lucjaneck
09.06.06, 09:26
historia jakich wiele,w malzenstwie sie nie ukladalo probowalam znalezc
pocieche w romansie,facet sie wycofal,mialam depresje jechalam na
prochach,nawet dziecmi nie bylam w stanie sie zajac,trwalo to 2 lata,w tym
czasie zawsze moglam liczyc na przyjaciolke ktora byla blisko mnie,dbala o to
bym nie zostawala sama,ciagle obiady spacery,wtopilam sie w klimat jej
domu ,az za za bardzo. zaczelam jej zazdroscic,wzbierala we mnie zlosc
dlaczego ona to wszystko ma a ja nic,cale zycie pod gore.jestem atrakcyjna
kobieta i potrafie owinac sobie faceta i zaczelam od jej meza,najpierw taki
niewinny zart,flirty,smiechy ale z czasem zaczelismy to traktowac
inaczej.zakochalismy sie,wspolne spotkania,wyjazdy naniby delegacje i ciagle
oszustwo.Nie moge jej spojrzec w oczy czuje ze czegos sie domysla to madra
kobieta.Czuje sie jak smiec,nieudany eksperyment ktory potrafi tylko
niszczyc,niewiem co bedzie dalej zabrnelam za daleko.niszzce nie tylko
uczucia m/y doroslymi,tu są rowniez dzieci i moje i jej.gdybym miala odwage
powiedzialabym jej prawde,ale jestem tchorzem ktory zamiast to wszystko
skonczyc brnie dalej.nie oczekuje z bedziecie mnie pocieszac bo i niby
dlaczego powiedzcie tylko czy ktos z was byl w podobnej sytuacji i jak z tego
wyszedl