Dodaj do ulubionych

koniec związku

05.05.06, 22:24
Jak to mozliwe ze po 8 latch, kiedys zakochany po uszy, mąż pewnego dnia
oswiadcza ze odchodzi, jest to jego decyzja którą mi komunikuje. A dla mnie
to jak grom z nieba, szok, świat mi sie zawalił. Ja go kocham i zbudowałm juz
swój swiat z nim ( 10 lat). Teraz w wieku 32lat czuje ze umarłam za życia,(
nie mielismy dzieci, ciągle odkładalismy tą decyzje). Wszyscy mówią ze czas
leczy rany, ale....ja nie potrafie sie z tym pogodzić.....Czy przeżywaliscie
cos podobnego i jak dalej Wam sie ułozyło...
Obserwuj wątek
    • cala_w_kwiatkach Re: koniec związku 05.05.06, 22:26
      nie miesci mi sie to w głowie, a przypadkow takich jak ty jest mnostwo i to
      mnie przeraza:(
    • widokzmarsa Re: koniec związku 05.05.06, 22:27
      koniec to początek, tobie przejdzie a on będzie skamlał o powrót. Niestety, ty
      już będziesz szczęśliwą z innym.
      To taki jeden z możliwych scenariuszy
      • ania1022 Re: koniec związku 05.05.06, 22:34
        widokzmarsa napisał:

        > koniec to początek, tobie przejdzie a on będzie skamlał o powrót. Niestety, ty
        > już będziesz szczęśliwą z innym.
        > To taki jeden z możliwych scenariuszy

        Nie upajaj sie taka nadzieja o powrocie. Najlepiej zamknij ten rozdzial swojego
        zycia na zawsze i zacznij cos nowego. Cos sie skonczylo bo nowe sie zacznie.
        Pomalu odbudujesz swoj swiat, daj sobie troche czasu.
        • dziubassek Re: koniec związku 05.05.06, 22:38
          ja jestem facetem ale tez jakos nie moglbym zrobic czegos takiego! ale faktem jezt ze nie wolno sie zalamywac:) widocznie nie byl ciebie wart:)
          • cala_w_kwiatkach Re: koniec związku 05.05.06, 22:39
            nigdy nie mow nigdy
          • cosmopszczolka Re: koniec związku 05.05.06, 22:47
            ta pustka jest nie do zniesienia, nie potrafie przestać o tym myśleć, jak
            zacząć coś nowego i zaufać po czyś takim..., i czy jeszcze w ogóle spotkam
            kogoś? i co z całym bagażem wspomnień i przyzwyczajeń?. Koszmar- jestem
            przerażona i zrozpaczona...
            • cosmopszczolka Re: koniec związku 05.05.06, 22:53
              materialnie było oki, mielismy dobre prace, mieszkanie, wakacje, i zamiast sie
              cieszyc i być szcześliwym dbac o związek, on zrobił mi swoją decyzją piekło na
              ziemi...
              • widokzmarsa Re: koniec związku 05.05.06, 22:58
                oj coś tu w twoim tonie wskazuje że może on już miał dosć i zwiał.
            • glonik Re: koniec związku 05.05.06, 22:58
              cosmopszczolka napisała:

              > ta pustka jest nie do zniesienia, nie potrafie przestać o tym myśleć, jak
              > zacząć coś nowego i zaufać po czyś takim..., i czy jeszcze w ogóle spotkam
              > kogoś? i co z całym bagażem wspomnień i przyzwyczajeń?. Koszmar- jestem
              > przerażona i zrozpaczona...

              Bo to wszystko jest. Ale teraz. Piszę z doświadczenia. Nie wierzyłam, że
              spotkam kogoś ważnego... ale spotkałam, Czasem warto poczekać i dać sobie czas
              na rozpacz. A potem znowu stwierdzić, że jest piekne lato, zima...co tam
              chcesz.
              Bedziesz żyć. Zaufaj samej Sobie.
              Pozdrawiam.
            • ania1022 Re: koniec związku 05.05.06, 23:24
              Znam ten bol. Dletego tez wiem ze z kazdym dniem bedzie lepiej, musisz to jakos
              przetrwac. Starj sie nie byc sama. Wyjdz do ludzi nie w celu szukania kogos
              nowego ale po to zeby nie myslec w kolko o tym samym. Rozpamietywanie tego co
              bylo nic nie przyniesie dobrego ani kostruktywnego. I niczego sie nie boj, dasz
              sobie rade...powodzenia!
          • glonik Przeczysz sam sobie 05.05.06, 22:54
            dziubassek napisał:

            > ja jestem facetem ale tez jakos nie moglbym zrobic czegos takiego! ale faktem
            j
            > ezt ze nie wolno sie zalamywac:) widocznie nie byl ciebie wart:)


            W innym wątku prawisz, że jeśli mąż odezwał się niegrzecznie, to znaczy, że
            miał racje. Tu jej nie przyznajesz?

            A teraz meritum. Paskudne jest to, że łączyły Was lata, wspólne bycie,
            myślenie, kochanie się, porozumienie - i nagle się wszystko skończyło.
            Ale masz DOPIERO 32 lata. Przeżyjesz żałobę i na nowo odkryjesz świat, Siebie
            i ...może kogoś innego.
            Powodzenia życzę.
            • laher Re: Przeczysz sam sobie 06.05.06, 01:54
              Moim zdaniem facet sie obudzil i zobaczyl ze z toba to on rodziny nie bedzie
              mial. Moze sie wygodnicka zrobilas, dobra praca, wakacje bla bla nudno, facet
              ma swoje lata i pewnie chcialby byc ojcem a ciebie zobaczyc w roli mamy.
              A moze on nigdy cie nie kochal?
              Albo ma jakies problemy, jest zagubiony?? Nic nie piszesz o malzenstwie wiec
              trudno powiedziec.
              Poza tym, sorry ale nie wieze ze to sie stalo tak z dnia na dzien. Mlodsza duzo
              jestem ale wiem z skoromnego doswiadczenia ze jakies sygnaly musialy byc ze
              sie wali
              • batheba Re: Przeczysz sam sobie 06.05.06, 01:59
                Typowo kobiecy punkt widzenia. Na 10 facetow których znam, moze 1 marzy o
                dziecku( wiek mniej wiecej ten sam). Powod musi byc inny. Podejrzewam inna babe.
                Ot i cala historyja.
                • batheba Re: Przeczysz sam sobie 06.05.06, 02:03
                  A z drugiej strony jak czytam takie posty to normalnie odpływam:) 10 lat
                  zwiazku!!! Strasznie czuje sie staro, coraz starzej i starzej i nadzieii coraz
                  mniej... A mnie sie podobaja młodsze i co mam zrobic jesli ja nie podobam sie im?
                • rapsodiagitana Re: Przeczysz sam sobie 07.05.06, 19:07
                  > Typowo kobiecy punkt widzenia. Na 10 facetow których znam, moze 1 marzy o
                  > dziecku( wiek mniej wiecej ten sam). Powod musi byc inny. Podejrzewam inna babe

                  E tam, stereotyp. Faceci chcą mieć dzieci. Wielu widzi w tym sens swojego zycia
                  i potwierdzenie męskości. Moi faceci zawsze gadali o zakładaniu ze mną rodziny.
                  Obecny i ukochany :) twierdzi, że gdyby kobieta oświadczyła mu, że dzieci mieć
                  nie chce, to by od niej odszedł, nawet gdyby ja kochał - bo to dla niego ważne.
                  I ja go rozumiem...
    • angelust Re: koniec związku 06.05.06, 19:25
      Porzucenie przez partnera to jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń od
      zarania dziejów. Nikt jeszcze nie wymyślił na tą chorobę lekarstwa. Może lepiej
      zastanów się, dlaczego Cię rzucił.
      • cosmopszczolka Re: koniec związku 07.05.06, 18:48
        ja sie zastanawiam dzień i noc, i jestem gotowa zrobić wszystko.Tylko ze on nie
        chce dać naszemu związkowi żadnej szansy. Raz postanowił pewnego dnia ze
        odchodzi i koniec!!!
        • eve.2006 Re: koniec związku 07.05.06, 22:04
          Jestem w podobnej sytuacji, u mnie minęło 3 tygodnie od rozstania. Ja również zostałam w taki sposób opuszczona przez faceta, tyle, że nie byliśmy małżeństwem, ale byliśmy zaręczeni od 1,5 roku. Dodam, że mój narzeczony oświadzczył mi wiadomość o rozstaniu 14 kwietnia br. przed świętami wielkanocnymi. Zepsuł święta mi, mojej rodzinie i swojej.

          Byliśmy ze sobą już ponad 9 lat, mieszkaliśmy długo razem, oboje pracowaliśmy, mieliśmy wspólne cele, plany, marzenia, w tym roku były już zaplanowane wakacje (częściowo opłacone), ustalony w pracy termin urlopu, wspólne kredyty, meble itd. Dzieci jeszcze nie było, gdyż oboje uważaliśmy, ze jeszcze za wcześnie, w tym roku kończę 26 lat, zresztą On też, ale oboje chcieliśmy mieć dzieci, On nawet bardziej, bardzo pragnął mieć rodzinę. A tu nagle mówi, że nie jest pewien, czy jestem kobietą, z którą chce być do końca życia (to po co oni się nam oświadczają???), że chce "pożyć", a co to właściwie oznacza pytam, czy ze mną nie może "pozyć", i już nie chce dzieci, o których ciągle mówił, tylko chce imprezować? Trochę chyba kolejność mu się pomyliła. Zaproponowałam, że wyjedziemy gdzieś teraz, odpoczniemy, zmienimy co tylko chce (ja kończę studia w tym roku, piszę pracę magisterską, więc może trochę Go zaniedbywałam, ale On powinien mnie wspierać, a nie porzucać, bo właśnie na tym, moim zdaniem, polega związek kochających się ludzi). Nigdy nie zabraniałam mu wychodzić z kumplami, ale gdy chciałam iść z nim czasami to zawsze znalazł wymówkę, czemu nie mogę pójść z Nim, więc czemu mówił, że musi pożyć? Czegoś mu brakowało, lub obowiązków i monotonii życia było za duzo? Nie wiem, w każdym razie, gdy nie dawałm za wygraną, bo oczywiście próbowałam Go zatrzymać, wtedy powiedział mi, że mnie zdradził i coś czuje do tej dziewczyny (jest młodsza o 5 lat). Dla mnie to był szok, mimo to i tak próbowałam, mówiłam mu, że to tylko zauroczenie do tej dziewczyny, dlaczego nie da nam jeszcze szansy? Tyle wpomnień, przeżyć, planów itd. Zakochana kobieta nie myśli logicznie. Oczywiście odszedł, a ja miałam nadzieję, że przemyśli to wszystko, że zobaczy, ze to ja jestem nadal najważniejsza, no ale do tej pory tak się nie stało, i nie czekam już na Niego. Gdy pomyślę o Nim i o Niej to jest mi niedobrze, po tylu wspólnie spędzonych latach nie powinno robić się takich rzeczy.

          To moja historia, a teraz pora napisać jak sobie radzę . Okres świąt, kiedy mnie zostawił był tragiczny, ciągle ryczałam i nic nie jadłam, i tak ciągnęło się 1,5 tygodnia. W tym okresie bardzo chciałam, żeby on wrócił, gdy przychodził po rzeczy jeszcze go pytałam, czy jest szczęśliwy, czy na pewno tego chce, no nie zmienił zdania, był przy tym bardzo oziębły. Było mi naprawdę ciężko, po jego wizytach zawsze dwa dni dochodzę do siebie. Nie da się tak nagle przestać kogoś kochać, mimo krzywd, jakie nam ta osoba wyrządziła, przecież są też dobre wspomnienia, u mnie jest ich dużo, tak jak i u Ciebie pewnie, w tak długim związku, i dlatego to tak boli, bo chciałybyśmy, aby te chwile wróciły, żeby było jak dawniej, jak to możliwe, że osoba, którą tak kochamy i dla której byłyśmy całym światem nagle odchodzi. To wszystko jest trudne do zaakceptowania, ale ja już czuję się lepiej. No jestem zmuszona zmienić swoje życie diametralnie, ale doszłam już do tego, że życie się nie kończy (choć na początku tak właśnie myślałam). Wierzę, że jeszcze spotkam kogoś na swojej drodze, ale wiem również, że będzie mi trudno komuś zaufać, i pewnie nie zaufam, ta rana zostaje.

          Bardzo pomogło mi przebywanie z ludźmi, byle by z kimś rozmawiać, żeby nie siedzieć samej, bo gdy przebywałam w towarzystwie i mogłam to wszystko zrzucić z siebie było mi lżej. Opowiadałam moją historię prawie wszystkim, (w granicach zdrowego rozsądku jaki mi jeszcze został), bo potrzebowałam, wyżalić się. Teraz też staram się jak najwięcej wychodzić na miasto i spotykać ze znajomymi, niestety kosztem mojeje pracy mgr, na której nadal jest mi ciężko się skupić. Ale to naprawdę z czasem mija.

          Być może były sygnały, których nie zauważałam, albo nie chciałam zauważać, ale w związku się rozmawia, więc nie będę sie za to obwiniała. To On miał problem, skoro odszedł, to siedziało w Nim prawdopodobnie od dłuższego czasu, i Jemu było na pewno łatwiej odejść. Poza tym, jak pisałam wcześniej zakochana kobieta nie myśli logicznie. Ze wszystkimi analizowałam powody Jego odejścia, i nikt tego nie rozumie, ja też nie. Teraz musiałby naprawdę mocno się starać, jeśli chciałby wrócić, ale sądzę, że i tak nie potrafiłabym mu ponownie zaufać.

          Na koniec dodam tylko, że z każdym dniem będzie lepiej, u mnie tak jest, ale gdy Go nie widzę, więc jeśli nie ma już szans dla Was, to staraj się z Nim nie widywać. Spotykaj się z ludźmi jak najczęściej, wyżal się komu możesz, a kiedy musisz popłakać to płacz, w końcu to minie.

          Życzę duzo wiary w siebie i powodzenia.
          • dziecko_kapitana_klossa Re: koniec związku 08.05.06, 00:07
            naprawde wam dziewczyny wspolczuje.
            ale postarajcie sie zrozumiec tez swoich facetow.

            podobno len to jest taki czlowiek , ktory zeni sie ze swoja dziewczyna z liceum.
            eve, z tego co piszesz, skoro byliscie razem 9 lat, a masz 26 tzn., ze poznalas
            go jak mialas 17 lat. przeciez ludzie sie zmieniaja. moze twoj facet poczul, ze
            to nie jest to.
            to sie zdarza. nagle otwieraja sie oczy, dorastasz, dojrzewasz, zmieniasz sie i
            nagle wiesz, ze to na czym ci zalezy to nie ustabilizowane zycie, meble i
            mieszkanie na kredyt, tylko ktos kto cie swietnie rozumie i kots przy kim
            czujesz cos czego niegdy nie czules/czulas z poprzednim partnerem.

            oczywscie wyjatki sie zdarzaja, ale ja sobie nie wyobrazam, zeby byc dzisiaj (
            a mam lat 30) z facetem, w ktorym zakochalam sie w liceum. wtedy bylam zupelnie
            kims innym.

            wiec nie obwinialabym facetow, ze odchodza czasem do innych po dlugoletnich
            zwiazkach. moze maja wiecej odwagi zeby zerwac z zyciem, ktore tak naprawde im
            nie odpowiada i wiedza, ze to nie jest to.

            zycie bywa skomplikowane i czasem okrutne. niestety.
    • radio_woz Re: koniec związku 08.05.06, 02:25
      Malo piszesz o tym jaki byl Wasz zwiazek. Moze tylko Tobie sie wydawalo, ze
      doskonaly. Maz nie podal powodu odejscia? Moze bal sie Twojej reakcji?
      Pociesz sie, ze nie macie dzieci. To jedyna pozytywna rzecz w tej sytuacji. Nie
      bedziesz zmuszona utrzymywac z nim kontaktow. Wspolczuje Ci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka