minutka_1
20.06.07, 19:26
Nie wiem czy tylko ja tak mam czy może jeszcze któraś z was ale to chyba
jedyna ale zarazem najgorsza negatywna cecha mojego mężczyzny. Ja się po
prostu nie umiem do tego przyzwyczaić ( może temu bo lubie punktualność i
staram się nie spóźniać)
Staram się dużo zrozumieć on prowadzi firmę i czasami coś wyskoczy że nie da
sie zaplanowac czasu.
Ale jeszcze nigdzie nie przyjechał punktualnie czy to na spotkanie czy to do
banku normalnie nie zdarza mu się to. Często jak jest w trasie i dzwonie np
kiedy bedziesz bo obiadek i jak slysze ze za godz to już wiem że musze
conajmniej pomnożyc razy 2 to juz reguła. Ale jak slysze słowo bedę za
chwilke albo przyjade zaraz to mnie krew zalewa bo czasami z tego zaraz robi
sie 3 - 4 godź.
Nie wiem sytuacji takich jest cała masa, obydwoje duzo pracujemy i nie
czepiam sie tego az tak bardzo..ale trafiły sie takie sytuacje bardzo ważne
dla nas czy dla mnie i też dał d... bo coś bo ktoś i zeszło mu.
Może wy macie jakies sprawdzone sposoby na spóźnialskiego?? Nie chce sie
kłócić, rozmawiamy o tym ale za niedługo sytuacja sie powtarza. Jeżeli robi
to w sprawach firmowych, kontrahenci itp. jego sprawa, ale jeżeli w naszych
sprawach to nie wiem jak mam to odebrać....albo lekceważy mnie i jest takim
egoistą (bo czasami się o niego po prostu martwię czy aby nic sie nie
stało)...albo po prostu naprawde nie kontroluje czasu, nie robi tego celowo i
spóźnialscy już tacy są??
Poradźcie coś