kto mu wtedy
pomoże w kiosku w sobotę i niedzielę jak mnie nie będzie?, kto mu zrobi
obiad?)
Jestem tym zmęczona zwłaszcza, że sama pracuję zawodowo od 8.00 do 15.00 plus
do tego cały dom na głowie. Teraz mam urlop. Nie docierają do mnie jego
tłumaczenia, że pracuje przecież dla nas zwłaszcza, że nie mogę go zmusić do
tego żeby odkładał pieniądze na wspólne konto.
Zarobione pieniądze odkłada na drugi kiosk. Czyli finansowo muszę i tak
radzić sobie właściwie sama (no może z małymi wyjątkami).
Wiem, że rodzina powinna być razem. Wiem też jakim zagrożeniem może być stała
jego nieobecność w domu. Wiem stąd, że nie jest moim pierwszym mężem.
Pierwszy mąż był naukowcem. Szedł na uczelnie o godz. 8.00 wracał o 21.00.
Też mówił, że pracuje dla nas...
Nie zdążył się niestety podzielić ze mną tym co wypracował...bo ja w czasie
tych wielu "wolnych" chwil poznałam obecnego męża, on zresztą też na uczelni
znalazł swoją obecną żonę. Też ma dwoje dzieci.
Nie chcę znów "powtórki z rozrywki". Jak mam wytłumaczyć mężowi, że to nie
praca a rodzina jest najważniejsza. Że przynajmniej niedziele powinny być
wspólne jeśli już więcej nie można.
Co o tym myślicie? Może macie podobne problemy? A może ja nie mam racji?
Napiszcie. Jestem ciekawa Waszych opinii i rad. Z góry dziękuję za odzew. To
naprawdę dla mnie poważny problem.