Dodaj do ulubionych

Mam doła ;(

13.11.05, 19:11
W piątek mija termin, jaki wyznaczyłam mojemu starszemu na złożenie sprawy
rozwodowej w sądzie. Z tego co zauważyłam nie pokwapił się tam jeszcze,
mogłam coś przeoczyć, ale zwyczajnie nie miał na to czasu. Obawiam się, że w
piątek powie mi, że nie było dobrego momentu. Moja godność będzie mi kazała
wyjść z naszego wspólnego domu, bo już taki stworzyliśmy. A serce będzie
zatrzymywało. Jeśli się nie mylę to na pewno pojadę na weekend do rodziców,
ale co potem??? Już się boję....
;(
Obserwuj wątek
    • anias05 Re: Mam doła ;( 13.11.05, 20:28
      Witaj!
      Nie załamuj się, cholera jak łatwo jest komuś radzić,sama sobie tego nie
      wyobrażam. Co innego po kłótni, w nerwach, można się spakować i wyskoczyć bez
      bólu a tak......
      Czeka Ciebie poważna rozmowa, ale z tym weekendem u rodziców to dobry pomysł.
      Porozmawiaj z nim i po prostu spokojnie weż szczoteczkę do zębów i wyjdz:-(
      Na pewno spędzisz fajny weekend u rodziców a jemu MOŻE to coś da do myślenia.
      Cholerka ciężka sprawa, a jeszcze miesiąc temu byłyśmy takie mądre....
      Przyznam się ,że chyba sama nie wiem co bym zrobiła.Na pewno udawałabym
      pokrzywdzoną i pojechałabym do rodziców ale czy to ruszy naszego starszaka?
      Mi się wydaje,że oni są odporni na wszystko...
      • hanaria Re: Mam doła ;( 14.11.05, 14:56
        Juz wiem na pewno ze nic nie zalatwil bo mi powiedzial, cholera... Nie wiem czy
        w ogole czekac do tego piatku czy juz z nim pogadac. Chyba poczekam i tak mi
        nic innego nie pozostalo. Sama nie wiem co robic. Juz szukam mieszkania.
        • 1first_lady Hej Hanaria!!! 15.11.05, 23:04
          Zajrzałam tu przypadkiem i strasznie się ucieszyłam ......:)........wiesz
          dlaczego! Wygląda na to, że pan w wieku podobnym do mojego, zachował resztki
          przyzwoitości i logicznego myślenia! Jeśli Cię choć trochę kocha, to powinien
          tak postąpić do końca. Trzymam kciuki, żeby nie zapeszyć! Ale przede wszystkim
          trzymam kciuki za Ciebie, zebyś wytrwała w podjętej decyzji!!! Zobaczysz, za
          jakiś czs będziesz mu wdzięczna.
          Trzymaj się dziewczyno, wiesz, ze Ci dobrze życzę! Pozdrów Rodziców! :)
          • hanaria Re: Hej Hanaria!!! 16.11.05, 09:39
            Witaj Pierwsza Damo. Wiem, ze mi dobrze życzysz, fajnie że mnie tu znalazłaś.
            Wczoraj odbyliśmy rozmowę. Tak jak myślałam, nie zapamiętał sobie daty, tak jak
            ja to zrobiłam, zdziwił się "to już miesiąc?" i powiedział, że oczywiście nie
            było dobrego momentu. Ale na pewno będzie tak w czwartek. Czyli jutro. To
            jednak oznacza, że jutro dopiero z nią porozmawia, a kiedy złoży papiery - nie
            wiem. Zabolało mnie to strasznie, ze potraktował moje słowa z przymrużeniem
            oka, powiedział, że w takiej sytuacji nie można się trzymać kurczowo
            wymyślonych terminów i że on wie co robi.
            Że absolutnie mam nie myśleć że on się jakoś próbuje wymigać z rozwodu, bo
            decyzja już jest podjęta, a na jej realizację czeka po to, żeby jak najłatwiej
            się rozwieść. Żeby jego żona nie wycofała się z obietnicy, że da mu rozwód. On
            uważa, że gdyby nie chciała mu dać rozwodu to wtedy pewnie bym nie wytrzymała
            całej bitwy w sądzie i bym go olała, więc woli poczekać.

            Ja nie wiem co mam o tym myśleć. Łudzę się, że faktycznie on ją lepiej zna i
            wie co robi, bo go kocham. Mieszkania nie znalazłam. Dziś ide na rozmowe o
            pracę, skończyły mi się własne środki.Na weekend pojadę do rodziców, ale się
            nie przyznam co się u mnie dzieje. Przemyślę sobie to raz jeszcze. Zobaczę też
            co z tą czwartkową rozmową. Podejmę decyzję z końcem tygodnia.

            Jest we mnie dużo bólu i rozczarowania. Jak z nią jutro nie porozmawia, to
            pojadę do rodziców jutro.
            Pozdrawiam was serdecznie!
            • 1first_lady Re: Hej Hanaria!!! 16.11.05, 19:32
              Bądź konsekwentna i szanuj sama siebie dziewczyno, bo jak Ty tego nie zrobisz,
              to on na pewno nie! Wymówki, wymówki, usprawiedliwienia, obiecanki........znamy
              to.......!Wiem, że z uczuciami niełatwo, ale uwierz, ze czas sobie z tym
              poradzi. Ty jesteś taka młoda, świat nalezy do Ciebie! Dlaczego uparłaś się, ze
              Twoim światem musi być podstarzały facet, któremu w dodatku na Tobie nie zależy???
              • anias05 Re: 16.11.05, 20:16
                A mi się wydaje,że jemu zależy tylko jak każdy facet jest wygodny!
                Przyzwyczaił się i tak mu dobrze, a może się boi?
                faceci............ szkoda czasu żeby się nad nimi zastanawiać, trzeba robić
                swoje:-)

                POZDROWIONKA OD A&J
                • 1first_lady No dobra! Wsio rawno. Jak zwał tak zwał! 16.11.05, 23:32
                  W każdym razie poczyna sobie dosyć beztrosko i lekceważąco.
                  Ale ja o czym innym i Hanaria o tym wie. Czy to jest szczyt szczęścia na ziemi
                  trzymać się takiego przeżutego i wypranego faceta? on sam jest niepewny i to
                  widać a poza tym to tak się układa, jakby to los Ci mówił, żeby sobie dać
                  spokój. I to właśnie zrób! A ja Cię trzymam za słowo :) !!!
            • megxx Re: Hej Hanaria!!! 19.11.05, 18:15
              Jak najłatwiej się rozwieść?
              A mieszkacie razem?
              Złożyć pozew bez orzekania, a gdy w sądzie żona powie-tyś winien, grzecznie się na to zgodzić. (na przyjęcie winy)
              Gdy małoletnie dzieci w tle..może w ogóle nie dojść do rozwodu-i na to trzeba być gotowym.

              Jeżeli facet gra na dwa fronty i Ciebie ukrywa nadal...nie licz na wiele, a przynajmniej nie prędko.
              Dobrze robisz przygotowując się na niezależne życie.
              • hanaria Re: Hej Hanaria!!! 22.11.05, 09:48
                No i zostałam. Pewnie teraz posypią się komentarze, jaka głupia jestem, ale
                wierzcie mi - to nie takie łatwe.

                Faktycznie - daty nie zapamiętał. Na 3 dni przed nią zaczął rozmowę o
                rozwodzie, zapytałam go co w związku z tym zrobił przez ten miesiąc? Zapytał -
                "a to już miesiąc?". No jak się wkurzyłam, szlag mnie trafił. Do końca dnia to
                była nawet nie burza a Katrina!
                Potulnie następnego dnia zaraz z rana porozmawiał z żoną, i dowiedział się że
                ona nie chce rozwodu, nie ma czasu ani pieniędzy, nie znalazła sobie adwokata i
                tyle. Więc on jej powiedział, że adwokata jej znajdzie, zapłaci za wszystko i
                się tym zajmie. Potem zadzwonił do swojej pani adwokat, która mu poradziła, że
                skoro w czerwcu poszła na ugodę to żeby jej jednak znaleźć adwokata i przed
                sądem porozmawiać w czwórkę.
                Na tym sprawa stanęła, bo czeka go teraz ponowna rozmowa z żoną, która musi się
                definitywnie zakończyć jakąś decyzją. Powiedział mi że jak nadal będzie się
                upierać że nie, to złoży pozew i trudno - będzie się ciągnęło, będą brudy
                wywalane na jej życzenie.

                Wszystko to zrobił przed terminem miesiąca. Nie tak się umawialiśmy, ale
                zostałam. W końcu mam go i tak cały czas przy sobie. Teraz już zadbam o
                to ,żeby szybko się reszta potoczyła, bo ja mam wrażenie że on się jej boi. Boi
                się tego co jej robi i jak ona to znosi. Ale jak się powiedziało a...

                No i tak się skończyła moja historia z podawaniem terminu. Zostałam, bogatsza o
                parę przemyśleń. Jeszcze nie wiem jak się z tym czuje.
                Pozdrawiam !
                • anias05 Re: Hej Hanaria!!! 22.11.05, 14:08
                  Gratuluję podjęcia decyzji.
                  Nie wiem czy słusznej ale sam fakt że ja podjęłaś już świadczy o ty że jesteś
                  konkretna:-)
                  Moze już nigdy nikogo nie pokochasz jak od niego odejdziesz? A tak masz to
                  swoje szczeście.
                  A propos nie jesteś jeszcze taka stara, także nie ma sie co spieszyć z
                  podejmowaniem decyzji:) Daj mu teraz czas i wez wszystko w swoje ręce.A jak za
                  3,4,5 miesięcy nic się nie zmieni to uciekaj gdzie pieprz rośnie.
                  Na nic już się nie doczekasz:-( Ale oby tak nie było oczywiście!
                  Pozdrawiam cieplutko i życze samych cudownych chwil u jego boku:-)
                • 1first_lady :(:(:(:(:(:(:( 22.11.05, 19:55
                  Moim zdaniem, to nie jest dobra decyzja :(, ale jak już kiedys Ci powiedziałam-
                  to Twoje życie......
    • klara551 Re: Mam doła ;( 10.12.05, 21:58
      Twój starszy tak,jak mój/mąż/ zrobił sobie psychiczny lifting na młodym ciałku
      Postaw go pod ściana,a go stracisz i to Ci się należy.Myślisz ,że już go
      masz,zastanów sie,która jestes z kolei?Ile takich jak ty zaliczył,a potem
      wrócił w domowe pielesze.Nie mów o żonie per "ona",bo to ty jestes tą głupią,
      która myśli,że łóżko wiąże faceta
      • hanaria Re: Mam doła ;( 14.12.05, 18:02
        Ciąg dalszy historii:

        Więc zostałam i nadal czekam. Tym razem termin podał on sam- do końca stycznia,
        bo teraz święta itd. Zaklina się na czym świat stoi, że na pewno to zrobi.
        Chyba nie mam innego wyjścia jak poczekać do tego końca stycznia.
        O ile wytrzymam, bo poki co mam okropne huśtawki nastrojów. Dziś mu urządziłam
        dziką awanturę, po której stwierdził, że nie bedzie już ze mną na temat rozwodu
        rozmawiał, bo on wie co ma robić i nic tu już nowego nie wymyślimy.
        I nawet jak odejde to on zlozy te papiery, bo nie robi tego dla mnie tylko dla
        siebie. Zobaczymy.
        Doszlam tez dzisaj do wniosku, że skoro możliwe że zostało nam kilka tygodni
        tylko, to dam sobie trochę luzu i przestanę mu tak truć, niech chociaż teraz
        będzie miło.

        Przyznam, że od momentu kiedy nie dotrzymal tego ultimatum mielismy wlasciwie
        kryzys. Zawiodlam się strasznie, po prostu dostalam kopa jak jeszcze nigdy.
        Otrzeźwiałam i spojarzałam na to wszystko trochę z boku. No i cóż widzę -
        nadal go kocham a strasznie trudno jest odejść od kogoś kogo się kocha. Tym
        bardziej, że w mieście gdzie mieszkamy ja nie mam żadnych swoich znajomych,
        przyjechalam tu dla niego.
        Lada moment zaczne nowa prace, wiec przynajmiej tam ludzi poznam, ale poki co -
        jestem bez środków i musiałabym wrócic do rodziców.

        Swoja droga, zaczęłam rozmyślać na temat jak wyglądałoby moje życie bez niego a
        z kims innym. Nie moge sobie tego wyobrazic. On jest we mnie tak głęboko.
        Wszystko co robie i o czym mysle wiąże się z nim. Wszystko co planuję jest z
        nim związane. Chcę zeby to on był ojcem moich dzieci. Ale na pewno nie zonaty.

        Jest ciężko. Straciłam trochę zaufania, zrzuciłam różowe okulary i czekam do
        końca stycznia. To już definitywnie ostatnia jego szansa.

        Pozdraiwam Was wszystkie serdecznie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka