Dodaj do ulubionych

"Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowych

18.11.07, 12:57
Mam za sobą kilka krótkich nieudanych związków oraz jeden poważny, po którym
najtrudniej było mi się pozbierać emocjonalnie. Za każdym razem kończyły się
moje związki w ten sam sposób - faceci z dnia na dzień przestali dawać znak
życia, nie mieli odwagi powiedzieć, że to koniec. Być może wybierałam sobie
ich na zasadzie analogii, zupełnie nieświadomie. Nie mogę więc powiedzieć:
Malwa, jakaś ty biedna, ciągle trafiasz na takich samych chłopaków... :) Bo to
przecież ja ich wybieram, to moje decyzje, nikt mnie do tego nie zmusza ( no
może prócz ślepego serca ;-)). Kiedy kolejny raz powtórzyło się to samo, byłam
już tak uodporniona, przygotowana, że moje "cierpienie" trwało jeden dzień.
Albo coś ze mną jest nie tak, albo po prostu nie trafiam na tych właściwych.
Nie wnikam, nie chcę wpadać w kompleksy, bo po co? No i stało się, spotkałam
kogoś, kto jest zupełnym przeciwieństwem poprzednich. Wesoły, uśmiechnięty,
mówi otwarcie o swoich uczuciach, sprawia, że i ja otworzyłam się pierwszy raz
w życiu i czuję, że zakochuję się :) Ale, ale... mam obsesję na punkcie
Nowego. Tzn. tkwi we mnie obawa, że i tym razem sytuacja powtórzy się. Jak
pozbyć się tej niepewności, tego lęku? Iść do psychoterapeuty na jakąś sesyjkę
? :) A może Wy, drogie Forumowiczki i drodzy Forumowicze pomożecie mi i
podyskutujemy na ten temat, choć było tu podobnych pewnie wiele.
Obserwuj wątek
    • sloneczna_polana Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 13:35
      Odpowiem ci w dosc nietypowy sposob:

      Kilka miesiecy temu prawie kazde moje wejscie i wyjscie do sklepu aktywowalo
      alarm. Nie mialam zielonego pojecia czemu tak sie dzieje, czysta zagadka. Nie
      zajmowalo mnie to na pocatku. Najpierw bylo zdziwienie, potem mnie ta sytuacja
      zaczela irytowac, w koncu bylam na 'ty' ze wszystkimi okolicznycznymi
      ochroniarzami. Ale nie moglam zmienic tego ze zawsze wzbudzalam zainteresowanie
      klientow ktorzy musiemi sie odwrocic i spojrzec z zaciekawieniem. I pojscie do
      sklepu gdzie jeszcze nie wiedziano o tym 'fenomenie' powodowalo lek. Wyjacy
      alarm, zaintersowanie ludzi, pytania...
      Doszlo do sytuacji ze przestalam wchodzic do sklepow z bramkami.

      Balam sie i mialam rekacje lekowe. Nic przyjemnego, naprawde.

      W koncu postanowialam wziac byka za rogi i lekko zachecona przez jednego ze
      znajomych (juz) ochroniarzy zaczelam wyjmowac kolejne przedmioty z jedynej
      wspolnej dla tych wszystkich sytuacji rzczy - torebki i testowac przez bramke.
      Nic nie wywolowalo alarmu az nie doszlo do portfela. On sam jeden z powodow nie
      wyjasnionych uruchamial bramki.

      Nigdy nie dowiem sie dlaczego nienowy portfel to powodowal, ale wyrzucilam go i
      problem zniknal.

      Mimo ze minelo wiele miesiecy wciaz jednak mam od czasu do czasu te same reakcje
      lekowe przy wchodzeniu do sklepow ale wychodze z tego.

      A teraz do rzeczy:
      Usiadz i przeanalizuj co jest wspolnego dla tych wszystkich sytuacji kiedy
      faceci cie tak zostawiali.
      Czy tworzylas zwiazki z ludzmi zachowujaymi sie podobnie?
      Czy za atrakcyne uwazasz pewne wspolne dla tych mezczyzn cechy?
      A moze to ty zachowywalas sie w ten sam sposob w okreslonych sytuacjach wobec
      calkiem innych ludzi?
      Czy moze nie robilas czegos/robilas za duzo/malo, w niewslaciwych okolicznosciach?
      Ostatecznie, na pewne rzeczy ludzie reaguja podobnie, przyjmniej wiekszosc, wiec
      przemysl sobie co sie takiego dzialo do tej pory (mozliwosci jest bardzo wiele),
      nie zostawiaj tego (jak ja tego problemu torebki) ujmujac to: '> Albo coś ze mną
      jest nie tak, albo po prostu nie trafiam na tych właściwych.
      > Nie wnikam, nie chcę wpadać w kompleksy, bo po co?'

      Jak znajdziesz powod i sie z nim zmierzysz nie bedziesz myslec czy i kiedy znow
      ktos cie zostawi bo wiedzac na czym stoisz bedziesz miec kontrole nad sytuacja.
      TY masz kontrole nad sytuacje czy problem tkwi w tobie czy w cechach mezczyzn
      ktorych wybierasz. Pamietaj ze to ty dokonujesz wyborow jak sie zachwujesz, komu
      ufasz i ... tak... z jakim typem mezczyzny chcesz sie zwiazac.

      Powodzenia.
      • malwina7878 Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 13:41
        Dziękuję. Odpowiedź jest tak mądra i przemyślana, że jest pod wrażeniem.
        Pozdrawiam.
      • malwina7878 Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 14:54
        O.K. Tak więc szybka, lecz wnikliwa analiza ex związków, choć próbowałam to już
        nie raz robić. Tak, tworzyłam związku z mężczyznami zachowującymi się podobnie.
        Byli inteligentni, z nutką tajemnicy w sobie, ale jednocześnie duzi chłopcy,
        przy których czułam się czasem jak "mamusia", albo pani psycholog. Mimo iż
        inteligentni i wykształceni, to jednak niezaradni życiowo. Nie raz zdarzało się,
        że płaciłam za nas oboje w lokalu, dlatego że zabrali wyłącznie 10 zł ( sami
        zapraszali!). Ale nie jest to chyba najważniejsza kwestia, bo nie jestem
        materialistką i partnerski układ w kwestii wydatków odpowiada mi.

        Jakie cechy u tych mężczyzn uważałam za atrakcyjne? Ogromna wiedza, buntowniczy
        sposób bycia.

        Jak zachowywałam się ja? Byłam sobą, nie robię z siebie "księżniczki", potrafię
        sobie poradzić w życiu, czy to z cieknącym kranem, czy z awarią komputera.

        Czego robiłam mało? Nie okazywałam uczuć, tzn. nie z taką siłą i
        częstotliwością, z jaką mogłabym. Dlaczego? Z obawy przed odrzuceniem uczuć, a
        jednocześnie dlatego, że Oni sami nie byli wylewni, nie byli z tych, którzy
        piszą słodkie sms-y, czy używają pieszczotliwych określeń. Wtedy myślałam, że to
        takie męskie. Teraz wiem, że chyba tego mi brakowało. Bo mimo, iż jestem
        "twarda", to jednak jestem osobą, która potrzebuje werbalnego okazywania uczuć.
        • bialeoko Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 15:41
          no to, (tak z lekka przesadzając) 'nałogowo' tworzyłaś (moim
          zdaniem) układy z facetami prawdopodobnie niedojrzałymi,
          nieodpowiedzialnymi, nad partnerstwo przedkładającymi wygodę,
          nastawionymi na odbiór bez opcji dawania.
          fajnie że chociaż inteligentni, ale to nie wystarczy.
          może za bardzo widać, że Ci tak bardzo zależy, że boisz się utraty
          partnera (niska samoocena?) i oni to wykorzystują? a potem okazuje
          się, że nie ma czego zdobywać, bo wszystko podane na tacy - i
          odchodzą?
          • malwina7878 To nie tak... 18.11.07, 16:31
            na początku zawsze jest etap flirtu... zdobywania. Łatwa też nie jestem.
        • sloneczna_polana Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 20.11.07, 00:38
          Po probie anazlizy charakterologicznej czas na zawezenie zakresu poszukiwac do
          zachowan.

          Jednym z najciekawszych cwiczen na swoj temat jest postawic się w roli twojego
          bylego faceta/facetow i stworzyc ciag wydarzen na którego koncu w twojej glowie
          powstaje mysl: ‘dluzej tego nie ciagne', który w twoim przypadku często
          przybieral z tego co widze forme: ‘nie potrafie jej o tym powiedziec’, a z
          twojego konca wyglodalo to tak ze facet nie daje już znaku zycia a ty nie wiesz
          co się dzieje.

          (swoja droga, tego rodzaju cwiczenie możesz robic stawiając się w roli roznych
          ludzi którzy postapili wobec ciebie w jakis niezrozumialy dla ciebie sposób
          jeśli zalozysz ze dokonali najwlasciwszego w danej chwili wyboru – umiec na
          chwile ‘wyjsc’ ze swojej perspektywy i znaleźć się w myslach kogos innego na
          swój temat bardzo poszerza horyzonty).

          I co teraz widzisz?

          Wyobraz sobie ze jestes w związku z niezalezna silna kobieta. Jestes
          inteligentnym facetem ale masz slaby charakter, ciagnie cie do kobiet które
          pelnia przy tobie ta role która opisałaś jako ‘mama/psycholog’ . Czy nie
          poglebia to w tobie tylko wrazenia ze jestes malo meski niezbyt zaradny życiowo?
          Czy nie podokresla to twoich wad i słabości, brakow, jak daleko od meskiego
          idealu jestes? Czy nie obniza poczucia wartości? Czy, w jakims sensie z czasem
          to dobre i wspierające ramie dziewczyny jak ty nie staje się ciezarem który
          chcesz zarzucic, ale nie masz odwagi ‘zglaszac’ ze cos jest nie tak no bo ona
          robi takie pozywne rzeczy… wiec może latwiej jest schowac glowe w piasek, uciec
          i odciac się od źródła które przypomina o wlasnej słabości i nieprzyjemnego
          stanu nieczucia się dobrze w związku skoro wszystko jest na zewnatrz ok.

          Może nie czuj się odpowiedzialna za zbyt wiele w przyszłości jak np. za kogos
          kto nie ma pieniędzy żeby zapłacić za siebie. Ty tez nie masz (a musisz mieć za
          was dwoje ze soba…?) i niech ta osoba mysli jak wybrnąć z tego. Nie czynisz
          kogos dozgonnie ci wdziecznego i niejako gorszego. Bo w koncu oboje jesteście
          dorośli i nie ma potrzeby bawic się w rodzica dorosłego mężczyzny.

          To jedna ze spekulacji – rozpisz wlasny scenariusz – tak naprawde ty z tymi
          facetami bylas, ty tylko możesz na chwile przeobrazic się w nich i zagrac role
          partnera samej siebie.

          I ćwiczyć ta sytuacje w glowie tak dlugo az nie wyobrazisz sobie ze będąc
          mezczyzna nie masz obaw żeby przyjść do swojej dziewczyny kiedy cos zlego się
          dzieje bo ona stworzyla taka relacje ze szczerość na każdy temat jest czyms
          naturalnym. I nastepnie pracowac nad taka wlasnie wersja siebie.
          • malwina7878 Tak więc zmieniać siebie? 20.11.07, 13:57
            Tak więc kobiety, które "wymagają troski", te, którym można czymś zaimponować,
            mają tą przewagę nad tymi Zosiami Samosiami, że wzbudzają w płci przeciwnej
            poczucie rycerskości. "O, jaki ja jestem męski, jestem jej potrzebny". Czyż więc
            nie jest tak, że zabijam w sobie kobiecość przez to właśnie, że chcę sobie sama
            ze wszystkim poradzić, że nie jestem ( przepraszam za użyć ie sformułowania )
            sierotką, która boi się myszy? Z obserwacji towarzyskich wysnułam jeden wniosek:
            te biedne, nieporadne myszki mają lepiej. Tak więc zmieniać się? To chyba byłoby
            wbrew mojej naturze. To prawda, mogę zgodnie z wyżej wymienionymi wytycznymi
            próbować zmieniać schematyczne zachowania. Albo... liczyć na to, że ktoś pokocha
            mnie taką jaką jestem. Egoistyczne?
            • sloneczna_polana cos zmienic sie musi 20.11.07, 22:46
              Jeśli chcesz żeby tym razem w twoim zyciu było inaczej… cos się musi zmienic po
              twojej stronie! Musisz nazwac i poekperymentowac z tymi czesciami siebie które
              podejrzewasz ze sa odpowiedzialne za a)wybor partnerow b) twoje reakcje na ich
              zachowania.

              Mloda jestes, może jeszcz probowac siebie zanim dojdziesz do ostatecznego
              wniosku ze taka czy inna jestes definitywnie. Zobacz jak się czujesz kiedy
              ‘zawiesisz’ w sobie ta postawe ‘Zosi Samosi’ – czy będzie ci się podobalo,
              zobacz czy potrafisz oddac, zrzucic troche tej niezależności na karby mężczyzny.
              Zobacz czy odpowiada ci rola troche bezwolnej kobietki która ufa mniej lub
              bardziej rozgarniętemu facetowi jak z nim wychodzi. Nie opisuj jak maja się te
              nieporadne myszki – sprobuj jak to jest …

              Nie podpisujesz kontraktu na Nowy Styl Zycia – po prostu testujesz czy dobrze ci
              by było zrezygnowac z bycia ta bardziej zorganizowana i przewidujaca strona. Na
              chwile, od czasu do czasu lub (w co watpie) – na zawsze. Może się okazac ze jest
              to strzal w dziesiątkę, może się okazac ze zdobyłaś nowe narzedzie które przyda
              się np. wtedy kiedy będziesz mieć male dzieci i pewnego dnia, w sama pore, a nie
              zostawiając ten problem do etapu frustracji, powiesz swojemu partnerowi ze nie
              możesz wszystkiego ciagnac wlasnymi silami i trzy razy w tygodniu on się zajmuje
              dzieciakami i domem a ty wychodzisz. I zorbisz to w sposób naturalny, a nie
              tworząc Awanture Waszego Związku, bo przekazanie odpowiedzialnosci testowałaś
              już wczesniej.

              Może się okazac ze tak po prostu nie potrafisz zyc w taki sposób – za bardzo
              utrwalone sa w tobie istniejące postawy, i wtedy szukaj sobie słabszego
              charakterologicznie ale dojrzalego emocjonalnie mężczyzny który nie będzie miał
              kompleksow na temat swojego typu charakteru (bo np. będzie dobry w kilku innych
              rzeczach i tez będzie miał szacunek dla siebie i ciebie).

              Pozornie odeszłyśmy od głównego tematu watku… ale tylko pozornie. Zeby tym razem
              bylo inaczej.... musi tym razem cos byc inaczej - ty, inny typ faceta albo ty
              inaczej reagujaca (niekoniecznie calkiem inna!) w tych samych sytuacjach.
            • quba40 Re: Tak więc zmieniać siebie? 20.11.07, 23:19
              Widzisz to nie tak, facet lubi być potrzebny w związku, widzieć że jego kobieta
              docenia to co dla niej robi, że dostrzega jego poświęcenie. Jeśli jesteś zbyt
              zaradna i nie potrzebujesz pomocy to odbierasz coś ze związku. Tu nie chodzi o
              bycie nieporadną myszką, nie popadajmy w skrajności, chodzi o to abyś nauczyła
              się brać od faceta, a nie tylko dawać (jak ta matka).
              Polecam książkę "mężczyźni są z marsa a kobiety z wenus" można się z niej
              dowiedzieć o różnicach między płciami ;)
              • malwina7878 :) 20.11.07, 23:28
                Oj, teoria, czyli wszystkie te książki o różnicach między płciami mam
                przeczytane :) Kwestia wprowadzenia w czyn zamierzeń :) Myślę, że facet powinien
                też w kobiecie wyzwolić takie poczucie, że będzie się mogła przy nim poczuć jak
                dziewczynka, jak kobieta, powinien stworzyć jej tą możliwość.
                • quba40 Re: :) 20.11.07, 23:34
                  Fakt to tylko teoria ale często wystarcza aby zrozumieć czyjeś zachowanie, ba
                  nawet swoje ;)

                  Jasne, jeśli facet jest egoistą nastawionym wyłącznie na siebie to nic nie
                  pomoże. To musi być ktoś kto zna kobiety i wie jak zapewnić im poczucie
                  bezpieczeństwa ;)
    • eleni80 Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 15:42
      może się trzeba przyzwyczaić, że oni tacy po prostu są - wolą udawać, że
      zniknęli,zamiast powiedzieć, że odchodzą ;)
    • dobra_mysl Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 18.11.07, 20:35
      Poprostu odchodza i lub znikaja w tajemniczy sposob (tacy juz sa ci tajemniczy
      faceci).
    • modliszka24 Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 20.11.07, 11:09
      i to mądra decyzja pogadać z kimś mądrym a te twoje obawy wcale nie muszą się
      sprawdzić
      • skoczek301 Re: "Obsesja" w wyniku złych doświadczeń życiowyc 20.11.07, 14:56
        Jakbym czytała o sobie.Podobnie jak Ty czuję paniczny wręcz strach
        przed kolejnym związkiem, przed angażowaniem się,bo kiedyś ktos mnie
        zostawił(ok,nie raz,3 razy),ten lęk jest nie do opanowania. Potrafię
        nakręcić sie tak bardzo,ze nigdy byście nie uwierzyli,że tak można:(
        Co robię- uciekam w tzw. puste układy,bo tam mnie nikt nie rani :(
        Poodbnie jak ty przyciągam jeden typ faceta, inni mnie nie
        interesują.Niby szukam faceta spokojnego,dojrzałego,a zakochuję się
        w tych rozrywkowych,nie szukających stabilizacji...Ja ratowałam sie
        terapią,ale niestety,z braku kasy musialam to zaprzestać :( teraz
        nie mam siły dalej z tym walczyć :(
        • malwina7878 A jednak... 20.11.07, 16:28
          A jednak masz rację, strach pojawia się ciągle. Ktoś powie: ej, wmawiasz sobie,
          nie podchodź pesymistycznie do "tych" spraw. Za każdym razem do tej pory byłam
          OPTYMISTYCZNIE nastawiona do związków :-) Mówiłam sobie: ej, chyba po raz
          kolejny się to nie przydarzy...no i działo się. Mimo to, analizując teraz z
          perspektywy czasu wszystkie te związki wiem jedno: wiem już czego nie chcę, że
          tak na dobrą sprawę nie byłabym z nimi szczęśliwa. Nie dawali oparcia, nie
          czułam się przy nich bezpieczna, nie usłyszałam nigdy miłych określeń, czułych
          wyznań. A tego chcę. Teraz już wiem. Chcę czuć się kochaną, chcę wiedzieć, że
          ktoś o mnie myśli i chcę, żeby mi o tym mówił. Nie chcę się domyślać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka