a_marat
24.08.02, 19:02
Ile było takich postów tutaj nie zliczę. Dlaczego piszę? Muszę się wygadać.
Kocham ją. Jest sporo młodsza ode mnie, mężatka, oczywiście. To trwa już
ponad rok. Kradniemy czas, spotykamy sie potajemnie, rozmawiamy godzinami
przez telefon.... Ona mówi, że kocha, że jest jej dobrze ze mną. Ale... nie
może zdecydować się, by odejść od niego. Czasami mam wrażenie, że jestem miłą
odskocznią od codzienności, od stabilizacji, od jakiegoś tam bezpieczeństwa,
którego nie umie pozostawić.
A ja... ja trwam przy niej. Cieszę się z każdej godziny z nią. Ale jak długo
może to trwać? Nie nalegam, nie pospieszam, a jeśli już (w końcu jestem tylko
człowiekiem) to staram się robić to delikatnie. Bo to ONA i tylko ona może
podjąć decyzję.
Ja swoje decyzje juz podjąłem i prawie wykonałem. Ale wydaje mi się, że będe
musiał podjąć jeszcze jedną. Podejmę ją za nią. To ja odejdę, choć nie
przyjdzie mi to łatwo. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi, poza mną oczywiście.
Nie rozbiję małżeństwa (chyba raczej tylko formalnego), nie sprawię
przykrości innemu mężczyźnie. Po prostu usune sie w cień. Nie będzie to
łatwe, ale chyba nie ma innego wyjścia.
Wygadałem się, wyrzuciłem z siebie to, o czym myślę. Nie jest mi lepiej :-(