ba_ba_ja_ga
07.02.07, 14:12
No właśnie... Niby jesteśmy jak dwie połówki pomarańczy. Jest nam ze sobą cudownie. Piąty rok razem, we wrześniu ślub. Ale powoli okazuje się, że chyba mamy inne oczekiwania co do przyszłości.
Oczywiście chodzi o dzieci. Rozumiem, że w tej chwili nie możemy sobie na nie pozwolić, bo oboje dopiero zaczynamy pracować, ale nie zamierzam czekać z tym długie lata. Natomiast on twierdzi, że najpierw musimy zarobić na budowę domu, samochód itp, generalnie chce, żebyśmy najpierw się "dorobili", a potem myśleli o potomstwie. Odpowiadam mu, że w takim razie na dzieci przyjdzie pora dopiero jak będziemy na emeryturze... A on swoje powtarza w kółko...
Coraz bardziej mnie to przeraża... Do tego stopnia, że zaczynam myśleć nad sensem tego związku... Co robić? Próbować przekonać? Rozstać się? Będę cierpieć długie lata... Bo przecież nie upozoruję wpadki, bo to by było nieuczciwe... Poradźcie coś...