piesz
09.11.05, 23:31
Po raz pierwszy od czterechlat spędziłam cały dzień sama. Bo jestem sama.
To znaczy bez żadnego faceta, romansu, związku. Ten najwazniejszy skończył
się rok temu, potem było kilka przyjemnych flirtów, adoratorów, zawsze ktoś
był. A wczoraj podpisałam rozstanie z ostatnim. Jest jeszcze jeden ale
skurczybyk zonaty więc spławiam go na 100 procent, jak tylko zacznie mnie
uwodzić na poważnie.
No i jestem sama. Bilans: zero. A tak strasznie kochałam, angazowałam się
itd. To znaczy kochałam tamtego jednego, a w tych się zakochiwałam,
zauraczałam i nie trwało to długo, jak widac wyżej.
Chciałabym w końcu spotkac kogoś kto będzie mnie kochał i kogo ja będe kochać
i kto będzie chciał stworzyc w zyciu coś takiego jak ja, nie rozstawać się
żeby na prawdę to było coś sensownego i fajnego.
trochę w to nie wierzę ale własciwie czemu nie.
Mimo, że to do mnie nie pasuje, może może przydarzyc się własnie mi.
Co?