anulex
07.05.06, 12:04
Pisałam ostatnio pracę na temat poligamii (poniżej zamieszczam jej fragment).
Zafascynował mnie przy okazji temat poliandrii (jedna kobieta ma kilku
mężów). Dlaczego jest tak mało rozpowszechniona? (znacznie mniej niż
wielożeństwo) Ile procent współczesnych ludzi chciałoby żyć w takim związku?
Jak Wy na to patrzycie? Jestem bardzo ciekawa waszych opinii.
Osobiście nie chciałabym mieć więcej niż jednego męża, ale nie potrafiętego
logicznie uzasadnić.
"Poliandria przetrwała między innymi w niektórych plemionach Indii i Tybetu.
Występuje dość rzadko.
Marlena Zyzik w książce "Małżeństwo w prawie islamskim" napisała, że prawo
biblijne wykluczało poliandrię ze względu na kłopoty, których ona nastręcza.
Gdyby kobieta współżyła z więcej niż jednym partnerem w krótkim okresie czasu
i zaszła w ciążę, trudno byłoby określić, który z nich jest ojcem dziecka.
Taki stan miałby poważne konsekwencje. Nie wiadomo byłoby, po którym
mężczyźnie dziecko ma dziedziczyć oraz z członkami rodziny którego z nich nie
powinno się wiązać, żeby uniknąć kazirodztwa. Dodatkowo dziecko miałoby
problem z określeniem swojej tożsamości - nie wiedziałoby, kto jest jego
biologicznym rodzicem. Osobiście mam pewne wątpliwości dotyczące tej teorii.
Sprawę dziedziczenia można rozwiązać na kilka sposobów. Przykładowo majątek
zmarłego krewnego należałby się w równym stopniu każdemu z dzieci należących
do danej rodziny (przez rodzinę rozumiem tu matkę, jej małżonków oraz ich
potomstwo). W polskim prawie adopcyjnym dziecko ma prawo do dziedziczenia po
osobach, które nie są jego rodzicami biologicznymi i wydaje mi się, że stan
ten nie nastręcza większych trudności. Jeśli chodzi o kazirodztwo - można
zakazać dzieciom stosunków z bliskimi członkami rodzin każdego z partnerów
matki. Nasze przepisy nie zakazują wyłącznie małżeństw między osobami, które
są połączone więzami krwi, ale również nie dopuszczają legalizacji związku
między powinowatymi - wnioskuję z tego, że wprowadzenie wspomnianej wcześniej
przeze mnie zasady nie byłoby niemożliwe. Dodatkowo taka reguła mogłaby
skłonić ludzi do szukania współmałżonków poza kręgiem bliższych znajomych,
społeczność byłaby bardziej otwarta, co byłoby korzystne z punktu widzenia
genetyki. Problemów nastręcza kwestia tożsamości. Z jakiegoś względu wiele
dzieci ma silną potrzebę poznania swoich biologicznych rodziców. Nawet w
kulturze muzułmańskiej, w której zdarza się, że żyje ono pod jednym dachem z
ojcem i kilkoma kobietami, ma świadomość tego, która z nich jest jego matką i
przywiązuje do tego dużą wagę. Nie wiem, na ile taki stan rzeczy jest
generowany kulturowo a na ile biologicznie i czy można zrobić coś, żeby go
zmienić. Abstrahując od prawa biblijnego, w dzisiejszych czasach wszystkie te
problemy można definitywnie rozwiązać dzięki testom na ojcostwo. Dlaczego w
tej sytuacji tak rzadko spotyka się poliandrię? Być może normy kulturowe nie
zdążyły jeszcze dostosować się do nowych warunków, które stwarza bardzo
dynamicznie rozwijająca się nauka. Możliwe, że wpływają na to inne czynniki,
które przeoczyłam."