Dodaj do ulubionych

mezalians?

IP: *.ruczaj.pl 07.02.03, 11:41
Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo. Do tej
pory byłam sama. Tzn. nie miałam nigdy stałego partnera, a przynajmniej
takiego, o którym bym myślała jako o przyszłym mężu. Cztery miesiące temu w
autobusie z Austrii do Krakowa miałam za sąsiada przemiłego chłopaka,
przegadaliśmy całą drogę (głównie o filmach). Okazało się że był u kolegi,
który pomógł mu załatwić pracę ( na czarno) w jakimś zakładzie przetwórstwa
warzyw czy cos w tym stylu. W ogóle jest piekarzem, ale zarabia niewiele, nie
ma stałego miejsca zatrudnienia itp. Po powrocie umówiliśmy się jeszcze parę
razy, do kina, do kawiarni. Niedawno mi powiedział że sie we mnie zakochał,
że chciałby sie spotykać na stałe.
A mnie to trochę przeraziło bo jesteśmy z całkowicie różnych środowisk, na
razie jest fajnie, gadamy o głupotkach. Stały związek to jednak coś
poważniejszego, pewne zobowiązanie. Nie wiem czy po pewnym czasie nie
zaczełabym, nawet podświadomie traktować go z góry, boję się mu powiedzieć o
swoich obawach, że łącząca nas pasja do filmów to chyba za mało żeby stworzyć
dobry związek.
A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?
Obserwuj wątek
    • krop.ka Re: mezalians? 07.02.03, 12:09
      Osobiście znam dwa małżeństwa z ponad dwudziestoletnim stażem, w których
      kobieta jest po wyższych studiach, a mężczyzna po szkole zawodowej. W jednym z
      nich żona ma do tego bardzo dobrą pracę na stanowisku dyrektora, a mąż jest na
      emeryturze (całe życie pracował fizycznie). Oba stadła są szczęśliwe:)
      Ja również zwracam uwagę na wykształcenie - i przeważnie zdarza się tak, że z
      osobą, która z trudem przebrnęła przez szkołę zawodową nie mam o czym
      porozmawiać. Ale staram się z góry nie szufladkować ludzi pod tym kątem. Bo
      można być inteligentną, oczytaną osobą z szerokimi zainteresowaniami i
      horyzontami skończywszy zawodówkę - lub ograniczonym magistrem, którego na
      studia wypchnęli rodzice, a trzy spółgłoski przed nazwiskiem zdobył
      prześlizgując się z roku na rok dzięki kolegom, niedostatkom naszego systemu
      edukacji i w myśl przysłowia, że "głupi ma szczęście".
      Ważne jest, jakim się jest człowiekiem, ot co.
      Pozdrawiam:)
    • ydorius Re: mezalians? 07.02.03, 12:15

      moim zdaniem przesadzasz.

      Jesli swietnie sie Wam gada, chlopak ma szerokie horyzonty i, co najwazniejsze,
      chce je wciaz poszerzac, to nie widze problemu. I zgadzam sie z krop.ka, ze
      niedostatki systemu ksztalcenia sa na tyle duze, ze posiadanie lub
      nieposiadanie studiow jest tylko wskazowka (krzywa w dodatku), nie
      wyznacznikiem wartosci :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
    • diabe Re: mezalians? 07.02.03, 13:02
      a ja nie uważam, że przesadzasz
      ok, ok ważane jest jakim się jest człowiekiem i tak dalej - no pewnie, że tak,
      ale jak ma się spędzić z kimś całe życie to liczy się jeszcze masa innych rzeczy

      teraz rozmawiacie o filmach i jest fajnie, ale czy on będzie potrafił zrozumieć
      Twoje problemy z pracy? Czy masz w sobie tyle odwagi, żeby zabrać go na imprezę
      i powiedzieć znajomym "to mój narzeczony - jest piekarzem"
      czy ten facet będzie w stanie zapewnić Ci poczucie szeroko rozumianego
      bezpieczeństwa (w tym również, ale nie tylko finansowego)?
    • melinek Re: mezalians? 07.02.03, 13:03
      O, nowa Renia, tym razem z Polski. :))

      Fakt nieukonczenia studiow, nie swiadczy o nizszym poziomie czlowieka.
      Moze oznaczac, ze warunki lub okolicznosci zyciowe byly niesprzyjajace.
      Moj maz nie ma studiow, ja mam. Nie stanowi to dla mnie problemu.
      Po prostu zle go ukierunkowano po maturze, mowiac, ze na studia sie
      nie nadaje i poszedl do pracy zamiast na uczelnie. Dlugo w to wierzyl,
      14 lat trzeba bylo by zmienil zdanie. Studia zaczyna pod koniec lutego.

      Wiele razy mialam wrazenie, ze jest ode mnie madrzejszy, uczciwszy, bardziej
      otwarty. Bardzo sie licze z jego zdaniem. W kazdej spawie jest dla mnie
      konsultantem, partnerem nieraz autorytetem.

      Jesli ciekawie sie wam rozmawialo o filmach to pewnie na inne tematy tez
      ciekawie sie potoczy rozmowa. Sprobuj.
    • bleble7 Re: mezalians? 07.02.03, 13:17
      Idz z nim do lozka i nie przejmuj sie.
      Jak bedzie z tego staly zwiazek to bedzie, chocbys Ty byla ksiezniczka a on
      niewolnikiem.
    • Gość: Przemek Re: mezalians? IP: *.tele.pw.edu.pl 07.02.03, 13:57
      Gość portalu: renia napisał(a):

      > Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo.
      ......
      > Okazało się że był u kolegi,
      > który pomógł mu załatwić pracę ( na czarno) w jakimś zakładzie przetwórstwa
      > warzyw czy cos w tym stylu. W ogóle jest piekarzem, ale zarabia niewiele, nie
      > ma stałego miejsca zatrudnienia itp.

      "Mezalians" nie polega w tym wypadku na wyksztalceniu, lecz na stosunku do
      zycia. Z porownania powyzszych cytatow wynika, ze Ty jestes osoba ceniaca sobie
      stabilizacje, ambitna, a on jakims lekkoduchem, nie przywiazujacym wagi do
      zyciowej stabilizacji. Moim zdaniem, szanse na trwaly zwiazek sa znikome (poza
      tym, ile on ma lat?).
    • Gość: mona Re: mezalians? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 08.02.03, 11:49
      nie przejmuj sie tymi opiniami , na Twoim miejscu kontynuowałabym ten związek.
      Zawsze się możesz wycofac...Byłabym jednak troszkę czujna.
    • titus_flavius cokolwiek uczynisz-będziesz żałowała ... 08.02.03, 21:50
      Ave,
      masz 32 lata i do tej pory żaden facet o wymaganych przez Ciebie cechach nie
      zainteresował się Tobą. Oznacza to, że realnie rzecz biorąc masz zerowe szanse
      na znalezienie faceta na Twoim, zbliżonym albo wyższym poziomie ...
      Ci wolą studentki.
      Jeżeli więc nie przyjmiesz oferty tego faceta zostaniesz starą panną. I tego
      nie będziesz mogła sobie darować
      Jeżeli zaś wyjdziesz za niego, to już wkrótce przekonasz się, że Twój i jego
      świat są zupełnie inne. Dwie moje koleżanki związały się w ten sposób i różnice
      w pojmowaniu świata są kolosalne. Także otoczenie będzie stale Was wyśmiewać.
      Twoje małżeństwo także nie będzie szczęśliwe. Oboje będziecie codziennie sobie
      przypominać, że jesteście z innych światów. Bowiem stale (podświadomie)
      będziesz okazywała mu swą wyższość, co będzie ranić jego męską dumę. To zaś
      będzie go popychać do kroków, które będą miały na celu pokazanie Ci, że on nie
      jest uległym pantoflarzem. Będzie przemoc, alkohol, kolesie i zdrady.
      Nie wiem więc, które rozwiązanie jest mniej złe, bo pozostał Ci tylko wybór
      mniejszego zła.
      T.





      Gość portalu: renia napisał(a):

      > Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo. Do tej
      > pory byłam sama. Tzn. nie miałam nigdy stałego partnera, a przynajmniej
      > takiego, o którym bym myślała jako o przyszłym mężu. Cztery miesiące temu w
      > autobusie z Austrii do Krakowa miałam za sąsiada przemiłego chłopaka,
      > przegadaliśmy całą drogę (głównie o filmach). Okazało się że był u kolegi,
      > który pomógł mu załatwić pracę ( na czarno) w jakimś zakładzie przetwórstwa
      > warzyw czy cos w tym stylu. W ogóle jest piekarzem, ale zarabia niewiele, nie
      > ma stałego miejsca zatrudnienia itp. Po powrocie umówiliśmy się jeszcze parę
      > razy, do kina, do kawiarni. Niedawno mi powiedział że sie we mnie zakochał,
      > że chciałby sie spotykać na stałe.
      > A mnie to trochę przeraziło bo jesteśmy z całkowicie różnych środowisk, na
      > razie jest fajnie, gadamy o głupotkach. Stały związek to jednak coś
      > poważniejszego, pewne zobowiązanie. Nie wiem czy po pewnym czasie nie
      > zaczełabym, nawet podświadomie traktować go z góry, boję się mu powiedzieć o
      > swoich obawach, że łącząca nas pasja do filmów to chyba za mało żeby stworzyć
      > dobry związek.
      > A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?
      • melinek Re: cokolwiek uczynisz-będziesz żałowała ... 08.02.03, 22:47
        titus_flavius napisał:
        > ...będzie go popychać do kroków, które będą miały na celu pokazanie Ci, że on
        nie
        > jest uległym pantoflarzem. Będzie przemoc, alkohol, kolesie i zdrady.

        Titusie_flaviuszu, stuknij Ty sie w lep.
        Oskarzasz nieznajomego
        tobie czlowieka o alkoholizm, zdrade, przemoc.
        Nie mozna zakladac a priori, ze jesli piekarz
        to dran, pijak i cham. Troche wicej zaufania
        i wiary w ludzi.
        • titus_flavius Re: cokolwiek uczynisz-będziesz żałowała ... 09.02.03, 08:21

          melinek napisał:
          > Titusie_flaviuszu, stuknij Ty sie w lep.
          > Oskarzasz nieznajomego
          > tobie czlowieka o alkoholizm, zdrade, przemoc.

          Ave,
          przemawia przeze mnie doświadczenie i znajomość męskiej i kobiecej duszy :o).
          Tak to jest bowiem z facetami, że są przeświadczeni, że to oni powinni stać
          wyżej w pozycji społecznej od parnerki. Kobieta zaś powinna być młoda i ładna.
          Zważ, że tak samo uważa autorka wątku - gdyby sądziła inaczej nie widziałaby
          problemu w związku z tym facetem. Tak jak nie widzi mnóstwo profesorów
          wiążących się ze studentkami, czy dyrektorów z sekretarkami.
          T.


          > Nie mozna zakladac a priori, ze jesli piekarz
          > to dran, pijak i cham. Troche wicej zaufania
          > i wiary w ludzi.
          >
          • melinek Tytus, przesadziles. 09.02.03, 22:04
            titus_flavius napisał:

            > Ave,
            > przemawia przeze mnie doświadczenie ...

            Przewamia przez ciebie stereotyp, nabyty i utrwalony nie wiadomo przez jakie
            doswiadczenie. Bardzo sobie w ten sposob Tytusie zawezasz horyzonty.
            Prezentujesz trzezwe patrzenie na sprawe z klapkami na oczach.
            Mozna wrzucac wszystkie ludzkie przypadki do jednego worka,
            lecz otrzymujemy przykra i krzywdzaca dla tych ludzi mieszanke.
      • Gość: renia Re: cokolwiek uczynisz-będziesz żałowała ... IP: *.athens.access.acn.gr 08.02.03, 23:33
        Te, Ave, jak sie Ciebie czyta, to sie tak zwane flaki przewracaja. Wyluzuj
        gosciu.

        Renia. Po pierwsze, milo byloby, gdybys jakos urozmaicila swoj nick ;)))


        Po drugie, sluchaj serca, ale co z rozumem, prawda?

        No i masz dylemat Renia. Jak pogodzic jedno i drugie? Moze w pewnym momencie
        ten Twoj nowy znajomy zechce isc na jakies studia? Moze jakos na niego
        wplyniesz i bedzie naprawde fajnie? Nie wiem co Ci doradzic, ale zycze
        powodzenia i obys podejmowala sluszne decyzje. Przede wszystkim to chyba sie
        nie spiesz. Pozdrawiam, renia
        • titus_flavius Re: cokolwiek uczynisz-będziesz żałowała ... 09.02.03, 08:36
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > ten Twoj nowy znajomy zechce isc na jakies studia? Moze jakos na niego
          > wplyniesz i bedzie naprawde fajnie? Nie wiem co Ci doradzic, ale zycze
          > powodzenia i obys podejmowala sluszne decyzje. Przede wszystkim to chyba sie
          > nie spiesz. Pozdrawiam, renia

          Ave,
          naprawdę wierzysz, że formalne uzyskanie dyplomu zasypie przepaść pomiędzy nimi?
          T.
        • Gość: renia ta druga Do reni i Tytusa IP: *.ruczaj.pl 09.02.03, 12:24
          sorry renia że podkradłam Twój nick, ale b. rzadko zagładam na forum i nie
          znałam Cię, a w ogóle to po raz pierwszy odważyłam się napisać. A że Renata to
          moje prawdziwe imię więc nie chciałam nic zmieniać. Ale obiecuję poprawę.
          Co do Waszych listów. To muszę przyznać że niektóre są naprawdę okrutne!!
          Jak możecie mnie oceniać, że nie zainteresuje się mną żaden facet bo jestem
          stara? Że ten, z którym być może zainetersuje to jakiś nieudacznik który pewnie
          popadnie w alkoholizm?
          Przeciez nie prosiłam o szczegółową analizę naszych osobowości ale o to czy
          znacie takie szczęśliwe pary, które pomimo różnic w wykształceniu (i kwestiami
          z tym związanymi) potrafiły stworzyć szczęśliwy związek...
          Pozdrawiam renia, ta druga
          • moore_ley Re: Do reni i Tytusa 09.02.03, 12:33

            Przeciez nie prosiłam o szczegółową analizę naszych
            osobowości ale o to czy znacie takie szczęśliwe pary,
            które pomimo różnic w wykształceniu (i kwestiami z tym
            związanymi) potrafiły stworzyć szczęśliwy związek...


            Ja znam taki zwiazek, moja przyjaciolka i jej mezczyzna.
            Poznali sie, kiedy on byl w zawodowce, a ona w liceum.
            Ona zaczela studia, on po zawodowce. Pociagnela go za
            soba, jakos zmobilizowala, chlopak zaczal dalej sie
            uczyc, zdal mature, teraz studiuje...fizyke. Dla mnie on
            jest geniuszem, a wyksztalcenie nie ma tu chyba
            najmniejszego znaczenia.
            Zobacz ile teraz potworzylo sie prywatnych szkol
            wyzszych, filii uniwersytetow, chyba zdajesz sobie sprawe
            jaki tam jest poziom i kto czasem te szkoly konczy, wiec
            taki dyplom na pewno nie jest wymiernikiem inteligencji
            czy wogole poziomu czlowieka.
            Poza tym...uwazam, ze jesli juz w tej chwili masz takie
            watpliwosci, to moze lepiej dac sobie spokoj...

            ech....gdzie ten romantyzm....
            ;-)
            • moore_ash Re: Do reni i Tytusa 13.02.03, 16:05
              moore_ley napisała:


              > Poza tym...uwazam, ze jesli juz w tej chwili masz takie
              > watpliwosci, to moze lepiej dac sobie spokoj...
              >
              hmmm... a moze jednak nie?
              watpliwosci sa chyba zawsze. i to jest akurat pozytywne, sa watpliwosci, wiec
              wiecej myslimy, analizujemy, a co za tym idzie wiecej wiemy...
              poza tym... wydaje mi ise, ze autorce listu Pan Piekarz przypadl do gustu...
              nie chce Cie (autorke listu, nie moore-ley szanowna:P)oskarzac o strach przed
              zaangazowaniem, ale... sproboj. przeciez nie masz nic do stracenia, ostroznie,
              ale sproboj... pomysl o tym co bedzie jesli zniego zrezygnujesz. nie bedziesz
              miala po fakcie mysli spod znaku "a moze byloby nam dobrze?:("... duzo
              rozmwaiajcie, o roznych rzeczach, wtedy pzrekonasz sie na jakim poziomie jest
              to czlowiek... poza tym...
              o jakich filmach rozmawialiscie?...
              bo to chyba o czyms swiadczy jesli owy piekarz rozmwaia z toba o
              egzystensjonalnych problemach glownego bohatera jakiegos wegierskiego filu
              znanego 300 osobom na tym swiecie (w tym 150 z obslugi techniczenj planu
              filmowego) lub o efektach specjalnych w termiantorze....
              widzimy roznice?:)
              no i swietnie...
              lap go i badzcie szczesliwi!
              powodzenia!
              pozdr.
              tb
              ___
              niech jazz bedzie z Toba!

              > ech....gdzie ten romantyzm....
              > ;-)
              zaraz przed pozytywizmem kochanie:)
          • titus_flavius Re: Do reni i Tytusa 09.02.03, 19:10
            Gość portalu: renia ta druga napisał(a):

            > sorry renia że podkradłam Twój nick, ale b. rzadko zagładam na forum i nie
            > znałam Cię, a w ogóle to po raz pierwszy odważyłam się napisać. A że Renata
            to
            > moje prawdziwe imię więc nie chciałam nic zmieniać. Ale obiecuję poprawę.
            > Co do Waszych listów. To muszę przyznać że niektóre są naprawdę okrutne!!
            > Jak możecie mnie oceniać, że nie zainteresuje się mną żaden facet bo jestem
            > stara?

            Ave,
            przecież sama napisałaś, że jesteś i byłaś sama, ja jedynie objaśniłem Ci
            przyczyny.

            >Że ten, z którym być może zainetersuje to jakiś nieudacznik który pewnie
            > popadnie w alkoholizm?

            Jesteś bardzo zabawna :o) Dlaczego strzelasz do posłańca, który przynosi złe
            wiadomości?
            T.
    • Gość: A28 Re: mezalians? IP: *.proxy.aol.com 08.02.03, 23:43
      Skoro on jest dla ciebie wazny a ty dla niego, to postaraj sie o zrobienie z
      piekarza wlasciciela najlepszej piekarni w calej okolicy. Popchnij go we
      wlasciwym kierunku, uzyj wplywow i znajomosci i niech twoj piekarz zrobi sie
      samodzielnym wytworca wyrobow piekarniczych, co juz brzmi o wiele dumniej. A
      jak juz z piekarza zrobi sie wlasciciel piekarni i zamiast jezdzic pracowac na
      czarno, sam bedzie na czarno zatrudnial; kiedy pod domem stanie najnowszy model
      Mercedesa i zaprosicie na parapetowke w waszym domu cala elite miasta, to nikt
      nie bedzie wiecej pamietal, ze on byl tylko piekarzem. Ty tez nie. Bo samo
      wyksztalcenie nawet uwieczone doktoratem nic jeszcze nie daje. To predzej jego
      fach w reku, niz twoj doktorat zapewnia wam dostatnie zycie. I nie z twojego
      dyplomu bedziecie zyc, tylko z jego bulek. Pomysl o tym. Nie doktorat czyni
      czlowieka, tylko zaradnosc i madrosc zyciowa. Pomysl o tym. I nie badz za
      dumna. Zycie potrafi sie paskudnie zemscic.
      Zycze ci madrej decyzji.
      A.
    • Gość: aresa Re: mezalians? IP: *.acn.waw.pl 09.02.03, 00:41
      Mezalians? Jesteś z wyższych sfer? Czy w Twoich żyłach płynie błękitna krew? a
      może jesteś szlachcianką? Jaki mezalians? Nawet prosty chłop ze wsi, może
      zrobić doktorat, osobiście znam kilku...
      • Gość: knockout Re: mezalians? IP: *.knurow.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 02:22
        heheh faktycznie, mezalians to brzmi nieco jak sprzed wojny :) Ja mysle, ze
        powinno byc im dobrze, jesli po bardziej doglebnym poznaniu beda wciaz soba
        mocno zainteresowani, czego im zycze.
        pozdro!
    • Gość: suri Re: mezalians? IP: *.acn.pl 09.02.03, 00:55
      a ja uwazam, ze skoro masz watpliwosci na tym etapie, to nic z tego nie
      bedzie...

      pzdr
    • olik74 Re: mezalians? 09.02.03, 01:38
      Może przesadzasz, może nie... Ale nie chciałabym być złym prorokiem... Moja
      rada - nie rezygnuj, ale spróbuj utrzymać na razie tę znajmość na tzw.
      koleżeńskiej stopie
      Życzę dobrych wyborów :-)
    • alien? Re: mezalians? 09.02.03, 13:24
      Reniu,
      Titusem flaviusem nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
      skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem. Titus (tak na
      marginesie dodoam, ze kiedys podpisywal sie jako Andrzej)
      jest "nieprzemkalany". Swoje wie, a wie, bo jest facetem (to jego tok myslowy).
      Znam go z innego watku. Mnie rowniez dawal "dobre" rady. Nie watpie zreszta, ze
      sie odewie, bo to taki typ. W watku, w ktorym z nim poelmizowalam (do czasu
      jednak, potem dalam sobie spokoj, bo on nie uznaje dyskusji, tylko gloszenie
      swoich prawd objawionych, w stylu "stare przyslowie pszczol mowi...")
      twierdzil, ze jako 31-latka powinnam szukac partnera wlasnie wsrod mezczyzn o
      nizszym statusie spolecznym, bo ci z rownym lub wyzszym mojemu nie sa mna z
      racji mojego wieku zainteresowani. Kreslil jendakze wowoczas przede mna
      niemalze idylliczne wizje spedzenia zycia u boku takiego mezczyzny. Ciebie
      jednak przestrzega. Titus najwyarazniej zaczyna sie gubic w swej pokretnej
      logice. Czyzby jakas demencja, niedowlad umyslowy? Titusa nie lubie, bo plecie
      androny. Jego glos w dyskusji mozesz uwazac za niewazny.
      Pozdrawiam
      alien?
      • meniskwypukly Re: mezalians? 09.02.03, 14:14
        wszystko zależy od tego, jaki to człowiek.Czy dopóki nie dowiedziałaś się ,
        jaka szkołę skończył to wszystko było w porządku? Różni fajni ludzie kończą
        jakieś dziwne szkoły, potem zresztą robią co innego .Myslisz, że gościa nie
        stac na skończenie zaocznie jakiejś uczelni, żeby zatkać usta ludziom z twojego
        środowiska ? Dzisiaj to zadna sztuka, wymaga jedynie troche wysiłku umysłowego
        i pieniędzy.Jeśli z nim dotąd utrzymujesz kontakty, widocznie nie jest zupełnym
        zerem i go na cos takiego stać.
        Nikt z forum nie zna osobiście tego chłopaka - więc radami się nie przejmuj.
      • titus_flavius Re: mezalians? 09.02.03, 19:06
        Ave,
        witaj Alieno po długiej nieobecności. To już masz 31 lat? Jak to czas leci.
        Moje rady były dobre na znalezienie faceta, ale to co będzie później to
        odmienna historia.
        T.


        alien? napisała:

        > Reniu,
        > Titusem flaviusem nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
        > skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem. Titus (tak
        na
        >
        > marginesie dodoam, ze kiedys podpisywal sie jako Andrzej)
        > jest "nieprzemkalany". Swoje wie, a wie, bo jest facetem (to jego tok
        myslowy).
        >
        > Znam go z innego watku. Mnie rowniez dawal "dobre" rady. Nie watpie zreszta,
        ze
        >
        > sie odewie, bo to taki typ. W watku, w ktorym z nim poelmizowalam (do czasu
        > jednak, potem dalam sobie spokoj, bo on nie uznaje dyskusji, tylko gloszenie
        > swoich prawd objawionych, w stylu "stare przyslowie pszczol mowi...")
        > twierdzil, ze jako 31-latka powinnam szukac partnera wlasnie wsrod mezczyzn o
        > nizszym statusie spolecznym, bo ci z rownym lub wyzszym mojemu nie sa mna z
        > racji mojego wieku zainteresowani. Kreslil jendakze wowoczas przede mna
        > niemalze idylliczne wizje spedzenia zycia u boku takiego mezczyzny. Ciebie
        > jednak przestrzega. Titus najwyarazniej zaczyna sie gubic w swej pokretnej
        > logice. Czyzby jakas demencja, niedowlad umyslowy? Titusa nie lubie, bo
        plecie
        > androny. Jego glos w dyskusji mozesz uwazac za niewazny.
        > Pozdrawiam
        > alien?
      • goga.74 Re: mezalians? 09.02.03, 22:52
        Witaj Alien?,
        Pokretna logika naszego dobrego znajomego Jedrka jest prosta do wytlumaczenia.
        Po prostu nie moze on przepuscic zadnej okazji, kiedy moze dowalic jakiejs
        kobiecie a szczegolnie upodobal sobie te w wieku 30 lat, ktore nie maja
        partnera. Musi im pokazac, ze wlasciwie to przegraly juz zycie. Nie wiem, kto i
        kiedy go skrzywdzil, ale musialo to byc traumatyczne przezycie.

        Renia, nie bywasz na forum, wiec nie wiesz, ze Andrzeja nalezy traktowac z
        przymrozeniem oka. Slynie on z zabawnych teorii na temat zwiazkow damsko-
        meskich. Nie przejmuj sie nim.


        • alien? Re: mezalians? 11.02.03, 08:43
          goga.74 napisała:

          > Witaj Alien?,
          > Pokretna logika naszego dobrego znajomego Jedrka jest prosta do
          wytlumaczenia.
          > Po prostu nie moze on przepuscic zadnej okazji, kiedy moze dowalic jakiejs
          > kobiecie a szczegolnie upodobal sobie te w wieku 30 lat, ktore nie maja
          > partnera. Musi im pokazac, ze wlasciwie to przegraly juz zycie. Nie wiem, kto
          i
          >
          > kiedy go skrzywdzil, ale musialo to byc traumatyczne przezycie.
          >
          > Renia, nie bywasz na forum, wiec nie wiesz, ze Andrzeja nalezy traktowac z
          > przymrozeniem oka. Slynie on z zabawnych teorii na temat zwiazkow damsko-
          > meskich. Nie przejmuj sie nim.
          >
          >

          Czesc Goga,
          Tu na Forum mozna niejednokrotnie spotkac milych, zyczliwych ludzi, ktorzy
          dobrym slowem potrafia podniesc na duchu. Pamietam, ze bardzo podobaly mi sie
          wlasnie Twoje wypowiedzi. Ale sa tez osobniki w stylu Andrzeja alias Titusa,
          ktorych jedynym celem jest odcisnac niezatarte wrazenie na ludziach z Forum
          (moze jestesmy jedynym audytorium, do jakiego osmiela sie mowic). Mysle, ze
          wszystko mozna powiedziec, ale wiele zalezy tez od tego, jak to sie robi.
          Andrzej glownie kpi i wysmiewa, widac takiej rozrywki potrzebuje. Choc on sie
          chyba nawet przejal moim losem ;-) Przekopiowal tu dla mnie jakis artykul
          nawet. Szkoda, ze nie mam czasu na wnikliwa lekture.
          Pozdrawiam
      • titus_flavius Re: mezalians? 10.02.03, 18:33
        alien? napisała:

        > twierdzil, ze jako 31-latka powinnam szukac partnera wlasnie wsrod mezczyzn o
        > nizszym statusie spolecznym, bo ci z rownym lub wyzszym mojemu nie sa mna z
        > racji mojego wieku zainteresowani. Kreslil jendakze wowoczas przede mna
        > niemalze idylliczne wizje spedzenia zycia u boku takiego mezczyzny. Ciebie
        > jednak przestrzega. Titus najwyarazniej zaczyna sie gubic w swej pokretnej
        > logice. Czyzby jakas demencja, niedowlad umyslowy? Titusa nie lubie, bo
        plecie
        > androny. Jego glos w dyskusji mozesz uwazac za niewazny.
        > Pozdrawiam
        > alien?

        Ave,
        skoro nie wierzysz mi, poczytaj co piszą inni:
        T.
        Kobieta, mężczyzna i biuro - okiem antropologa

        rozmawiała Aneta Borowiec 09-02-2003 18:17

        Dlaczego flirtujemy w pracy? Kiedy stażysta jest atrakcyjniejszy od szefa? I
        jak gra w tenisa wpływa na nasze seksualne podboje?

        Aneta Borowiec: Dlaczego romansujemy w pracy?

        Dr Bogusław Pawłowski, Katedra Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego: Bo
        spędzamy w niej najwięcej czasu. Mamy okazję poznać ewentualnego partnera ze
        wszystkich stron, w różnych sytuacjach. Wszędzie, gdzie zdarza nam się
        przebywać dłużej, rozglądamy się za drugą połówką. Podobnie jest w szkole czy
        na studiach.

        (...)

        Badano kiedyś poziom androgenów u tenisistów. Kiedy zaczyna się mecz, obaj
        zawodnicy mają podobny, wysoki poziom androgenów - tak organizm reaguje na
        zapowiadającą się rywalizację. U zawodnika, który wygrywa, poziom androgenów
        cały czas pozostaje wysoki. Jednak u przegrywającego maleje. Jeżeli ten
        pierwszy zwykle wygrywa, to chętnie będzie konkurował z innymi, zdobywał
        kobiety. Drugi stanie się mniej zaborczy, mniej pewny siebie - także w życiu
        prywatnym. Osoby o wysokim poziomie androgenów częściej decydują się na romans.

        Ludzi przedsiębiorczych, pewnych siebie, nastawionych na sukces, czyli
        menedżerów, kadrę zarządzającą - bez względu na to, czy są to kobiety, czy
        mężczyźni - charakteryzuje wyższy poziom androgenów niż pozostałych.

        (...)

        Jeżeli w biurze pracuje 40 kobiet i 20 mężczyzn, ale tylko pięciu jest wolnych,
        to kobiety muszą podejmować inicjatywę i walczyć o tę garstkę wolnych "samców".
        Z drugiej strony w grę może wchodzić podwyższone libido. Jeżeli wolne panie są
        kobietami w wieku 25-35 lat i nie mają dzieci, to przypomina o sobie natura,
        która każe zwielokrotnić liczbę kontaktów seksualnych, by zwiększyć szansę na
        ciążę i potomstwo.

        Podobno mężczyźni dwa razy rzadziej sypiają ze swoimi szefowymi niż kobiety z
        szefami. Dlaczego dla kobiet przełożony jest bardziej atrakcyjny?

        Hipergamia, czyli dążenie kobiet do wejścia w związek z mężczyzną o wyższym od
        niej statusie - to zjawisko znane od lat. Znane są wyniki pewnego badania:
        atrakcyjnego mężczyznę ubrano w świetny garnitur, założono mu na rękę roleksa i
        pokazano kobietom - uznały go za wyjątkowo atrakcyjnego. Kiedy ten sam
        mężczyzna pokazał się tym samym paniom w stroju pracownika fast foodu, mało
        która uznała go za atrakcyjnego.

        Dla mężczyzn atrakcyjna jest tylko ich własna władza, a nie kogoś innego, a na
        pewno nie władza kobiety.

        A co z wyrachowaniem? Romans z szefem jako metoda na zawodowy sukces?

        W większości przypadków romans z szefem nie ma nic wspólnego z wyrachowaniem.
        Kobiety łatwiej godzą się na związek z kimś, kto ma władzę, bo tak im
        podpowiada natura. Zawsze wódz był atrakcyjniejszym partnerem niż zwyczajny
        członek plemienia. Skoro ktoś został wodzem, to musi wyróżniać się czymś
        specjalnym, czego nie posiadają inni. A jego status pozwalał na zapewnienie
        godnego, sytego życia żonie i dzieciom. Właśnie cechy sprawiające, że jeden
        mężczyzna jest lepszy niż inni, wzbudzają zainteresowanie kobiet. One
        podświadomie wiedzą, że szanse ich wspólnego potomstwa na osiągnięcie sukcesu
        będą większe.

        Czyli wiek i atrakcyjność fizyczna nie ma znaczenia?

        Jakiś czas temu widziałem w telewizji wywiad z Dustinem Hoffmanem. Redaktor
        rozmawiał z aktorem, wywiad zza szyby obserwował tłum fanek, które zachowywały
        się jak szalone - krzyczały, próbowały zwrócić na siebie uwagę niemłodego już
        aktora. Nagle ten nie wytrzymał, podbiegł do szyby i krzyknął: Gdzie byłyście,
        gdy was pragnąłem? On ich potrzebował wiele lat wcześniej, tylko że wtedy mało
        która zwracała uwagę na niezbyt atrakcyjnego, niskiego i nikomu nieznanego
        Dustina. To sława lub władza stymuluje zainteresowanie kobiet.
        (...)
    • Gość: q Re: mezalians? IP: *.lubin.dialog.net.pl 09.02.03, 14:21
      autorko wątku - daj szanse temu panu, wykształcenie nie jest miara
      człowieczeństwa, poza tym jesli Ci to przeszkadza to moze sprobój go
      zmobiliozwac do robienia czegos w tym kierunku a na razie troche sie
      zdystansuj; moze akurat warto zaryzykowac? panem o nazwie "titus flavius" nie
      przejmuj sie zupelnie; gosc czesto robi za tzw "wybitnego eksperta" - kiedys
      udzielał sie na forum praca jako "biegły" (hehe) od wynagrodzeń prawników w
      warszawie;swoja droga czytajac jego wpis powiało jakims takim patriarchatem w
      najgorszym wydaniu, ciemnogród prawie, współczuje; zycze Ci powodzenia autorko
      wątku - kto nie gra ten nie wygrywa!
    • zalotnica Re: mezalians? 09.02.03, 14:50
      Gość portalu: renia napisał(a):

      > Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo....
      > A mnie to trochę przeraziło bo jesteśmy z całkowicie różnych środowisk, na
      > razie jest fajnie, gadamy o głupotkach. Stały związek to jednak coś
      > poważniejszego, pewne zobowiązanie. Nie wiem czy po pewnym czasie nie
      > zaczełabym, nawet podświadomie traktować go z góry, boję się mu powiedzieć o
      > swoich obawach, że łącząca nas pasja do filmów to chyba za mało żeby stworzyć
      > dobry związek.
      > A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?

      ***W Twojej sytuacji nie dziwie sie , ze zadajesz takie pytanie...
      Dobrze , ze sie nad tym zastanawiasz jeszcze przed zaangazowaniem.
      Widze , ze od poczatku nie traktowalas tej znajomosci na powaznie,
      tylko na luzie, ot, mozna sie spotykac i mile spedzic razem czas...
      ale niespodziewanie zaczyna sie cos dziac...i...

      Ja znam 2 pary. Jeden zwiazek zakonczyl sie niestety rozwodem, ale
      facet byl beznadziejny...
      Zycze powodzenia...
      • Gość: Bebiak Re: mezalians? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.03, 15:20
        To bardzo bardzo złożony problem i napewno nie jest to kwestia wykształcenia.
        Udany związek to kwestia pewnego spojrzenia na świat, pewnych zainteresowań,
        kwestia pewnych oczekiwań w ramach podobnego poziomu. Znam osobiście kilka
        osób, które ukończyły studia, a nadal nie ma o czym z nimi rozmawiać a poglądy
        na życie...lepiej nie pisać. Znam też takie osoby, które mimo braku
        wykształcenia prezentują sobą dość wysoki poziom. Na wspólne życie składa się
        takie mnóstwo drobiazgów, że trudno czasem przewidzieć co może mieć wpływ na
        trwałość bądź nie związku. To nie jest tak, że te zainteresowania muszą być
        takie same, że spojrzenie na świat musi być dokładnie takie samo. Sorry, ale
        nie wyobrażam sobie dobrego związku, jeśli jednego pasjonują wielogodzinne
        rozmowy z przyjaciółmi o filozofii, albo problemy związane z wejściem do Unii,
        a drugi myśli o tym co dzieje się z bohaterami takiej czy innej telenoweli czy
        też namiętnie poszukuje w prasie "sensacyjnych" wiadomości typu J. Lopez ma
        kolejnego kochanka. Rozumiecie co chcę przez to powiedzieć? Rozmawianie tym
        samym językiem - to istotne, nadawanie na tych samych falach choć inaczej. To
        nie tak, że piekarz, kucharz, mechanik to wstyd, to człowiek od razu "z
        niższych sfer" a prawnik czy lekarz - odwrotnie. Jeśli lubisz operę - to On
        nie musi, jeśli np. lubi teatr, ale jeśli On uwielbia wyłącznie telenowele i to
        Jego świat to już warto mocno pomyśleć. Jeśli lubisz wychodzić na kolacje, a
        dla niego po pracy istnieje tylko fotel i TV, tudzież micha podstawiona przez
        partnerkę (bo na knajpkę szkoda pieniędzy) - to już musisz pomyśleć. To kwestia
        podobnego stylu życia i bycia, na zbliżonym poziomie. Daj człowiekowi szansę -
        przecież od razu nie ładujesz się w stały związek.
        • zalotnica Re: mezalians? 09.02.03, 16:25

          Renia jest bardzo madra i rozsadna kobieta i nie chcialaby
          nikogo ranic. Sama swietnie zdaje sobie sprawe z problemow
          jakie moga wyniknac w trwalym zwiazku, ...wiec nie chcialam
          jej ani pouczac , ani wyjasniac...

          pzdr.
    • Gość: lu Re: mezalians? IP: 213.17.246.* 09.02.03, 17:16

      Reniu. Najlepiej posłuchaj samej siebie. Jeśli zakiełkowały w Tobie obawy to po
      prostu o nich powiedz facetowi. Nie dosadnie w stylu "wiesz nic z tego chyba
      nie wyjdzie bo Ty piekarz a ja dochtór" ale powiedz właśnie to co czujesz, że
      jeszcze za wcześnie, że to dopiero 4 miesiące, że go jednak lubisz i jest Ci z
      nim miło. Nie ma co szaleć i przesadzać, ani palić mostów ani też od razu na
      ślubny kobierzec. Przede wszystkim trzeba umiec ze soba rozmawiać. Wszystko
      wymaga czasu, oswojenia, poznania. Zjedzcie beczkę soli, poprzyglądajcie się
      sobie bez spiesznych obietnic, które potem trzeba odwoływać. I nic tu nie mają
      do rzeczy inne związki czy im się udało czy nie. Tu chodzi o Wasze życie.
      Życzę powodzenia :-)


    • niedzwiedziczka Re: mezalians? 09.02.03, 17:35
      Pewnie powtórzę opinie, które już wcześniej padły.
      Napisałaś, że dobrze Wam się rozmawia, nieważne, czy o
      filmach, ważne, że macie wspólne trematy. Przeciez w domu
      nie rozmawia się wyłącznie o pracy. Poza tym spotykanie
      się z chłopakiem nie oznacza od razu ślubu! Masz czas aby
      go poznać (no, chyba że boisz się marnować czas, bo
      najważniejsze jest szukanie męża). Jeśli to będzie ten,
      to świetnie! Jeśli nie, to się rozstaniecie.
      A najbardziej rozbawił mnie titus_flavius (notabene
      niezapomniany Andrzejek), który coś wspomniał o
      staropanieństwie. Staropanieństwo to obecnie tylko i
      wyłącznie stan psychiczny. Znam dwudziestokilkuletnie
      "stare panny", którym myśl o zamążpójściu spać nie daje i
      trzydziestoparoletnie znające swoją wartość kobiety,
      które wiedzą, że do pełni szczęścia nie potrzebny jest
      "mąż za wszelką cenę".
      Tak więc, jeśli macie wspólne płaszczyzny porozumienia to
      nie patrz na wykształcenie! Zacytuję na koniec fragment
      "Małego księcia":" Najważniejsze jest niewidoczne dla
      oczu, dobrze widzi się tylko sercem!"
      Tak więc druga reniu: patrz sercem!
      • titus_flavius Re: mezalians? 09.02.03, 21:42
        niedzwiedziczka napisała:

        > staropanieństwie. Staropanieństwo to obecnie tylko i
        > wyłącznie stan psychiczny. Znam dwudziestokilkuletnie
        > "stare panny", którym myśl o zamążpójściu spać nie daje i
        > trzydziestoparoletnie znające swoją wartość kobiety,
        > które wiedzą, że do pełni szczęścia nie potrzebny jest
        > "mąż za wszelką cenę".

        Ave,
        świetnie. Nie ma to jak dorobić ideologię do życiowej porażki, i w ten sposób
        przekuć ją w sukces. Na pewno poczuje się dzięki temu lepiej.
        T.
        • Gość: melmire Re: mezalians? IP: *.abo.wanadoo.fr 09.02.03, 22:12
          Stary, jestes taki dolujacy ze wspolczuje twoim bliskim :D
        • niedzwiedziczka Re: mezalians? 10.02.03, 23:03
          Kochany Tytusie! Nie dorabiam ideologii do żadnej
          sytuacji. Wyszłam za mąż wieku 27 lat i wcale nie czułam
          się starą panną! Po prostu widziałam, że mam wysokie
          wymagania,a że nie jestem super atrakcyjna, więc być może
          nie spotkam mężczyzny, który będzie "tym jedynym" i dla
          którego ja będę "tą jedyną". Spotkałam takiego i jestem
          mężatką. Ale mam koleżanki, które być może spotkały, ale
          nie ma odpowiednich warunków do ślubu (albo ona albo on
          na stypendium za granicą). I co, nazwiesz je starymi
          pannami? Bo ja je nazywam kobietami, które wiedzą, czego
          chcą i nie biorą byle czego, byle było...
          Że tylko słówkiem wspomnę te, które "łapały męża", tak
          szybko jak się dało, a teraz mają albo sześcioro dzieci
          albo za sobą pobyt w szpitalu po pobiciu przez "lubego".
    • matrek Re: mezalians? 10.02.03, 10:55
      Gość portalu: renia napisał(a):

      > A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?

      Moim zdaniem nie.
    • pajdeczka Zdecydowanie tak. 10.02.03, 11:10
      W wieku 32 lat można popełnić większe głupstwo niż mając lat 18. To nie jest
      wiek , w którym możemy sobie przebierać i wybierać wg uznania. To już jest
      presja. W sumie, dziwię się, że kobieta z takimi osiągnięciami nie potrafi
      przewidzieć, co ją może spotkać w związku z piekarzem.
      Trzeba Wam wiele miłości i wiele tolerancji na całe życie. Inaczej zniszczy
      Was, jakże odmienne od siebie, środowisko kolegów i znajomych.
      Czasami bedzie tak, że Ty nie będzie rozumiala co on do Ciebie mówi, a on z
      kolei nie będzie wiedział, o co Ci chodzi. I konflikt gotowy. Tu nie chodzi o
      to, kto, jakie ma wykształcenie, ale o wspólny język. Jak wiadomo, człowiek
      ciągle ewoluuje, jeśli facet jest inteligentny możesz go wiele nauczyc, ale ,
      jak powiedziałam, środowisko może was zniszczyć.
    • liloom Re: mezalians? 10.02.03, 20:44
      Mozna to na kilka sposobow.
      * Po co wogole umawialas sie z piekarzem skoro raptem teraz Ci to przeszkadza?
      Moze dlatego Andrzej wysnul takie wnioski jakie wysnul. A juz chcialam napisac,
      ze pieprzy jak potluczony, ale dziewczyny same mu sie podkladaja...
      Z tym "mezaliansem" to chyba przesada. Moze jest tak jak pisze Melinek, moze to
      przypadek, ze ma taki zawod, moze mialby ochote troche sie doksztalcic gdybyc
      go kiedys do tego popchnela, zmobilizowala... Tylko jesli teraz juz Ci to
      przeszkadza, to bys sie kiedys wstydzila (???) Tu ma racje Pajdeczka, ze jest
      tu pewne niebezpieczenstwo, aczkolwiek znam pewna pania doktor (medycyny!), po
      drugiej specjalizacji, ktora zrezygnowala z kariery, przeniosla sie do innego
      miasta, kraju i zwiazala z facetem, ktory jest dzis taksowkarzem. Kokosow nie
      maja, ale jest im razem calkiem dobrze i w sumie chyba o to chodzi.
      Akceptacja srodowiska jest niby wazna, ale najwazniejsze zeby sama bohaterka
      byla przekonana o tym ze chce. Jak chce, to co ja obchodzi, z czasem ludzie sie
      przyzwyczaja. A chlopak glab nie jest skoro pani doktor ma o czym z nim
      pogadac, prawda?
      Pewna dobrze znana mi osoba odrzucila kiedys z podobnych powodow chlopaka i
      wziela sobie kogos ze "srodowiska". Ma teraz wprawdzie zycie "na poziomie", ale
      spotkala po latach tego pierwszego, ktory tak sie rozwinal intelektualnie, ze
      oczywiscie strasznie zaluje.
      Jestes napewno na zakrecie droga Reniu-druga, trzymam kciuki za Twoj krok we
      wlasciwa strone, a swoja droga jakie to zycie jest zlosliwe, ze piekarze i
      panie doktor tym samym autobusem z Austrii zasuwaja:)))
      A moze to bylo Wam pisane (?)


      Gość portalu: renia napisał(a):

      > Mam 32 lata, skonczyłam studia wyższe, mam doktorat, pracuję naukowo. Do tej
      > pory byłam sama. Tzn. nie miałam nigdy stałego partnera, a przynajmniej
      > takiego, o którym bym myślała jako o przyszłym mężu. Cztery miesiące temu w
      > autobusie z Austrii do Krakowa miałam za sąsiada przemiłego chłopaka,
      > przegadaliśmy całą drogę (głównie o filmach). Okazało się że był u kolegi,
      > który pomógł mu załatwić pracę ( na czarno) w jakimś zakładzie przetwórstwa
      > warzyw czy cos w tym stylu. W ogóle jest piekarzem, ale zarabia niewiele, nie
      > ma stałego miejsca zatrudnienia itp. Po powrocie umówiliśmy się jeszcze parę
      > razy, do kina, do kawiarni. Niedawno mi powiedział że sie we mnie zakochał,
      > że chciałby sie spotykać na stałe.
      > A mnie to trochę przeraziło bo jesteśmy z całkowicie różnych środowisk, na
      > razie jest fajnie, gadamy o głupotkach. Stały związek to jednak coś
      > poważniejszego, pewne zobowiązanie. Nie wiem czy po pewnym czasie nie
      > zaczełabym, nawet podświadomie traktować go z góry, boję się mu powiedzieć o
      > swoich obawach, że łącząca nas pasja do filmów to chyba za mało żeby stworzyć
      > dobry związek.
      > A moze znacie takie udane związki? Może przesadzam?
      • Gość: asiax Re: mezalians? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.03, 23:03

        Hej
        zycze wam wszystkiego najlepszego. Jesli nie wyjdzie - trudno, ale jesli
        poczujesz do niego miete to nie zwazaj na "mezalians", tylko walcz o
        wartosciowego mezczyzne.


        Ja sama, zanim poznalam mojego narzeczonego, nosilam glowe bardzo wysoko...
        Moj partner to mial byc Ktos... a wyksztalcenie to byla podstawa. Zakochalam
        sie w kims bez matury i spokornialm. Teraz wiem, ze jest moim najszczesliwszym
        losem na loterii, troskliwy, czuly czlowiek.

        W grudniu zdal mature. Nie napisze, ze dzieki mnie bo ja dawalm mu cale moje
        wsparcie ale dokonal tego sam. W pazdzierniku wybiera sie na studia, zwiazane
        z jego praca. Chce sie rozwijac... Jestem z niego dumna.
        Ty tez mozesz byc...

        duzo sczescia
        Asia
    • Gość: renia ta druga Re: mezalians? IP: *.ruczaj.pl 10.02.03, 23:13
      zmieniam nieco mój nick aby odróżnić się od reni z Grecji...
      wielu z Was zaleca mi aby starać się nakłonić rzeczonego Pana na odbycie
      studiów i zrobienie dyplomów. Ale czy to ma sens, czy można wymagać od
      człowieka aby na siłe, aby się nam przypodobać stał się kimś innym, według nas
      lepszym? Ja myślę że w tym co on robi jest dobry i chyba nawet to lubi. Nie
      mogłabym mu postawić ultimatum - albo ja - albo studia i papier
      Oczywiście daleko nam do ślubnego kobierca choć w naszym wieku, a zwłaszcza
      moim, gdzie ostatni dzwonek na ewentualne dzieci, jednak myśli się o związku
      także w takich kategoriach. A szkoda byłoby zmarnować czas...
      Tymczasem wszystko gra, ale jak długo?
      • pajdeczka Do Reni "tej drugiej" 11.02.03, 09:16
        Gość portalu: renia ta druga napisał(a):

        > zmieniam nieco mój nick aby odróżnić się od reni z Grecji...

        Kobieto! Przecież wyświetla się adres, z którego piszesz, jakiś ruczaj czy co!
        A u Reni z Grecji tez się wyświetla to i tamto.
        Poza tym styl "tamtej" Reni jet jedyny w swoim rodzaju, czyli nie do
        podrobienia. Nawet , kiedy była "kulkami z ołowiu" (tak, tak, miała taki
        kretyński nick) i "matką polką" nie potrafiła zamaskować swojego prawdziwego
        charakteru.
        Pozdrawiam Renię znad Ruczaju
        • Gość: renia ta druga Re: Do pajdeczki IP: *.ruczaj.pl 11.02.03, 11:35
          zmieniłam a raczej uzupełniłam swój nick na wyraźną prośbę, tamtej reni. Mnie
          jest wszystko jedno, a jak tamotą Panią to denerwuję to po co mam stawać się
          wodą na jej młyn? Po cóż mam jej wchodzić w drogę, jak tylko ma to ją zadowolić
          prosze bardzo...
          Renia ta druga z Ruczaju
      • melinek Re: mezalians? 12.02.03, 19:07
        Nie proponujemy ultimatum. Staramy sie wyjasnic, ze roznice w poziomie
        wyksztalcenia nie sa instotne dla szczescia zwiazku a te braki przy dobrej woli
        drugiej strony mozna uzupelnic, ale nie jest to konieczne.
        Nie warto robic z tego problemu. Jesli nie bedziecie rozmawiac o waszej pracy
        zawodowej, to jest tyle rzeczach i sytuacji niezawodowych do rozmowy.
        Ja o dzialalnosci zawodowej mojego meza wiem niewiele. On jest informatykiem
        samoukiem, czesto mi sie zdarza, ze nie rozumiem, czym sie zajmuje. Wcale nie
        stonowi to dla nas przeszkody we wspolnym zyciu.

        Sadze, ze wasz zwiazek dobrze rokuje :)) Wazne jest jakie uczucia do niego poza
        obawami, czujesz. Nad tym musisz sie zastanowic. Postaw sie w jego sytuacji.
        Jemu tez latwo nie jest i zaloze sie, ze ma podobne obawy co ty.
        :))
    • Gość: maiku Re: mezalians? IP: *.torun.mm.pl 11.02.03, 00:39
      bleble7 ma rację! Nie miałam siły przeczytać wszystkich odpowiedzi, ale bądź
      kobietą! My wiemy co jest dobre. Daj sobie trochę czasu i trochę doznań.
      Będziesz wiedziała. Życzę najlepszych wyborów.
    • titus_flavius Czy dyplom kreuje człowieka? 12.02.03, 07:31
      Ave,
      co niektórzy tutaj sądzą, że uzyskanie dyplomu wyższej uczelni sprawi, ze
      epuzer Reni będzie na jej poziomie.
      Nic bardziej błędnego. Ważny jest nie paierek, ale to co za nim idzie. Dyplom
      przecież można kupić, ale to nie da ogłądy danej osobie.
      Powołam się tu na opinię Alieny:

      "Reniu,
      ............ nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
      skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem".

      Tak więc dyplom nie sprawi, że facet będzie na poziomie ALieny i jej kolegów ...
      T.
      • alien? Re: Czy dyplom kreuje człowieka? 12.02.03, 17:18
        titus_flavius napisał:

        > Ave,
        > co niektórzy tutaj sądzą, że uzyskanie dyplomu wyższej uczelni sprawi, ze
        > epuzer Reni będzie na jej poziomie.
        > Nic bardziej błędnego. Ważny jest nie paierek, ale to co za nim idzie. Dyplom
        > przecież można kupić, ale to nie da ogłądy danej osobie.
        > Powołam się tu na opinię Alieny:
        >
        > "Reniu,
        > ............ nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
        > skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem".
        >
        > Tak więc dyplom nie sprawi, że facet będzie na poziomie ALieny i jej
        kolegów ..
        > .
        > T.

        Jesli juz jestem przywolywana w charakterze znawczyni, to prosilabym o
        cytowanie moich wypowiedzi w calosci (przynajmniej kompletnych zdan: od
        pierwszego wyrazu, pisanego wielka litera, do kropki), bez wypaczania ich
        sensu. A to co napisalam, brzmialo tak:
        "Reniu,
        Titusem flaviusem nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
        skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem."
        I to by bylo na tyle.
        • titus_flavius Re: Czy dyplom kreuje człowieka? 13.02.03, 21:15
          alien? napisała:
          > Jesli juz jestem przywolywana w charakterze znawczyni, to prosilabym o
          > cytowanie moich wypowiedzi w calosci (przynajmniej kompletnych zdan: od
          > pierwszego wyrazu, pisanego wielka litera, do kropki), bez wypaczania ich
          > sensu. A to co napisalam, brzmialo tak:
          > "Reniu,
          > Titusem flaviusem nie przejmuj sie wcale. To zywy dowod na to, ze mozna
          > skonczyc studia (on twierdzi, ze skonczyl) i pozostac prostakiem."
          > I to by bylo na tyle.

          Ave,
          ależ Alieno, ja mniemałem, iż Twoje wypowiedzi mają wymiar uniwersalny, a nie
          singulatny. Po cóż więc kłaść nacisk na moją osobę? Przecież nie stanowię klasy
          sam w sobie?
          T.
    • bulterier Re: mezalians? 13.02.03, 17:42
      wlasciwie to was zapytam, bo nie wiem czy to mezalians. ja jestem suwnicowa, ale
      pani sekretarka. za kilka lat licze na awans czyli marze o pozycji asystentki kierownika
      produkcji serkow topionych. a slabosc mam do ciesli, malarzy (pokojowych,
      wylacznie!), tych pracujacych przy tokarce oraz chlopcow z huty. nie wiem wiec, czy
      nie jestem dla nich za dobra partia..? suwnicowa to nie byle co!

      ratunku, pomozcie, doradzcie, pocieszcie!
      bultek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka