Dodaj do ulubionych

Wścibscy sąsiedzi

07.04.03, 08:30
Czy mieliście takich? Czy macie? Jak to się przejawiało i jak się do tego
ustawialiście?
Mieszkam w bloku 4-piętrowym, większość mieszkańców to emeryci. Ludzie w
większości bardzo prości, ale poczciwi. Dzięki Bogu, nie mam w sąsiedztwie
meneli, złodziei i pijaków. Sporo starszych pań w mojej klatce schodowej
spędza dnie wizytując się wzajemnie non stop. Mieszkanie sąsiadki z mojego
podestu to wręcz dworzec kolejowy. Drzwi praktycznie cały czas otwarte,
każdy może wpaść o dowolnej porze. Akurat nie lubię takiego stylu życia,
uważam go za prymitywny,cenię swoją prywatność i mój dom to moja twierdza.
Nadto zwyczajnie nudzi mnie towarzystwo moich sąsiadów i tematy przez nich
poruszane. Te tematy - to życie innych ludzi w okolicy! Przyjęłam postawę
grzecznego dystansu, kłaniam się współmieszkańcom, lecz nie angażuję się w
żadne "kominki". A niech każdy żyje sobie, jak chce, byle innym nie wchodził
w paradę! Zgroza mnie jednak brała, kiedy się czasem dowiadywałam, nie
pytając o nic - co wie moja sąsiadka. Czasem zachodzimy do niej z córką,
jako że kobita jest dobrą i tanią krawcową. Po 10 minutach wiedziałam np.:
gdzie mieszkali homoseksualiści nie regulujący czynszu, któremu małżeństwu
ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka, ponieważ jedno z nich jest wyznania
protestanckiego, itd. Wiedziałam, że i moje życie jest przedmiotem dociekań,
tym bardziej, że jestem zdystansowana. Ale w ostatni weekend mocno się
wkurzyłam! Wspomniana sąsiadka (niezła wywiadownia, marnuje się na rencie)
wygadała się, że wie (skąd??? tego nie wie nikt!) o pewnej sprawie, nader
pozytywnej zresztą dotyczącej mojej rodziny. Wkurzyłam się, bo: 1. Znając
naszych kochanych polskich ludzików tego pokroju b. się obawiam, że tak
gadając tu i tam narobi mi nawet mimowolnie brudów. Ta wszechobecna zawiść...
2. Moje je moje! Nie cierpię, kiedy prywatność moja i mojej rodziny jest tak
obracana w rozmowach, jest tematem i celem życia innych. Dla mnie to
naruszenie tejże prywatności. No dobra, może źle zrobiłam, ale poszłam do
sąsiadki i wprost jej powiedziałam, co o tym myślę. Grzecznie, konkretnie.
Ale nie zrozumiała mnie-jak to się ładnie mówi-każda wyznaje inny system
wartości i nadawałyśmy na innych falach. Sąsiadka, "że co w tym złego", że
ona nas lubi i nic nikomu nie opowiada o nas(??), a w ogóle, to ja jestem
malo kontaktowa i zrobiłam jej przykrość! Jeszcze poczułam się winna i ją
przepraszałam, że robienie jej przykrości nie było moją intencją.
A co Wy o tym myślicie? Burza w szklance wody? Mieliście jakieś
doświadczenia w tym temacie? Będę bardzo wdzięczna za opinie!
Obserwuj wątek
    • melinek Re: Wścibscy sąsiedzi 07.04.03, 09:46
      Moje obserwacje sa takie, ze w te uklady
      chcac niechac coraz bardzije sie wnika,
      wsiaka. I chocby czlek na zesach stawal
      sie przed tym nie ustrzeze.
      • monikate Re: Wścibscy sąsiedzi 07.04.03, 11:01
        Dobra, Melinku, masz rację, ale może ktoś ma jakieś sposoby na przetrwanie, na
        chwilowe chociażby zniechęcenie namolnych i wścibskich ludzi? Wiem, że moja
        sytuacja jest jeszcze w normie, ale słyszy się nieraz różne horrory o
        wścibskich sąsiadach... Mieliście coś takiego?
        • melinek Re: Wścibscy sąsiedzi 07.04.03, 11:36
          Sposoby? Hmmm... jest jeden: bezludna wyspa ;))

          Sposob bardziej realny: samodzielny domek.
    • agick zastanawiam się co lepsze.. 07.04.03, 11:15
      scibska starsza panie czy hołota...
      ja akurat mam ten drugi wariant.. wynajmuję mieszkanie czekając na swoje - nie
      w samej wawie ale tuż, tuż... osiedle nowe, same młode małżeństwa z dziećmi -
      niby fajnie... ale...
      ale ostatnio sąsiedzi mieli imprezę - muzyka grała tak, że szklanki mi skakały
      w szafce. Do kompletu gości tańczyli na panelach w butach - huk..... o godzinie
      1 w nocy stwierdiłam, że chyba jest jednak trochę za głośno. Poszłam,
      zastukałam grzecznie... stukałam 15 minut. W końcu otworzyły się drzwi, wyszła
      pani gospodyni.. na moje grzeczne upomnienie pani posłała mi wiąchę, jakiej
      dawno nie słyszała a następnie strzeliła mnie w nos.
      Miałam na twarzy okulary, któe mi spadły, zaczęłam krzeyczeć, żeby mi ich nie
      startowali - w tym czasie pani wisiała uczepiona moich włosów. Oczywiście
      policja, pogotowie, obdukcja, podam ją do sądu.

      Drugi przykład - ciepła sobota (jakiś tydzień temu)... sąsiedzi obok uwązali
      psa na balkkonie na krótkiej smyczy i .... poszli sobie. Pies wył przez 7
      godzin....

      Fajni sąsiedzi, prawda..?
      • norma_jean Re: zastanawiam się co lepsze.. 07.04.03, 11:29
        A kiedys byla taka piosenka "Jak dobrze miec sasiada"....
        • rose2 Re: zastanawiam się co lepsze.. 07.04.03, 11:42
          No nie wiem, ale wydaje sie ze ze wscibskimi rencistami latwiej mozna zyc niz z
          sasiadami agcika (wyrazy wspolczucia tak na marginesie).
          Moim zdaniem najlepiej nie wdawac sie z nimi w rozmowy jak rowniez zrezygnowac
          z uslug krawickich sasiadki z pietra. Zawsze sie usmiechac i mowic dzien dobry,
          pozostaje jeszcze problem tzw podworkowy gdzie czasami dzieci w bezmyslny
          sposob wyciagaja sprawy na swiatlo dzienne (gluchy telefon, z ust do ust i
          afera murowana).
          • agick prawdę mówiąc.. 07.04.03, 12:07
            najlepiej jest mieć miłych, dyskretnych sąsiadów..:) ale to się prawie nie
            zdarza..
            wiecie co mi powiedział policjant jak przyjechał..? Że na tym osiedlu (czyli na
            którym wynajmuję) odpady ludzkie mieszkają... Nowobagackie chamy, którym słoma
            z butów wystaje i nie stać ich jescze na mieszkanie w centrum way. Niosę cytat
            tylko - tak się wypowiedział stróż prawa. Powiedział jeszcze, żebym przydybała
            tę panią jak będzie trzeźwa w cimnym kącie i spuściła jej manto - po co iść do
            sądu....
            no koszmar...

            Bogu dzięki wynoszę się z tego lokum za kilka miesięcy i może dlatego nie robię
            rabanu...

            Powiem jeszcze na koniec jedną rzecz - wychowałam się na warszawskiej pradze
            północ, która nie grzeszy najlepszą opinią ale takich akcji nie było. Nie było
            czegoś takiego, żeby sąsiad lał sąsiada po pysku za zwrócenie w sposób
            kulturalny uwagi.
            ech..
            • capa_negra Re: Zdarza się 07.04.03, 14:25
              Ja mam takich sąsiadów, ale to nowe budownictwo nagle 24 mieszkania po 8 w
              klatce
              Niektórych sąsiadów nie widuje tygodniami - cisza, spokój i niesamowity
              porządek.
              Wszyscy w wieku 30-40 lat, każdy zyje własnym zyciem i nie wnika co słychac u
              sasiada
    • oka5 Re: Wścibscy sąsiedzi 07.04.03, 11:52
      Nie ma szansy na to, by zabronić komuś opowiadania o Tobie i Twojej rodzinie.
      Ja mam z sąsiadami układ poprawny, a stopień zażyłości ustaliłam sama. Z
      jednymi jesteśmy prawdziwie zaprzyjaźnieni, świadczymy sobie przysługi i wiemy
      o sobie b. dużo, a w stosunku do innych zachowujemy grzeczny, umiarkowany i
      życzliwy dystans. Czujni i wrażliwi sąsiedzi są w dzisiejszych czasach bardzo
      pożądani. Myślę, że tak naprawdę wcale źle nie trafiłaś.
      A jak chcesz poczytać sobie, jaką zmorą mogą być sąsiedzi, to zajrzyj tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25&w=5087225&a=5087225&v=2&strona=0
    • ydorius Homeopatia 07.04.03, 12:22

      Sposobem na wścibskich sąsiadów jest homeopatia. Usiądź kiedyś na godzinę z
      kartką i długopisem i wymyśl dziesięć najbardziej piramidalnych bzdur wiążących
      osoby z Twojego bloku ze sobą.

      Próbki:
      - Pani Jadzia spod ósemki, kiedy jeszcze nie mieszkała w tym bloku, w 1984
      musiała się przeprowadzić z innej dzielnicy, bo zaszła w ciążę z sąsiadem;
      - Krysia, ta spod ósemki, jest nobliwą starszą panią, ale nikt tak naprawdę nie
      wie, że musiała zmienić nazwisko z Wolińska na Jabłkowska, bo jest rodzoną
      siostrą prokurator Wolińskiej;
      - Zosia, ta spokojna siwa spod czternastki pochowała nie dwóch ale trzech
      mężów, ale o tym pierwszym nikt nie wie, bo jak się przyznać do tego, że
      nazywał się Aaron Apfelbaum i rodzice nigdy nie zaakceptowali tego mezaliansu?

      i tak dalej w ten deseń.
      Po miesiącu cały blok będzie dokumentnie skłócony i nikt o nikim nie będzie
      plotkował.

      copyright by ydorius :-))

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • monikate Re: Homeopatia 07.04.03, 13:31
        Hej, dziękuję za porady, Ydorius! Obśmiałam się jak norka, a kto wie, czy tego
        nie zrobię! Kochani, po przeczytaniu Waszych postów i po otwarciu linka Oki5-
        utwierdziłam się w przekonaniu, że nie trafiłam źle. Włosy się jeżą... Agick,
        serdecznie współczuję, to jest gorzej, niż straszne.
        U sąsiadki w celach krawieckich za często nie bywam, nie napisałam, że to ona
        częściej nachodziła mnie, prosząc, aby moja córka pomagała w nauce jej
        siostrzeńcowi. Dziecko nigdy nie odmawiało. Aha, dziecko jest duże i ma w
        naturze trzymanie języka za zębami.
        Ja wiem, wiem, że macie rację... że mogłam trafić, jak Agick... Niemniej to
        wścibstwo strasznie mi przeszkadza. Miałam już tak w życiu, że ktoś komuś coś
        przekazał, ten dalej - i narobiło się... Tego się obawiam.
        • agick taaaak.. 07.04.03, 13:43
          homeopatia made by ydorius też mnie rozbawiła..:)
          ygreku - masz może sposón na moich "miłych sąsiadów"...?

          a wiecie co jest najśmieszniejsze..? ponoć osiedle, na któym mieszkam to
          osiedle młodych ludzi.... nowe bloki, młodzi ludzi, małe dzieci... aż
          człowiekowi słabo się robi na myśl co z tych dzieci wyrośnie..:(

          ale tak jak móię - to tylko kilka miesięcy jeszcze... potem na swoje - w
          centrym wawy właśnie..:) ciekawe co tu będzie za towarzystwo...

          monikate - kochaj sąsiada swego bo możesz mieć gorszego, jak się okazuje..:))))
    • anahella Re: Wścibscy sąsiedzi 07.04.03, 18:57
      monikate napisała:

      > Czy mieliście takich? Czy macie? Jak to się przejawiało i jak się do tego
      > ustawialiście?
      > Mieszkam w bloku 4-piętrowym, większość mieszkańców to emeryci.

      Gdybys nie napisala o tych 4-ch pietrach to bym pomyslala ze jestes moja
      sasiadka;) Ja mam podobnie. O mnie kraza legendy na osiedlu jaksie dowiedzialam
      od jednej plotkarki (pisalam o niej w watku o kolezance-bluszcz). Pod lupe
      zostal wziety kazdy aspekt mojego zycia. Najbardziej przeszkadza to ze jezdze
      do pracy taksowka. A wiadomo - jak jezdzi taksowka to z nierzadu sie utrzymuje -
      podobno padl taki komentarz (uzylam eufemizmu). Malo mnie to obchodzi. Nie
      bede kazdej paniusi z pieskiem co rano tlumaczyc ze mam fobie i boje sie
      wypchanych autobusow. Z drugiej strony wszyscy wiedza gdzie pracuje (i
      bynajmniej nie jest to agencja towarzyska)! Zdolnosci szpiegowskie mojej
      sasiadki sa naprawde godne szacunku! Kiedys wychodzac do pracy nie zauwazylam
      ze na balkonie zostal moj kot. W ciagu dnia sie zachmurzylo, zaczal padac
      deszcz i kot glosnym miauczeniem domagal sie otwarcia drzwi balkonowych. Moje
      mieszkanie bylo puste. Sasiadka to uslyszala, przeprowadzila szybki wywiad na
      okolicznosc mojej pracy, poleciala do kiosku, kupila gazete, w ktorej
      pracowalam i zadzwonila pod telefon ze stopki. Dzieki temu moj kotek zmoczyl
      sie tylko troszke, bo szybko przyjechalam zeby go do domu wpuscic. Innym razem
      inna "antywlamaniowa" sasiadka przegonila gowniarzy, ktorzy zatykali zamki w
      drzwiach. Gdyby tego nie zrobila musialabym wywazac metalowe drzwi, czyli cala
      sciana poszlaby w ruine.

      Wscibstwo sasiadow jest okropne. Jednak z moich przezyc wynika ze czasem ma to
      dobre strony - choc jest ich zdecydowanie mniej.
    • Gość: ulaska Re: Wścibscy sąsiedzi IP: *.to.krakow.pl 07.04.03, 23:14
      Droga Monikate! Wychodzę z założenia, że skoro mieszka się wśród ludzi to
      trzeba uwzględnić, iż Ci ludzie są różni. Staram się tłumaczyć pewne
      zachowania innych ( w tym wypadku sąsiadów) w sposób jak najbardziej
      obiektywny. Niekoniecznie sąsiedzi, chcą nam wyrządzić krzywdę. Mówią pewne
      rzeczy bez zastanowienia, nie analizują, że może to przynieść komuś szkodę,
      sprawić przykrość itd. Bo sama wiesz jak różny jest ich poziom intelektualny a
      także poziom kultury osobistej. To często wcale nie źli ludzie: zagubieni w
      tej szarej, polskiej codzienności, walczący o każdy dzień (pieniążki i nie
      tylko), żyjący od soboty do soboty od jednej sensacji gdzieś posłyszanej do
      następnej. Wiesz jak szybko rozchodzi sie plotka - czasem ktoś coś szepnie
      niekoniecznie w złej intencji a to urasta do wielkich rozmiarów. Oczywiście
      mam świadomość, że zdarzają się także i te celowo, złośliwie przekazywane
      uwagi. Ale na pewno jest ich mniej. Pomyśl - może ktoś, kto je tworzy ma sam
      jakieś problemy i próbuje się jakby "odbić" na innych?
      Nie reagowałam nigdy na plotki, te które do mnie docierały (w pracy, gdyż w
      bloku staram się utrzymywać kontakty na odległość) traktowałam z przymrużeniem
      oka. Byłam często obiektem złośliwych uwag itd. Ale co tam! Co mnie to
      obchodzi: dla mnie bylo ważne, abym sama przed sobą czuła się w porządku a co
      mówią inni to ich sprawa. Uważam także, że osoby, które dają wiarę plotkom na
      mój temat nie zasługują na to, aby mogli być moimi dobrymi znajomymi.
      Więc tak do tego podchodź. Świata nie zmienisz, często pod tymi plotkami nie
      kryją się złe intencje ludzi a jeśli nawet to nie myśl o tym. Jest zbyt wiele
      ważnych rzeczy, aby tym się przejmować.
      Powodzenia. Życzę Ci traktowania sąsiadów z przymrużeniem oka. Nie myśl o tym -
      uwierz mi, że można się tego nauczyć. Pa! Pa!
      ulasaka
      • monikate Re: Wścibscy sąsiedzi 08.04.03, 09:53
        Kochana Ulasko, świetnie to podsumowałaś! Masz rację we wszystkim, tylko mi
        właśnie chodzi przede wszystkim o to, że wiadomość przekazywana bez złych
        intencji tu i tam - może w pewnych okolicznościach mi zaszkodzić. A wszak u
        każdego koszula jest bliższa ciału.
        Anahello, ja mam dokładnie, jak Ty (a propos: czytałam Twój wątek o koleżance-
        bluszczu, kapitalny; podziwiam Twoją cierpliwość i wyrozumiałość, ja chyba
        dawno bym takiego bluszcza pogoniła...). Zdolność do wnikliwej obserwacji i
        wielkie zainteresowanie otoczeniem u moich sąsiadów też czasami dają korzyści:
        wprawdzie opisywana sąsiadka z podestu widzi za każdym razem, kiedy to wsiadam
        do samochodu (i ma zaraz powód do dywagacji, w jakim to ja celu wsiadłam i
        pojechałam), ale z 2 strony widzi, czy aby do auta nie dobiera się jakowaś
        hołota. Tak samo z mieszkaniem....Taaa... zasadniczo dobrzy sąsiedzi to są! A
        jednak mnie wnerwia to ich wścibstwo (muszę nad tym popracować?). Nie można
        mieć wszystkiego. Wszystko jest względne. Jasne, że wolę mieszkać w otoczeniu,
        jakie mam ja, a nie agick. No, ale też np. byłam wkurzona, kiedy kiedyś
        ukradli mi z torebki dużą sumę pieniędzy, a znajomi mnie pocieszali, że to
        jeszcze nic, najważniejsze, że dokumentów mi nie zwinęli!
        • anahella Re: Wścibscy sąsiedzi 08.04.03, 10:31
          monikate napisała:

          > Taaa... zasadniczo dobrzy sąsiedzi to są! A
          > jednak mnie wnerwia to ich wścibstwo (muszę nad tym popracować?).

          Tak jak napisala jedna z przedmowczyn - przymruz oko i w myslach mow o
          nich "moi kochani antywlamaniowi sasiedzi";) Buzi im nie zamkniesz, ale mozesz
          sie ich gadaniem nie przejmowac:)

          He - wczoraj myslalam ze pekne ze smiechu. W grudniu stracilam prace - zwolnili
          mnie. Nie wiem jak to sie wsrod sasiadow roznioslo, ale mam to w nosie. Od
          poczatku marca mam nowa prace, ale teraz mamy kilka dni wolnego i spotkalam
          sasiadke w sklepie spozywczym. Stalysmy jedna za druga w kolejce do kasy, bylo
          okolo 14.00. Ona widzac mnie o tej porze na caly sklep wrzasnela - "znow pania
          z roboty wywalili?" Kilka lat temu pewnie bym jej cos odpysknela w stylu "nie
          wtracac sie w moje sprawy" ale teraz tylko glosno sie rozesmialam. Nie
          potwierdzilam ani nie zaprzeczylam. Kilku innych klientow zareagowalo jak ja -
          tez zaczeli sie glosno smiac. Mloda dziewczyna, ktora tez stala w kolejce (znam
          ja z widzenia - pracuje w innym pobliskim sklepie) spytala mnie czy jestem
          obiektem amatorskich pisarzy biografii. Starsza pania zatkalo i temat sie
          skonczyl. Moze sasiadka cos zroumiala?
          • monikate Re: Wścibscy sąsiedzi 08.04.03, 13:37
            Anahello, a ja jestem jeszcze na tym etapie, że pewno bym właśnie
            odpowiedziała w stylu, aby nie wtrącać się w moje sprawy. Niby nic się
            groźnego nie dzieje, wszystko jest względne - a jednak czuję, ze tego typu
            zagrania denerwują Cię tak jak mnie. Wciąż nie mogę przetrawić takiego stylu.
            Moja mama nie lubi również sąsiedzkich kominków, plotek, szpiegowania,
            niemniej twierdzi, że uczucia, które mną telepią wynikają trochę z mojej pychy
            i poczucia wyższości... "O, ja to w wolnym czasie ksiązki czytam, a nie
            magluję". Chyba każdy ma trochę racji.
            Jednak w opisanej sytuacji super się zachowałaś, a do tej kobity faktycznie
            coś chyba dotarło.
            • anahella Re: Wścibscy sąsiedzi 08.04.03, 17:55
              monikate napisała:

              > Moja mama nie lubi również sąsiedzkich kominków, plotek, szpiegowania,
              > niemniej twierdzi, że uczucia, które mną telepią wynikają trochę z mojej
              pychy
              > i poczucia wyższości... "O, ja to w wolnym czasie ksiązki czytam, a nie
              > magluję". Chyba każdy ma trochę racji.

              Ja bym raczej powiedziala ze twoja postawa wynika z tego ze twoja pasja NIE
              JEST cudze zycie, bo masz inne.
              • monikate Re: Wścibscy sąsiedzi 09.04.03, 08:44
                Wygląda na to, że trzeba będzie wrzucić sobie luz... A jeśli za bardzo dokuczą
                ci wścibiacze nosa - to wprowadzić w życie "plan B" - czyli propozycję
                Ydoriusa.
    • pajdeczka Wiedzą sąsiedzi, kto na kim siedzi.... 08.04.03, 13:43
      ..albo raczej leży:)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka