kaaka123
08.01.07, 21:57
Spotykalam sie od kwietnia z chlopakiem. Wiem ze kocha mnie a je jago. Nasz
zwiazek byl bardzo burzliwy, jak bylo dobrze to sielanka, jak zle to straszna
klotnia. Zrywalismy ze soba kilka razy, ja nie wytrzymywalam tego i konczylam.
Po jakims czasie on sie odzywal, mi zlosc przechodzila i znowu sie
spotykalismy. Najdluzsz przerwa trwala miesiac i po tym wrocilismy do siebie.
Bylo super az do kolejnej klotni, bardzo go kochalam ale meczylam sie. Ten
brak porozumienia byl straszny, wydaje mi sie ze on tez sie meczyl.
Probowalismy rozmawiac, co robic, czego nie robic zeby byl dobrze, na
rozmowach sie konczylo. Kilka dni sielanki i potem znowu klotnia o jakas
pierdolke. Dzili nas okolo 60km wiec widywalismy sie 1 albo 2 razy na tydzien.
W sobote znowu klotnia przez telefon. W niedziele przyjechal ale byl ostry,
mial pretensje, ja nie mialam sily juz tlumaczyc tego samego. Nakrzyczelismy
na siebie, powiedzialam mu ze to koniec, ze nie wytrzymuje tego. On powiedzial
ze tez ma dosyc, ze nawet w takiej chwili nie potrafie sie ugiac, przytulic
przeprosic, ze moglabym to zrobic ze czekal. Ja czekalam na to samo, na
wyciszenie, przytulenie i spokojna rozmowe. Rozeszlismy sie w klotni ze to juz
koniec. Wiem ze nie raz tak bylo i potem on sie odzywal ale co zrobic w takiej
sytuacji? Ja nie chce sie wciaz klocic a jednoczesnie kocham go i chce z nim
byc. Poradzcie