Gość: renia
IP: *.ruczaj.pl
07.02.03, 11:41
Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo. Do tej
pory byłam sama. Tzn. nie miałam nigdy stałego partnera, a przynajmniej
takiego, o którym bym myślała jako o przyszłym mężu. Cztery miesiące temu w
autobusie z Austrii do Krakowa miałam za sąsiada przemiłego chłopaka,
przegadaliśmy całą drogę (głównie o filmach). Okazało się że był u kolegi,
który pomógł mu załatwić pracę ( na czarno) w jakimś zakładzie przetwórstwa
warzyw czy cos w tym stylu. W ogóle jest piekarzem, ale zarabia niewiele, nie
ma stałego miejsca zatrudnienia itp. Po powrocie umówiliśmy się jeszcze parę
razy, do kina, do kawiarni. Niedawno mi powiedział że sie we mnie zakochał,
że chciałby sie spotykać na stałe.
A mnie to trochę przeraziło bo jesteśmy z całkowicie różnych środowisk, na
razie jest fajnie, gadamy o głupotkach. Stały związek to jednak coś
poważniejszego, pewne zobowiązanie. Nie wiem czy po pewnym czasie nie
zaczełabym, nawet podświadomie traktować go z góry, boję się mu powiedzieć o
swoich obawach, że łącząca nas pasja do filmów to chyba za mało żeby stworzyć
dobry związek.
A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?