prom_do_szwecji
12.12.07, 16:51
na kanwie wątku o slubach - taka mała refleksja...
Nigdy nie brałam ślubu, jakoś tak wyszło że zyłam i żyję w wolnych
związkach. Teraz jestem z facetem po rozwodzie. Facetem bardzo
religijnym, który ozenił sie mając 21 lat, bo jego dziewczyna była w
ciąży. Nie wyszło im. Bywa. Są od 7 lat po rozwodzie. Ale ślub
kościelny jest nierozerwalny, sakrament...Widze jak chłopak się
męczy. Bo z jednej strony jest ze mną i chce być. Z drugiej ma
poczucie życia w grzechu. Nie bardzo ma ochotę na unieważnienie
ślubu w kosciele, bo uważa, ze to hipokryzja.
Chyba mu współczuje coraz bardzie.
Myślę, zę przysięga kościelna jest fajna i na pewno nikt w chwili
ślubu nie myśli o rozwodzie. Ale jak nie wyjdzie, to jest dramat