malwina7878
18.11.07, 12:57
Mam za sobą kilka krótkich nieudanych związków oraz jeden poważny, po którym
najtrudniej było mi się pozbierać emocjonalnie. Za każdym razem kończyły się
moje związki w ten sam sposób - faceci z dnia na dzień przestali dawać znak
życia, nie mieli odwagi powiedzieć, że to koniec. Być może wybierałam sobie
ich na zasadzie analogii, zupełnie nieświadomie. Nie mogę więc powiedzieć:
Malwa, jakaś ty biedna, ciągle trafiasz na takich samych chłopaków... :) Bo to
przecież ja ich wybieram, to moje decyzje, nikt mnie do tego nie zmusza ( no
może prócz ślepego serca ;-)). Kiedy kolejny raz powtórzyło się to samo, byłam
już tak uodporniona, przygotowana, że moje "cierpienie" trwało jeden dzień.
Albo coś ze mną jest nie tak, albo po prostu nie trafiam na tych właściwych.
Nie wnikam, nie chcę wpadać w kompleksy, bo po co? No i stało się, spotkałam
kogoś, kto jest zupełnym przeciwieństwem poprzednich. Wesoły, uśmiechnięty,
mówi otwarcie o swoich uczuciach, sprawia, że i ja otworzyłam się pierwszy raz
w życiu i czuję, że zakochuję się :) Ale, ale... mam obsesję na punkcie
Nowego. Tzn. tkwi we mnie obawa, że i tym razem sytuacja powtórzy się. Jak
pozbyć się tej niepewności, tego lęku? Iść do psychoterapeuty na jakąś sesyjkę
? :) A może Wy, drogie Forumowiczki i drodzy Forumowicze pomożecie mi i
podyskutujemy na ten temat, choć było tu podobnych pewnie wiele.