rumcajs1980
13.06.07, 11:21
Od jakiegoś czasu mierzi mnie kobiece zachowanie, przejawiające się zarówno w
miom małżeństwie jak i w otoczeniu (rodzina,znajome itp.). Naprawde mało jest
kobiet które można by nie zaliczyć do sterotypowego określenia słabej płci.
Choćby różnego rodzaju fora które się czyta. Jedna pisze jak to jej źle
zwykle przedstawiając swoją subiektywną i wzruszającą wersję a z kolei inne
dołączając się w cierpieniu i podobnych doświadczeniach i po 67 odpowiedziach
i wodzeniu prawie zmyślonego wątku za noc okazuje się, że mężczyzna to nic
innego jak ... I tu same najgorsze. To jest podobnie jak z horoskopami.
Cokolwiek by nienapisali na ten miesiąc spełni się napewno wystarczy tylko
połączyć fakty ze swojego życia z faktami "przepowiedzianymi". Jak się nie
spełni to trudno ale w przyszłym miesiącu napewno się spełni. I tu łączy się
kobieca naiwność z wiecznym poczuciem "że kiedyś będzie lepiej". Tak jak w
życiu bez wątpienia kobiety są bardziej naiwne a na teraźniejszość muszą
narzekać. Jak by im to było dobrze i tak znajdą coś co ich załamie, zasmuci i
zmusi do marzenia o lepszym dniu jutrzejszym. I tak: te które mają dobrze z
kasą w domu i na wszystko narzekają na chłopów a to że za rzadko "i love u" a
to że trzaśnie pięścią w stół. A te które mają z mężem dobrze to czekają na
lepszy portfel. I tak w koło Macieja. No i tu właśnie wychodzi słabość. Nie
chodzi o fizyczność czy radzenie sobie w szeroko pojętym biznesie ale o
właśnie osłabianie siebie: o ja biedna,bita,pogardzana, a tamta ma lepiej, a
tamten facet to by dopiero był mąż. Ups... co ja gadam, że inna ma lepiej
rzadko która przyzna, to były tylko myśli. A w dialogu z koleżankami - w
życiu!!! Patrz jak się wypacykowała!!! pewnie ją zdradza albo ona jego. No
cóż - codziennie słychać takie rzeczy... koniec cz.1
(piszę to nie dla krytyki kobiecej natury - to tylko moje spostrzeżenia)