Dodaj do ulubionych

Kolezanka - bluszcz.

24.03.03, 02:20
Jestem juz duza dziewczynka, ale nie moge poradzic sobie z jednym bluszczem,
jak podciac tej roslince korzonki, zeby przestala sie na mnie wic?

Chodzi o moja kolezanke, ktora za nic ma wszystkie normy. Dzwoni do mnie w
tygodniu w godzinach nocnych (wie ze pracuje, wiec czasem warto sie wyspac).
Odwiedza mnie bez zapowiedzenia (np. wieczorem leze w wannie, a ta dobija sie
jak do pozaru, no bo wiadomo ze jestem w domu bo w oknach moejgo mieszkania
jasno). W moim domu zachowuje sie jakby to ona byla gospodynia a ja niemile
widzianym gosciem (instruuje mnie na kazda okolicznosc, wlacznie z tym ze
kolor moich drzwi jest nietypowy, bo kto ma granatowe drzwi wejsciowe -
powienny byc brazowe w kolorze drewna). Potrafi wlozyc palec w doniczke z
kwiatkami i skomentowac ze ten kwiatek ma za mokro czy za sucho. Niby jestem
asertywna i potrafie szybko skonczyc rozmowe, czy nie przyjac jej wtedy gdy
nie mam na to ochoty, ale ostatnio byla niemila historia.

Niepotrzebnie ja rozpuscilam z roznymi drobnymi prezentami. Chodzi o to, ze
czasem na poprawe nastroju robie rozne drobne przedmioty uzytkowe: gipsowe
ramki do zdjec, swieczniki czy artystycznie maluje butelki lub kubeczki.
Wiekszosc tych przedmiotow wedruje do domu moich przyjaciol. Moja kolezanka-
bluszcz zazwyczaj jak widzi u mnie cos nowego to pyta sie "mozesz mi to dac?"
po czym nie czekajac na odpowiedz chowa to do torby. Ostatnio przez tydzien
siedzialam nad ramka do zdjecia dla mojej innej kolezanki. Przedmiot byl
robiony pod wlascielke z uwzglednieniem jej ulubionych motywow i kolorystyki
sypialni. Jak zwykle bluszcz wpadl do mnie dzis bez zapowiedzenia (kwadrans
sie dobijala zanim postanowilam ze jednak wyjde z wanny i otworze jej drzwi).
Ramka dla kolezanki suszyla sie po impregnacji. Pierwsze pytanie bylo "moge
to wziac?". Zaprotestowalam. Zrobila mi scene. Ze jestem zla przyjaciolka, bo
nie dzwonie do niej (a po co mam dzwonic, skoro ona co dzien prawie do mnie
dzwoni), ze jak dzwoni do mnie to ja szybko koncze rozmowe (no bo dzwoni po
nocy jak chce spac), ze nie chce jej podac telefonu do mojej nowej pracy
(tego by jeszcze brakowalo - gadki-szmatki w godzinach pracy), ze kolezanke,
dla ktorej zrobilam ramke lubie bardziej niz ja (nie da sie ukryc) itepe
itede. Na koniec sie rozplakala i wyszla ode mnie trzaskajac drzwiami. No i z
jednej strony mam to czego chcialam - swiety spokoj - a z drugiej jest mi
glupio ze zrobilam jej przykrosc. Pomyslalam sobie, ze moze w tygodniu
zaprosze ja do kina na jakis film,ktory by sie jej spodobal (mimo, ze mamy
inny gust) ale czy ona nie odbierze tego jako zachete do dalszego traktowania
mnie jak swoja wlasnosc?

Troche mi glupio, ze ukrywam ja przed moimi znajomymi, ale po kilku probach
zaproszenia jej razem z innymi przyjaciolmi mialam wyrzuty typu "z kim ty sie
zadajesz". Nie twierdze, ze moi przyjaciele sa bez wad, ale nie lubie gdy
ktos sie wyraza o nich zle, zwlaszcza ze nie przypominam sobie zeby ona o
kimkolwiek wyrazila sie dobrze.

Aha kilka razy rozmawialam z nia o nocnych telefonach i wizytach bez
zapowiedzi. Bez skutku.
Obserwuj wątek
    • Gość: Maruda Re: Kolezanka - bluszcz. IP: *.nyc.rr.com 24.03.03, 02:36
      Mam pytanie - to po jakie licho w ogole sie z nia zadajesz?
      Sama stwierdzilas, ze za nia zbytnio nie przepadasz, ani nie nalezy on do grupy
      Twoich innych znajomych, wiec...????
      Wyjasn mi prosze, bo nie bardzo rozumiem.
      Rodziny sie nie wybiera, ale przyjaciol - owszem.
      • anahella No wlasnie... 24.03.03, 03:41
        Gość portalu: Maruda napisał(a):
        > Mam pytanie - to po jakie licho w ogole sie z nia zadajesz?

        Generalnie lubie ludzi i miec duzo znajomych. Tyle ze w pewnym momencie
        zauwazylam ze to nie ja sie z nia zadaje, tylko ona ze mna... jakos sytuacja
        mnie przerosla i nie daje sobie rady. Nie umiem powiedziec komus prosto w
        oczy "jestes zle wychowana, spadaj stad".

        Poznalam ja w ten sposob, ze moja kolezanka poprosila mnie zebym zrobila
        bluszczowi horoskop. Jak ogladalam ten horoskop zwrocilam uwage na to ze ma
        problemy z przystosowaniem sie do zycia w spoleczenstwie. Ale wiadomo - szewc
        bez butow chodzi i dalam sie oplatac tej trujacej roslince:/

        Mam w zwiazku z nia taki dylemat: czy zostawic tak jak jest - ona obrazona, ja
        mam swiety spokoj, czy grzecznej by bylo jednak jakis mily gest uczynic. Jest
        mi jej zal, bo z tego co wiem, to kontaktuje sie tylko z sasiadka (to ta, ktora
        ja u mnie zaprotegowala) i ze mna. A wiem z horoskopu ze jednak jest osoba
        towarzyska.
        • maruda78 Re: No wlasnie... 24.03.03, 03:51
          anahella napisała:


          > Generalnie lubie ludzi i miec duzo znajomych.

          Naprawde masz znajomych tylko po to aby ich miec???? Po co Ci taka znajoma-
          kula u nogi? W koncu nic jej nie jestes winna.
          Obrazila sie?? Nie odzywa sie??? Tym lepiej. Polubowne zapraszanie jej do kina
          wcale problemu nie rozwiaze - wrecz przeciwnie.

          >Nie umiem powiedziec komus prosto w
          > oczy "jestes zle wychowana, spadaj stad".

          A moze poprostu "sluchaj, mamy chyba kolidujace ze soba aury (to takie
          astrologiczne - przyp. autora;-) - zle na siebie dzialamy". Albo cos w tym
          stylu.

          Powodzenia :-)
          • anahella Re: No wlasnie... 24.03.03, 04:23
            maruda78 napisała:
            > Naprawde masz znajomych tylko po to aby ich miec???? Po co Ci taka znajoma-
            > kula u nogi? W koncu nic jej nie jestes winna.
            > Obrazila sie?? Nie odzywa sie??? Tym lepiej. Polubowne zapraszanie jej do
            kina
            > wcale problemu nie rozwiaze - wrecz przeciwnie.

            No nie - mam znajomych aby spedzac milo z nimi czas. To chyba normalne. Z nia
            czas nie uplywa milo. Gdybym komus innemu zrobila przykrosc, to nie mialabym
            takiego dylematu - zadzwonilabym. Z jednej strony chcialabym wyjsc z sytuacji z
            twarza, z drugiej nie dawac zadnego przyzwolenia na traktowanie mnie jak
            wlasnosci.

            > A moze poprostu "sluchaj, mamy chyba kolidujace ze soba aury (to takie
            > astrologiczne - przyp. autora;-) - zle na siebie dzialamy". Albo cos w tym
            > stylu.

            Wszystko pieknie, ladnie:) Juz tak mowilam. Mowilam ze jak odwiedza mnie bez
            uprzedzenia to albo wyciaga mnie z wanny albo rozwala mi randke. Chyba jednak
            poucze sie na niej asertywnosci!
            • Gość: Maruda Re: No wlasnie... IP: *.nyc.rr.com 24.03.03, 05:07

              >Chyba jednak poucze sie na niej asertywnosci!

              I to chyba najlepsze wyjscie :-)
              Nie martw sie o 'zachowanie twarzy' bo to ona zrobila z siebie idiotke, nie Ty
              :-)
              Serdecznie pozdrawiam :-)

              M.
              • vortex Re: No wlasnie... 24.03.03, 08:12
                uuu anahellko :P miałem podobnego bluszcza niedawno, przychodził jak tylko miał
                wolny czas i siedział, w sumie nic konkretnego nie robił ale jak tylko zwalniał
                się komputer siadał przy nim bez zapowiedzi (no czasem z zapowiedzią) i robił
                różne dziwne rzeczy, wyjadał z lodówki, palił, w sumie nic strasznego ale
                siedział tak codziennie nie rozumiejąc żadnych aluzji żeby już sobie poszedł,
                najczęściej wychodził o 23, ale czasem i o 24 :| (szkoda że przy tym nie
                błyszczał inteligencją :P) jakoś miałem skrupuły. No i teraz sobie poszedł i
                już nie przychodzi, szkoda tylko że poszedł sobie z moją dziewczyną :P ale cóż.

                Anahella jeśli zależy Ci na tej znajomości rób jej awantury, wtedy gdy robi
                jakieś głupoty. Jak ryczała z powodu ramki to trzeba było powiedzieć "uspokój
                się kobieto robię ją na zamówienie do jasnej cholery, nie dla CIEBIE" :P (to
                zabrzmiało jakby zamówiła to jasna cholera ale spox) jak dzwoni w nocy "#@$%
                $&@$# chciałam się czasem wyspać ^#$@^%^#!!!!" jak wali do drzwi to (o ile ma
                komórke) zadzwoń do niej z łazienki że jesteś zajęta i jej nie otworzysz.
                Bądź troche agresywna :D i broń się :P

                pozdrawiam
                vortex
                • drzazga1 Tylko się cieszyć! 24.03.03, 10:56
                  vortex napisał:

                  > uuu anahellko :P miałem podobnego bluszcza niedawno, przychodził jak tylko
                  miał wolny czas i siedział, w sumie nic konkretnego nie robił ale jak tylko
                  zwalniał się komputer siadał przy nim bez zapowiedzi (no czasem z zapowiedzią)
                  i robił
                  > różne dziwne rzeczy, wyjadał z lodówki, palił, w sumie nic strasznego ale
                  > siedział tak codziennie nie rozumiejąc żadnych aluzji żeby już sobie poszedł,
                  > najczęściej wychodził o 23, ale czasem i o 24 :| (szkoda że przy tym nie
                  > błyszczał inteligencją :P) jakoś miałem skrupuły. No i teraz sobie poszedł i
                  > już nie przychodzi, szkoda tylko że poszedł sobie z moją dziewczyną :P ale
                  cóż.


                  Za jednym zamachem pozbyłeś się przyjacielskiej pijawki i grymaśnej panienki,
                  która sama nie wiedziała, czego chce i Tobie miała za złe, że też nie wiesz.
                  Lepiej być nie mogło. Teraz oni bedą sobie nawzajem uprzykrzac życie.


                  Anahello, skorzystaj z szansy i w żadnym wypadku nie odzywaj się pierwsza
                  do "bluszczu". Co prawda mam obawy, że ona i tak odezwia się do Ciebie - ten
                  typ łatwo nie odpuszcza. Prawdopodobnie przyjdzie z wieścią , ze Ci "wybaczyła"
                  Twoje zachowanie i szlachetnie nie będzie zrywać znajomości.

                  Tak to już jest, że egocentrycy uważaja innych za stworzonych dla własnej
                  wygody. I są mistrzami w wywoływaniu poczucia winy.
        • doroszka Re: No wlasnie... 24.03.03, 22:03
          Jest
          > mi jej zal, bo z tego co wiem, to kontaktuje sie tylko z sasiadka (to ta,
          ktora
          >
          > ja u mnie zaprotegowala) i ze mna. >

          Jezu - nic dziwnego, że nikt nie chce się z nią kontaktować. Mi w życiu by nie
          przyszło na myśl, żeby z taką osobą kontynuować znajomosć. Musi zrozumieć, albo
          się zmieni, albo adieu.
          To w końcu ona jest rozsadnikiem rzeczy, które ew. można wybaczyć, a nie ty.
          Ludzie święci! Gdyby się u mnie taka w domu zaczęła awanturować i rządzić, to
          jak bym ją chwyciła za fraki i sruuu za drzwi - dopiero by mi ulżyło! Nie masz
          czasami takiej ochoty? :) Zrób sobie tę przyjemność.
    • Gość: if Re: Kolezanka - bluszcz. IP: *.zeb.com.pl 24.03.03, 08:02
      Moja droga! Bez względu na to co zrobisz ta osoba się nie poprawi. Jeśli meczy
      cię nie koleguj się z nią. A wiem to stąd że moja mama ma taka
      samą "koleżankę". Jeśli moja mama spotka się z kimś innym niż ona, gdzieś
      wyjedzie to tamta jest już zła i obrażona. Jest nawet zazdrosna o mnie, o cała
      naszą rodzinę, bo mama spędza z nami wiecej czasu niż z nią. Czasem moja mama
      nie wytrzyma i zrobi jej awanturę to się już wcale nie odzywa. Po jakimś czasie
      mama ma wyrzut sumienia i tak jak ty masz zamiar, gdzieś ja zaprosi i wszystko
      zaczyna sie od nowa.
    • capa_negra Przyspieszony kurs mówienia NIE 24.03.03, 08:05
      Moja droga - sytuacja w jakiej się znalazłaś jest niewesoła, ale jest coś co
      możesz zrobić.

      1. przestac odbierac telefony po 21 czy 22 , wręcz nawet o tej godzinie
      wyłaczać telefon - jesli oczywiście nie jestes w sytuacji konieczności "bycia
      pod telefonem" np. z powodów rodzinnych

      2. Skoro jestes w stanie wytrzymac 15 minut dobijania sie do drzwi to
      wytrzymasz i 30 - weź ja na przetrzymanie oczywiście przy zapalonych światłach.

      3. Uprzedź, że nie przyjmujesz wizyt bez uprzedniego uprzedzenia telefonicznego
      - patrz pkt. 2

      4. jesli chce coś z twoich wyrobów, co nie jest dla niej mów wprost - to nie
      dla ciebie

      5. Jesli krytykuje , ze coś jest nie takie mów mi sie podoba, to moje
      mieszkanie i moja sprawa

      6. Jesli zacznie krzyczec "nie lubisz mnie" odpowiedz - tak nie lubie cię

      To sa oczywiście półśrodki - ja bym ja poprostu definitywnie splawiła i to
      mówiąc wprost , dlaczego nie chce jej więcej widziec.

      Rady powyżej sa wziete z praktyki - lubie towarzystwo, ale nie pozwalam sobie
      wchodzic na głowe .
      Znajomi okreslaja to stwierdzeniem "że bardzo cenię sobie swoja prywatność" ,
      ale to akceptują i wręcz stosuja u siebie

      Odnosi sie to równiez do najbliższej rodziny - nigdy nie wybieraja sie do mnie
      bez telefonicznego uprzedzenia - a maja nawet ze wzgledów praktycznych klucze
      od mojego domu.

      Zyczę powodzenia i podziwiam jak wytrzymujesz z taka osoba
      • Gość: k Re:do annaheli - polecam IP: *.itpp.pl 24.03.03, 10:00
        przeczytaj mój post na forum "psychologia" z dnia 28.o1.2003 pod
        tytułem "przyjażń?"

        mam bardzo podobny problem , chociaż ostatnio moja "przyjaciółka" po
        moim "występie" troszkę sobie odpuściła , ale też doszło do tego że
        nieodbierałam telefonów...

        pozdrawiam
        • anahella Re:do annaheli - polecam 24.03.03, 10:13
          Poczytalam wasze odpowiedzi i zacytowany watek - dziekuje i licze ze jeszcze
          ktos sie wpisze. Ale powoli oddala mi sie poczucie winy:) Spadam do pracy,
          wiec do poczytania wieczorkiem.
    • Gość: Mick Re: Kolezanka - bluszcz. IP: *.pke.pl 24.03.03, 11:59
      A może Ty zrób tak, jak ona Ci robi: wpadnij do niej bez zapowiedzi, w porze
      kiedy jest zajęta robiąc coś, co najbardziej lubi, skrytykuj jej mieszkanie,
      spustosz garnki na piecu i lodówkę, spenetruj torebki i portfel, zaglądnij do
      wyciągu z banku, zgarnij do specjalnie przygotowanego wora połowę jej
      bibelotów - te jej ulubione i te Twoje, i uparcie nie dawaj się spławić do
      późnej nocy. Będzie szansa, że już się u Ciebie nie pojawi, chyba że z awanturą
      i zerwaniem znajomości.
    • anahella Mieliscie racje:/ 24.03.03, 20:43
      Moja znajoma wielkodusznie wybaczyla mi scene, ktora mi zrobila... Zatem tylko
      ostre ciecie moze przywrocic mi swiety spokoj.Powiedzialam jej ze mam dosc jej
      kaprysow i od tej pory nasza znajomosc bedzie mniej intenswywna. Nie
      spodziewala sie chyba buntu z mojej strony, bo w sluchawce byla dluga cisza.
      Pozegnalam sie z zastrzezeniem ze zaraz klade sie spac i tym razem nie chce byc
      obudzona przez jej telefon. Dzieki wszystkim za wsparcie!
    • teenagelobotomy Anjello jestes niezastapiona. 24.03.03, 21:01
      Lobotomia tak sie przejela Twoim problemem, ze sie jej prawie na powrot zrosly
      polkule mozgowe. Prawie.
      Zagadnienie tego kalibru, z pozoru banal, ale absurdalnie upierdliwe. Moze zrob
      tak jak vortex, oddaj jej ktoregos z mniej atrakcyjnych narzeczonych?
      • anahella Re: Anjello jestes niezastapiona. 24.03.03, 21:05
        Dzieki ci lobotomia za dobra rade, jednak skorzystac nie moge. Narzeczeni u
        mnie tylko atrakcyjni, nie oddam zadnego na zmarnowanie;)
    • koaa Re: Kolezanka - bluszcz. 25.03.03, 00:55
      Rada dla twojej koleżanki

      Ponieważ na twoje coraz silniejsze reakcje koleżanka reaguje obniżeniem
      zainteresowania niedługo dojdzie do stanu w którym Ty będziesz musiała
      wygenerować nieskończenie wielka energie kiedy reaktywność Anahelli
      spadnie do zera(a to jest niemożliwe) – radze zmniejszyć
      Twoje zainteresowanie – co doprowadzi że to Anahella będzie się chciała z tobą
      spotykać a jak nie to i tak jest to lepsze niż tzw”spalenie się w miłości or
      przyjaźni”

      Ps
      Prześlij to Twojej koleżance albo (jeżeli Ona nie zna polskiego przetłumacz to
      na angielski i wyślij mi jej maila)
      :)
      Koaa
    • slinanajezyku Re: Kolezanka - bluszcz. 25.03.03, 07:21
      A moze kolezanka jest po prostu nieszczesliwa osoba
      i potrzebuje wsparcia. Wszystkie te "rady" powyzej
      zakladaja, ze ona jest zolza i trutniem. Tymczasem
      z wielu wypowiedzi wynika, ze to wy jestescie zolzami
      albo cholerami jakimis, ktore nie maja ludzkiego
      serca ani odruchu, zeby komus wspolczuc.

      Anahello - mysle, ze jestes OK, ze tolerujesz, choc
      z trudem, takie zachowanie kolezanki. Zycze Ci
      wytrwalosci i wyrozumialosci.
      • melinek Re: Kolezanka - bluszcz. 25.03.03, 07:54
        Tez pomyslalam podobnie jak slinanajezyku. Owa osoba
        jest bardzo samotna, bo rzeczywiscie ma tylko dwoje
        przyjaciol. Ale jedynie do ciebie ma odwage przyjsc
        i zachowywac sie swobodnie. Jedynie z toba potrafi
        rozmawiac i tylko tobie udzielac rad i pouczen.
        Sadze, ze wobec innych osob jest zbyt niesmiala
        i zahamowana. Faktycznie jestes dla niej podporka
        psychiczna. Rozumiem, ze mozna ja tolerowac nie tyle
        z braku asertywnosci ile z litosci i moze troche ze
        wspolczucia. Dla twojego lepszego samopoczucia
        powinnas ja od siebie odsunac, bo bluszcz potrafi
        zadusic.
        • vortex Re: Kolezanka - bluszcz. 25.03.03, 10:43
          melinek napisał:

          Owa osoba
          > jest bardzo samotna, bo rzeczywiscie ma tylko dwoje
          > przyjaciol.

          racja

          Ale jedynie do ciebie ma odwage przyjsc
          > i zachowywac sie swobodnie. Jedynie z toba potrafi
          > rozmawiac i tylko tobie udzielac rad i pouczen.
          > Sadze, ze wobec innych osob jest zbyt niesmiala
          > i zahamowana.

          po pierwsze są granice zachowywania sie swobodnie, jest zachowywanie się
          swobodnie i wchodzenie komus na głowe. A i te zachamowania są wątpliwe, inaczej
          znajomi anahelli nie mówiliby "z kim ty sie zadajesz" (albo jakoś tak)
          Dobrze by było nauczyć tą osobę gdzie są granice i jak nie być upierdliwym
          (teoretycznie każdy powinien być sobą więc nie powinno sie jej mówić jak
          powinna sie zachowywać ale jak ma jej to pomóc) wtedy pewnie byłaby przyjemną
          osobą.

          Dla twojego lepszego samopoczucia
          > powinnas ja od siebie odsunac, bo bluszcz potrafi
          > zadusic.

          to chyba najprzyjemniejsze wyjście, ale radziłbym powiedzieć bluszczowi jakie
          błędy robi w relacjach międzyludzkich, tak na spokojnie, bez awantur i rzucania
          ramkami na zdjęcia. Skoro ma się od niej uwolnić to nic jej nie szkodzi, a
          bluszczowi może pomoże sie troche zmienic


          pozdrawiam
          vortex
          • anahella Re: Kolezanka - bluszcz. 26.03.03, 00:00
            vortex napisał:

            > melinek napisał:
            >
            > Owa osoba
            > > jest bardzo samotna, bo rzeczywiscie ma tylko dwoje
            > > przyjaciol.
            >
            > racja
            >
            > Ale jedynie do ciebie ma odwage przyjsc
            > > i zachowywac sie swobodnie. Jedynie z toba potrafi
            > > rozmawiac i tylko tobie udzielac rad i pouczen.
            > > Sadze, ze wobec innych osob jest zbyt niesmiala
            > > i zahamowana.
            >
            > po pierwsze są granice zachowywania sie swobodnie, jest zachowywanie się
            > swobodnie i wchodzenie komus na głowe. A i te zachamowania są wątpliwe,
            inaczej
            >
            > znajomi anahelli nie mówiliby "z kim ty sie zadajesz" (albo jakoś tak)

            chyba sie nie zrozumielismy:) moi znajomi w wiekszosci milczeli na jej temat.
            to ona ciosala mi kolki na glowie na okolicznosc moich znajomych. moge podac
            przyklad. Mam kolezanke, ktora jest kobieta sukcesu. Ma dobrze prosperujaca
            firme. Jak wiadomo poswiecenie sie pracy stoi w sprzecznosci z domem. Od paru
            lat zyje w konkubinacie, dzieci nie ma, ma juz po 40-tce, ale tego po niej w
            ogole nie widac. Duzo sie udziela spolecznie - miedzy innymi wspiera finansowo
            fundacje ktora oplaca dzieciom z patologicznych rodzin wakacyjne wyjazdy. Pani
            Bluszcz - rownolatka tej znajomej jej dzialalnosc charytatywna skomentowala
            nastepujaco: "kupuje sobie zyczliwosc, kiedys te pieniadze w gardle jej stana".
            Bluszcz ma dobrze sytuowanego meza, jednak z tego co wiem nie pomaga slabszym.
            • vortex Re: Kolezanka - bluszcz. 26.03.03, 07:47
              anahella napisała:


              "Troche mi glupio, ze ukrywam ja przed moimi znajomymi, ale po kilku probach
              zaproszenia jej razem z innymi przyjaciolmi mialam wyrzuty typu "z kim ty sie
              zadajesz"."

              > chyba sie nie zrozumielismy:) moi znajomi w wiekszosci milczeli na jej temat.
              > to ona ciosala mi kolki na glowie na okolicznosc moich znajomych. moge podac
              > przyklad. Mam kolezanke, ktora jest kobieta sukcesu. Ma dobrze prosperujaca
              > firme. Jak wiadomo poswiecenie sie pracy stoi w sprzecznosci z domem. Od paru
              > lat zyje w konkubinacie, dzieci nie ma, ma juz po 40-tce, ale tego po niej w
              > ogole nie widac. Duzo sie udziela spolecznie - miedzy innymi wspiera
              finansowo
              > fundacje ktora oplaca dzieciom z patologicznych rodzin wakacyjne wyjazdy.
              Pani
              > Bluszcz - rownolatka tej znajomej jej dzialalnosc charytatywna skomentowala
              > nastepujaco: "kupuje sobie zyczliwosc, kiedys te pieniadze w gardle jej
              stana".
              >
              > Bluszcz ma dobrze sytuowanego meza, jednak z tego co wiem nie pomaga
              slabszym.
              >

              czyli to Bluszcz tak sie wypowiadała ? :| o zgrozo. Zrób jej tą ostatnią
              pszysługę i porozmawiaj z nią o jej wadach, jak zrozumie będzie jednego
              bluszcza mniej, a kontakt zmniejsz i tak.

              Pozatym czy nie kłóciłaś się z nią w stylu "daj spokój, dobrze zarabia i chce
              komuś pomóc, więc pomaga dzieciom, czego sie czepiasz" ? Bo jak nigdy nie
              wchodziłaś jej w słowo w takich momentach to może myśli że tak jest ok :P

              pozdrawiam
              vortex
      • anahella Re: Kolezanka - bluszcz. 25.03.03, 23:49
        slinanajezyku napisała:

        > A moze kolezanka jest po prostu nieszczesliwa osoba
        > i potrzebuje wsparcia. Wszystkie te "rady" powyzej
        > zakladaja, ze ona jest zolza i trutniem. Tymczasem
        > z wielu wypowiedzi wynika, ze to wy jestescie zolzami
        > albo cholerami jakimis, ktore nie maja ludzkiego
        > serca ani odruchu, zeby komus wspolczuc.

        Wiesz, ja jej wspolczuje, dlatego ja toleruje. Problem polega na tym ze ona nie
        ma zadnych przyjaciol. Nie pracuje, nie utrzymuje kontaktu z ludzmi z
        dziecinstwa, bo nie pochdozi z Warszawy (tu mieszka), jedyna osoba z ktora jest
        w miare blisko to sasiadka a zarazem moja kolezanka. Jednak kolezanka-bluszcz
        zawsze o wszystkich mowi zle!. Jak kobieta jest ladna, to w jej ustach od razu -
        dziwka, jak jest brzydka, to dobrze jej tak. Facet przystojny - babiarz,
        nieinteresujacy - tez dobrze mu tak. Ktos sobie kupil samochod - pewnie
        nakradl, nie ma samochodu - przechlal pieniadze itp. Trudno takiej osobie
        znalezc sobie grono przyjaciol. Musze przyznac, ze nasza wspolna znajoma w jej
        ustach tez prezentuje sie nieciekawie, mimo ze znam ja wiele lat i bardzo ja
        cenie, bo mam za co. Wole wiec nie pytac sie jej o to jaki ja mam wizerunek w
        oczach bluszcza...
        • doroszka Re: Kolezanka - bluszcz. 26.03.03, 00:04
          anahella napisała:


          > Wiesz, ja jej wspolczuje, dlatego ja toleruje.

          Ale przyjmujesz granice tolerancji, które ona dowolnie ci ustala, a nie ty
          sobie sama. Sytuacja. która nie ma nic a nic wspólnego z dbaniem o własna
          higiene psychiczną.
          To tak jakbyś ze współczucia jej podcinała gałąź, na której siedzisz.
          Moim zdaniem ta babka jest nie tylko bluszczem, ale też wyjątkowo toksyczną
          osobą, a ty - tolerując jej chore zachowanie - robisz jej krzywdę. Im dłużej
          będziesz to tolerować, tym później ona zorientuje się, że pora się
          ucywilizować/wyleczyć/zmienić/dostosować do norm społecznych - niepotrzebne
          skreślić.
          :)))
          • anahella Re: Kolezanka - bluszcz. 26.03.03, 00:16
            doroszka napisała:

            > a ty - tolerując jej chore zachowanie - robisz jej krzywdę.


            No wlasnie caly ten watek to poczatek konca tolerowania:) Generalnie u mnie w
            domu goscie maja wiele praw. Lubie jak sie dobrze czuja, jednak tylko w jej
            towarzystwie ja sie zle czulam u siebie w domu. Swoja droga znamienny jest
            fakt, ze nigdy nie bylam gosciem w jej domu (nie zostalam nigdy zaproszona).
            Moze sie boi ze ja u niej bede sie zachwowywac tak jak ona u mnie?
            • melinek Re: Kolezanka - bluszcz. 26.03.03, 11:16
              Mysle, ze ona ma taki paskudny charakter, ktory
              tylko ty umiesz tolerowac. Dala ci niezla szkole.
              :))
    • Gość: Ivan Kałasznikowa tanio wypożyczę/sprzedam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.03.03, 03:58
      z zapasem amunicji, rzecz jasna
      • anahella Re: Kałasznikowa tanio wypożyczę/sprzedam 27.03.03, 03:19
        Eeeee karabiny sa ciezkie i robia duzo halasu;) Wymysl cos bardziej kobiecego,
        prosze;)
        • vortex Re: Kałasznikowa tanio wypożyczę/sprzedam 27.03.03, 06:50
          anahella napisała:

          > Eeeee karabiny sa ciezkie i robia duzo halasu;) Wymysl cos bardziej
          kobiecego,
          > prosze;)
          >

          może garota?
          • anahella Re: Kałasznikowa tanio wypożyczę/sprzedam 28.03.03, 00:35
            vortex napisał:

            > może garota?

            Eeee a co to jest? Bo musze przyznac ze na broni znam sie slabo. Ostatnio
            pogrywam w Strongholda wiec mam calkiem swieza wiedze na temat balisty,
            trebusza czy wiekiery;) ale to nadal malo kobiece;)
            • vortex Re: Kałasznikowa tanio wypożyczę/sprzedam 28.03.03, 16:50
              anahella napisała:

              > Eeee a co to jest? Bo musze przyznac ze na broni znam sie slabo. Ostatnio
              > pogrywam w Strongholda wiec mam calkiem swieza wiedze na temat balisty,
              > trebusza czy wiekiery;) ale to nadal malo kobiece;)

              oooo taaak, strzał z balisty z odległości 2 metrów, to może być rozwiązanie :P

              Garota to taka mocna cienka linka, zachodzisz kogoś od tyłu trzymając jej końce
              obiema rękami (palce wkładasz w specjalne kułeczka żeby było wygodniej
              ciągnąć :P) zarzucasz na szyje i dusisz. Nie znam dokładnej i sztywnej
              definicji garoty ale to na tym polega :P

              możesz użyć jeszcze jakiś sztyletów :) albo pobawić się w snajpera

              :D
              • anahella mordercze zapedy:) 29.03.03, 20:41
                Dzieki za wyjasnienei co to jest garota, na razie jednak
                nie bede nikogo mordowac. Swoje mordercze zapedy
                rozladowuje w czwartkowe wieczory, czyli ogladam Noc
                zbrodni na Discovery. Najbardziej lubie historie jak FBI
                20 lat polowalo na Unabombera. Hehehehe, ten Unabomber to
                syn polskich emigrantow. Powinni to puszczac w TV Polonia
                w cyklu "Slawni Polacy w USA";)
                • vortex Re: mordercze zapedy:) 30.03.03, 15:13
                  anahella napisała:

                  > Dzieki za wyjasnienei co to jest garota, na razie jednak
                  > nie bede nikogo mordowac. Swoje mordercze zapedy
                  > rozladowuje w czwartkowe wieczory, czyli ogladam Noc
                  > zbrodni na Discovery. Najbardziej lubie historie jak FBI
                  > 20 lat polowalo na Unabombera. Hehehehe, ten Unabomber to
                  > syn polskich emigrantow. Powinni to puszczac w TV Polonia
                  > w cyklu "Slawni Polacy w USA";)
                  >
                  >


                  :D oj przestań, odkąd usłyszałem o unabomberze boje sie otwierać załączniki w
                  emailu, brrr :P
                  • anahella Re: mordercze zapedy:) 30.03.03, 18:50
                    > :D oj przestań, odkąd usłyszałem o unabomberze boje sie otwierać załączniki w
                    > emailu, brrr :P

                    Zaraz ci powiem czy powinienes sie bac. Unabomber wysylal swoje paczki do ludzi
                    ze slowem "wood" w nazwisku. Wiec jezeli nie nazywasz sie Drzewiecki albo
                    podobnie, to mozesz te zalaczniki otwierac, zwlaszcza te pliki .exe ;)
    • Gość: mmm Re: Kolezanka - bluszcz. IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 26.03.03, 19:48
      tez mam taka kolezanke - choc moze mniej dokuczliwa. ja juz rozluznilam z nia
      uklad - po prostu nie nawiazuje kontaktu a poniewaz ona jest zbyt leniwa zeby
      sama do mnie przyjechac - jest luzniej. ale od czasu do czasu dostaje rozne
      sygnaly - np sms: "zadzwon do mnie koniecznie dzis bo bardzo cie potrzebuje"
      ja dzwonie myslac ze stalo sie cos zlego - w koncu nie jestem potworem i jak
      ktos potrzebuje mojej pomocy to nie odmowie - a ona chce sie tylko zapytac
      gdzie ma sie umowic na randke (ona jest osoba malo towarzyska i ostatnio
      chodzi na "randki w ciemno" - umawia sie przez internet, a nawet nie zna
      zadnych klubow czy kawiarni gdzie "sie chodzi"). znamy sie juz wiele lat i
      glupio mi zerwac znajomosc ale rozluzniam.
    • Gość: pinokio podziwiam! IP: 168.143.123.* 28.03.03, 05:20
      Jestem juz duza dziewczynka, ale nie moge poradzic sobie
      z jednym bluszczem,
      jak podciac tej roslince korzonki, zeby przestala sie na
      mnie wic?

      Chodzi o moja kolezanke, ktora za nic ma wszystkie
      normy. Dzwoni do mnie w
      tygodniu w godzinach nocnych (wie ze pracuje, wiec
      czasem warto sie wyspac).
      Odwiedza mnie bez zapowiedzenia (np. wieczorem leze w
      wannie, a ta dobija sie
      jak do pozaru, no bo wiadomo ze jestem w domu bo w
      oknach moejgo mieszkania
      jasno). W moim domu zachowuje sie jakby to ona byla
      gospodynia a ja niemile
      widzianym gosciem (instruuje mnie na kazda okolicznosc,
      wlacznie z tym ze
      kolor moich drzwi jest nietypowy, bo kto ma granatowe
      drzwi wejsciowe -
      powienny byc brazowe w kolorze drewna). Potrafi wlozyc
      palec w doniczke z
      kwiatkami i skomentowac ze ten kwiatek ma za mokro czy
      za sucho. Niby jestem
      asertywna i potrafie szybko skonczyc rozmowe, czy nie
      przyjac jej wtedy gdy
      nie mam na to ochoty, ale ostatnio byla niemila
      historia.

      Niepotrzebnie ja rozpuscilam z roznymi drobnymi
      prezentami. Chodzi o to, ze
      czasem na poprawe nastroju robie rozne drobne przedmioty
      uzytkowe: gipsowe
      ramki do zdjec, swieczniki czy artystycznie maluje
      butelki lub kubeczki.
      Wiekszosc tych przedmiotow wedruje do domu moich
      przyjaciol. Moja kolezanka-
      bluszcz zazwyczaj jak widzi u mnie cos nowego to pyta
      sie "mozesz mi to dac?"
      po czym nie czekajac na odpowiedz chowa to do torby.
      Ostatnio przez tydzien
      siedzialam nad ramka do zdjecia dla mojej innej
      kolezanki. Przedmiot byl
      robiony pod wlascielke z uwzglednieniem jej ulubionych
      motywow i kolorystyki
      sypialni.

      a tu jestem! --> <:) taka pisarska zawziętość piórka! <:]

      Jak zwykle bluszcz wpadl do mnie dzis bez zapowiedzenia
      (kwadrans
      sie dobijala zanim postanowilam ze jednak wyjde z wanny
      i otworze jej drzwi).
      Ramka dla kolezanki suszyla sie po impregnacji. Pierwsze
      pytanie bylo "moge
      to wziac?". Zaprotestowalam. Zrobila mi scene. Ze jestem
      zla przyjaciolka, bo
      nie dzwonie do niej (a po co mam dzwonic, skoro ona co
      dzien prawie do mnie
      dzwoni), ze jak dzwoni do mnie to ja szybko koncze
      rozmowe (no bo dzwoni po
      nocy jak chce spac), ze nie chce jej podac telefonu do
      mojej nowej pracy
      (tego by jeszcze brakowalo - gadki-szmatki w godzinach
      pracy), ze kolezanke,
      dla ktorej zrobilam ramke lubie bardziej niz ja (nie da
      sie ukryc) itepe
      itede. Na koniec sie rozplakala i wyszla ode mnie
      trzaskajac drzwiami. No i z
      jednej strony mam to czego chcialam - swiety spokoj - a
      z drugiej jest mi
      glupio ze zrobilam jej przykrosc. Pomyslalam sobie, ze
      moze w tygodniu
      zaprosze ja do kina na jakis film,ktory by sie jej
      spodobal (mimo, ze mamy
      inny gust) ale czy ona nie odbierze tego jako zachete do
      dalszego traktowania
      mnie jak swoja wlasnosc?

      Troche mi glupio, ze ukrywam ja przed moimi znajomymi,
      ale po kilku probach
      zaproszenia jej razem z innymi przyjaciolmi mialam
      wyrzuty typu "z kim ty sie
      zadajesz". Nie twierdze, ze moi przyjaciele sa bez wad,
      ale nie lubie gdy
      ktos sie wyraza o nich zle, zwlaszcza ze nie przypominam
      sobie zeby ona o
      kimkolwiek wyrazila sie dobrze.

      Aha kilka razy rozmawialam z nia o nocnych telefonach i
      wizytach bez
      zapowiedzi. Bez skutku.


      • anahella Re: podziwiam! 29.03.03, 20:42
        Gość portalu: pinokio napisał(a):

        > a tu jestem! --> <:) taka pisarska zawziętość piórka! <

        Wiec przestan mnie podziwiac, bo mi kiedys juz podpadles
        drewniany chlopczyku i jeszcze ci sie oberwie;P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka