Dodaj do ulubionych

Please, please, please

21.06.09, 09:12
Dzisiaj przeczytałem po raz drugi ten artykuł tym razem online. Sądziłem, że
może trochę mi przeszło po wczorajszej lekturze, ale nie. Ból jaki wywołał on
wczoraj, towarzyszył mi przy zasypianiu i obudził mnie dzisiaj rano. Czuję
stratę, smutek i żal. Są to uczucia, które powinna odczuwać jedynie rodzina
Magdy, ale nie wiem dlaczego odczuwam je bardzo głęboko i ja. Pustkę jaka
wypełnia teraz mnie całego można porównać zapewne do straty ukochanej osoby,
choć sam nie wiem czy właśnie tak czuje się człowiek po stracie najbliższej mu
istoty. Ja przecież Magdy nie znałem. Tym bardziej boli mnie, że nie miałem
szansy poznać ją i spróbować zrozumieć jej duszę. Wiem, że coś straciłem
nieodwracalnie, straciłem kogoś komu nie tylko zaoferował bym pomoc. Myślę, że
Magda mogłaby i mi pomóc. A tak zostałem sam z artykułem o dziewczynie, której
już nie ma. To boli, stracić możliwość poznania wyjątkowej osoby, po której
zostaje tobie jedynie jej trzy zdjęcia i wywiad z jej matką przeplatany
fragmentami jej wierszy. Tak bardzo chciałbym się z nią spotkać.

Pani Joanno jeśli jest możliwość chciałbym zadać kilka pytań:
awers84@op.pl.

Obserwuj wątek
    • ooobserver Jeden z tych artykułów 21.06.09, 09:30
      po lekturze których nie wiem, co dokładnie napisać... Cała historia
      nie jest czarno - biała, nie można robić nagonki na lekarzy tak jak i
      nie można zarzucać otoczeniu Magdy, że nie starało się pomóc. Sama
      jej matka mówiła, że choćby wiele razy pytała co się dzieje i
      oferowała pomoc - to nie trafiało. Depresja jest jedną z tych chorób,
      na które nie ma lekarstwa, tabletki nie pomogą z niej wyjść, mogą co
      najwyżej ograniczyć pewne zachowania, zamknąć człowieka na pewne
      bodźce z zewnątrz. Cała historia pełna jest półcieni, niedomówień,
      potwór, który "zabił" tę fajną dziewczynę też gdzieś się przez ten
      artykuł przewija...
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Trudno powiedzieć 21.06.09, 12:19
        Trudno powiedzieć, jak było naprawdę.
        To mówiła matka.
        Gdyby dziennikarz teraz pojechał do tych lekarzy, terapeutów - to opowiedzieliby
        pewnie całkiem inną historię.

        Może problem był w tym, że leczono wciąż dziewczynę, a nie całą jej rodzinę?
        Często w takich przypadkach pomaga dopiero terapia rodzinna. Bo to nie jest tak,
        jak mówi ta matka: że dziecko już się takie urodziło, mikrourazy przy porodzie i
        inne pierduły. Nie. W większości przypadków, oprócz indywidualnych
        predyspozycji, musi wystąpić coś, co wyzwala chorobę. A nawet - co ją
        podtrzymuje. Na przykład poplątane relacje w najbliższej rodzinie.
        • annapetsch Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 12:43
          Fakty są, jakie są - chory człowiek, brak pomocy, śmierć.Reszta to interpretacje.Jeśli pacjent umiera, to zbyt często usprawiedliwia się to wszystkim, tylko nie błędem lekarzy.Rozwiązanie dla wszystkich wygodne.
          • ooobserver Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 14:08
            W tym przypadku ta dziewczyna nie była tylko "pacjentem", była też
            "córką", "przyjaciółką" - może rzeczywiście potrzebna była terapia
            całej rodziny, tego nie wiemy i pewnie się nie dowiemy. Odwracając
            powyższy post - usprawiedliwianie błędem lekarzy też często jest
            wygodne.
            • jakubowska100 pokolenie EMO 24.06.09, 10:41
              w świecie gdzie wszystko już jest, ma się wszystko, nie cierpi się
              na niedostatek nagle się okazuje, że... to nie załatwia tak naprawdę
              najważniejszego. Człowiek czuje że nic mu nie brakuje a jest mu mimo
              to źle więc... zaczyna go dręczyć poczucie że coś z nim nie tak.
              Wystarczy kilka lat pożyć z tym uczuciem i depresja na pełnych
              obrotach prowadzi do samobójstwa. Tak narodziło się pokolenie EMO,
              pokolenie dzieci dobrobytu, którzy w cieple smierci szukają buntu. z
              iPodem na uszach i palcami na klawiaturze. to jest częśc większej
              całości. Społeczeństwo dobrobytu, któremu niepotrzebny żaden bóg. po
              co więc właściwie żyć?
              • jakubowska100 Re: pokolenie EMO 24.06.09, 10:48
                poza tym jesli chodzi o ten dobrobyt - wiadomo, że w Izabelinie
                raczej mieszka kwiat kapitalizmu polskich lat 90-tych - rodziców tak
                zabieganych i zarobionych, że fundują dzieciom najlepsze szkoły i
                Playstation tylko po to by się od nich... odczepiły. Strasznie
                chciałabym się dowiedzieć więcej o rodzinie Magdy, bo w dziwny
                sposób na ten najważniejszy motyw jest narzucona zasłona milczenia.
                Zmierzono że przeciętnie Amerykanin - rodzic spędza z dzieckiem
                kilkanaście minut dziennie. i to badania sprzed dwóch lat...
              • peryklejtos Re: pokolenie EMO 24.06.09, 11:19
                jakubowska100 napisała:
                Społeczeństwo dobrobytu, któremu niepotrzebny żaden bóg

                Acha więc wiara w jakiegoś boga załatwia wszystkie problemy
                egzystencjalne :) Ciekawe...
                Ja nie potrzebuje żadnego bożka, bóstwa czy innych guseł do tego by
                znaleźć sens w życiu.
              • kasia5223 pokolenie EMO 24.06.09, 11:44
                Ja kilka lat szukałam pomocy, żaden lekarz nie pomyślał o depresji, tylko zespół
                jelita nadwrażliwego!!! - nie do wiary a depresja 'maskująca" własnie daje o
                sobie znać różnymi objawami fizycznymi. Psychoanalityk nie rozpoznał depresji
                przez 2 lata -palanty!!!!Teraz prowadzi mnie dobry psychiatra za darmo,
                wspaniały psychotereapeuta -za darmo!! Teraz jestem szczęśliwa, wiem że zyje,
                widzę piękny świat i spokój. Biorę jeszcze kilka miesięcy b.dobre leki a tak
                bardzo sie ich bałam.Teraz zawdzięczam im zycie. A chciałam tak bardzo umrzeć i
                nie obudzić sie. Szukajcie pomocy a znjdziecie ją!! Nikt mi nie pomógł, sama
                szukałam ratunku.
              • aszfkz Re: pokolenie EMO 12.08.09, 01:13
                Ostatnio spotkałam sie z opinią, że jak komuś za łatwo wszystko w
                zyciu przychodziło, to potem łatwo może popaśc w depresję.
                "rodzice wszystko na tacy ppodawali, a tu, niestety, życie nie jest
                latwe, trzeba sobie samemu radizć z problemami."
                • piotrvs Re: pokolenie EMO 19.08.09, 15:34
                  chyba nie bardzo wiesz, o czym piszesz. Kiedy znajdziesz się pod
                  wodą zaplątana w sieci rybackie, szarpiąc się w górę usłysz wtedy:
                  musisz sobie radzić sama...
            • szalona.manuela "uwielbiam" ludzi tak piszących 24.06.09, 19:23
              nie rozumiesz, ze jak jesteś w depresji to nic niczego nie chcesz?
              że jesteś żywym trupem?

              i nie pomoże ani matka, ani przyjaciel, ani nikt! może z czasem, gdy
              włączą się w terapię prowadzoną przez specjalistę
              jeżeli było faktycznie tak jak w artykule, to ci lekarze to jakieś
              konowały, a nie specjaliści
              to tak jakby puścili ze szpitala pacjenta w szoku pooperacyjnym z
              cewnikami, ze świeżymi ranami itd.. bo przecież pacjent dorosły i
              chce wyjść

              myślcie trochę ludzie
              • saabena Re: "uwielbiam" ludzi tak piszących 24.06.09, 20:13
                Zyziu, ty rozumiesz, że leczenie odbywa się za zgodą pacjenta? Poczytaj, co
                psychiatra tu na forum pisał o procedurze hospitalizacji bez zgody chorego i
                wtedy ciapaj w klawiaturę. Poczytaj, kiedy w szpitalu można zatrzymać chorego
                wbrew jego woli i jaka wtedy jest wszczęta procedura.
                Apel o myślenie ciebie dotyczy przede wszystkim.
            • szarotka9 pozory mylą 26.06.09, 00:41
              Trochę trąci to tendencyjnością. Ona - niby otwarta i chętna do
              współpracy ale trzaska drzwiami i nie chce mówić o tym, co w środku.
              Oni - służba zdrowia - żli, bo wypisali ją ze szpitala / na własne
              życzenie !!! / i nie dali gwarancji, że wszystko będzie ok.
              Szpital psychiatryczny to nie pralnia chemiczna !!!! Przynosisz
              brudne, odbierasz czyste i nie musisz nic robić !!!! Trzeba chcieć
              się leczyć i współpracować, choć to czasem bardzo trudne. U Magdy
              tego trochę jakby zabrakło.
              Zdumiewa mnie fakt, że gdy Magda połknęła paczkę tabletek a póżniej
              twierdziła, że to tylko epizod i że sobie poradzi, jej matka
              najwyrazniej w to uwierzyła. Głupota, naiwność, brak rozsądku ?!
              brak słów .... Poradzi sobie ... no i poradziła, bardzo
              skutecznie ...
              Wydaje się, że Magda straciła nadzieję, że może żyć normalnie, więc
              wybrała śmierć. I nikt, kochająca mniej lub bardziej rodzina, mniej
              czy bardziej udolna służba zdrowia nie były w stanie tego zmienić.
              Nie ma sensu nikogo obwiniać.ONA WYBRAŁA.
              Trzeba uszanować tę decyzję, choć to niełatwe, szczególnie dla
              bliskich.
              Czasem śmierć to wybór godnego życia.
              • o1xa7q1 Re: pozory mylą 26.06.09, 01:32
                > Trochę trąci to tendencyjnością. Ona - niby otwarta i chętna do
                > współpracy ale trzaska drzwiami i nie chce mówić o tym, co w
                > środku.

                miałam w życiu "przyjemność" rozmawiania z psycholgiem (może 3, moze
                4 razy- doradztwo zawodowe i moja rzekoma dysleksja) i z psychiatrą
                (1X - uzyskanie konkretnej licencji) i ze smutkiem muszę stwierdzić,
                że były to osoby tak bezdennie głupie, płytkie i schematyczne, że
                bez trudu (średnio inteligentna osoba) mogła im wcisnąć każdy kit.
                Nie dziwię się zatem, że osoby faktycznie wymagające pomocy nie chcą
                się im zwierzać. Chcę jednak ciągle wierzyć, że moje spotkania z
                branżą to był "nieszczęśliwy wypadek" i poza tymi
                konkretnymi "specjalistami" reszta prezentuje wyraźnie wyższy poziom!
              • babajaga99 Re: pozory mylą 26.06.09, 05:14
                Szarotka, BREDZISZ!!! Człowiek w depresji NIE WYBIERA !!! Choroba
                wybiera. Nie masz zielonego pojęcia o depresji. Jest to NAJBARDZIEJ
                ŚMIERTELNA choroba. I te ciągłe głupoty które się słyszy: weż się w
                garść, zrób coś, itp. itd. Czy Ty nie rozumiesz, że to nie jest ani
                rak, ani grużlica aniból głowy? To choroba umysłu/duszy/woli!! A
                skoro umysł szwankuje, to jak od chorego możesz wymagać racjonalnych
                myśli? i racjonalnego postepowania? Lekarze psychiatrzy, właśnie
                oni, powinni to wiedzieć!!! I co? są bezradni i wypisują chorą
                dziewczynę ze szpitala? To jest pójscie na łatwiznę.
                • szarotka9 Re: pozory mylą 27.06.09, 03:04
                  Nie wypowiadam się na tematy, które są mi obce, to po pierwsze.
                  Po drugie nie zawsze depresja jest jednakowo głęboka. Są momenty
                  cięższe, kiedy umycie zebów jest wyczynem na miarę zdobycia K2 ale
                  są i lżejsze gdy człowiek czuje się nieco lepiej, kontaktuje i myśli
                  nieco jaśniej. Nie wierzę w permanentną, obezwładniającą moc
                  depresji, tym bardziej leczonej. Nie jest filozofią zamknąć się w
                  sobie i pielęgnować własne mroki w poczuciu, że nikt mnie nie
                  rozumie ... Wiem, że to czasem jest nieuniknione a nawet przynosi
                  ulgę ale na dłuższą metę tylko pogłębia to, co niefajne.
                  Na wszystko potrzeba czasu, bardzo dużo czasu w przypadku tych
              • magor_ek Re: pozory mylą 29.06.09, 23:50
                Całkowicie się z Tobą zgadzam. Więcej uważam, że dobrze się stało iż
                lekarze nie zatrzymali jej na siłę w tym szpitalu i dobrze, że nie
                dzwonili do matki. Bo niby po co mieli dzwonić? To była dorosła
                dziewczyna, a choroba nie oznacza, że nie można samostanowić o
                sobie. Lekarze uszanowali jej wolę.... tylko tyle i AŻ TYLE! Tak jak
                mamy prawo do życia, tak mamy i do śmierci. Choć to bolesne dla
                bliskich, którzy chcieliby za wszelką cenę i wszelkimi środkami
                zatrzymać nas przy życiu.
                • szarotka9 Re: pozory mylą 01.07.09, 22:58
                  W koncu jakiś normalny człowiek :):):)bo zdumiewa fakt, iż najwięcej
                  mają do powiedzenia ci, którzy wydają się nie bardzo wiedzieć o co
                  chodzi. Typ : człowiek, podtyp : krzykacz publiczny.
        • jerry345 Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 16:18
          Wydaje mi się, że twoja intuicja jest słuszna.
          Problemem są tu relacje wewnątrz-rodzinne, a nie wyizolowany problem samej
          Magdy, która zresztą, jak można wnioskować z reportażu, nie zdradzała objawów
          typu psychiatrycznego i klasyczna psychiatria była tu po prostu bezradna.
          Informacje na temat rodziny Magdy są wprawdzie szczątkowe, ale i te, które
          poznajemy, są zastanawiające.
          Na pierwszym planie jest mama Magdy, która przez 21 lat wspólnego życia z córką
          nie zdołała jej zrozumieć, dotrzeć do sedna jej problemów. A są jeszcze inni
          członkowie rodziny, 1 lub 2 siostry i ojciec, o których właściwie niczego się
          nie dowiadujemy, jakie były ich starania, by pomóc Magdzie, zrozumieć ją.
          W swojej opowieści mama stara się sprowadzić sprawę do wymiaru czysto
          medycznego. I to jest zrozumiałe, bo chciałaby znaleźć jakieś proste wyjaśnienie
          tego, co się stało, a najlepiej wskazać palcem odpowiedzialnych za to tragiczne
          wydarzenie.
          Tymczasem sprawa wygląda na nieco bardziej złożoną. Histeryczne zachowanie Magdy
          w dzieciństwie to były, jak można sądzić, próby zwrócenia na siebie uwagi ze
          strony najbliższych, nieporadne i przynoszące skutek wręcz odwrotny, ale jakimi
          instrumentami oddziaływania interpersonalnego dysponuje dziecko? W późniejszym
          wieku takimi próbami było uporczywe kolekcjonowanie sukcesów edukacyjnych,
          hobbystycznych czy towarzyskich. Magda ewidentnie chciała komuś zaimponować (w
          tym dobrym sensie tego słowa), pokazać swoją wartość, zasłużyć na uznanie...
          A jednak zdaje się, że wszystkie te jej wysiłki osuwały się o jakąś "szklana
          taflę", której motyw tak często przewija się w jej pięknych wierszach. Chyba
          cierpiała na kompleks "brzydkiego kaczątka", w szerokim psychologicznym sensie
          oczywiście, bo tylko wtórnie przeniosło się to na ocenę nawet własnej aparycji
          (tutaj widać zresztą, jak mocno zniekształcona była jej samopercepcja -
          urzekająca uroda jawiła się jej jako brzydota...).
          Magda miała więc poczucie - czy uzasadnione, to już inna sprawa, brakuje w
          artykule informacji na ten temat - że jest niedoceniana, że nie poświęca się jej
          wystarczająco dużo zainteresowania, nie odwzajemnia głębi jej uczuć.
          Niczyi rodzice nie są w stanie obdzielić swoimi uczuciami równo i sprawiedliwie
          wszystkie dzieci, bo uczucia takie to siła, która wymyka się naszej woli,
          działaniu intencjonalnemu. Sztuką jest tylko sprawienie, by dzieci nie
          dostrzegły różnego traktowania, różnego stosunku do nich. Jest to szczególnie
          trudne w stosunku do dzieci nadwrażliwych i zarazem wybitnie inteligentnych, bo
          obdarzają najbliższych silnymi uczuciami, a inwestując w to tak wiele, oczekują
          w zamian tego samego i trudno przed nimi coś ukryć - posiadają jakiś wewnętrzny
          czuły radar, który wychwytuje najdrobniejsze niuanse, najmniejsze drobiazgi w
          zachowaniu osób z najbliższego otoczenia.
          Trudno zrozumieć dlaczego Magda nie trafiła w ręce dobrego, renomowanego
          psychologa, skoro od co najmniej 10 lat było wiadomo, że ma poważne problemy
          emocjonalne. Istotnie, nie mamy w kraju zbyt wielu wysokiej klasy
          psychoterapeutów, ale akurat w Warszawie kilku z pewnością by się znalazło...
          Zgadzam się natomiast z ogólnie tu wyrażaną mierną oceną naszej psychiatrycznej
          służby zdrowia. Lekarze nie są może najgorsi, ale jest ona chronicznie
          niedoinwestowana (przecież aparatura tu niepotrzebna...), a przede wszystkim -
          dla mentalności społecznej nadal najlepiej jest chorych tego rodzaju usunąć po
          prostu na margines. Problemem jest jednak co innego - brak modelu skutecznego
          leczenia zaburzeń nerwicowych i depresyjnych. Szpitale psychiatryczne tym się w
          zasadzie nie zajmują (poza sytuacjami nagłymi). Raz - że "wielka psychiatria"
          właściwie pogardza nerwicami i depresjami endogennymi, uważając, że jej
          właściwym powołaniem są "poważne" przypadki, a dwa - nawet, jeśli przypadkiem
          trafi się na oddziale jakiś lekarz-psychoterapeuta to otwarcie powie, że w
          szpitalu warunków na psychoterapię nie ma. Psycholog szpitalny i instruktor
          terapii zajęciowej to - biorąc zresztą pod uwagę ich zarobki - zupełna fikcja,
          po prostu spełnienie organizacyjnego wymogu formalnego.
          W każdym województwie jest jeszcze ośrodek leczenia nerwic, do którego niełatwo
          się dostać. Jest to jeszcze stosunkowo najlepsze rozwiązanie, prowadzą je
          lekarze-psychoterapeuci. Problem w tym, że są w naszym kraju różne "szkoły",
          metody psychoterapii i każdy taki ośrodek hołduje jakiejś wybranej metodzie,
          najczęściej tej wyznawanej przez ordynatora. Najlepiej więc byłoby najpierw
          zdiagnozować problem u dobrego psychoterapeuty i wybrać odpowiednią metodę
          leczenia, a do niej dopiero dobrać ośrodek lub inna placówkę (bo jest też kilka
          prywatnych).
          A więc znów wracamy do początku, czyli znalezienia dobrego psychoterapeuty...
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 19:33
            No właśnie. Gdy relacje pomiędzy członkami rodziny są nie całkiem zdrowe, to
            zdarza się, że rodzice posyłają dziecko do terapii na zasadzie: "Naprawcie nam
            dziecko".

            Niektórzy psychoterapeuci nazywają to bodajże efektem delegowania. Cała rodzina
            ma problem z relacjami, ale deleguje ten problem na najsłabsze ogniwo, np.
            właśnie na córkę. I skupia się na leczeniu córki, troszczeniu się o nią. Może to
            trwać latami i dla reszty rodziny jest to wygodne, oni podświadomie utrzymują
            taki stan, bo mogą się zajmować problemami dziecka i nie zajmować się problemami
            własnymi.

            Mnie ta historia z reportażu coś takiego przypomina. Matka twierdzi, że córka
            sama dzielnie dążyła do tego, by "ją wyleczono". Czy jest możliwe, że córka
            została jak gdyby kozłem ofiarnym - oczywiście ze strony reszty rodziny było to
            nieświadome - który czuł, że unosi odpowiedzialność za wszelkie problemy, niby
            swoje własne problemy, ale w rzeczywistości za problemy rodziny?
            • jerry345 Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 20:57
              Hmmm... moje sugestie szły w trochę innym kierunku.
              Nie mamy danych, które by nasuwały myśl o istnieniu innych problemów czy
              konfliktów wewnątrz-rodzinnych (co nie znaczy, że ich nie mogło być).
              Wydaje mi się, że coś, co dla reszty rodziny było całkowicie naturalne i
              normalne, nie wzbudzało uwagi, dla Magdy było właśnie tym "potworem", "pustką",
              które niejako separowały ją od reszty, nie pozwoliły się zbliżyć. Stąd całkowite
              niezrozumienie jej sytuacji.
              I raczej niedostrzeganie, może lekceważenie problemu, aniżeli jego nadmierna
              dramatyzacja czy poszukiwanie terapii. A więc - mocno trywializując - raczej
              postawa wyrażająca się w słowach: "O co jej właściwie chodzi?" a nie: "Zróbmy
              coś z nią".
            • 7em Re: Trudno powiedzieć, mhmm 24.06.09, 10:28
              Ja tu czuję jeszcze jeden brud pod skórą. Matka z córką w głęboko
              nieuświadomionym konflikcie. Sama matka wyrywa chwasta pozbywa się córki.
              Ojciec: "córka dziwnie patrzyła".
            • hecer Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 12:26
              > No właśnie. Gdy relacje pomiędzy członkami rodziny są nie całkiem
              > zdrowe, to
              > zdarza się, że rodzice posyłają dziecko do terapii na zasadzie:
              > "Naprawcie nam
              > dziecko".


              Takie bzdury i głupoty ranią bardzo mocno.

              Zastanawiam się czy ktokolwiek z was był kiedyś w szpitalu psychiatrycznym, czy
              miał kontakt z osobą "leczącą się" na depresję, czy miał kontakt z osobą chorą
              na depresję u której stwierdzono możliwość podejmowania prób samobójczych?

              Naprawdę, dajcie sobie w tym wątku odrobinę na wstrzymanie... Bo nie macie
              pojęcia o czym piszecie.
            • hecer Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 12:31
              ...i jeszcze jedno - ten wywiad z matką bardzo dobrze oddaje traumę jaką
              przeżywają rodziny osób chorych na depresję.

              Nie wiem jak zachowali się lekarze w tym wypadku, ale jedną z najważniejszych
              rzeczy jest wytłumaczenie rodzinie na czym polega ta choroba i na co powinni
              zwracać szczególną uwagę, jak diagnozować stany chorego.




              ponad 100nowych miejsc do parkowania w centrum Starówki (naziemnych)

              Forum BiT City
          • bene_gesserit Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 20:32
            jerry345 napisał:
            ...

            Wydaje mi sie, ze produkowanie tak saznistego postu ze szczegolowa
            analiza sytuacji rodzinnej, osobistej itd bohaterow reportazu z
            takim zakonczeniem to co najmniej niektakt, jesli nie popis
            narcyzmu.

            To nie jest czytanka w szkole czy cwiczenie na studiach, ale opis
            prawdziwej tragedii. Tego typu domorosle ach-jakie-przenikliwe
            proby 'dotarcia do prawdy' jak twoja, ktore opieraja sie jedynie na
            kilku kartkach zadrukowanego papieru - a nie szczegolowej
            znajomosci realiow i bohaterow dramatu sa tu co najmniej nie na
            miejscu. Rzyg.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 21:18
              No dobra, rozumiem co chcesz powiedzieć: nie wypada robić sensacji i publicznie
              analizować czyichś spraw w obliczu tragedii. Ale przecież - to zostało
              opublikowane przez gazetę po coś. Niby tylko po to, żeby czytelnicy się
              powzruszali i pooburzali nieludzką postawą lekarzy. Czyli powzruszać się i
              pooburzać czytelnikowi wypada. Natomiast poanalizować sytuacji rodzinnej - twoim
              zdaniem nie wypada.

              A przecież do obydwu reakcji czytelnicy mają akurat takie same podstawy i tyle
              samo informacji. Tekst jest jednostronny, napisany pod tezę, dziennikarz
              rozmawia tylko z jedną z wielu wplątanych w to osób. I niby teraz czytelnik ma
              się czuć w obowiązku by być niejako lojalnym wobec tej jednej osoby? Dlaczego?
              Tylko dlatego, że została opisana w artykule?

              A gdyby inny dziennikarz opisał tę samą sprawę z punktu widzenia samego tylko
              lekarza, którzy rzecz jasna przedstawiłby zupełnie inną (korzystną dla siebie)
              wersję - to co, musielibyśmy solidaryzować się tylko z tym lekarzem?
            • jerry345 Re: Trudno powiedzieć 21.06.09, 21:47
              Publikacja reportażu o tak poruszających okolicznościach nie może nie prowokować
              rozmaitych refleksji, przemyśleń, skojarzeń.
              Celem tej publikacji było chyba dokonanie pewnego rozrachunku: jak sobie jako
              społeczeństwo radzimy z zapewnieniem pomocy osobom słabszym emocjonalnie,
              psychicznie.
              Sprawy Magdy już nie ma, zakończyła się. Jest tylko sprawa uniknięcia podobnych
              problemów w przyszłości, jeśli uda nam się te problemy poprawnie zidentyfikować.
              I tylko tak należy rozumieć moją wypowiedź.
            • olias Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 09:01
              raczej narcyzm. nasmarował, spojrzał w tekst, powiedział do siebie - Boże, jaki
              ja mądry! skąd się tacy ludzie biorą? - chyba fatalne stosunki w rodzinie.
            • symulacrum Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 15:05
              zgadzam się z bene
              te pseudoerudycyjne wywody są żałosne
              oskarżanie rodziny także

              mam za sobą udane starcie z depresją, pomogli mi lekarze (psychiatra i
              psychoterapeuta) i dobrze dobrane leki, potwór przestał gryźć
              mam kochających rodziców, którzy prawie zmusili mnie do leczenia, bo ja już
              prawie nie miałam siły podejmować żadnych decyzji

              rodzice i rodzina mogą wspierać, ale od leczenia tej CHOROBY są LEKARZE

              to oni mają pomóc choremu
              moja rodzina była bezradna od pewnego momentu
              to lekarze mają instruować rodzinę jak ma postępować, a nie rodzina pilnować
              lekarzy, by nie bagatelizowali problemu
              samo namówienie chorego, by spróbował życ dalej to sukces życia nad śmiercią
              a przez niekompetentnych lekarzy można tę ostatnia szansę zaprzepaścić
              i pitolenie o zaburzonych relacjach, etc.

              mam "skazę", podatność na depresję i tyle
              dziękuję wszystkim, którzy mnie pilnowali, że żyję

              ale można było przy odrobinie nieszczęścia nie upilnować

              a wszystkich, którzy nie mieli z tym piekłem nigdy do czynienia i teraz piszą
              napuszone elaboraty proszę o jedno - ciszej nad tą trumną

              pozdrawiam
          • martin.slenderlink There is a crack... that's how... 22.06.09, 18:47
            @"Chyba cierpiała na kompleks "brzydkiego kaczątka", w szerokim psychologicznym sensie"

            No okej. Nawet jeśli to uprawnione stwierdzenie, to ciąg dalszy, czyli wskazanie na dzieciństwo, czy rodzicielstwo, na 21 lat braku komunikacji nie musi być zasadne. Dla mnie kluczowy trop to jednak ta poprawiona matura i te potrawy, które się nie udały. To tu jest sedno, a nie gdzie indziej. To nie chodzi o żaden czuły radar względem najbliższych. Oni są całkowicie przewidywalni i czuli - przynajmniej z tego reportażu tak wynika. Chodzi o to, jak świat widzi kogoś takiego, kto inwestując całe swoje emocje w coś (a w kujoństwo przecież! jedynie taktyczne, w co każdy głupi może zainwestować!) nie daje rady dobić nawet do 90%, albo kogoś, kto ze zwykłej książki kucharskiej potrafi spieprzyć WSZYSTKIE potrawy. To tak w skrócie. To nie wynika z braku ciepła rodzicielskiego. To zły trop, jerry. To jest ewidentny brak realizacji i uczestnictwa w czymś naprawdę fajnym (nie w tenisie na podwórkowym poziomie), nienawiść własnej przeciętności (tak, bo byle durny kujon zda dobrze jakąś mniej niż-zero-maturkę) i toporności, tego cholernego antonimu błyskotliwości, który jest się w stanie u siebie wytropić w najbardziej błahym elemencie życia. Ten potwór ocenia jej świat,który MUSI się rozwalić. Dobra wciskam ten koment, bo już i tak za dużo czasu poszło.. precious time..
                • femina-1 Re: There is a crack... that's how... 23.06.09, 11:24
                  skończcie już te żenującą i prymitywną dyskusję. wasze analizy
                  dotyczące potraw jakby to było najistotniejsze świadczą o waszym
                  zacofaniu. nie jesteście lekarzami a matury to po waszych
                  wypowiedziach pewnie wcale nie macie nawet polskiej.
                  • martin.slenderlink Prymitywnie 25.06.09, 20:55
                    Sedno - potrawy - matura - tylko 90% - to był tylko opis stanu emocjonalnego za pomocą podstawionych przykładowych myśli. W depresji człowiek myśli o sobie źle. I tyle. Często nawet potrafi pomyśleć o sobie gorzej niż własnie powyżej napisałaś. Może siebie uznać wręcz za coś gorszego niż żenującego prymitywa. Wiem, że nie jestem lekarzem i na podstawie krótkiego reportażu ciężko określić dokładnie i wszystko, nie próbuję. To raczej choroba afektywna, może jednobiegunowa albo, jeśli przyjrzeć się stanom euforii, (behold! potrawy!) dwubiegunowa, tyle, że z silniejszym głębszym przebiegiem depresji, co też w dwubiegunowej chyba jest standardem. Urojenia prześladowcze metaforyzowane w wierszach jako potwór mogą się z tym śmiało wiązać,potworem może być zarówno stan żrący od wewnątrz, jak i świat oceniający przybitego w depresji, pozbawionego poczucia własnej wartości człowieka. Chyba na tyle, to można z wikipedii zczaić i wyguglać. Co do przyczyn, no to sorry, to temat dla ludzi np. specjalizujących się w szpitalu im Babińskiego, a nie dla mnie. ja tylko zwrociłem uwagę, że pisanie typu: "bo brak komunikacji przez 21 lat" etc wydaje mi się słabe.
                  • martin.slenderlink That's how the light gets in 24.06.09, 01:45
                    "Fakty są tutaj drugorzędne, akcydentalne, są pretekstem."

                    Tak wiem. Tudzież zarazem całą istotą. To tak, jak w jednym z esejów Camus (nie przypomnę sobie tytułu), gdzie właściwie nie wiadomo, czy dana osoba powiesiła się dlatego, że jakiś całokształt był nie tak, czy akurat wyjątkowo kiepski dzień przyszedł i jakaś chwila ją zabiła, jakieś ważne jednostkowe niepowodzenie w ciągu tegoż dnia,a nawet zła pogoda.
            • black_amadeo Re: There is a crack... that's how... 24.06.09, 14:02
              1. Łatwo zarzucac komus brak rozrywek na podwórkowym poziomie, ale
              jeśli ktoś jest nieprzeciętnie zdolny to na każdym kroku stawia mu
              się większe wymagania i podnosi poprzeczkę, a taka osoba uczy sie
              bez wysiłku i dużo szybciej niż ci "przeciętni".
              2. Zapytaj zawodowego tancerza, czy fajnie się tańczy z kimś kto nie
              czuje rytmu i nigdy nie uczył się tańca.
              To nie przyjemnośc tylko frustracja. Do gry w tenisa i innych
              rozrywek też się to odnosi.
              • martin.slenderlink Nic nie zarzucałem 25.06.09, 21:09
                Ja tylko podstawiłem przykładowe myśli. Starałem się sobie wyobrazić, co ta osoba mogła pomyśleć o tenisie i sensie chodzenia na niego, jeśli się nie jest zawodowym tenisistą. Jeśli się uważa, że jest się i tak słabym. Druga myśl, że jedyne, co się umie robić dobrze, będąc zdolnym do wchłaniania wiedzy np. i tak wychodzi nawet nie na 90%. I dajmy na to, popełnione zostały takie błędy, których można było uniknąć. Na przykład głupie błędy, od których się można przewracać z boku na bok w nocy, że aż wstyd, że się jest takim beznadziejnym. Człowieku, przecież to była moja próba wejścia w ten stan, a nie ocena, czy zarzut z zewnątrz. Z zewnątrz to jest to jedynie śmieszne. Żelazna logika bazująca na emocji jest jak absurd. Wiem. Ta osoba też to wiedziała. To jest standard. Ba, w reportażu nawet jest czarno na białym podkreslone, że ona miała świadomość standardowości i niewyjątkowości. Założę się, że nie ma psychiatry bez introspekcji.
          • confused.girl Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 09:03
            jerry345 napisał:

            > Wydaje mi się, że twoja intuicja jest słuszna...

            <ironia>
            łał, gratuluje. Na podstawie artykułu w gazecie i wyrywków wierszy dziewczyny
            dokonałeś tak trafnej i głębokiej analizy stadium przypadku samobójstwa tej
            biednej duszyczki. Cóż mogę powiedzieć? Jeśli do tej pory nie zdecydowałeś się
            otworzyć prywatnej poradni terapeutycznej, zrób to jak najszybciej!
            </ironia>

            :|
          • croyance Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 10:49
            Terapia systemowa na pewno moglaby pomoc, bo z depresja Magdy zyla
            cala rodzina. Ale nie zgodze sie, ze przyczyna lezala tylko w
            relacjach rodzinnych - sa depresje endogenne, o podlozy
            fizjologicznym, i niestety terapie/psychoterapie moga jedynie w tym
            przypadku pomoc nauczyc pacjenta zyc z nimi, i radzic sobie, gdy robi
            sie gorzej, plus oczywiscie brac leki (o ktorych wiadomo od niedawna,
            ze nie zawsze i nie u wszystkich sie sprawdzaja)

            news.bbc.co.uk/newsbeat/hi/health/newsid_7264000/7264573.stm
            Some of the most popular anti-depressants, like Prozac and Seroxat,
            work no better than dummy pills on the majority of depressed people,
            new research suggests.

            Prozac is a well-known brand of anti-depressant
            Scientists looked at the results from 43 clinical trials and found
            they helped only those suffering from the most severe depression.

            The drugs are prescribed to millions of people in the UK every year.

            Professor Irving Kirsch from the University of Hull, who led the
            study, said: "This means that depressed people can improve without
            chemical treatments."

            The makers of Prozac and Seroxat, two of the commonest anti-
            depressants, said they disagreed with the findings, and that the
            drugs are effective.

            Newsbeat listeners have been texting in with their experiences.

            Rich from High Wycombe, in Buckinghamshire, said: "I took anti
            depressants but after a while became aware that they were not
            actually doing anything. I also know they take a long time to get
            into your body."

            'Lost faith'

            An anonymous sender, who suffered from postnatal depression, claimed
            Prozac saved her and her family from a "life of misery".

            Drew from Leicester said Prozac and other similar drugs should only
            be prescribed as a "last resort".

            "I spent four months on Prozac and without it, I dread to think how
            things would have turned out," he added.

            Michael from Kent had a different take on the news.

            "This study should not of been announced," he said. "Sufferers like
            me, who believed they were getting slightly better through taking
            anti-depressants, have now lost faith."

            People who are on anti-depressants and are concerned about the
            study's findings are advised not to stop taking their medication
            without consulting a doctor first.

            There can be side effects if patients come off them suddenly
            • jerry345 Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 15:23
              Ależ oczywiście, że podłoże fizjologiczne gra tu dużą rolę!
              Nauka uważa obecnie, że mniej więcej po połowie zarówno dziedziczenie, jak i wpływy środowiska odpowiadają za nasze zachowania, postawy etc. Z reportażu jasno wynika, że Magda była wysoce nadwrażliwa, ale genów ludzkich na razie nie umiemy poprawiać, dlatego możemy rozmawiać tylko tej drugiej połowie, która zależy w jakimś stopniu od nas.
          • japoneczki Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 12:17
            tak... pełno tutaj chyba lekarzy, a szczególnie psychologów i
            psychiatrów. szkoda, że tak mało wiecie o depresji... tłumaczyć to
            można sobie wszystko, tylko nie ma to nic wspólnego z fachową wiedzą
            lekarską, a to, że osoba z wpisem: zagraża samobójstwem jest
            wypisywana, źle prowadzona i lekceważony jest jej poważny stan, to
            jest niedopomyślenia. depresja wymaga bardzo poważnego leczenia, to
            nie jest stan, który mija i żaden deprim (jak to jest w reklamie) nie
            pomoże, to jest poważna choroba!!! tylko profesjonalna pomoc może dać
            rezultat. lekarz mówi, ze nie podejmie się leczenia w warunkach poza
            szpitalnych, kieruje do szpitala, a stamtąd ją wypisują bo jest
            grzeczna... niesamowite!!!! nie wyobrażam sobie, jaką bezsilnośc
            muszą czuc bliscy tej dziewczyny. oni jej nie mogli pomóc tak, żeby
            wszystko było ok, ona nie miała katarku tylko poważną depresję i
            smutne, że nie znaleźli pomocy i jeszcze z nich robiono
            głupich!!!
            • japoneczki Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 12:20
              aha, ktoś wspominał, ze potrzebny był dobry psychoterapeuta, a więc
              krótko: depresji nie leczy psychoterapeuta!!!! to zbyt poważna choroba.
              depresję leczy się psychiatrycznie przy wsparciu silnych środków
              medycznych.
            • sulik.b Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 17:51
              jedna z niewielu madrych postow, ktore przejrzalem w tym temacie. zwykly czlowiek z ulicy nie ma nawet pojecia o depresji. media wykreowaly wizje depresja=choroba psychiczna co jest totalna bzdura, a sprawia ze osoby z depresja nie chca sie leczyc w szpitalach, tudziez poprzez leki(lagodniejsze stany). mysla ze beda uwazani przez spoleczenstwo za wariatow. a depresja to choroba jak np nowotwory. jestem ciekaw gdzie i kiedy uczyl sie lekarz prowadzacy. popelnil blad, ale nie sposob udowodnic tego.
          • sulik.b Re: Trudno powiedzieć 24.06.09, 17:42
            macie naprawde stare dane chyba. depresja nie musi sie wcale wiazac z relacjami wew rodzinnymi. w nowoczesnej medycynie odchodzi sie od traktowania depresji jako choroby psychicznej. choroba ta wywolywana jest zaburzeniami w sferze neuroprzekaznikow. bez leczenia farmakologicznego nic sie nie zdziala. sama psychoterapia nic nie daje(jest oczywiscie pomocna w poprawie kondycji psychicznej). nawet niektore leki potrafia wywolac depresje(nie pamietam teraz nazwy ale byl to lek na nadcisnienie) nie mowiac juz o ciaglym stresie(uczyla sie->zalezalo jej,byla bardzo ambitna->stresowala sie mozliwoscia porazki). rodzina w tym przypadku mogla byc najcudowniejsza(choc popelnila pare bledow np pozwaajc sie jej izolowac) to nie ma nic do rzeczy. osoby z depresja potrafia sie swietnie kamuflowac, tak bardzo ze rodzina po probie samobojczej dostrzega problem
        • godeep Kto nieżyje, ten nie cierpi. 25.06.09, 13:34
          Tak oto natura sama eliminuje kompletnie nieprzydatne jednostki. Szczęśliwie ona jeszcze nie rodziła. To dopiero byłaby prawdziwa tragedia, gdyby zabiała swoje dziecko - "Bo wykradało mi myśli".
        • winniepooh Re: Trudno powiedzieć 27.07.09, 09:23
          Bo to nie jest tak
          > ,
          > jak mówi ta matka: że dziecko już się takie urodziło, mikrourazy
          przy porodzie
          > i
          > inne pierduły. Nie. W większości przypadków, oprócz indywidualnych
          > predyspozycji, musi wystąpić coś, co wyzwala chorobę. A nawet - co

          > podtrzymuje. Na przykład poplątane relacje w najbliższej rodzinie.

          Bredzisz i w dodatku jesteś arogancka w swojej głupocie.
      • godeep N A T U R A 25.06.09, 13:25
        Tak oto natura sama eliminuje nieprzydatne jednostki. Całe szczęście, że ona jeszcze nie rodziła. Nigdy bowiem nie wiadomo co u takich osób siedzi w głowie. Być może wpadłaby na pomysł żeby się zreprodukować. I to by była dopiero prawdziwa tragedia. Kto nie żyje, ten nie cierpi.
      • maruda.r Re: Please, please, please 22.06.09, 16:44
        kol.3 napisała:

        > Pytanie, czy można kogoś uratować wbrew jego woli? Chyba nie.

        ******************************

        Czy świadomość tego ma służyć usprawiedliwieniu ewentualnego zaniechania starań?
        Trzeba więc się starać i robić wiele, by do samobójstwa nie dopuścić, nawet
        wtedy, gdy ma się poczucie beznadziejności misji.



    • iburzynska Please, please, please 21.06.09, 10:15
      Cieszę się, że pojawił się taki temat, choc nie z okoliczności, rzecz jasna.
      Miałam kontakt z psychiatrami, ponieważ jeżdziłam z promocją jednego z leków
      na depresję. Niestety, nie jest oczywiste, że pomoże dany, pierwszy z brzegu
      psychiatra. Bezduszny "oglad medyczny"nie wystarcza, liczy się ile człowieka
      zostało w lekarzu. Nie wystarczy chyba wysłac człowieka do kliniki, trzeba
      zrobic rozeznanie, kto będzie rozmawiał, leczył. Jakimi metodami i jaki lekarz
      ma stosunek do chemii, psychoterapii. O tym tak niewiele się mówi, ale wiele
      dzieci ma problemy z akceptacją siebie i świata. I to nie te"głupie" dzieci,
      ale te inteligentne niepokoją rodziców. Widzą więcej, przede wszystkim czują
      więcej, wszystkimi porami. Magda próbowała wypowiedziec się w sztuce,
      spełniała swoje wygórowane wyobrażenia o tym, ile powinna pracowac, wiedziec,
      nawet probowała pomagac innym. I nic nie pomogło, nawet mądra mama. Chyba była
      jedynaczką, ale miala bliskie relacje z kolezankami. Pytanie, na ile
      wypełniały jej zycie? Mama wspomina o tym, że jako małe dziecko tłukła główką,
      uciekała czasem przed goścmi. Nie wiemy, czy miala jakąs grupę w szkole, czy
      czula się wyobcowana, choc świetnie sobie radziła ze stopniami. Wiem, że
      rodzic nie może całe życie czuwac nad dzieckiem, dostarczac mu dobrych wrażen.
      Bo tego trzeba się równiez w życiu nauczyc. Nie wiem, ile jest winy w nas,
      rodzicach. Moze trzeba miec więcej, niz jedno dziecko, zamiast zaganiac do
      nauki, wlaczac dzieci do różnych grup, bardziej uczyc cieszyc się życiem...Ale
      jak? Moja znajoma tak kibicuje córce na prawie, że nie pozwolila jej zrobic
      przerwy i ta na psychotropach skonczyla ten kierunek. Matka pisala za nia
      prace magisterska. Teraz bedzie walczyc o aplikację, nie miala nigdy chlopaka
      i ma napady depresji, agresji. Czy sa jakies poradnie dla ambitnej młodzieży,
      uczestniczacej w wyścigu szczurow od przedszkola? Może dla rodziców?
      • zdanka1 Re: Please, please, please 21.06.09, 16:27
        >Moja znajoma tak kibicuje córce na prawie, że nie pozwolila jej
        zrobic
        > przerwy i ta na psychotropach skonczyla ten kierunek. Matka pisala
        za nia
        > prace magisterska. Teraz bedzie walczyc o aplikację, nie ...


        I myslisz, ze to coś dana dłuzsza metę ? Przecież to sie dzieje
        zupełnie poza nią, w takim klasycznym epizodzie nerwicowym, nie w
        depresji, chocbys miała nastepnego dnia sąd ostateczny, a nie tylko
        egzamin , nie wstaniesz i nie pójdziesz, nie ma takiej siły, która
        by to tego zmusiła. Chocbyś 3 miesiace wczesniej przeszła 500 km
        bezdrozami. W tym własnie cąły problem .

    • madazuma Please, please, please 21.06.09, 10:53
      Mocny artykuł, studiuję psychologię i miałam praktyki psychologiczne
      na oddziale zamkniętym w jednym ze szpitali psychiatrycznych.
      Najgorsze było dla mnie to, że pacjenci potrzebujący najwięcej
      uwagi, otrzymywali jej najmniej, a cały wysiłek personelu sprowadzał
      się do zadania kilku pytań o samopoczucie podczas porannego obchodu
      oraz zaaplikowaniu leków. Psychologowie zajmowali się tylko i
      wyłącznie diagnozowaniem (testy, testy, testy), bo na nic innego nie
      było czasu, ani miejsca(brak gabinetów). Przypominało to troche taką
      sytuację bez wyjścia, w której największymi ofiarami są ludzie
      potrzebujący pomocy.
    • annapetsch Please, please, please 21.06.09, 11:08
      To od poczatku do końca wina lekarzy.Ich bezduszności i obojętności.Historia tej dziewczyny to podręcznikowy przykład ciężkiej endogennej depresji,choroby uleczalnej przy prawidłowym leczeniu i śmiertelnej, gdy nie ma się szczęścia spotkać prawdziwego lekarza.Magda tego szczęścia nie miała.Coraz więcej ciężko chorych ludzi szuka pomocy i jej nie znajduje.Umierają, chociaż mogliby żyć.Nie usprawiedliwiajcie lekarzy, bo dokładacie w ten sposób swoją cegiełkę do tego cmentarza.
      • femina-1 Re: Please, please, please 22.06.09, 17:29
        W pełni się z Panią zgadzam i dziwią mnie moralizatorskie uwagi
        niektórych internautów, którzy bronią systemu i lekarzy a przyczyn
        doszukją się tam gdzie ich nie ma. to z ich strony zwykły brak
        wrażliwości.
      • olias Re: Please, please, please 24.06.09, 09:05
        prawda o depresji jest taka że leczenie w szpitalach jest bezsensowne, polega na
        trzymaniu pacjenta w miejscu. plus 5 min/dobę czegoś tam. niestety sensowne jest
        tylko leczenie PRYWATNE u lekarza który z jakiegoś powodu "podpasuje" osobie
        chorej i do którego ta osoba nabierze zaufania. jeśli nie płacisz - jesteś tylko
        numerkiem do codziennego odfajkowania.
      • croyance Re: Please, please, please 24.06.09, 11:25
        Zgadzam sie. Choroba byla najprawdopodobniej zle zdiagnozowana i zle
        prowadzona - ale, powiedziawszy to, musze dodac, ze nawet przy
        najlepszej mozliwej opiece i leczeniu moglo skonczyc sie tak samo, bo
        to ciezka choroba i nie zawsze sie z nia wygrywa, pomimo
        odpowiedniego wsparcia, ktorego tu dodatkowo zabraklo.
        • sopherss Re: Please, please, please 24.06.09, 11:36
          "Choroba byla najprawdopodobniej zle zdiagnozowana i zle
          prowadzona - ale, powiedziawszy to, musze dodac, ze nawet przy
          najlepszej mozliwej opiece i leczeniu moglo skonczyc sie tak samo, bo
          to ciezka choroba i nie zawsze sie z nia wygrywa, pomimo
          odpowiedniego wsparcia, ktorego tu dodatkowo zabraklo. "

          Ten artykuł to relacja tylko jednej strony - rozżalonej, cierpiącej matki, która
          straciła córkę. Nie wiemy jak tą samą historię opowiedzieliby lekarze i
          terapeuci z oddziału na którym leżała Magda. Dlatego sądzę że wnioskowanie o
          błędach w diagnozie i leczeniu jest w tej sytuacji nadużyciem.
          • croyance Re: Please, please, please 24.06.09, 12:28
            Sopherss, nie mowie nawet o sytuacji Magdy: tego typu przypadki
            zazwyczaj sa zle diagnozowane, taka ich w pewien sposob natura.
            Czasem potrzeba wielu lat, zeby z wykluczajacych sie wzajemnie
            objawow wyluskac sedno sprawy. Nie jest to wina lekarzy, ani systemu
            zdrowia, tylko natury tego typu chorob. Dalej w tym watku przytaczam
            przyklad Lori Schiller, ktora leczona byla na depresje, cholore bi-
            polarna, nerwice, i sto tysiecy innych rzeczy, zanim - po prawie 10
            latach w szpitalach - wyklarowalo sie, ze to schizofrenia.
    • shannyn Please, please, please 21.06.09, 11:14
      Niestety-bardzo łatwo jest oszukać przeciętnego psychologa, jeśli człowiek boi
      się mówić o swoich problemach,jeśli przerażenie nimi go paraliżuje - a tak
      jest, gdy się ma depresję . Znam wiele osób, które studiują lub ukończyły
      studia psychologiczne, jak również już pracujących w zawodzie. Większość jest
      bardzo słabo przygotowana - nie zna klasycznej literatury w danej dziedzinie.
      Psychologia jest modna i nie kończą jej niestety, tylko pasjonaci.Spotkałam
      się nawet ze stwierdzeniem, że dana osoba wybiera specjalizację terapeutyczną,
      bo na tym można nieźle zarobić. Bardzo trudno jest trafić na osobę, która chce
      się wgłębiać w problem, z którym przychodzi do niej pacjent. Zazwyczaj kończy
      się na pobieżnym wywiadzie. Dlatego też nie dziwi mnie to, co się stało z
      Magdą - NIESTETY. Przyszli terapeuci, pomyślcie o dobru swoich pacjentów,
      myślcie o tym, że jesteście lekarzami, starajcie się pomagać nie pomijajcie
      osób perfekcjonistycznych, zamkniętych w sobie i bardzo inteligentnych - takim
      jest najtrudniej.
      • croyance Re: Please, please, please 24.06.09, 11:34
        Spotkałam
        > się nawet ze stwierdzeniem, że dana osoba wybiera specjalizację
        terapeutyczną,
        > bo na tym można nieźle zarobić.

        Nie widze w tym nic zdroznego, ze ktos wybiera specjalizacje
        opierajaca sie na tym, ktora jest lepiej platna. Nie znaczy to
        automatycznie, ze nie bedzie w specjalizacji tej fachowcem. Czasem
        lepsi sa kompetentni profesjonalisci, niz idealisci, ktorzy 'chca
        dobrze'.
    • bebebe84 Please, please, please 21.06.09, 12:03
      po przeczytaniu...nie wiem co powiedzieć, napisać , a nawet myśleć...z jednej
      strony wiem z jaką obojętnością można spotkać się w szpitalu, że oddziały
      psychiatryczne wyglądają koszmarnie, jak dla pacjentów "drugiej
      kategorii"...od samego pobytu tam można się rozchorować...z drugiej strony
      pamiętam jak w zeszłym roku , na zajęciach klinicznych z psychiatrii,asystent
      z przejęciem opowiedział o niedawnym "niepowodzeniu
      terapeutycznym"...dziewczyna z przewlekłą, ciężką depresją trafiła na oddział,
      kontakt z nią był utrudniony, po wielu staraniach, powoli pojawiała sie szansa
      na poprawę i kiedy już wszystko wydawało sie być na dobrej drodze, dziewczyna
      nagle zażądała wypisu ze szpitala, próbowano z nią rozmawiać, ale to nie
      przyniosło żadnego skutku...po 3 dniach od wyjścia, zabiła się...pamiętam
      nasze oburzenie, przecież trzeba było ją zatrzymać, coś zrobić...psychiatra
      odpowiedział , że wszytsko zostało zrobione, jedyne co zostało to przywiązanie
      jej do łóżka i otumanienie lekami, co jak wiadomo jest zakazane...w chorobach
      psychiatrycznych, jak w żadnych innych, współpraca ze strony pacjenta jest
      jednym z głównych elementów terapii...przykro mi z powodu Magdy, możliwe, że w
      tym przypadku jednak nie wszystko zostało zropbione...
    • fla Re: Please, please, please 21.06.09, 12:50
      > szansy poznać ją i spróbować zrozumieć jej duszę. Wiem, że coś straciłem
      > nieodwracalnie, straciłem kogoś komu nie tylko zaoferował bym pomoc.

      Myślisz, że przyjęłaby twoja pomoc? Myślisz ze zniósłbyś cudzą depresję? Nie te
      medialną, tylko tę bezmyślną, niedomytą, rozdzierającą, paraliżującą, irytującą
      albo paranoicznie aktywną, wyszczerzoną w bólu pozorów?
      • meg303 Re: Please, please, please 21.06.09, 13:45
        Współczuje mamie Magdy, bo chyba nie ma większego bólu niz bezsilnie patrzeć na
        umieranie własnego dziecka. Wiedząc, ze można je uratować.
        Ale wiem, że kogoś kto naprawdę chce się zabić nikt i nic nie powstrzyma. Smutne
        ale prawdziwe.
      • david-off84 Re: Please, please, please 21.06.09, 14:05
        Chciałbym mieć możliwość jej pomóc, czy by ją przyjęła nie wiem. Tak zniósłbym
        cudzą depresję, bo wierzę że oprócz niej czyli jak się wyraziłaś
        "bezmyślnej,niedomytej, rozdzierającej, paraliżującej, irytującej albo
        paranoicznie aktywnej, wyszczerzonej w bólu pozorów", jest ta druga strona
        osobowości. Oczywiście nie jestem lekarzem, ale myślę że jest tu potrzebna pewna
        forma miłości do człowieka i niestety ciągła walka, która jednak nic nie
        gwarantuje. W historii Magdy oprócz "potwora", objawiającego się w
        samookaleczeniach i wybuchach, widzę mimo wszystko i chęć życia. Tak, sądzę że
        zniósłbym jej depresję nawet jeśli wyrażałaby się w skrajnych odmianach
        samozniszczenia. Nie wierzę bowiem, że ktokolwiek rodzi się złym.
        • fla Re: Please, please, please 21.06.09, 16:55
          > paranoicznie aktywnej, wyszczerzonej w bólu pozorów", jest ta druga strona
          > osobowości.

          Depresję nazwałabym drugą stroną, pasożytem osobowości. Chociaż jej przejawy
          mogą być atrakcyjne dla obserwatora.

          > forma miłości do człowieka i niestety ciągła walka, która jednak nic nie
          > gwarantuje. W historii Magdy oprócz "potwora", objawiającego się w
          > samookaleczeniach i wybuchach, widzę mimo wszystko i chęć życia.

          Czasem to właśnie chęć życia zabija, chęć nieadekwatna do życia.
          Kochaj ludzi, którzy cię otaczają, statystycznie ujmując ktoś spośród nich musi
          mieć depresję.
          • david-off84 Re: Please, please, please 21.06.09, 17:42
            A jak ci powiem, że w okół siebie nie mam takich ludzi, nie mam kogo kochać po
            prostu. Dlatego szukam i dlatego tak mnie boli śmierć Magdy, boje się że tracę
            możliwość odnalezienia tej właściwej osoby. Boje się ale w rzeczywistości nic
            nie potrafię zrobić by to zmienić, zostaje jedynie żal że mogło być inaczej. No
            tak, ale to już moje osobiste problemy...
            • kol.3 Re: Please, please, please 21.06.09, 18:06
              Mam pytanie, czy miałeś kiedykolwiek do czynienia z osobą w depresji?
              Wiesz, że ona jest w depresji, próbujesz jej pomóc, wyciągasz "za uszy",
              kombinujesz co by tu zrobić, aby było jak najlepiej dla niej, poświęcasz jej
              masę czasu, wymyślasz sposoby, żeby poprawić jej nastrój i co? Po pierwsze -
              jesteś wrogiem, bo chcesz, żeby wyszła z depresji. Ona wcale tego nie chce.
              Cokolwiek zrobisz jesteś złośliwie tępiony, krytykowany, na okrągło udowadnia Ci
              się, że wszystko jest nie tak, nic nie robisz tak jak trzeba i w ogóle cała jej
              depresja to w zasadzie Twoja wina. Osoby z depresją bardzo często manipulują
              otoczeniem aby utrzymać się w roli ofiary, której nikt nie pomaga. To jest w
              pewnym sensie dla nich wygodne.
              Niestety to nie są takie przypadki, że czyjeś zaangażowanie, dobre chęci i dobre
              serce mogą pomóc. Najczęściej ten pomagający przy osobie depresyjnej sam straci
              zdrowie a nic nie zdziała.

              • david-off84 Re: Please, please, please 21.06.09, 19:59
                > Mam pytanie, czy miałeś kiedykolwiek do czynienia z osobą w
                depresji?

                Nie, ale z rodzinną patologią tak, może tam jest i depresja.

                > Niestety to nie są takie przypadki, że czyjeś zaangażowanie, dobre
                chęci i dobr
                > e
                > serce mogą pomóc. Najczęściej ten pomagający przy osobie
                depresyjnej sam strac
                > i
                > zdrowie a nic nie zdziała

                A jeśli osoba pomagająca nie ma "zdrowia" i nadzieji a poprzez
                pomaganie chce sama sobie pomóc. Zrozumieć ten stan umysłu, poznać
                drugą stronę, poznać w rzeczywistości siebie. Czy nie warto tego
                spróbowac by ocalic nie tylko tą drugą osobę ale i siebie.
                • fla Re: Please, please, please 21.06.09, 21:49
                  > A jeśli osoba pomagająca nie ma "zdrowia" i nadzieji a poprzez
                  > pomaganie chce sama sobie pomóc. Zrozumieć ten stan umysłu, poznać
                  > drugą stronę, poznać w rzeczywistości siebie. Czy nie warto tego
                  > spróbowac by ocalic nie tylko tą drugą osobę ale i siebie.

                  Można probować pomóc sobie poprzez altruistyczne działania, ale bezpieczniej
                  byłoby gdyby nie ingerowały one zbyt mocno w nadwątloną strukturę psychiczną
                  drugiej osoby.
          • iluminacja256 Re: Please, please, please 21.06.09, 18:46
            >Depresję nazwałabym drugą stroną, pasożytem osobowości. Chociaż jej
            przejawy
            >mogą być atrakcyjne dla obserwatora


            Chyba dla jakiegoś sadysty, albo niedorobionego poety...Ludzie w
            ogóle nie wiedza, co czasem robią takim ludziom - wystarczy 5 slów,
            kilka zdań, które usłyszą i jest koszmar czterokrotny . Albo rusz
            sie, albo powinieneś/powinnaś coś zrobić / albo ale ty jestes
            wariatka/nienormalna albo idzie dziwoląg itp . I tak mówią ludzie na
            poziomie o ludziach z problemami psyche , wiec co tu
            gadać ...Depresja/nerwica/schizofrania to mzoe byc chyba atrakcyjne
            jako temat plotek u osobników z deficytem emocjonalnym...
        • bene_gesserit Re: Please, please, please 21.06.09, 20:37
          david-off84 napisał:

          > zniósłbym jej depresję nawet jeśli wyrażałaby się w skrajnych
          odmianach
          > samozniszczenia. Nie wierzę bowiem, że ktokolwiek rodzi się złym.

          'Zlym'? Facet, nie masz bladego pojecia o depresji mimo swojej
          checi zbawiania innych.
          • david-off84 Re: Please, please, please 21.06.09, 23:59
            > > zniósłbym jej depresję nawet jeśli wyrażałaby się w skrajnych
            > odmianach
            > > samozniszczenia. Nie wierzę bowiem, że ktokolwiek rodzi się złym

            > 'Zlym'? Facet, nie masz bladego pojecia o depresji mimo swojej
            > checi zbawiania innych

            Po pierwsze ne chcę zbawiać nikogo, to nie moja rola. Chcę po prostu
            zrozumieć. Po drugie chyba nie zrozumiałaś co napisałem. "Złym" w
            przypadku Magdy oznacza, że nie wierzę, że jakieś mikrourazy
            porodowe mogły wywołać depresję. Choroba musiała miała zapewne wiele
            źródeł, z których się rozwinęła.
            • watersnakes2 Re: Please, please, please 24.06.09, 02:01
              > Chcę po prostu
              > zrozumieć.

              A co tu rozumiec? Zyjesz w mgle, oddychasz mgla. Wszystko jest szare, tak
              nijakie ze nie chce sie nawet mrugac, o robieniu czegokolwiek innego nie
              wspominajac. Znajdujesz rzeczy ktore Cie odciagna od mgly, soczyste, jazda
              konna, nauka, wyszywanie, byle na czyms sie skupic, znalezc w tej mgle punkt
              oparcia. Potem sie okazuje ze ta szarosc oplata wszystko i znajdujesz ratunek w
              bolu, bo mgle tylko bol rozwiewa. Wiec robisz sobie krzywde.
              Wszystkie mamy, lekarze, przyjaciele probijacy Ci pomoc tylko mecza Cie
              bardziej, zmuszaja do dzialania, a Tobie mgla wypelnia pluca i dlawi tak, ze
              nawet plakac nie umiesz, tylko rozkladasz rece.
              Jeszcze raz, depresja to nie czern ktora mozna rozswielic, to wlasnie mgla ktora
              rozprasza wszelkie swiatlo i bodzce.
              Jakas rada madralo?
              • david-off84 Re: Please, please, please 24.06.09, 22:55
                Nie pretenduje do żadnego mądrali, któremu wydaje się, że coś wie, a tym
                bardziej do jakiegoś śmiesznego rycerza na białym koniu bezmyślnie próbującego
                nieść pomoc. Wiem co to jest "mgła", co to jest zobojętnienie na wszystko co się
                wokół ciebie dzieje. Brak uczuć, totalny egoizm, zawieszenie w próżni, ból który
                przyjmuje również formę fizyczną w postaci skurczu mięśni. Mam jeszcze jednak
                jakiś cholerny mechanizm, który stara się uciec od tego. Więc uciekam wykonując
                rzeczy, które pozwalają zapomnieć. Powstaje w ten sposób mój własny okrąg rzeczy
                powtarzalnych, a ja stojąc na jego krawędzi, patrzę w jego ciemną pustkę,
                światła poza krawędziami nie widząc. I tak idę wciąż w koło rzeczy
                powtarzalnych. Zamknięte mam oczy i spuszczoną głowę.
        • watersnakes2 Re: Please, please, please 24.06.09, 01:53
          >Tak, sądzę że
          > zniósłbym jej depresję nawet jeśli wyrażałaby się w skrajnych odmianach
          > samozniszczenia. Nie wierzę bowiem, że ktokolwiek rodzi się złym.

          I co? Pojawilbys sie jak rycerz na bialym koniu machajac szabelka zeby odgonic
          potwory?
          Takie osoby jak Ty, skupiajace sie, litujace sie nad chorym, bedace przy chorym
          tylko dlatego ze chory jeszcze bardziej je pograzaja.
          "Nie mam kogo kochac". a sprawdziles czy sasiadce ma kto zrobic zakupy albo
          podlac kwiaty? A, starsza sasiadka nie jest tak atrakcyjna jak polamana panna
          prawda?
          Za duzo sie naczytales Keseya i cholera wie kogo jeszcze zeby myslec ze samym
          byciem i wiara ze "nikt nie rodzi sie zlym" komus pomoc.
          Skad wiem? Bo bylam jak Magda, i znalam takie osoby jak Ty.
    • saabena Re: Please, please, please 21.06.09, 18:52
      Właściwie nie wiem, co to miało być z założenia – reportaż? Esej? No rozumiem, że jakkolwiek by to nazwać, miało pomóc cierpiącym ludziom, czyli tym, którzy umierają z powodu depresji.
      Niestety, tego typu łzawe artykuły niewiele dobrego przynoszą. Dlaczego? Bo cierpiącym i ich rodzinom potrzebny jest KONKRET, konkret zamiast łzawej ściemy.
      Pani Szczepkowska z dramatu zrobiła szopkę, niestety.
      Przy okazji – nieświadomie czy świadomie – w bardzo złym świetle postawiła rodzinę zmarłej Magdy. Osoba, które się okalecza w dzieciństwie, wykazuje autoagresję i dziwaczne zachowania, to do jasnej urwy nędzy – TO NIE JEST TRUDNE DZIECKO! To jest dziecko CHORE, które wymaga leczenia i pracy terapeutycznej od najmłodszych lat. Ale lepiej być zadowolonym z fantastycznych osiągów, które maskują wewnętrzny ból. Wiersze, międzynarodowa matura, Cambridge… Po to, by w wieku dorosłym skończyć z rozpoznanymi zaburzeniami osobowości, może nawet schizoidalnymi. Ile to musiało trwać? Dlaczego matka, która rości sobie prawo do decydowania za dorosłą córkę o leczeniu lub nieleczeniu, przy tyle lat nie zrobiła nic? Zresztą – może robiła, ale pani Szczepkowskiej nie pasowało to do dzieuła. Z dzieuła nie wynika, co rodzina robiła dla córki poza wpakowaniem jej do szpitala, a wcześniej zaprowadzeniem do terapeuty i psychiatry, kiedy zaczynało się już robić bardzo źle. Szpitale psychiatryczne to ostateczna ostateczność, teraz się od tego odchodzi. Jedno opakowanie leków to za mało, by wyleczyć depresję. A może to nie była depresja? Objawów osiowych dla depresji nie widać. Niestety, tak to działa, że w terapii potrzebna jest też wola i chęć ze strony pacjenta. Jak zmusić kogoś do terapii?. Jak zyskać zaufanie, kiedy z drugiej strony brak odzewu? Może kiedyś był czas, ale niewykluczone, że został ZMARNOWANY. I Magda odeszła za daleko, aby mogła sama wrócić, i aby można jej było pomóc.
      Wreszcie, zasada dobrego dziennikarstwa. Do głosu są dopuszczone obie strony. Gdzie w tym dziele jest jak to wyglądało od strony terapeutów? Chyba nie było pytania do nich, bo pani Szczepkowska nie odmówiłaby sobie pewnie tak smakowitego kąska do zupy, gdyby cokolwiek powiedzieli. Może wypadałoby też – gwoli ścisłości – wspomnieć chociaż o ustawie o ochronie zdrowia psychicznego, która wyraźnie precyzuje kiedy pacjent może być hospitalizowany i leczony wbrew swojej woli. Może trzeba było cokolwiek poczytać?
      Przykro to mówić, ale są osoby, którym nie da się pomóc.
      Wiem to, bo moja przyjaciółka, po długotrwałym dramacie życia z depresją, po poszukiwaniu pomocy w wielu różnych miejscach, po próbach leczenia wszelkimi możliwymi sposobami – terapia, leki, elektrowstrząsy, zioła, bioprądy, Kaszpirowski i Bóg wie co – zmarła śmiercią samobójczą.
      Jako osoba, która zetknęła się z tą chorobą u bliskiej osoby mówię – ten artykuł nic nie daje. Szkoda papieru i farby drukarskiej na takie coś, co poza publiczną ekspiacją zbolałej matki, nie przynosi chorym, ani współwalczącym z nimi z choroba rodzinom – kompletnie, zupełnie, całkowicie NIC.

      • iluminacja256 Re: Please, please, please 21.06.09, 18:55
        O ile wiem w Polsce istnieje JEDEN JEDYNY osrodek leczenia zaburzeń
        autoagresywnych i to od niedawna . W Poznaniu. No to o czym my
        mówimy? Kto ma leczyc, jak brak terapeutów specjalizoanych na tak
        trudną terapię ?
        • saabena Re: Please, please, please 21.06.09, 19:16
          O ile wynika z artykułu autoagresja u Magdy była tylko jednym z objawów i należy
          go rozpatrywać w kontekście całości, której zresztą nie znamy.
          Tak czy inaczej, nawet z opisu mi to nie wygląda na depresję.
          • iluminacja256 Re: Please, please, please 21.06.09, 20:10
            Nie wiem, nie jestem psychiatra . Faktem jest natomiast, ze takie
            epizody braku energii i nadmiaru energii cechują większosc zaburzeń
            afektywnych dwubiegunowych - to idzie falami, raz człowiek jest w
            stanie przenosic góry, a kilka tygodni pózniej przez misiace zyje
            jak w hibernacji .
      • ding_yun Re: Please, please, please 21.06.09, 20:06
        saabena napisała:


        >ten artykuł nic nie daje. Szkoda papieru i farby drukarskiej na >takie coś, co poza publiczną ekspiacją zbolałej matki, nie przynosi >chorym, ani współwalczącym z nimi z choroba rodzinom – kompletnie, >zupełnie, całkowicie NIC.

        Co w takim razie mogłoby pomóc Twoim zdaniem?
          • ding_yun Re: Please, please, please 21.06.09, 20:35
            saabena napisała:

            > Odwracając pytanie - a co można wynieść z tego artykułu?

            Na przykład myśl, czy obecny system opieki nad chorymi psychicznie w ogóle coś
            daje. Mnie ten artykuł uświadomił jedną ważną rzecz: chory na schizofrenię lub
            depresję potraktowany jako kolejny pacjent w kolejce, jako standardowy niewiele
            znaczący przypadek nie podejmie decyzji o leczeniu. On nie chce żyć i odnosi
            całkiem słuszne wrażenie, że innym też na jego życiu nie zależy. To chyba jeden
            z największych problemów psychiatrii.

            Poza tym chyba potraktowałaś moje pytanie jak atak - a to po prostu pytanie.
            Skrytykowałaś sposób przedstawienia problemu, bardzo surowo potraktowałaś matkę
            Magdy pisząc, że jej opowieść to są nic nie znaczące ekspiacje. Rozumiem zatem,
            że sama opisałabyś to wszystko inaczej - tak, aby pomóc chorym i ich rodzinom.
            Jestem po prostu ciekawa jak.
            • femina-1 Re: Please, please, please 23.06.09, 10:43
              są widać ludzie, którzy "wszystko wiedzą najlepiej" jak saabena,
              niestety tylko anonimowo w internecie stać ich na wyrażanie własnych
              opinii. w dodatku opinii, które krytykują ludzi, którzy rzeczywiście
              chcą coś zmienić na lepsze.
              • selway Re: Please, please, please 05.07.09, 20:51
                na takie stany pomaga tylko zrozumienie i prawdziwa miłość bliskich
                osób
                niepomoże żaden bóg ani lekarze
                poprostu z bliskimi zawsze łatwiej na tym świecie
                trzeba tylko na chwile się zatymać i poszukać swojego miejsca i
                sensu.
                Naprawdę w życiu piękne są tylko chwile ale dzięki kochającym osobą
                te chwile mogą zamienić się w szczęśliwe życie
      • bene_gesserit Re: Please, please, please 21.06.09, 20:41

        Bez obrazy - bzdury.
        Artykul ewidentnie mial na celu ogolne uwrazliwienie na problem, a
        nie podanie odpowiedzi. Kazdy, kto cierpial na depresje albo zyl z
        depresantem wie, ze odpowiedzi - jednej, i to dobrej dla
        wszystkich - po prostu NIE MA. Wiec sie nie czepiaj autorki czy WO,
        ze nie zrobily czegos, czego zrobic nie moga.

        Kazdy artykul o tej chorobie, pisany w tonie zyczliwosci i empatii
        dla chorych, jakos im i ich rodzinom pomaga.
        • saabena Re: Please, please, please 21.06.09, 20:48
          Skoro artykuły o chorych na choroby psychiczne są rzadkie - warto żeby były
          wartościowe, albo chociaż obiektywne. Na nic komu empatyczne roztkliwianie się,
          a tak to jest napisane. Na dodatek jednostronnie - dobra mama, chora córka i zły
          świat.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Please, please, please 21.06.09, 21:22
            saabena napisała:

            > Skoro artykuły o chorych na choroby psychiczne są rzadkie - warto żeby były
            > wartościowe, albo chociaż obiektywne. Na nic komu empatyczne roztkliwianie się,
            > a tak to jest napisane. Na dodatek jednostronnie - dobra mama, chora córka i
            zły świat.

            Pięknie to ujęłaś. Ja też tak myślę.
          • ding_yun Re: Please, please, please 21.06.09, 21:51
            saabena napisała:

            > Skoro artykuły o chorych na choroby psychiczne są rzadkie - warto żeby były
            > wartościowe, albo chociaż obiektywne. Na nic komu empatyczne roztkliwianie się,
            > a tak to jest napisane. Na dodatek jednostronnie - dobra mama, chora córka i zł
            > y
            > świat.

            Ale ja się zgadzam, że powinny być wartościowe. Tylko zastanawiam się jak to
            zrobić. Co i jak napisać, żeby przyniosło to konkretne i wymierne korzyści. Nie
            przedstawiasz konkretnych propozycji, więc sądzę, że ich nie masz, czemu się nie
            dziwię, bo i ja nie wiem, jakby z tego wybrnąć.
            • fla Re: Please, please, please 22.06.09, 09:14
              Myślę, że lepiej byłoby gdyby osoba przeprowadzająca tego typu wywiad starała
              się być przezroczysta przy referowaniu słów matki i powstrzymała się od
              demonstrowania swojego indywidualizmu w emocjonalnych interpretacjach skoro już
              podmiotem artykułu postawiła uczynić kogoś innego.
            • saabena rzetelność 22.06.09, 11:05
              No wiesz, jeśli jakaś mama, która przeczyta ten artykuł wyniesie z
              niego informację, że dziecko, które się okalecza, jest agresywne
              względem siebie, a dodatkowo jego zachowania są dziwaczne - to jest
              to dziecko TRUDNE, po prostu trudne (ale zdolne) - to to nie jest
              wartościowy artykuł. Gdzie komentarz specjalisty, że takie
              zachowania u dziecka powinny wzbudzić najwyższe zainteresowanie i
              konieczność kontaktu ze specjalistą od psychiatrii dziecięcej?
              Oczywiście, inna sprawa, jak wygląda psychiatria dziecięca u nas, no
              ale rozmawiamy o artykule wzorcowym.
              Jeżeli ktoś, kto ma problemy psychiczne dowiaduje się, że wystarczy
              w sposób mniej lub bardziej przymusowy podac jedno opakowanie leku
              przeciwdepresyjnego i będzie cacy - to to nie jest dobry artykuł.
              Jesli ktoś, kto ma w rodzinie osobę chorą psychicznie dowie się, że
              wystarczy terapeutyzować tylko chorego, a cała reszta rodziny ma
              spokój - to to nie jest dobry artykuł.
              Zresztą w ogóle, brak tutaj opinii, komentarza specjalisty, kogoś,
              kto pracuje z tym rodzajem chorych na codzień. Chociażby w postaci
              kilku zdań w ramce "O komentarz poprosiliśmy dr Iksińską". Byłoby to
              cenne w kraju-raju, gdzie rozpoznanie choroby jest stygmatem, system
              opieki psychiatrycznej jest jaki jest, a wiedza zatrztymała się na
              etapie palenia czarownic. No, może troszeczę dalej.
                • saabena Re: rzetelność 23.06.09, 16:05
                  Dzidzio, to o czym jest ten artykuł? Bo jak dla mnie - i nie tylko, jeśli
                  zdążyłaś zauważyć, to typowe walenie kotka przy pomocy młotka. Romantyczne
                  wypociny tam, gdzie jest potrzebny konkret.
                  Ale dziunie takie jak ty takich rzeczy nie pojmą, choćby wiedza na ten temat
                  wyskoczyła zza płotu i kopnęła dziunię w dupę.

              • hvannadalshnukur Re: rzetelność 24.06.09, 22:17
                odnoszę wrażenie, że krytykujesz na siłę.

                przykładowo:
                "Jeżeli ktoś, kto ma problemy psychiczne dowiaduje się, że wystarczy
                w sposób mniej lub bardziej przymusowy podac jedno opakowanie leku
                przeciwdepresyjnego i będzie cacy"

                możesz mi wskazać gdzie jest to napisane?
                ja w tekście widzę, że bohaterka brała leki (ilości opakowań nie podano), a mimo
                to koniec był jaki był.
      • ding_yun Re: Please, please, please 21.06.09, 20:41
        saabena napisała:

        > Ale lepiej być zadowolonym z fantastycznych osiągów, które maskują wewnętrzny
        ból. Wiersze, międzynarodowa matura, Cambridge; Po to, by w wieku dorosłym
        skończyć z rozpoznanymi zaburzeniami osobowości,
        > może nawet schizoidalnymi.

        Upraszczasz. Zakładasz, że rodzina Magdy wywierała na nią presję, że to nie były
        cele, jakie Magda sama sobie nakreśliła. Być może radość z sukcesów były
        szczęśliwymi momentami w jej życiu, tego nie wiemy. I nie sugeruj, że ukończenie
        liceum z międzynarodową maturą i dostanie się na Cambridge były przyczyną jej
        choroby.
        • saabena Re: Please, please, please 21.06.09, 20:51
          Nie pisałam o presji rodziny.A już nadużyciem z twojej strony jest wkładanie w
          moją klawiaturę czegos, czego nie napisałam. Nie sugerowałam, że matura i
          Cambridge były przyczyną jej choroby.
          Być może dla Magdy sukcesy były czymś, co było dla niej ważne, przynajmniej
          niekiedy. Magdzie udało się oszukać lekarzy w szpitalu, kiedy była w stanie
          zagrożenia życia i pewnie tak samo oszukiwała swoją rodzinę.
    • pindzia.lindzia Dobra mama, chore dziecko, zły świat ? 21.06.09, 22:04
      Zgadzam się z większością wypowiedzi saabeny, na pewno o wiele bardziej niż z
      artykułem. Gdy go przeczytałam nie było mi smutno, żal, ogarnęła mnie wielka
      złość, jak można tak wypowiadać się publicznie. Każdy ma prawo do własnego
      zdania, ale sprawa wygląda inaczej, gdy udziela się wywiadu i występuje w radiu.
      Wtedy ponosi się odpowiedzialność za własne słowa, ktoś to czyta...
      Gdybym przeczytała ten wywiad jako osoba w ogóle nie znająca tematu, pomyślałabym:
      - leki nie pomagają
      - terapia nie jest dla mnie
      - psychiatrzy to potwory
      - oddział to koszmar
      Trudno się nie zabić, myśląc w ten sposób.
      Domyślam się o który szpital chodzi, nawet o którą szkołę (współczuję wyboru).
      Zabrzmi jakbym nie miała uczuć, bo mam znieczulicę po tym, co widziałam, pomimo
      bardzo "uczuciowej" choroby.
      Mama Magdy wie, że to nie jest typowa choroba, a z drugiej strony wymaga, by
      lekarze wyczytali coś ze stosu badań. By odebrali córce wolność, bo chce się
      wypisać, zachowując się jak osoba zdrowa, będąc pełnoletnią.
      Chorzy mają swoją godność, nie można ich ubezwłasnowolnić, chyba że widać na
      kilometr, że stanowią zagrożenie dla siebie (bardzo niska waga) albo dla innych
      (pobiją pare osób). Przeziębionemu dziecku można podać leki w jedzeniu i pomogą.
      W chorobach psychicznych trzeba mieć świadomość własnej osoby i własnych czynów,
      co jest bardzo niewygodne, bo większość chorych (chociaż nikt się do tego nie
      przyzna) zdążyło przyzwyczaić się albo nawet polubić ze swoim potworem.
      "Zaburzenia nastroju" to taka pierwsza diagnoza, wszystko i nic, piszą tak, gdy
      nie wiedzą co jest pacjentowi. Ale żeby się dowiedzieli trzeba mówić, gonić za
      lekarzem, opowiadać obcym historie własnego życia, szukać terapeuty, czytać o
      lekach... Jasne, byłoby miło, gdyby Służba Zdrowia nam tego nie utrudniała, ale
      to nadal jest możliwe. A przede wszystkim większość leży po stronie chorego, a
      nie jego rodziny.
      A samo leczenie jest czasem o wiele trudniejsze od chorowania.. skutki uboczne,
      początkowe pogorszenie, mówienie o bardzo trudnych sprawach, rezygnacja z tzw.
      "czynników ryzyka", uświadamianie, że niektóre nawet wesołe wydarzenia to
      zasługa choroby, terapie, wizyty, kontrole... to jest właśnie dno. Ale dopiero
      jak się do dotknie, można się odbić w górę.
      Nie robiłabym nagonki na Służbę Zdrowia, tylko starałabym się przekonać ludzi,
      że nie można się przyzwyczajać albo, jeśli już za późno, trzeba walczyć z
      potworem, chociaż byłoby nam tak wygodnie i swojsko. Bo leki, terapia itd.
      NAPRAWDĘ pomagają, chociaż nie od razu, nie zaraz. Łatwiej chyba znaleźć dobrego
      męża niż odpowiedniego terapeutę czy psychiatrę.
    • titta Please, please, please 22.06.09, 00:36
      Tez tak mialam (no moze nie az tak). Tyle, ze ja znalam ratunek w
      Bibli. I dzieki Bogu jestem wolna i szczesliwa. "Potworowi" mozna
      sie przeciwstawic. Wtedy sobie pojdzie.
    • david-off84 22.06 22.06.09, 05:37
      Nie mogłem dzisiaj zasnąć, wstaję włączam komputer i szukam po
      omacku czegoś o niej. Boże Magda ma dzisiaj urodziny, skończyłaby
      właśnie 21 lat. Nic już na oczy nie widzę to wszystko zaczyna mnie
      dobijać.
      • saabena Re: 22.06 22.06.09, 07:01
        Człowieku, przestań schizować, bo źle skończysz.
        Jeśli wierzysz - to zapal świeczkę, pomódl się za Madzię.
        Jeśli naprawdę chcesz coś zrobić - to zastanów się, co możesz zrobić, aby pomóc
        ludziom z takim problemem jak ona. Zanim będzie za późno. N
        • gondra Re: 22.06 22.06.09, 10:57
          Kolega David powinien przemyśleć swoją reakcje na ten artykuł,
          zahaczajacą o jakąś platoniczną fascynacje oraz swoją potrzebę
          uzdrawiania i ratowania, bo to jest aż niesmaczne, chyba jemu też
          przydałby sie psycholog.:/
          • david-off84 Re: 22.06 22.06.09, 18:02
            gondra napisała:

            > Kolega David powinien przemyśleć swoją reakcje na ten artykuł,
            > zahaczajacą o jakąś platoniczną fascynacje oraz swoją potrzebę
            > uzdrawiania i ratowania, bo to jest aż niesmaczne, chyba jemu też
            > przydałby sie psycholog.:/

            Gondra możesz mnie potępiać, możesz uważać, że sam nadaje się do psychiatryka,
            ale ja po prostu piszę to co czuję. Czy to jest chore? Nie wiem, ale dzięki
            kat.asha mam nadzieję, że przynajmniej nie do końca. W przeciwieństwie do wielu
            na forum nie staram się analizować tekstu artykułu pod względem szukania
            przyczyn tego co się stało, wysnuwania rożnych wniosków, obwiniając co róż to
            rodziców to służbę zdrowia, czy wreszcie los. To przecież wszystko nie ma sensu.
            Żadne z nas nawet przy najlepszej wiedzy nie zdoła pojąć co się działo z Magdą i
            z jej rodziną, na postawie tego wywiadu. Mamy jedynie przebłyski tego co było
            nie jest to jednak pełne światło zdarzeń. Ja pomiędzy wersami tekstu, patrząc na
            zdjęcia widzę jednak piękną dziewczynę, którą pokochałem i którą chciałbym
            zrozumieć. Powiedz mi czy to jest chore? Nie piszę tych wszystkich postów z
            wrodzonego ekscybicjonizmu. O nie. Pozwalają mi one jednak uwolnić trochę tego
            smutku i beznadziejnej rozpaczy tłumionej w sobie. Tak, straciłem bliską mi
            osobę chociaż jej nigdy nie spotkałem.
            • saabena Re: 22.06 22.06.09, 18:33
              Czy to jest chore?
              To zależy od tego, co z tym zrobisz. Jeżeli rozmyślania o tych co odeszli oderwą
              cię od realnego życia - to będzie zdecydowanie chore. A ty już zaczynasz to robić.
              Sorry, zakochiwanie się w obrazkach to poziom - jeszcze raz sorry -
              romantycznego przedszkolaka.
              • pms_84 Re: 22.06 20.09.09, 21:14
                saabena napisała:

                > Sorry, zakochiwanie się w obrazkach to poziom - jeszcze raz sorry -
                > romantycznego przedszkolaka.

                Daj sobie spokoj. Kto dal Ci prawo oceniac kogokolwiek? Zyj i daj zyc. Daj zyc
                tak, jak tego inni chca, a nie tak jak Ty to widzisz. Mialas swoja szanse bycia
                romantyczna, to teraz pozwol miec ja innym...
            • gondra Re: 22.06 23.06.09, 07:31
              > Ja pomiędzy wersami tekstu, patrząc na zdjęcia widzę jednak piękną
              dziewczynę, którą pokochałem

              > Powiedz mi czy to jest chore?

              Naprawdę masz wątpliwości?:/
              • pms_84 Re: 22.06 20.09.09, 21:16
                gondra napisała:

                > > Powiedz mi czy to jest chore?
                >
                > Naprawdę masz wątpliwości?:/

                Ja mam watpliwosci, ale w czyms innym. Kto tu jest czlowiekiem?...
      • liwilla1 Re: 22.06 24.06.09, 09:53
        z wielkim bólem przeczytałam historię Magdy. łączy mnie z nią dzień urodzin, ale
        również doswiadczenie ciężkiej, destruktywnej depresji w mojej najbliższej
        rodzinie. Magda nie miała ochrony przed swiatem, wszystko co nas dotyka ja
        bolało tysiac razy bardziej. Niezrozumienie, cierpienie, bezinteresowna podłość
        ludzi. To, że to wszystko co nazywamy życiem i tak zmierza w jednym kierunku.
        Magda musiała byc arcywrazliwą osobą, piękne są jej wiersze. Wielka szkoda, że
        nikomu nie pozwoliła wejść do jej świata...
    • femina-1 Please, please, please 22.06.09, 10:15
      lekarze są od tego, żeby leczyć depresje i tu ewidentnie zaniedbali swoje
      obowiązki. to nie nagonka na nich tylko fakt. trzeba o tym mówić, żeby to się
      nie powtórzyło.
      • saabena Re: Please, please, please 22.06.09, 10:54
        Głupoty chrzanisz, a twoja wizja funkcjonowania świata jest nader
        prostacka, by nie rzec - prymitywna.
        Nawet z punktu widzenia prawnego są ściśle określone okoliczności,
        kiedy można hospitalizować, użyć przymusu bezpośredniego (np. w celu
        podania leków) bez zgody pacjenta. Każda terapia trwa, a leki to nie
        wszystko.
        • 40bolszewikow Re: Please, please, please 22.06.09, 18:12
          Saabena ma oczywiście racje. Choroba psychiczna to nie grypa, która
          zalatwia proszki i lezenie w lózku. Zarówno w przypadku depresji,
          jak i schizofrenii czy innych zaburzeń leczenie trwa latami i nigdy
          nie mozna być pewnym, czy terapia sie uda. Czesto nawet przypadki
          ludzi otoczonych troska najblizszych i opieka najlepszych
          psychiatrów kończa sie tragicznie.
          Nie winilabym pochopnie lekarzy ze szpitala opisanego w artykule.
          Być moze rzeczywiście byli beznadziejni, być moze rzeczywiście
          zachowali sie lekkomyślnie (wobec choroby Magdy) i bezdusznie (wobec
          rodziców). Tak, to prawda, polskie szpitale psychiatryczne to w
          wiekszosci syf. Ale czasami strasznie trudno jest dotrzeć do istoty
          choroby, a niektórzy pacjenci potrafia perfekcyjnie sprawiać
          wrazenie osób zdrowych (taki troche instynkt samozachowawczy
          bronienia sie przed zakwalifikowaniem swojej osoby jako "ulomnego").
          A prawa pacjenta sa takie, a nie inne - i dobrze, bo równie dobrze
          mozna by bylo wyobrazić sobie wiele naduzyć w podobnych sytuacjach.

          Co do artykulu, to jest pieknie i przejmujaco napisany, ale niestety
          niewiele z niego wynika.
            • raddy Re: Please, please, please 24.06.09, 14:37
              dziewczyno! jakie glupoty wypisujesz? czy wiesz co to jest depresja?
              czy wiesz, ze choroby tej w wiekszosci przypadkow nie da sie nigdy
              wyleczyc? czy znasz cierpienia osob chorych oraz ich bliskich,
              (ktorzy nie sa w stanie im pomoc, a bardzo by chcieli?). odsylam do
              lektur z psychologii klinicznej i psychiatrii. chociaz sadzac po
              twoim komentarzu, nie jestes na tyle rozwinieta aby wlasciwie
              zrozumiec i przeanalizowac teksty zawarte w tych profesionalnych
              podrecznikach.
        • femina-1 Re: Please, please, please 22.06.09, 21:42
          to właśnie ty chrzanisz głupoty. tu chodzi o to, że lekarze nie
          podjęli właściwej decyzji, więc przestań ich bronić, bo to właśnie
          jest prymitywne. przyczyniasz się do takich przypadków swoją
          ignorancją i moralizarostwem.
      • elcommendante Re: Please, please, please 22.06.09, 12:54
        A co jesli Magda byla istotnie zdrowa psychicznie, bez problemow
        natury neurologicznej?Dobre spostrzezenie...nalezy analizowac
        przyczyny i to doglebnie.Magda w felietonie sama o tym mowi co ja
        gryzie...Potwor.Potwor pojawil u niej sie w wieku 11 lat.Powodowal
        bole glowy i strach...Potwor odchodzil czasem, ale czuwal
        Autoagresja, depresja...i w koncu samobojstwo.Leki nie dzialaly, bo
        nie sposob naprawic silnik przemalowujac karoserie...Lekarze i tak
        by nie pomogli bo w tym przypadku problem lezal nie w neurologii i
        tego typu terapii...
        Co dzialo sie z jej procesem myslenia opisuje Magda w tym fragmencie
        i nie jest to bynajmniej metafora:
        "Nie mam już kontroli Nad procesem myślenia Kiedy w rogu pokoju
        Siedzimy skulone Ja i moja głowa"
        Mamy tu opisy szkolnego przykladu opetania przed ducha inwazyjnego...
        Wiekszosci czytajacych w tym momencie otwieraja sie oczy co to
        takiego, albo, ze jak mozna wierzyc w takie bzdury...To nie sa
        niestety bzdury.To zjawisko jest tak powszechne jak katar, i tak jak
        katar nie zawsze konczy sie na OIOMie...
        Wiekszosc ludzi niestety ma nikle pojecie o tym co dzieje sie z
        nami po smierci i jaki to moze miec wplyw na tych ktorzy zostali
        wsrod zywych.Te dusze, ktore nie odeszly na tamta strone z roznych
        przyczyn zostaja tutaj, miedzy nami i zeby dalej funkcjonowac musza
        podczepic sie energetycznie do kogos zywego.Tak bylo
        najprawdopodobniej i w tym przypadku.Nalezy pogrzebac w przeszlosci
        i dowiedziec sie, czy czasem nie umarl, albo zginal ktos z rodziny
        lub bliskich Magdy, kiedy miala 11 lat.To wtedy "potwor" przykleil
        sie do tej biednej dziewczyny i nie dawal jej spokoju przez tyle lat.
        jest sporo fachowcow( niestety malo wsrod nich ksiezy egzorcystow,
        ale zdarzaja sie tez i wyjatki), ktorzy sa w stanie zdiagnozowac
        pozytywnie to o czym tu napisalem.
        Najtragiczniejsze jest to, ze nikt nie udal sie do takiego
        fachowca, ktory uratowalby Magdzie zycie.Mialem podobna sytuacje w
        kregu wlasnych znajomych, tylko tym razem odpowiednia pomoc przyszla
        w pore...