nina19792
21.08.06, 08:52
jesteśmy po ślubie prawie rok, a znamy się 10 lat. nigdy nie tworzyliśmy
idealnego związku, ale się kochaliśmy i dogaddywaliśmy bez problemu. mąz
pochodzi z rozbitej rodziny, matka drugi raz wyszła za mąz i mieszkali w
ojczymem kilkanaście lat. ich dom calkowicie różni się od mojego, brak w nim
ciepła, miłości, radości, nikt nie mówi sobie czesc, dzien dobry. ludzie
stwarzają wrażenie jakby nic dla siebie nie znaczyli. mój rodzinny dom to
istna sielanka, dom marzę, pełen ciepła, nikt na nikogo nie krzyczy, witamy
się od progu nawet po dwudniowym wyjeździe jakbyśmy się nie wiedzieli miesiąc.
po ślubie zamieszkaliśmy u mnie a teraz remontujemy właśne M aby miec swój
kąt. mąż od pewnego czasu zrobił się strasznym gburem, nie rozmawia z moimi
rodzicami, burknie tylko dzień dobry i to takim tonem ze niedobrze się robi.
rodzice zauważyli to i pytali mnie czemu on ich tak traktuje. oni naprawde
traktują go jak syna, w koncu to juz rodzina, a on ich jak jakis zbrodniarzy,
zero uśmiechu. dodam, ze moi rodzice bardzo dużo dla niego zrobili w życiu,
kiedy jego matka miała go głeboko w d... a on im teraz się tak odpłaca. za co
pytam???? nie moge na to patrzec. jego nawet wk...rwia jak mama powie do mnie
nineczko, bo powinna mówić nina!!!! przestaję go kochać!!! jest dla mnie
niedobry. jak mozna tak lekceważyć moich rodzciów i tak dawać im do zroumienia
ze ma się ich dość, nie mając powodu??? oni nigdy źle na niego nie mówili a on
na nich bezprzerwy. ja musze tego sluchać a to przecież moi kochani rodzice.
nie wiem co dalej robić. pogadać z nim???