anahella
24.03.03, 02:20
Jestem juz duza dziewczynka, ale nie moge poradzic sobie z jednym bluszczem,
jak podciac tej roslince korzonki, zeby przestala sie na mnie wic?
Chodzi o moja kolezanke, ktora za nic ma wszystkie normy. Dzwoni do mnie w
tygodniu w godzinach nocnych (wie ze pracuje, wiec czasem warto sie wyspac).
Odwiedza mnie bez zapowiedzenia (np. wieczorem leze w wannie, a ta dobija sie
jak do pozaru, no bo wiadomo ze jestem w domu bo w oknach moejgo mieszkania
jasno). W moim domu zachowuje sie jakby to ona byla gospodynia a ja niemile
widzianym gosciem (instruuje mnie na kazda okolicznosc, wlacznie z tym ze
kolor moich drzwi jest nietypowy, bo kto ma granatowe drzwi wejsciowe -
powienny byc brazowe w kolorze drewna). Potrafi wlozyc palec w doniczke z
kwiatkami i skomentowac ze ten kwiatek ma za mokro czy za sucho. Niby jestem
asertywna i potrafie szybko skonczyc rozmowe, czy nie przyjac jej wtedy gdy
nie mam na to ochoty, ale ostatnio byla niemila historia.
Niepotrzebnie ja rozpuscilam z roznymi drobnymi prezentami. Chodzi o to, ze
czasem na poprawe nastroju robie rozne drobne przedmioty uzytkowe: gipsowe
ramki do zdjec, swieczniki czy artystycznie maluje butelki lub kubeczki.
Wiekszosc tych przedmiotow wedruje do domu moich przyjaciol. Moja kolezanka-
bluszcz zazwyczaj jak widzi u mnie cos nowego to pyta sie "mozesz mi to dac?"
po czym nie czekajac na odpowiedz chowa to do torby. Ostatnio przez tydzien
siedzialam nad ramka do zdjecia dla mojej innej kolezanki. Przedmiot byl
robiony pod wlascielke z uwzglednieniem jej ulubionych motywow i kolorystyki
sypialni. Jak zwykle bluszcz wpadl do mnie dzis bez zapowiedzenia (kwadrans
sie dobijala zanim postanowilam ze jednak wyjde z wanny i otworze jej drzwi).
Ramka dla kolezanki suszyla sie po impregnacji. Pierwsze pytanie bylo "moge
to wziac?". Zaprotestowalam. Zrobila mi scene. Ze jestem zla przyjaciolka, bo
nie dzwonie do niej (a po co mam dzwonic, skoro ona co dzien prawie do mnie
dzwoni), ze jak dzwoni do mnie to ja szybko koncze rozmowe (no bo dzwoni po
nocy jak chce spac), ze nie chce jej podac telefonu do mojej nowej pracy
(tego by jeszcze brakowalo - gadki-szmatki w godzinach pracy), ze kolezanke,
dla ktorej zrobilam ramke lubie bardziej niz ja (nie da sie ukryc) itepe
itede. Na koniec sie rozplakala i wyszla ode mnie trzaskajac drzwiami. No i z
jednej strony mam to czego chcialam - swiety spokoj - a z drugiej jest mi
glupio ze zrobilam jej przykrosc. Pomyslalam sobie, ze moze w tygodniu
zaprosze ja do kina na jakis film,ktory by sie jej spodobal (mimo, ze mamy
inny gust) ale czy ona nie odbierze tego jako zachete do dalszego traktowania
mnie jak swoja wlasnosc?
Troche mi glupio, ze ukrywam ja przed moimi znajomymi, ale po kilku probach
zaproszenia jej razem z innymi przyjaciolmi mialam wyrzuty typu "z kim ty sie
zadajesz". Nie twierdze, ze moi przyjaciele sa bez wad, ale nie lubie gdy
ktos sie wyraza o nich zle, zwlaszcza ze nie przypominam sobie zeby ona o
kimkolwiek wyrazila sie dobrze.
Aha kilka razy rozmawialam z nia o nocnych telefonach i wizytach bez
zapowiedzi. Bez skutku.