Dodaj do ulubionych

Pomóżcie zinterpretować sen :)

23.12.07, 19:37
Przyśnił mi się wprawdzie już kilka miesięcy temu (w sierpniu), ale wciąż o nim myślę. Nie pamiętam już wszystkich szczegółów.
Jeśli macie jakieś pomysły, napiszcie, może mi się coś ułoży w głowie :) Dodam, że woda jest żywiołem, który często występuje w moich ważnych snach.

I część:
Jest ciemno, popłudnie lub wieczór. Idę w górę po mało stromych schodach z mamą i córką (niecałe 4 lata). Po schodach spływa woda, może deszczowa. Jest chłodno. Mała płynie tą wodą, nurkuje. Jestem zła na mamę, że... źle ją ubrała? pozwoliła iść z nami?
Wracam tymi samymi schodami za rękę z człowiekiem, który mieszka
niedaleko. (Ma bardzo szczupłą, ładną, nerwową żoną i trójkę zaniedbanych dzieci. Dzieci biegają cały dzień po podwórku, bardzo biednie ubrane, być może są bite. W jakiś sposób jednak ta rodzina jest dla mnie atrakcyjna.)
Wchodzimy do mieszkania, w wannie kąpią się albo zamierzają kąpać jego dzieci i Anielka. Układ łazienki jak w mieszkaniu, w którym mieszkałam z rodzicami, ale wanna niezabudowana kafelkami, "biedna".
II część:
Idę z mamą i "Goprowcem" (chłopak poznany na wakacjach w górach w 2006 roku, student, bardzo sympatyczny) wzdłuż rzeki. Mama ma mały plecaczek. Strumień jest bardzo piękny, woda omija duże kamienie i rozbija się na krople. Jest jasno.
Widzę wielki most nad rzeką, którego drugi koniec ginie we mgle. Widzę, że most zaczyna się nie na brzegu ale w rzece. Ludzie płyną do niego na tratwach. Przyglądam się.
Goprowiec mówi coś, co mnie irytuje, na temat palenia (sama rzuciłam kilka lat temu, a on w rzeczywistości nie palił) i piwa, wydaje mi się w tej chwili niemęski.
Obserwuj wątek
    • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 23.12.07, 19:56
      grypa albo przeziębienie, bardzo możliwe że Twojego dziecka lub/i Twoja
      • jagandra Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 23.12.07, 22:57
        Skrzydlate!
        To wniosek z pierwszej części snu, prawda? Faktycznie jesteśmy obie chore od dwóch miesięcy...
        • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 24.12.07, 18:05
          u mnie zanurzanie sie w takiej właśnie wodzie zawsze prorokowało to samo, bez
          WYJATKU
        • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 24.12.07, 18:06
          no dobra, dobije cię, nerwy, NERWY mozesz miec ostro stargane wkrotce
          • jagandra Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 24.12.07, 18:27
            Skrzydlate, ten sen przyśnił mi się w sierpniu, więc wszystkie Twoje wróżby dotyczą czasu przeszłego, nie dobijesz mnie ;) Owszem, choroby się zgadzają, nerwy też były ostre. A z czego wnioskujesz o nerwach?
            W ogóle masz ciekawy sposób interpretowania snów, bardziej na zasadzie wróżb. Ja się raczej doszukuję sygnałów dotyczących wewnętrznych konfliktów, dylematów, ale fajnie właśnie spojrzeć inaczej.
            • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 25.12.07, 10:25
              u mnie "dzieciaki" to murowana masakra, zależy jeszcze jak się snią....

              interpretuje na podstawie wlasnych doswiadczen, od momentu urodzenia dzieci
              uruchomił mi sie kolejny zmysł, właściwie od momentu zajścia w ciążę, bo
              wiedziałam jakiej będa płci z dokładnością absolutną, wręcz byłam w konflikcie z
              orzeczeniem lekarskim na podstawie usg
              • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 25.12.07, 10:27
                od czasu do czasu jakieś kumpele mojej córci atakują mnie o tarota, no... jeśli
                dostatecznie długo atakują zgadzam sie i robie to przedstawienie... a im
                działa.. sama nie wiem jak to jest :-)
    • bene_gesserit Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 27.12.07, 15:35
      Mysle, ze jakakolwiek interpretacja czyjegos wrzuconego tu na forum
      snu jest w wielu sensach do bani. Imo sny, jak kazde niejednoznaczne
      historie, dzialaja jak 'miekkie testy' (testy projekcyjne), w
      ktorych latwo (zwlaszcza w przypadku interpretatorow-amatorow)
      powiedziec wiecej o sobie, niz o sniacym.

      Kiedys dla zabawy wrzucalam swoje sny na forum, ktore mialam z
      grupka przyjaciol. Interpretacje byly liczne i przenikliwe, ale jak
      sie na nie spojrzalo uwazniej, mozna bylo zauwazyc, ze kazdy tak
      naprawde pisal o sobie :) Komus sniace dzieci zwiastuja klopoty,
      ktos nie wierzy w senniki, dla jednych woda to emocje, dla
      innych 'nieporozumienie w pralni cie czeka'. Nawet archetypy i
      uniwersalne symbole to tylko jeden z poziomow interpretacji, ktory
      powinien byc wziety pod uwage w swietle osobistych przezyc i stanu
      osoby sniacej, uczuc towarzyszacych snowi oraz byc nalozony na
      siatke jej jednostkowych doswiadczen i skojarzen.

      Nie korcilo cie, aby pracowac z energiami snu? Nie korcilo dosnic
      historii na jawie? Pobawic sie w rysowanie albo ustawienie snu?
      Mysle, ze jesli ten sen jest dla ciebie wazny, wiecej by to mialo
      sensu.
      • jagandra Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 27.12.07, 15:42
        Bene :) No i Twoja odpowiedź dużo mówi o Tobie ;)
        Czasem jest tak, że cudza interpretacja uruchomi jakieś ważne skojarzenia i dalej łatwiej jest mi interpretować samej.
        • bene_gesserit Szukajac Pacanowa 27.12.07, 17:22
          Oczywiscie. Gdyby moja wypowiedz duzo mowila o kims innym,
          poczulabym sie nie-sobą :)

          Mialam kiedys wazne sny w paru seriach. Wrzucalam na forum madrych
          przyjaciol, nosilam je do medrca jednego, pytalam czarownic,
          wrzucalam w gogle, zaczepialam na forach, podnosilam kamienie i
          rozszczepialam drzewa. A klucz byl na otwartej pol roku ksiazce,
          ktora lezala na wierzchu stosu, caly czas przed moim nosem.

          Co nie oznacza, ze nie nalezy szukac. Otoz oczywiscie nalezy :)
        • dynamitee Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 27.12.07, 20:10
          > Czasem jest tak, że cudza interpretacja uruchomi jakieś ważne
          skojarzenia i dal
          > ej łatwiej jest mi interpretować samej.

          no i o to właśnie chodzi w zbiorowej analizie snu :)
          wiadomo, że analizując cudzy sen nie uniknie się subiektywizmu, bo
          to, co dla mnie oznacza dany symbol, komuś innemu może się z czymś
          całkiem innym kojarzyć, powołuję się więc na własną intuicję i
          skojarzenia. ale skojarzenia bywają podobne :)
    • dynamitee Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 27.12.07, 20:04
      moja interpretacja, oparta na moich skojarzeniach:

      I część snu kojarzy mi się z dylematami, troskami związanymi z
      opieką nad twoją córeczką: czy poświęca się jej (albo będzie
      poświęcać w przyszłości) odpowiednio dużo czasu, czy nie jest
      (będzie) w jakimś sensie zaniedbana.
      idziesz z mamą i małą po schodach. jesteś zła na mamę, bo źle ubrała
      małą i pozwoliła iść z wami, czyli nie podoba ci się sposób, w jaki
      twoja mama opiekuje się w śnie twoją córeczką (w domyśle: ty byś
      zrobiła to lepiej, lepiej małą ubrała i nie zabierała ze sobą w
      eskapadę „po schodach”). być może mama w śnie symbolizuje twoją
      rzeczywistą mamę, ale może też symbolizować ciebie.
      dalej: po tych samych schodach, którymi wchodziłaś wcześniej na górę
      z mamą i małą, teraz wracasz za rękę z facetem, który jest ci znany
      z realu z tego, że zaniedbuje swoje dzieci, które sobie całymi
      dniami biegają samopas po podwórku, kiepsko ubrane, zostawione same
      sobie. wracasz z nim do mieszkania, które przypomina układem twój
      dom rodzinny i gdzie kąpią się wspólnie wasze dzieci w „biednej”
      wannie bez kafelków. to tak wygląda jakbyś w śnie stała się połowicą
      tego pana, stworzyła z nim rodzinę i tym samym weszła w szeregi
      rodziny, która zaniedbuje swoje dzieci.

      II część:
      w I części snu szłaś z mamą „w górę” po schodach, w drugiej części
      już jesteś w tej „górze” czyli w górach. mama nadal ci towarzyszy.
      idziecie sobie brzegiem rzeki i obserwujecie most, a właściwie nie-
      most. most, który nie spełnia swoich funkcji- nie łączy ze sobą 2
      brzegów, tylko się jakoś tak zaczyna (albo urywa) w połowie, w rzece.
      mnie most kojarzy się z „przejściem”, zaczynaniem czegoś nowego
      (nowy etap w życiu, nowa praca, nowy związek, nowy projekt itp).
      przechodząc przez most zostawiasz „stary” brzeg, który już znasz,
      dokonujesz tego „przejścia” i wchodzisz na „nowy” brzeg, na nowy
      teren.
      w twoim śnie przejście z jednego brzegu na drugi nie jest możliwe,
      bo most nie łączy 2 brzegów ze sobą. mało tego, drugiego brzegu nie
      widać, jest schowany za mgłą, nie wiadomo, co tam po drugiej stronie
      jest.
      teraz popuszczę trochę wodze fantazji :)
      być może miałaś coś w planach, nosiłaś się z zamiarem zrobienia
      czegoś nowego, ale nie doszło to do skutku. być może to coś było już
      w połowie zaczęte (urwane)- jak ten most. być może realizacja tego
      czegoś łączyła się dla ciebie z dużym wysiłkiem (ludzie w śnie, żeby
      dotrzeć w ogóle na most muszą wypływać tratwami na środek rzeki) i z
      niejasnością sytuacji, takim „nie wiem, jak to będzie wyglądać”
      (drugi koniec mostu spowity we mgle).
      to tyle :)
      • jagandra Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 28.12.07, 19:13
        Dziękuję :) Fajna jest ta interpretacja z kwestią zadbania-zaniedbania. Teraz sobie myślę, że moja mama może być nią albo też taką wewnętrzną matką, która się opiekuje albo nie, a córka z kolei wewnętrznym dzieckiem. Potem zamiast matki człowiek niedbający "na dole". Niedbający czyli "męski".
        Nad rzeką - niepodjęta decyzja, brak wiedzy i możliwości wyobrażenia sobie. Na innym poziomie ten sen przepowiedział przyszłość, bo krótko po tym, jak mi się przyśnił, zaczęłam robić dwie zupełnie nowe rzeczy w pracy i obie się szybko rypnęły, bo zaszłam w ciążę i praktycznie cały pierwszy trymestr chorowałam razem z córką.
        • skrzydlate Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 31.12.07, 10:22
          odkąd moja mam umarla (a zdarzylo sie to w okolicznosciach i w sposob dla mnie
          bardzo trudny) jej pojawienie sie we snie oznacza przegraną sprawę, utratę,
          rozczarowanie.... wiec mysle ze sporo zalezy od wlasnego doswiadczenia, pewne
          rzeczy sie ukladaja kazdemu w indywidualny jemu tylko wlasciwy sposob
    • beata2802 Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 30.12.07, 12:44
      Cześć,
      chcę napisać jedną rzecz o tym śnie (bo cała reszta byłaby już za
      bardzo zabarwiona MNĄ, a poza tym mądrej głowie dość dwie słowie).

      Otóż na początku, kiedy idziesz z mamą i córką: takie sny obrazują
      trzy częsci śniącej: wewnętrzną dorosłą (Ty), wewnętrzną małą
      dziewczynkę, i wewnętrzną matkę. Albo superego, ego i id, albo
      nazwij to jak chcesz, myślę, że wiesz, o co chodzi.
      • angelbell Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 04.01.08, 11:06
        Pozwole sobie dolozyc swoje 3 grosze.Oba sny ewidentnie dotycza
        sfery emocjonalnej sniacej bardziej niz czegokolwiek innego, tak bym
        to czytala.W obu jest woda i w obu jest jakas przeszkoda.W pierwszym
        splywa po schodach, z pewnoscia utrudnia chodzenie po nich- w realu
        tez by stanowila utrudnienie.Zreszta we snie jest chlodno, wiec nie
        o pozytywne emocje tu chodzi bynajmniej.Sniaca jest zla na swoja
        mame za zle przygotowanie swojej corki a jej wnuczki do takiej
        eskapady.Tylko czemu na mame jest zla a nie na siebie? W snie jak
        widac najbardziej niekorzystne skutki moga dotknac potencjalnie mala
        bo to ona jest "narazona" na nie a nie sniaca ani matka.Zastanawia
        mnie motyw "zaniedbanych" dzieci i dolaczenie do nich corki
        sniacej.Dzieci w wannie (kapiel-woda-uczucia-cieplo-
        oczyszczenie).Wanna jest "biedna", nie obudowana kafelkami, jakas
        taka niekomfortowa (obudowanie to tez we snie zabezpieczenie,
        ochrona).Trudno bez rozpisywania sie podac jasno tok rozumowania
        albo zespol skojarzen.Niemniej nasuwa mi sie podejrzenie, ze sniaca
        nie zostala przez matke zaspokojona w swojej potrzebie milosci,
        wsparcia, bezpieczenstwa, nie zostala dobrze przygotowana do
        zapewniania komfortu uczuciowego wlasnemu dziecku ani sobie.Moze
        nadinterpretuje, ale nie bez znaczenia jest tu osoba i rola ojca
        poniewaz we snie nie wystepuje ani jej ojciec ani ojciec jej
        dziecka, jest obcy facet, ktory rowniez zaniedbuje wlasne dzieci
        (czyli prawdziwym ojcem nie potrafi czy nie chce byc) a ona go
        przyprowadza, zeby mu pokazac siedzace w wannie jego i wlasne
        dzieci, zanurzone w wodzie(uczuciach), tyle ze ta wanna wlasnie jest
        i tak "zubozona".Wniosek ostrozny i hipotetyczny-moze sniaca obawia
        sie, ze ojciec jej corki tez tak bedzie postepowal a jej corka
        bedzie sie czula jak ona?Na poczatku snu zlosc (niewazne czy
        uzasadniona czy nie) na matke...hmm to wyglada tak jakby matka byla
        temu "winna".
        Drugi sen i tez woda, tez przeszkoda.Przeszkoda poniewaz most
        zaczyna sie w wodzie.Mosty to droga, takze droga do celu
        wyznaczonego i "droga do drugiego czlowieka".Most to specyficzna
        droga bo prowadzaca ponad woda(uczucia)-laczaca,spinajaca 2 brzegi
        (ludzi).Drugi koniec mostu niewidoczny-znaczy niepewnosc skutku,
        rezultatu wlasnych staran a takze "nie widzenie" stanowiska, uczuc
        drugiej osoby, dzialania w ciemno.Jesli most zaczyna sie w wodzie a
        nie na brzegu i trzeba doplynac do poczatku mostu to znaczy ze
        sniaca musi pokonac spory opor emojonalny, "zaryzykowac" doplyniecie
        do kawalka drogi ginacej we mgle i nawet nie widac czy jest po co
        isc przez ten most bo nie da sie drugiego brzegu ( czlowieka lub
        wyznaczonego celu) zobaczyc.Ja bym to interpretowala jako brak
        wewnetrznego fundamentu pewnosci siebie.Nawet sympatyczny znajomy
        krytykuje we snie sniaca za rzeczy, ktorych ona nie robi(palenie),
        mama znow jest ale nic nie robi, nie staje w solidarnej obronie,
        tylko jest.Sniaca widzi tego faceta jako niemeskiego, nie
        spelniajacego swojej roli osobnika i jeszcze jako zglaszajacego
        nieuzasadniona krytyke( forma agresji, narzucania swojego widzimisie
        niezgodnego z realiami).I ten most z koncem tonacym w mgle a
        poczatkiem odleglym, jakby odcietym od brzegu(czy moze od
        sniacej).Obawa przed niewiadomymi skutkami zaufania drugiemu
        czlowiekowi??? Wszak w tych snach wszyscy sniaca zawodza, albo sa
        bierni albo dzialaja na czyjas szkode choc w sumie nie robia nic
        strasznego to ich postawa jest naganna.Wszyscy poza dziecmi, ktore
        podobnie jak sniaca ponosza konsekwencje tych postaw.Przemyslalabym
        sen w tym kontekscie- sniaca jako dziecko i relacje uczuciowe w jej
        domu- czego tam nie otrzymala co dzis sprawia ze jej mosty zaczynaja
        sie na dystans od niej a drugi brzeg jest niemozliwy do
        zobaczenia.Nie twierdze ze moja hipoteza jest racja absolutna- pisze
        tylko to co mi sie nasunelo przy czytaniu tego opisu snow.Pozdrawiam
        i zycze snow o pieknych solidnych mostach z widocznym ladnym drugim
        brzegiem:)
        • jagandra Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 04.01.08, 14:14
          Dziękuję za interpretacje!!!
          Tylko jedno małe sprostowanie:

          Nawet sympatyczny znajomy
          > krytykuje we snie sniaca za rzeczy, ktorych ona nie robi(palenie)

          Nie napisałam tego jasno, ale on mnie nie krytykował, tylko powiedział coś o sobie, że ma ochotę zapalić albo napić się, albo może że kiedyś palił, nie pamiętam. W każdym razie nie było w tym krytyki.
          • angelbell Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 04.01.08, 18:48
            Jagandro, dzieki za korekte, nie wynikalo to scisle z relacji,
            odczytalam irytacje jako reakcje na slowa, ktore dotknely czy byly
            jakas forma krytyki.Nie zmienia to jednak konkluzji o nagannosci lub
            biernosci postaw otoczenia i koncowych wnioskow jakie mi sie
            wygenerowaly.Nie wiem na ile to czujesz jako klucz do swoich spraw,
            po prostu takie wnioski mi wyszly.Lubie interpretowac sny, sa
            ciekawa ukladanka z puzzli, tyle ze w rozmowie na zywo wymienia sie
            wnioski czastkowe i dostajac sygnal, ze dana osoba czuje to co
            mowie, mozna precyzyjnie dosc ustalic warstwy przekazu sennego.Ale i
            tak nieraz skusze sie na jakas interpretacje snu ktory mi w oko
            wpadnie, nawet w forumowych warunkach :D
            • cczarownica Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 20.05.08, 23:35
              Woda w snach jest symbolem nieswiadomości czy inaczej mowiac podswiadomosci, chodzenia po schodach w p(pojawiajace sie dziecko)łynacej po nich wodzie napewno dotyczy twojej nieswiadomości jakis rzeczy z dziecinstwa moze.. w ogóle wszelkie postaci wystepujace w snach sa nami samymi jakby w róznych obliczach..Stara kobieta jest symbolem mądrości jakby całych dotychczasowych pokoleń, to dobra postać..ale te dzieci ciagane po schodach i twoja matka i ty dorosla(?)i woda..to razem moze tyczyc własnie Twojej przeszłosci i podswiadomości , zdarzeń moze jakis..wiecej nie bede zmyslać..ale to wymowny sen..poszukaj kogos dobrego do interpretacji snow warto je analizować..nie kłamią w przeciwieństwie do świadomosci...:)
    • bene_gesserit Sen o trzech palcach 02.01.08, 21:02
      Ostatnio snia mi sie, stereo i w kolorze, same koszmary. Te dwa
      snily mi sie nad ranem, w kolejnych dwoch dniach.

      Jeden, potwornie meczacy, o wampirach-zombich, ktore niemrawo, ale
      uparcie, namnazaja sie w dosc sielskiej okolicy (mojej ukochanej wsi
      wakacyjnej). Mimo mojej z nimi walki mnoza sie jak kroliki, kasajac
      w szyje kogo popadnie. W koncu zapedzaja mnie do jakiegos ponurego
      poprzemyslowego budynku, zrezygnowana daje sie im ugryzc (szczypie
      jak przy pobieraniu krwi). Towarzyszy temu znuzenie i znudzenie
      sytuacją walki mojej z nimi i ich mnie ścigania. Najciekawszego co-
      bylo-potem nie dosnilam, bo obudzil mnie pocałunek jak najbardziej
      zywego nie-wampirza.

      Drugi sen, mniej jednoznaczny:
      - koncówka snu -> w wyniku celowego (?) działania operatora pily
      tarczowej trace trzy palce prawej dłoni: kciuk, środkowy i
      serdeczny. Bol jest ogromny, ale bardzo szybko mija. Kiedy ustaje,
      patrze na moja okaleczona dlon i mysle, ze nie wyglada tak
      koszmarnie. Ran nie widac - zabliźniły sie jakos, palce
      poprzesuwaly, dlon nie wyglada na okaleczona. Mysle tez, ze cale
      zycie balam sie okaleczenia dloni (to prawda w realu) i wlasnie ten
      moment, ktorego sie balam, nadszedl. Ogarnia mnie smutek i prosze o
      oddanie palcow, moze da sie je jeszcze przyszyc. Operator pily nie
      chce, musze go bardzo prosic, w koncu on jakby sie nudzi ta sytuacja
      i daje mi palce - po jednym. Wkladam je do ust, miedzy policzek i
      zęby, czuje ze nie mam tam juz wiecej miejsca, nie czuje w ustach
      zadnej krwi, jakbym trzymala jakies kawalki gumy.

      No i co o tym myslicie?
      • angelbell Re: Sen o trzech palcach 04.01.08, 18:56
        Bene_gesserit-wampiry-zombie to nie tylko zywe trupy ale i cos co
        wysysa zycie z innych, zabiera im sily.Widzialabym to jako sprawy,
        rzeczy, ktore juz "umarly" ale ciagle laza Ci po zyciorysie czy
        otoczeniu choc ich tam byc nie powinno.Nie dosc ze laza to sa
        wampirami, wiec zabieraja Ci sily, zycie.Zapedzaja Cie gdzies tam-
        znaczy zyskuja przewage nad Twoimi mozliwosciami obronnymi lub
        ucieczkowymi.Dajesz im sie ugryzc dla swietego spokoju.Komu (
        czemu?...ale raczej komu) dajesz sie gryzc bo nie masz (sily, woli,
        serca, sumienia, niepotrzebne skreslic) w realnym zyciu? Popatrz bo
        powinno byc to widoczne.To moze byc cos, ktos komu (czemu)
        poswiecilas sporo sil albo uwazasz ze winna jestes lojalnosc czy
        posluszenstwo czy robienie ustepstw.Pamietaj ze to nie byl jeden
        wampir-zombie a wiecej.A moze toksyczni ludzie czy ludzie, ktorzy
        powinni w Twoim zyciu znalezc sie z dala od Ciebie??? Sen z gatunku
        alarmujacych jesli tylko nie wystapil u milosniczki horrorow albo
        bezposrednio po ogladaniu horrorow.Aha...jakby co to zombie jest
        zywym trupem wiec nie czuje jak Ty, za to Ty czujesz kiedy cie
        gryzie.
        • angelbell Re: Sen o trzech palcach 04.01.08, 19:28
          Bene, kto byl operatorem pily w drugim snie? Znasz go? Kojarzy Ci
          sie z kims? Ucina ci 3 strategiczne palce, po ktorych usunieciu juz
          niczego nie mozna chwycic w palce tej reki, moze ona sluzyc jako
          podporka ale manipulowac niczym w tej rece juz nie mozna.To prawa
          reka czyli od dzialania jesli nie jestes leworeczna. W prawa reke
          chwytasz cos, lapiesz, rzucasz, uderzasz sie, oslaniasz, podajesz na
          zgode i na powitanie.Prawa reka to twoja dynamika, sila,
          operatywnosc.Koles ci okalecza te reke celowo.Skad mi sie wzielo ze
          celowo? Bo robi sobie z tego zabawe albo forme znecania sie nad
          Toba, wykazywania swojej dominacji i upokarzania Cie.Oddaje palce
          dopiero po usilnych prosbach i to tylko dlatego ze mu sie juz
          znudzilo.Nie widac zeby zrobil to niechcacy a potem probowal
          naprawic to albo przeprosic.Wrecz przeciwnie-zadal Ci bol i potem
          dopieszczal sie swoja przewaga. Ty przebolalas to co zrobil (
          najpierw bol, potem ogladasz reke i pocieszasz sie ze nie wyglada az
          tak zle i co prawda jest okaleczona ale nie az tak jak....moglaby ta
          osoba zrobic choc nie zrobila.Uch jesli ja bym miala sie cieszyc ze
          mi ktos laskawie tylko 3 palce obcial zamiast 5 i tylko mam
          niesprawna manualnie prawa konczyne zamiast totalnego kikuta
          to....dalabym w leb tej osobie i nie pozwolila zeby trzymal mnie ten
          ktos za reke jednoczesnie majac w zasiegu pile, potem zas wolalabym
          w leb mu dac niz sie pocieszac.Wynikaloby jednak ze snu ze Ty nie
          mozesz tej osobie dac w leb tylko lizac rany i prosic by ci dal
          szanse na odrabianie spowodowanych u ciebie strat ( tyle ze
          odrabianie nalezaloby do ciebie samej- to nie on ci przyszywa palce
          tylko ty masz nadzieje ze ci sie uda to).Palce ( dowod dzialalnosci
          makabrycznej tego goscia) wkladasz do ust jakbys chciala zamilknac
          na ten temat lub nie mogla nic o tym powiedziec.Palce smakuja jak
          guma a guma ma to do siebie ze mozna ja przezuwac ale nie da sie
          pogryzc i polknac.Dlugo mozesz odczuwac skutki dzialalnosci tej
          osoby choc bedziesz ostatnia ktora by o tym glosno krzyczala.Palce
          okaleczonej reki jakos ci sie poprzesuwaly, znaczy ze trwalej
          jakiejs katastrofy nie bedzie , lecz trwaly i nie do konca mozliwy
          do odrobienia ubytek owszem.Istotne jest gdzie akcja snu sie
          rozgrywala i kim byl lub z kim kojarzyl sie operator pily.
      • malila Re: Sen o trzech palcach 05.01.08, 11:54
        Twoje sny, niestety, nie są tak oczywiste jak sny Jagandry.
        Niestety - dla mnie - bo Ty zapewne wiesz, o co chodzi:)
        Sen o wampirach to sen o kimś albo o sytuacji, która wyciąga z
        Ciebie siły życiowe. I tu nie zgodzę się z Angelbell, że chodzi o
        sytuację z przeszłości. Może, ale nie musi tak być. Bo być może
        chodzi jedynie skojarzenie z wysysaniem życia. Sielska okolica
        oznacza poczucie bezpieczeństwa.
        Jesteś faktycznie zmęczona jakąś walką i nie widzisz perspektyw na
        wygraną. Dlatego sen w tym miejscu się kończy.
        Drugi sen to IMO kontynuacja pierwszego. Czyli w zaistniałej jak
        wyżej sytuacji albo w rzeczywistości utraciłaś możliwość działania,
        albo sama doszłaś do takiego wniosku. Operatorem piły może być
        zarówno konkretna osoba, jak i los albo Bóg. Wkładanie palców do ust
        natychmiast kojarzy mi się z chowaniem ich w najbezpieczniejszym
        miejscu. Jeszcze nie wiadomo, co z nimi da się zrobić. Smak gumy
        może oznaczać utratę poczucia związku z tymi palcami. Żeby nie było
        ich żal. Ale mże też oznaczać łatwość przechowywania ich i
        przyszycia. Guma przecież formuje się w zależności od potrzeb.

        Chyba każdy sen można zinterpretować tak, żby się odpowiednio
        zaprogramować. Uważam, że nie istnieją żadne reguły, a już na pewno
        nie ma takich, których nie da się złamać. Faktem jest jedynie to, co
        się już stało. To, co ja bym zrobiła z tym snem, to dokończyła go na
        jawie i pomyślała o drugiej ręce, którą można wykorzystać. I o
        nogach. A przede wszystkim o umyśle. We śnie można latać, znikać,
        unieszkodliwiać wrogów - tylko za pomocą umysłu. A potem się nagle
        okazuje, że nie tylko we śnie. W efekcie palce wrócą na swoje
        miejsce, a człowiek nauczy się korzystać z różnych innych fragmentów
        swojego ciała.
        • angelbell Re: Sen o trzech palcach 05.01.08, 16:37
          A mnie sie jednak zombie-wampiry kojarza z rzeczami przeszlymi lub w
          przeszlosci powstalymi...wazne ze to nie sa wampiry a zombie-wampiry
          czyli cos co zylo, umarlo i nie powinno lazic po okolicy.Jesli
          zostalo pogrzebane to niedokladnie i wylazlo, mozliwe jednak ze nie
          zostalo pogrzebane wcale.One sie mnoza -z jednych powstaja nastepne
          i ciagle to ten sam typ istot, wiec stawiam albo na sprawy przeszle
          albo na ich bezposrednie skutki.Malila, ciekaw spostrzezenie co do
          smaku gumy jesli chodzi o palce z drugiego snu.No tak, nie bylo w
          nich krwi po oddaniu ich wlascicielce czyli nawet przyszyte beda
          niefunkcjonalne, znaczy okaleczenie trwale, uposledzenie
          czynnosciowe nie jest w 100% do odwrocenia.To mniej wiecej zgadza
          sie z tym co odczulem z tego snu, ze oznacza poniesiony trwaly
          jakis uszczerbek choc ewidentnie skutki bedzie mozna powoli
          (oddawanie po 1 palcu) cofnac w duzej mierze.
          • malila Re: Sen o trzech palcach 05.01.08, 21:21
            Zombie mogą też oznaczać osobę martwą emocjonalnie. Albo nie żywą
            osobę, tylko sytuację.
            Ciekawa jestem, co tu się jeszcze komuś nasunie.
            • angelbell Re: Sen o trzech palcach 06.01.08, 03:34
              Tez i dlatego mowie rzeczy, sprawy przeszle a nie osoby jedynie.Tez
              jestem ciekawa co tu sie jeszcze urodzi bo sny oba sa raczej
              sygnalami mobilizacyjnymi, przynajmniej ja bym je tak odbierala
              • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 07.01.08, 16:41
                To i ja się odważę- może mi któraś z Was naświetli o sso sie
                rozchodzi:
                Miałam dzisiaj sen, który zostawia ślad i przypomina się ciągle jego
                atmosfera. Idę sama, chcę dotrzeć do ogrodu- bo wiem, że jest gdzieś
                piękny ogród. Widzę tabliczkę "Objazd"- szukam drogi, skręcam w
                jakąś dziką rozjechaną samochodami drogę, wiem, że ona prowadzi do
                ogrodu. Jednak dochodze do sadu, gdzie pracują robotnicy. Zrywają
                gruszki i świeże konwalie (konwalie kojarzą mi się z matką, to jej
                ulubione kwiaty), ale konwalie są tu chwastami- nie pozwalają rosnąć
                gruszom. Zjadam świeżą gruszkę i dochodzę do niziutkiej bramy-
                zbudowanej z patyków. Wiem, że prowadzi do ogrodu. P{rzeciskam się
                przez szczeliny w bramie, to trudne. Ale po drugiej stronie jest
                tylko rozjechana buldożerami ziemia przygotowana pod budowę, nie ma
                ogrodu. Zawracam, znów się przeciskam. Mam duży brzuch, bo jestm w
                ciąży (we śnie, ale i na jawie też).Nie mogę się przecisnąć przez
                bramę. Próbuję i nic z tego. Tymczasem ogrodnicy pracujący w sadzie
                rozpalili ognisko. Od ognia zapala mi się brzuch. Jestem przerażona,
                że dziecko się spali. Dwóch mężczyzn podbiega i próbuje b.
                nieudolnie gasić ogień. Jeden z nich ma butelkę wody mineralnej do
                picia, polewa, ale tylko trochę, jestem wściekła, że żałuje wody a
                ja się palę. Woda nie gasi ognia, choć mężczyźni się starają i w
                końcu leją jak trzeba. Wtedy odsuwam ich i kładę gołą rękę na
                płonącym brzuchu, choć wiem że będzie boleć. Nie boli, zabieram
                rękę. Ogień zgasł. Wstaję i odchodzę z poczuciem mocy.


                Niby dość jasno, ale wiele rzeczy dla mnie niezrozumiałych.
                • malila Re: Sen o trzech palcach 07.01.08, 20:33
                  Ogród - wiadomo - oznacza stan szczęśliwości - być może stan
                  błogosławiony. Tego poczucia szczęścia oczekiwałaś. Po drodze masz
                  sad - czyli miejsce, które właściwie samo się dogląda albo ktoś inny
                  o nie dba, owoce rodzą się same, a Ty je tylko zjadasz, jeśli
                  chcesz. Drzewom owocowym przeszkadzają konwalie - niechciane
                  przekonania odziedziczone w spadku po matce. Przekonania, które w
                  życiu ci przeszkadzają. Te przekonania wyrywają te same osoby, które
                  dbają o sad i owoce. (Skutecznie je wyrywają?) Ogrodu, jak się
                  okazuje, nie ma. Zamiast ogrodu czyli poczucia szczęścia, pojawia
                  się zagrożenie dla Twojego dziecka. Sprawcą zagrożenia jest ten sam
                  ktoś (czy coś), kto zajmuje się sadem i jego owocami. Ale to nic, bo
                  jak się okazuje na końcu snu, i tak sobie poradzisz.
                  Ale to wciąga:))
                  A czego nie rozumiesz?
                  • jagandra Re: Sen o trzech palcach 07.01.08, 21:35
                    Poszukiwanie ogrodu kojarzy mi się z poszukiwaniem jakiejś części siebie, tu może siebie z okresu dzieciństwa. Jednak nie udaje Ci się znaleźć tego ogrodu, którego szukasz, najpierw znajdujesz sad, a potem rozjechaną buldożerami ziemię. Ziemia jest przygotowywana pod budowę, to może znaczyć, że nadchodzi nowe (zamiast starego domu nowy dom dla nowej rodziny, dziecka). To przeciskanie się przez niziutką bramę przypomina mi Alicję w Krainie Czarów, tak jakby brakowało Ci odpowiedniego ciasteczka albo grzyba, żeby móc zmniejszać się lub rosnąć w zależności od potrzeby i dzięki temu przypomnieć sobie, uprzytomnić a może zaakceptować przeszłość i być raz dzieckiem, raz osobą dorosłą, a raz matką. Robotnicy wyrywający ulubione kwiaty Twojej matki kojarzą mi się z uosobieniem Twojej złości czy żalu do matki. Wyrywają konwalie, aby mogły rosnąć grusze, czyli to co dobre i życiodajne. Złość jest jednak na tyle silna, że zagraża dziecku, złość do matki zwraca się przeciw dziecku. Ognia nie gasi woda z butelki czyli może uczucia (z butelki czyli może sztuczne, wymuszone, związane z konwencją bardziej niż ciałem, tu mi się kojarzy karmienie dziecka butelką), tylko akt woli, Twoja decyzja i Twoja moc :)
                    • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 08.01.08, 13:37
                      jagandra napisała:

                      > Poszukiwanie ogrodu kojarzy mi się z poszukiwaniem jakiejś części
                      siebie, tu mo
                      > że siebie z okresu dzieciństwa. Jednak nie udaje Ci się znaleźć
                      tego ogrodu, kt
                      > órego szukasz, najpierw znajdujesz sad, a potem rozjechaną
                      buldożerami ziemię.
                      > Ziemia jest przygotowywana pod budowę, to może znaczyć, że
                      nadchodzi nowe (zami
                      > ast starego domu nowy dom dla nowej rodziny, dziecka). To
                      przeciskanie się prze
                      > z niziutką bramę przypomina mi Alicję w Krainie Czarów, tak jakby
                      brakowało Ci
                      > odpowiedniego ciasteczka albo grzyba, żeby móc zmniejszać się lub
                      rosnąć w zale
                      > żności od potrzeby i dzięki temu przypomnieć sobie, uprzytomnić a
                      może zaakcept
                      > ować przeszłość i być raz dzieckiem, raz osobą dorosłą, a raz
                      matką. Robotnicy
                      > wyrywający ulubione kwiaty Twojej matki kojarzą mi się z
                      uosobieniem Twojej zło
                      > ści czy żalu do matki. Wyrywają konwalie, aby mogły rosnąć grusze,
                      czyli to co
                      > dobre i życiodajne. Złość jest jednak na tyle silna, że zagraża
                      dziecku, złość
                      > do matki zwraca się przeciw dziecku.
                      Jagandra, dzięki- chyba rzeczywiście to moja największa bolączka.
                      Swoją drogą najbardziej uwierają nas te matki:)
                      • jagandra Re: Sen o trzech palcach 08.01.08, 17:47
                        > Swoją drogą najbardziej uwierają nas te matki:)

                        No, chyba większość z nas musi przez to przejść, a już szczególnie jak same mamy córki.
                        • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 09.01.08, 19:28
                          Jagandra, a Ty już wiesz, czy twoja córcia będzie mieć siostrę czy
                          brata?
                          Bo u mnie trzecia dziewczyna się szykuje:D
                          • jagandra Re: Sen o trzech palcach 09.01.08, 20:10
                            Gratuluję :))) Będę wiedziała za tydzień, jeśli dziecię będzie łaskawe się wypiąć (pierworodna nie chciała ;)). Chciałabym drugą dziewczynkę...
                            • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 10.01.08, 14:44
                              Dzięki:0 No to czekam na wieści:)
                              • jagandra No i nie wiem :) 16.01.08, 19:13
                                Nie pokazało. Następne wstydliwe ;)
                                • ledzeppelin3 Re: No i nie wiem :) 17.01.08, 17:11
                                  Małe charakterne:D
                  • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 08.01.08, 12:35
                    Konwalie są wyrywane skutecznie, leżą wdużych skupiskach na ziemi, a
                    gruszki są duże i żółte. Nie wiem, co znaczy ogień- czy oprócz
                    zagrożenia coś symbolizuje? I ci robotnicy- faceci i kobiety, którzy
                    nie mogą mnie uratować, ale wyrywają przekonania po matce- kto to
                    jest?
                    • malila Re: Sen o trzech palcach 08.01.08, 14:24
                      Ogień rzeczywiście często symbolizuje gniew, bunt, złość. Ale równie
                      często oznacza poczucie bycia zmuszanym do czegoś, uczucie presji,
                      robienie czegoś wbrew sobie (nie piszę o złości, złość może jednak
                      temu uczuciu towarzyszyć albo pojawić się jako efekt poczucia bycia
                      pod presją). W teorii pięciu przemian ogień jest symbolem serca,
                      gorącego uczucia, seksu, inspiracji, radości, ale też histerii.
                      Ogień, który Tobie się śnił, jesli oznacza ogień w sercu, to taki,
                      który niesie zagrożenie. Czyli jak wyżej.
                      Robotnicy - trudno powiedzieć - mogą oznaczać albo część Ciebie,
                      albo ludzi, których spotykasz i którzy dają Ci argumenty przeciwko
                      tym przekonaniom (to mogą być bardzo różni ludzie, niektórzy
                      spotkani przypadkowo, mogą być przeczytane w różnych miejscach
                      teksty - tak że możesz odnosić wrażenie, że te argumenty same do
                      Ciebie przychodzą), ale równocześnie podsycają ogień w sercu.
                      • malila Aha 08.01.08, 14:41
                        Za tym, że to jednak część Ciebie, przemawia to, że robotnicy
                        pracują na Twój dobrobyt. Swoją drogą wygląda to tak, jakbyś nie
                        zauważała swojego wkładu w owoce, które zbierasz. Tak jakby wszystko
                        samo do Ciebie przychodziło:)
                      • ledzeppelin3 Re: Sen o trzech palcach 08.01.08, 16:40
                        Bardzo mi rozjaśniłaś, dziękuję. Robotnicy- to chyba
                        głównie "Biegnąca":), ale wiem że robotę najwazniejszą musze zrobić
                        sama
                    • kocia_noga Re: Sen o trzech palcach 10.02.08, 10:09
                      Przeciskanie się przez bramkę dla mnie symbolizuje poród.Jak byłam w
                      ciąży sniło mi się,że połknęłam stalowy lejek- troszkę wysiłku,żeby
                      połknąć ( zapłodnienie - pierwsze przejście przez bramkę) a
                      potem...strach okropny,co będzie dalej z tym lejkiem.Jak się to
                      kończyło w moich snach nie pamiętam, u ciebie jest całkiem dobrze -
                      dajesz radę i to bez pomocy innych, dzięki swojej sile.Ogień to sam
                      poród.Ogród to marzenie o powrocie do dzieciństwa, widzisz już
                      jasno,że nierealne.
                      • dynamitee Re: Sen o trzech palcach 10.02.08, 18:43
                        kocia_noga napisała:

                        > Przeciskanie się przez bramkę dla mnie symbolizuje poród.

                        jak czytałam ten sen miałam podobne skojarzenie: przeciskanie się
                        przez bramkę= przeciskanie się przez kanał rodny. z zapłodnieniem
                        kojarzyło mi się zjedzenie gruszki przez śniącą. ogród jako "stan
                        błogosławiony", a cały sen kojarzył mi się z jakimiś problemami "po
                        drodze" (począwszy od tabliczki "Objazd" pojawiającej się na
                        początku snu), które potem zostają opanowane.
      • bene_gesserit Re: Sen o trzech palcach 11.01.08, 14:32
        Ok, po kolei:
        zombie to chyba decyzje, ktorych podjecie odwlekalam, co sprawilo,
        ze mimo sielskich okolicznosci przyrody w moim zyciu przestalam miec
        energie, zeby sie tym cieszyc. Jak czlowiek ucieka, to zyje tym, co
        za winklem, bo w biegu nie zauwaza sie wiele. I czasem ucieczka moze
        stac sie celem samym w sobie.
        Najwazniejsza decyzja podjeta, wiec zebate towarzystwo szybko mi sie
        pewnie nie przysni.

        angelbell: mysle, ze nie jest wazne, kto byl operatorem piły. To moj
        sen, wiec operatorem bylam ja, tak samo jak obcinaną.

        Ale tak - ręka to energia, tworzenie, zycie. Dla mnie dlonie to jest
        jedna z wazniejszych moich czesci w ogole. Moje rece pamietaja
        miliardy numerow, ktorych moja swiadomosc nie ejst w stanie
        spamietac - wszystkie te piny, kody i co tylko - nie pamietam
        numeru, ale reka go wystuka. Rece moje, jak im pozwolic i troche sie
        wylaczyc, tworza bardzo faje rzeczy - wiele razy podczas jakis
        manualnych zajec, np warsztatow ceramicznych budzilam sie z takiego
        jakby transu z gotowa rzezba, ktora one sobie zrobily. Stad pewnie
        moj lęk zwiazany z niesprawnoscia rąk i stad koszmar, bo obciecie
        palcow jest dla mnie wyjatkowo kastrujace. A to, ze we snie
        spogladam na okaleczona reke i probuje sie przekonac, ze w zasadzie
        to nic sie nie stalo, jest wyjatkowo alarmujacy. Nie tylko sie
        okaleczam, ale i zgadzam sie na to, brr.

        Przypomnialam sobie, ze jest taka mudra z tych palcow, ktore
        stracilam we snie - mudra energii, ktora wg Ajurwedy pomaga oczyscic
        ogranizm z toksyn i innych syfow. Moze powinnam tę mudrę cwiczyc,
        ale strasznie mi sie nie chce :)

        Malila: tak mysle, ze chowanie palcow do ust to gest ich ochrony,
        zeby schowac je w sobie, do srodka. To tez moze byc cos jak taki
        bardzo pierwotny gest niemowlaka, z jego odruchem reka-buzia. W
        ustach dziecka ląduje w pewnym wieku wszystko, do czego ma ono
        dostęp, i tam jest badane, a po wypluciu uzyte w sposob
        zreinterpretowany przez język, wargi i smak.
        • jagandra Na marginesie 11.01.08, 16:56
          Moje rece pamietaja
          > miliardy numerow, ktorych moja swiadomosc nie ejst w stanie
          > spamietac - wszystkie te piny, kody i co tylko - nie pamietam
          > numeru, ale reka go wystuka.

          Ja mam tak z klawiaturą. Piszę bezwrokowo, ale jak mnie ktoś zapyta, gdzie jest dana litera, to muszę sobie przypomnieć ustawienie i ruch palców :)

          Rece moje, jak im pozwolic i troche sie
          > wylaczyc, tworza bardzo faje rzeczy - wiele razy podczas jakis
          > manualnych zajec, np warsztatow ceramicznych budzilam sie z takiego
          > jakby transu z gotowa rzezba, ktora one sobie zrobily.

          Fajne :) Pewnie masz dobrą pamięć kinestetczyno-czuciową, czyli zapamiętujesz ruch i odczucia płynące z ciała. To o tyle nietypowe, że większość ludzi bazuje na zmysłach wzroku i słuchu.
        • angelbell Re: Sen o trzech palcach 11.01.08, 18:06
          bene_gesserit napisała:

          > angelbell: mysle, ze nie jest wazne, kto byl operatorem piły. To
          moj
          > sen, wiec operatorem bylam ja, tak samo jak obcinaną.

          Zapytalam kto to byl zebys ustalila zrodlo tego szkodliwego wielce
          dla Ciebie dzialania.Operator pily jest wazny.Jesli stwierdzilas, ze
          to Ty, czekaja Cie dzialania wylaczajace u operatora takie
          chirurgiczne zamiary:P
          Te zombie-wampiry spodobaly mi sie, byly tak dobitne, ze nic dodac
          nic ujac-cos co winne bylo skonczyc swoj zywot i nie paletac sie po
          Twoim zyciorysie a paletajac sie zaczelo sie mnozyc i wysysac z
          Ciebie sily ( wampiryzm)...serdecznie pozdrawiam Twoja
          podswiadomosc, jest ona swietna baba dobitnie i ze specyficznym
          poczuciem humoru komentujaca rozne sprawy.Kiedy czytalam Twoj text
          to doslownie widzialam te stwory walesajace sie i podgryzajace jak
          turkucie podjadki....od korzonka az roslinka uschnie.Fajnie, ze
          potraktowalas te sny jako alarm bo niewatpliwie nim byly i co do
          tego nie ma dyskusji.
    • malila I ja poproszę 05.02.08, 11:39
      o interpretację.
      Śniło mi się, że zadzwoniła do mnie Iokepine i poinformowała, że
      jestem w kolejnej ciąży. Mało tego - czeka mnie jeszcze piąta. A ja
      zdecydowanie nie chcę być już w ciąży. Jestem zmęczona, wyczerpana,
      wypluta i boję się, że tym razem nie dam rady zapewnić dziecku
      zdrowia. O siebie zresztą też się boję. A Iokepine na to, że to
      właśnie jest mi pisane i że sobie poradzę.
      A potem śniło mi się, że właśnie ma się odbyć dziwna uroczystość:
      jakaś rocznica chrzcin. I że ma ona wyglądać niemal jak same
      chrzciny. Zabieram się więc za prasowanie sukienki (czerwonej) i
      tracę poczucie czasu. Kiedy kończę, okazuje się, że msza już się
      dawno zaczęła. Wsiadam w samochód i jadę jak najszybciej do
      kościoła. Dojeżdżam, kiedy mojej rodziny już tam nie ma. Postanawiam
      więc wrócić do domu, ale po kilku krokach mi przechodzi. Już nie
      chcę wracać. Idę sobie tam, gdzie chcę.
      • bene_gesserit Re: I ja poproszę 05.02.08, 19:58
        A to prosze bardzo - haslami mi najlatwiej, bo mozesz sobie potem
        sama ulozyc te puzzle. Na koncu propozycja tego, jak _mi_ sie
        ulozyly.

        Porod - nowy pomysl, przelom w zyciu. Ostrzezenie o ciazy - uwazaj,
        bo moze byc wpadka :) Boisz sie, ze nie bedziesz mogla zaopiekowac
        sie dzieckiem - to cos nowego w twoim zyciu (pomysl o dniu, kiedy ci
        sie to snilo - poczatek? chec na cos? nowa mozliwosc?) spada na
        ciebie bez twojej woli. Dwie wielkie zmiany/perspektywy zmian, jedna
        w drodze, druga w bliskiej przyszlosci.

        Iokepine - pomysl, kim jest dla ciebie twoja wewnetrzna iokepine, o
        paru slowach, jakimi bys ja okreslila. 'To jest ci pisane i sobie
        poradzisz' - kim jest ta osoba, ktora ci to mowi, co na nia
        projektujesz, jakie uczucia do niej zywisz, ufasz jej madrosci?

        Chrzciny - pierwsza inicjacja (dlugo pod wplywem chrzescijanstwa
        wierzono, ze nieochrzczony nie ma szans na zbawienie, wiec w pewnym
        sensie nie jest w pelni czlowiekiem). Przyjecie do spolecznosci,
        narodziny (czyli troche jakby twoj porod dotyczyl samej ciebie -
        dlaczego masz urodzic dwojke dzieci, jedno po drugim?)

        Czerwona sukienka - ubranie to moze byc (a) sposob, w jaki chcesz
        byc widziana (b) albo sposob, w jaki wydaje ci sie, ze inni cie
        widza - niezaleznie od twoich checi. Czerwien to pasja i seksualna
        energia, takze wladza (krolewska purpura), ale i cierpienie,
        niebezpieczenstwo. Przygotowujesz (prasujesz) te sukienke, wiec imo
        chodzi o (a). Prasujesz - a wiec chcesz, zeby byla zaakceptowana,
        zeby sei podobala. Tylko sobie sama dospiewaj, czy w tym snie
        wybierasz seksualna energie czy szatki meczennicy :)

        *********
        Tak na oko to wyglada mi na sen o dojrzewaniu do roli kobiety.
        Powtorna inicjacja (swiadoma, ale nie wybrana przez ciebie?), ktora
        masz przejsc w wyzywajacym, ultrakobiecym ubiorze, starannie i z
        rozmyslem przez ciebie przygotowanym. Te zmiane w twoim zyciu
        zapowiada ci ktos, o kim roboczo zakladam, ze masz jak najlepsze
        zdanie i komu ufasz - madra _kobieta_, ktora wie? Nauczycielka? :)
        Nie jestes pewna, czy sobie poradzisz i czy bedziesz miala na to
        sily, ale Madra Kobieta wie, ze tak.

        Na inicjacje spoleczna (kosciol, rodzina) sie (podswiadomie celowo)
        spozniasz - poczatkowo masz poczucie winy i chec odwrotu, ale
        potem 'idziesz tam, gdzie chcesz'. Byc moze twoja inicjacja ma sie
        odbyc (odbywa) wlasnie tak: bez rytualu i swiadkow, poza wszelkimi
        instytucjami.
      • jagandra Re: I ja poproszę 06.02.08, 15:15
        Mi się ten sen kojarzy z niezgodą na to, "co ci pisane". To co pisane rozumiem jako przeznaczenie rodzinne, rolę nadaną przez rodziców, może rolę typową dla kobiet w Twojej rodzinie, może przypisaną z jakichś przyczyn Tobie. Rolę, którą we własnym mniemaniu wypełniłaś już w wystarczającą stopniu (masz już trójkę dzieci) i której nie chcesz wypełniać dalej.
        Rocznica chrzcin - "dziwna" uroczystość, może niepotrzebna, absurdalna. Związana z tradycją i religią. Pozornie starasz się wypełnić swoje zadanie i stawić się na tej uroczystości, ale staraniom przeszkadza nie w pełni uświadomiony bunt. Czerwona sukienka nie pasuje do chrzcin ani do żadnych innych uroczystości kościelnych, kojarzy mi się tu ze strojem wyzywającym i niegrzecznym, choć bez wątpienia kobiecym (to inna kobiecość, nie macierzyńsko-kościelna). Spóźniasz się na uroczystość, ponieważ w gruncie rzeczy nie chcesz w niej uczestniczyć. Być może też nie chcesz konfrontować swoich pragnień z wymaganiami rodziny (nie wystąpiłaś jednak przed nimi w tej czerwonej sukience w kościele), wolisz po prostu iść gdzieś, gdzie chcesz, w jakimś swoim kierunku.
        • ledzeppelin3 Re: I ja poproszę 06.02.08, 16:43
          Dla mnie to z jednej strony niechęć (zmęczenie) do kolejnego
          przerotu w życiu, który jest jakby poza Tobą samą (kolejna ciąża-
          jest związana z Twoim tworzeniem nowego odrębnego człowieka, nie ma
          aż tyle wspólnego z Twoim własnym rozwojem). Z drugiej- mądra
          kobieta w Tobie każe Ci podjąć taką właśnie drogę. Może Twoje
          potrzeby kłóca się z tym, co mówi intuicja. Może jesteś wewnętrznie
          rozdarta, żyjesz tak, jak myślisz że chcesz, a własciwe potrzeby są
          inne?
          Czerwona sukienka i dziwna uroczystość- kojarzy mi się z bajką o
          czerwonych trzewiczkach. Zakładsz je i idziesz do kościoła, ale tam
          nie dochodzisz. Może z jednej strony chcesz założyć czerwone
          trzewiczki i tańczyć do upadłego, z drugiej wiesz, że to może
          prowadzić do zguby (idziesz więc do kościoła). W końcu podejmujesz
          własną drogę bez względu na konsekwencje- jeśli we śnie czy po
          obudzeniu czujesz przy tym ulge, to może tak chcesz żyć, i tą chcęć
          realizujesz we śnie, bo w życiu coś przeszkadza.
          Albo może dziwna uroczystość (kto słyszał, zeby obchodzić rocznicę
          chrztu- to absurd) jest "dziwna", bo czujesz absurd rodzinno-
          obyczajowych norm i one Ce cisną. Stąd czerwona sukienka, którą
          najpierw jednak prasujesz (symbol przygotowywania się do zerwania z
          normami albo symbol "staranności", żeby jednak mimo nieprzyzwoitej
          czerwieni sukienka była porządna i zadbana). Dlatego obierasz własną
          drogę.
          • malila Nawet nie wiedziałam, że to takie 06.02.08, 20:51
            W każdej Waszej wypowiedzi jest dużo prawdy.
            Jeśli chodzi o ciąże. Mam lekkiego fioła na punkcie dzieci - i tych
            w brzuchu, i tych na zewnątrz. Gdyby nie istniały żadne przeszkody,
            zachodziłabym pewnie co trzy, cztery lata;) Ten przewrót nie jest
            więc czymś, co dzieje się poza mną ani co jest poświęceniem. Ja tak
            w każdym razie tego nie odbieram. Ale na pewno związane jest z
            lękiem przed tym, że nie będę w stanie uchronić swojego dziecka
            przed utratą zdrowia w czasie ciąży wynikającą z mojego kiepskiego
            stanu fizycznego. I przed pogorszeniem mojego stanu zdrowia.
            A Iokepine mówi mi, że dam radę jeszcze dwa razy się narodzić na
            nowo;) - właśnie sobie to uświadomiłam.

            Jeśli chodzi o czerwoną sukienkę. Prasowałam ją z wielką
            przyjemnością. W czasie tego prasowania zapomniałam o całym świecie.
            Normy rzeczywiście mnie uwierają. Poczynając od konieczności
            określania siebie przez to, czym się człowiek zajmuje, jakie ma
            stanowisko i jakie dobra udało mu się zdobyć, poprzez konieczność
            wyboru takiej a nie innej drogi życiowej (nawet jeśli istnieje sto
            takich ścieżek - co z tego? - skoro zgodnie z normą nie należy z
            żadnej zbaczać, a co dopiero mówić o wybraniu ścieżki sto pierwszej -
            autorskiej), po sankcjonowanie tych norm. A wszystkie te normy
            jakie były na poczatku, są teraz i będą zawsze, i na wieki wieków,
            amen.
            Rocznicę chrzcin rzeczywiście chciałam ominąć. I rzeczywiście miałam
            poczucie winy, że sprawiłam przykrość. Ale nie było jakieś
            przygniatające. Poza tym szybko minęło. Przestałam o rodzinie myśleć
            w ogóle. Zajęłam się wyłącznie sobą. To akurat wiem, co oznacza.
            Przez dość długi czas w moich myślach zawsze były obecne dzieci.
            Cokolwiek robiłam, one zawsze były gdzieś z tyłu głowy, żeby
            przypadkiem nie zapomnieć, że je mam i nie zaniedbać takiego np.
            powrotu do domu;) A od kilku lat uczę się mieć siebie wyłącznie dla
            siebie. Jest mnie coraz więcej. Mam nadzieję, że ten sen oznacza
            odzyskanie własnej tożsamości w pełni.
            ale i tak muszę to jeszcze przetrawić:)
            Dzięki:)
    • jagandra No to znowu ja 09.02.08, 14:50
      Spodobało mi się ;)

      Byłam nad morzem o zmierzchu z mężem koleżanki (facet sporo starszy, taki który mógłby pokazać coś ciekawego). Chciałam się zwijać, by uciec przez przypływem, ale namówił mnie na kąpiel. Kąpiel w przybierajacej wodzie, wśród wysokich fal była fajna choć też trochę niebezpieczna, fale znosiły w stronę brzegu. Potem morze się cofnęło i okazało się, że na dnie jest jasnozielona, bardzo miękka i dość długa trawa, wysokie drzewa (sosny?), a trochę dalej płynie szeroka rzeka. Nad rzeką stała świątynia (?) z wieżyczkami zakończonymi kulami. Ten znajomy chciał mi ją pokazać, podeszłam, ale wtedy fale zaczęły się zbliżać, więc uciekłam na brzeg. Potem czekałam wśród ludzi na brzegu, by mu wyjaśnić, że chciałam obejrzeć tę budowlę, ale musiałam uciekać przed falami. Był w pobliżu, ale mu tego nie wyjaśniłam. Niedługo znalazłam się w mieście, wśród ludzi. Zmierzchało się tylko na początku snu, potem był dzień.

      Tej samej nocy przyśnił mi się mniej przyjemny sen, byłam na sali gimnastycznej z jakimiś ludźmi, dzieciakami i nagle wybuchł pożar. Przeraziłam się, że nie ma dokąd uciekać i że wszyscy tam spłoniemy, ale okazało się, że z boku są jednak drzwi, przez które uciekliśmy. Ale był jakiś problem z wydostaniem się z płonoącej szkoły. Udało mi się jednak wyślizgnąć po prostu przez drzwi wejściowe. Potem chodziłam z jakimś facetem od jednej kępy drzew do drugiej i w każdej znajdowaliśmy prowiant, tu pomidory czy jabłka, a tam coś innego. Chciałam potem zanieść to jedzenie do szkoły, zamierzałam dostać się tam po drabinie, ale wszystkie drabiny były jakieś lewe (za krótkie, spróchniałe, bez stopni) i nie było jak wejść.
      • dynamitee Re: No to znowu ja 10.02.08, 18:31
        w pierwszym śnie mąż koleżanki wygląda mi na twojego wewnętrznego
        przewodnika, sama go trochę tak określiłaś: "facet sporo starszy,
        taki który mógłby pokazać coś ciekawego". no więc chce pokazać.
        zachęca cię do kąpieli w morzu z niespokojną falą, potem zachęca do
        pójścia dalej, w głąb morza, żeby obejrzeć świątynię. no i teraz
        kwestia tego, z czym kojarzy ci się morze. w śnie się wahasz: z
        jednej strony chcesz wejść do wody i obejrzeć świątynię, z drugiej-
        wycofujesz się do bezpiecznego brzegu z obawy przed falą, która może
        cię porwać, zalać, itd. wejście w morze może więc symbolizować
        wejście na głęboką wodę, podjęcie jakiegoś ryzyka, ale może też
        oznaczać wejście w siebie, eksplorację swojego wnętrza. jest w śnie
        wewnętrzny przewodnik, taki mędrzec w tobie, który cię prowadzi,
        jest świątynia czyli święte miejsce. świątynie, kościoły w snach
        kojarzą mi się z naszym wewnętrznym miejscem mocy, takim, z którego
        czerpiemy mądrość i siłę, może to być instynkt, intuicja itd. być
        może cały ten podwodny świat to twoja podświadomość. może przewodnik
        zachęca cię do eksploracji swojej podświadomości? chce ci pokazać tę
        świątynię (czyli sama chcesz ją sobie pokazać), ale wycofujesz się,
        powstrzymuje cię lęk przed falą.
        zastanawia mnie jeszcze ten zmierzch, akcja snu dzieje się o
        zmierzchu, pewnie nieprzypadkowo :)

        w drugim śnie jesteś w szkole. szkoła to miejsce, gdzie człowiek
        uczy się czegoś nowego, poznaje nowe rzeczy, dojrzewa, rozwija się.
        miejsce związane z nauką, nauczaniem i dorastaniem. wybucha pożar.
        boisz się, że nie uda ci się wydostać i spłoniesz, ale jakoś się
        prześlizgujesz przez drzwi wejściowe. no i teraz kwestia tego, z
        czym kojarzy ci się szkoła i pożar. mnie się to trochę kojarzy z
        sytuacją: zaczynasz naukę albo uczysz się, studiujesz, realizujesz
        jakiś projekt związany z własnym rozwojem i albo cię to przytłacza w
        jakiś sposób, spala wewnętrznie i chcesz to zarzucić, wycofać się (w
        śnie jesteś przerażona, boisz się, że spłoniesz, próbujesz wydostać
        się ze szkoły), albo sam plan, projekt, idea nauki, rozwoju
        ulega "spaleniu", czyli nie dochodzi do skutku.
        potem próbujesz do tego wrócić: wskrzesić, odżywić, pożywić
        projekt, plan, ideę (w śnie z jakimś facetem zbierasz jedzenie i
        chcesz je zanieść do szkoły). co ciekawe, do szkoły nie próbujesz
        wejść "normalnie" czyli przez drzwi, bramę, tylko wybierasz wejście
        po drabinie. drabina kojarzy mi się z pięciem się w górę po
        szczeblach, może z karierą zawodową, ale niekoniecznie. może też
        chodzić o rozwój osobisty, wewnętrzny. wybrałaś więc sobie ambitne
        wejście do szkoły. ale "wejście" się sypie, jest jakieś zdefektowane
        i w efekcie nie wchodzisz. a więc nie powracasz do tego tematu,
        który symbolizuje pierwsza część snu. może próba powrotu zbyt
        ambitna, może za wysoko postawiona poprzeczka. może trzeba było
        wejść przez drzwi :)
        • kocia_noga Re: No to znowu ja 10.02.08, 19:54
          Zmierzch i morze wg mnie może symbolizować kres czegoś.Jest
          przypływ,woda nie obiecuje nam podróży, tylko jest granicą - dalej
          pójśc nie można.Zmierzch to też koniec dnia, schyłek
          czegoś.Wewnętrzny przewodnik pokazuje bogactwo/możliwości ukryte pod
          powierzchnią.Żeby do nich dotrzeć, trzeba bardzo zaryzykować (?), a
          może nie chodzi o wejście w świat podwodny tylko o ukryte
          możliwości, że w ogóle są.Zastanowiła mnie zwłaszcza ta rzeka - woda
          pod wodą, czyli w jednej warstwie - dziedzinie życia następuje kres,
          ale pod nią jest druga, niezależna, ciągnąca się niezaleznie.Wody
          się nie łączą ani nie mieszają.
          To dziwne; uciekasz przed realnym niebezpieczeństwem , bo wody morza
          ci zagrażają, ale już wiesz o czymś, co może być dalej.
          Szkoła jest dla mnie miejscem - instytucją, gdzie się jest z musu i
          która ogranicza.Pożar w szkole wymusza ucieczkę od niej, ale na
          zewnątrz jest pełno jedzenia.Coś a raczej ktoś w tej szkole został,
          cos w tobie, i ta część ma być uratowana.
          Nb. jesteś zapisana do naszej-klasy?
      • malila Re: No to znowu ja 11.02.08, 10:43
        Woda może oznaczać otwartość, tolerancję, lęk, elastyczność,
        wewnętrzny spokój. Duża woda czyli zalewające Cię fale to wewnętrzny
        niepokój, lęk, być może nadmiar tolerancji - związane w jakiś sposób
        z Twoją kobiecością. Mała woda czyli woda yin czyli rzeka i
        świątynia z wieżami zakończonymi kulami (kula jest symbolem wody,
        wieże to z kolei ogień wiążący się z siłami twórczymi i wolą
        działania) oznaczać może wewnętrzny spokój, początek życia, intuicję
        i/lub sferę duchową, ale IMO taką, do której zwyczajowo mają prawo
        głównie mężczyźni albo do której Ty nie masz chwilowo dostępu ze
        względu na swoją kobiecą rolę. Może chodzi ciążę i związane z nią
        lęki i ograniczenia, czy może o branie na siebie zbyt
        wielu "kobiecych" obowiązków (zbyt wielu w takim sensie, że wywołują
        obawy, czy dasz sobie radę z tzw. rozwojem osobistym albo czy
        wystarczy Ci nań czasu), a jeszcze o coś innego.

        Teraz pożar. Ten sen jest dla mnie bardzo niejasny. Nie wiem, co
        oznacza szkoła. Czy to dobre miejsce czy raczej kojarzące się
        koszmarnymi egzaminami. I po co zanosisz jedzenie do spalonej albo
        nadpalonej szkoły. Ogień już przerabiałyśmy na śnie Led. Dodam
        tylko, że ogień związany jest też z mową. Czyli oprócz samych emocji
        może oznaczać wykrzyczenie pretensji, zwerbalizowanie złości. (To mi
        przypomniało, że woda związana jest ze słuchem, co może się
        oznaczać, że lęk wywołują jakieś usłyszane uwagi.)
        • jagandra Re: No to znowu ja 16.02.08, 19:11
          Dziękuję za interpretacje! Dopiero dziś odpisuję, bo w ciągu tygodnia nie miałam siły na myślenie ;)
          Jaki jest mój stosunek do morza? Kiedyś go nie lubiłam, wydawało mi się nudne i monotonne. Aż pojechałam kilka lat temu do Chorwacji i tamtejsze morze mnie urzekło - potężne i dziecinne. Siedzieliśmy raz z kolegą na wielkim kamieniu i przypływ zaczął zagarniać nasz kamień, musieliśmy się ewakuować (przypływ zaczyna się o zmierzchu).
          Tu śniło mi się polskie morze, które też lubię od tamtego wyjazdu.
          Ten sen ogólnie był ładny i przyjemny, pozostawił miłe wrażenie.

          Szkoła: z nowych wspomnień - pracowałam przez całe 2 miesiące w szkole, ale musiałam zrezygnować, bo za dużo chorowałam na początku ciąży. Generalnie szkoła mi się kojarzy tak, jak napisała Kocia Noga. Sen był niemiły, miejsce nieprzyjemne, pożar straszny, nawet to jedzenie znajdowane w krzakach takie niezbyt apetyczne, raczej jak prowiant w czasie wojny. Kiedyś mi się już śnił wielki pożar, przed którym uciekałam z wieloma ludźmi i z końmi (pożar w stadninie? - już nie pamiętam) i ta ucieczka była nawet dosyć przyjemna, więc faktycznie pasuje interpretacja o ogniu jako przymusie, presji. Ale tu zostałam, żeby w jakiś sposób zaopiekować się tymi, którzy zostali w środku i nie mogli wyjść (ale się nie udawało). Przez drzwi nie mogłam z powodu tego pożaru.
          Kocia, zalogowałam się do naszej klasy, ale nic mi się nie udało znaleźć ;) Próbowałam przez całe 5 minut i na razie się zniechęciłam. Mam kontakt z tymi osobami, z którymi chcę mieć, a wracanie do przeszłości budzi we mnie mieszane odczucia. Mam dużo złych wspomnień.
          • kocia_noga Re: No to znowu ja 17.02.08, 18:07
            Pytałam o to,ze względu na tę szkołę.Wiem,że mnóstwo ludzi teraz
            wraca do czasów szkolnych i na pewno może się to wiązać z
            przypływami różnych emocji.
            Tak było ze mną.Dobrze się stało,że to przeżyłam, ale się wycofałam
            i chyba odpadnę z tego portalu.Mam różne i mieszane uczucia.

            Podziwiam fantazję, intuicję czy też umiejętności literackie
            dziewczyn interpretujących sny.Niestety, nie posiadam tego daru,
            nauczyłam się dość dobrze rozumieć tylko swoje własne, więc moje
            uwagi są dośc skromne.Tym niemniej ucieszyłam się,że coś "trafiłam",
            ale dalej - czarna skrzynka.
          • malila Re: No to znowu ja 18.02.08, 10:51
            W takim razie pozostaje jedynie zastanowić się, co Cię trzyma przy
            tej nieprzyjemnej instytucji. Co nie pozwala Ci od niej odejść.
            Wiem, co mnie mogłoby trzymać. Konieczność zarabiania lub utrzymania
            ciągłości pracy albo poczucie bezpieczeństwa związane z posiadaniem
            etatu przy równoczesnym braku perspektyw na inną pracę.
            • jagandra Re: No to znowu ja 18.02.08, 19:08
              Dzięki za interpretacje! Wielkie :)
              Coś we mnie porusza interpretacja Kociej - że jakaś część mnie
              została w szkole, tej z dzieciństwa, i nie puszcza mnie na wolność.
              Czeka by się nią zająć.
          • bene_gesserit Re: No to znowu ja 14.04.08, 11:32
            Nie wiem, czy ktos tu zajrzy - ale jesli tak, prosze o
            interpretacje, bo akurat zapamietalam jedna duza calosc:


            Jestem w Manilii na egzotycznych wakacjach, nie bardzo jest co
            robic.
            Idziemy na plaze – ja i moja bliska znajoma (a była szefowa), chyba
            sa tez jakies dzieci.
            Sceneria: jezioro w gorach (kompletnie nie egzotyczne, procz
            upalu), bujny las (jak najbardziej europejski z wygladu - w ogle
            calosc robi raczej wrazenie Szwajcarii).

            Nie ma plazy ani gdzie usiąść tylko takie piaszczyste zejście do
            wody, jakos się na tym sadowimy z dziecmi i manelami, ale jest
            ciasno.
            Nudze się – z tej nudy probuje odsiac z bardzo miałkiego piasku
            grubsze ziarenka, żeby nimi natrzec dlonie. Irytuje mnie ten mialki
            piaseczek, chce cos poczuc. Wśród malenkich kamyczkow znajduje cos,
            co przez chwile wyglada intrygująco – fragment czegos w kształcie
            trefli – to troche wyglada jak antyczny fragment czegos, ale
            okazuje się byc z plastiku, wiec to wywalam.

            Przez piasek w naszym kierunku pelznie waz – czerwony z szaro-
            bialym wzorem na grzbiecie. Robie mu przejscie i zanurzam reke pod
            piach pod jego brzuchem – wyciagam korone. Mala, z czerwonego
            metalu, z wysciolka z flaneli w krateczke (takiej, z jakiej się
            robi pizamy), zabawkowa ale dziwnie solidna. Jest troche
            uszkodzona – brakuje jej tego fragmentu, który wczesniej
            wygrzebałam, ale to nie mogl być on, bo był z plastiku i w innym
            kolorze. W jakis dziwny sposób korona tworzy komplet z wezem – w
            sensie estetycznym.

            Wstaje – waz pelznie w kierunku krzakow. Kiedy przyjaciolka i
            dzieci wstaja, okazuje się ze za nimi, miedzy zaroslami, lezy druga
            korona (taka sama jak moja), a dalej w stosie truchla nieżywych od
            niedawna zwierzat (duzych i futerkowych, sa sztywne i rozciągnięte,
            widze tylko ich brzuchy – wyglądają troche jak teatralne rekwizyty
            i nie śmierdzą). Waz przepełza obok puchatego kota. Na ten widok z
            krzakow wybiega drugi w obawie, ze waz go ukąsił i czy on przezyje.
            Od chwili, kiedy zobaczylam kota wiem, ze jad weza jest śmiertelny
            i ze pewnie kicie niepostrzezenie ukąsił, a stos trupow jest jego
            dzielem.
            • jagandra Re: No to znowu ja 14.04.08, 15:38
              Przypomniało mi się, że we wcześniejszym śnie - tym o zombie - też odczuwałaś nudę. A tu nuda dominuje. Mi też się czasem śni nuda. Miałam w życiu kilkuletni okres, gdy prawie ciągle się nudziłam. Dla mnie nuda oznacza niedopuszczanie do siebie emocji. To znaczy chce się poczuć coś mocnego i dobrego, ale problem polega na tym, że na przeszkodzie leżą emocje (wspomnienia? przemyślenia?) trudne i bolesne, na które zamykamy oczy i... nudzimy się.

              We śnie jesteś w miejscu, które nie powinno być nudne - egzotyczne wakacje zapowiadają jakiś dreszcz emocji, olśnienie pięknymi widokami itp. A tu rozczarowanie. Zamiast grubszych ziarenek - miałki piasek, który Cię irytuje, bo chcesz coś poczuć zamiast tej nudy. Szukasz czegoś intrygującego, już Ci się wydaje, że znajdujesz, ale to tylko plastik. Czyli jest potrzeba, żeby czuć, żyć. Dlaczego się nie udaje?
              Zastanowił mnie Twój brak lęku na widok węża, w dodatku wsuwasz rękę w piach pod jego brzuchem.
              Korony - tak jakby wskazywały Ci drogę do "trupa w szafie" czy ściętych głów żon Sinobrodego. Jest jakaś krzywda, jakiś stos trupów, jad węża, który pozwala się zapomnieć czy zlekceważyć tylko pod warunkiem rezygnacji z zachwytu.
              Plastik, zabawkowe korony - może warto szukać wśród rzeczy małych, drobnych, zwyczajnych?
            • malila Re: No to znowu ja 18.04.08, 13:53
              Nudne egzotyczne wakacje oznaczają chyba rozczarowanie czymś, co
              teoretycznie powinno wprawiać niemal w ekstazę. Nie wiem tylko, jak
              Tobie kojarzą się egzotyczne wakacje. Jeśli z przyjemną rozrywką, to
              znaczy, że Ty sama spodziewałaś się atrakcji. Jeśli do takich
              wakacji Cię nie ciągnie, to znaczy, że nie sprawia Ci satysfakcji
              coś, co w pojęciu innych ludzi, powinno dawać co najmniej
              zadowolenie.
              Znalezisko oznacza, że w którymś momencie zaczęłaś mieć nadzieję, że
              jednak trafiłaś na jakieś zajęcie warte uwagi, po czym odrzuciłaś je
              stwierdzając, że to tylko złudzenie.
              Na wężu się zacięłam. Dedukuję jedynie, że zajęłaś się czymś
              niebezpiecznym, co mogło Cię zafascynować, bo chciałaś wreszcie
              poczuć, że żyjesz. Nie myślałaś o tym, że to może być niebezpieczne.
              Zorientowałaś się dopiero wtedy, gdy zobaczyłaś ofiary węża.
              • kocia_noga Re: No to znowu ja 19.04.08, 15:25
                Korony kojarzą mi się ze ślubnymi obrączkami.Te są tandetne, jedna
                uszkodzona.Stosy martwych zwierząt też widzę jak komnatę
                Sinobrodego, w dodatku jeden z kotów już jest ukąszony.Nuda, lekkie
                zniecierpliwienie i pesymistyczna parspektywa.Dróżka do wody wąska.
                • kocia_noga Re: No to znowu ja 20.04.08, 10:57
                  No i jeszcze: dwie korony,jedna z nich uszkodzona.Dwa koty, jeden z
                  nich ukąszony.Stosy martwych zwierząt to sztafaż, nie wiem, jaki
                  niesie przekaz.Moze symbolizować wypartą agresję.
                  Nad wężem masz jakś kontrolę - mogłabyś go złapać, gdybyś chciała (?)
                  albo po prostu wąż dotyczy ciebie.
                  Wtedy nuda oznaczałaby zagłuszone uczucia.
                  Ten plastikowy trefelek to mi się kojarzy z genitaliami.
    • malila Tym razem 05.08.08, 11:09
      to było w półśnie, w połowie na jawie. Lekarz powiedział mojemu
      mężowi: ona umarła. Mówił o mnie. Macie pomysły? Nic więcej nie
      było, tylko ten obrazek.
      • kocia_noga Re: Tym razem 14.08.08, 20:35
        A co poczułaś?
        • malila Re: Tym razem 18.08.08, 14:31
          W czasie snu nie czułam nic, byłam w roli obserwatora. Przez chwilę,
          kiedy się obudziłam, też nic. Potem dopiero zrobiło mi sie nieswojo.
          • ledzeppelin3 Re: Tym razem 20.08.08, 11:09
            Może jesteś w momencie śmierci w cyklu odradzania się i śmierci i za
            chwilę odrodzisz się (czyli wg Junga wywalasz swoją personę,
            oddzielając ją od ego?)
            Może umiera tylko jakaś część Ciebie, a druga (męski Animus
            reprezentowany przez lekarza)zawiadamia o tym męża?
            • malila Ooo, Led! 22.08.08, 09:26
              Prawie Cię nie widać. Jak żyjesz?
              Ad rem: mam nadzieję, że za chwilę się odrodzę;)) Nie po to polazłam
              na ustawienia systemowe, żeby tkwić w starym ciele;) Ale jak to
              napisałaś, to mi lepiej.
              Zastanawiam się jednak nad, kim jest mój mąż w moim śnie, skoro
              lekarz jest animusem?
              Aha, ten sen pojawił się zanim wzięłam udział w ustawieniach.
              Okazało się, że musiałam przerobić pewien problem z matką, a
              właściwie z linią żeńską. Nic dziwnego, że umierała kobieca częśc
              mnie. Ale nic dziwnego dopiero po fakcie:)
              • kocia_noga Re: Ooo, Led! 23.08.08, 07:51
                więc właśnie tego chciałaś.Lekarz wyrażał siłę, której się poddałaś -
                prowadzącej ustawienie.
                • malila Lekarz 25.08.08, 10:05
                  tylko stwierdzał smierć. Obwieszczał, że się dokonało;) Raczej nie
                  był siłą sprawczą samej śmierci. Ale rzeczywiście mógł być siłą
                  sprawczą, jeżeli chodzi o ciąg dalszy.
    • iinka Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 22.09.08, 22:20
      Witam.
      Jestem tu nowa.
      Mnie powtarzają się wciąż te same motywy w snach. Może macie jakieś pomysły co
      to może oznaczać?
      Po pierwsze baardzo często i od dawien dawna powtarza się taki motyw -
      mianowicie jako że jestem po kilku operacjach kolana, nie chodzę w krótkich
      spódniczkach /wiadomo blizny/ - śni mi się natomiast, że jestem niemal w mini
      albo jakiej haleczce, czuję się obnażona, zawstydzona i w snach przeżywam
      katusze bo przecież ludzie są wkoło. Natomiast ludzie /faceci/ w moich snach
      zupełnie nie przejmują się tym co ja tak przeżywam. A nawet uśmiechają się do
      mnie i podobam im się.
      Drugi motyw, to że nadchodzi duże zagrożenie /różnego rodzaju/ i wtedy pojawia
      się mężczyzna, który jest mi pomocny, dobrze się rozumiemy, stanowimy jakby
      zespół, działamy razem i unikamy niebezpieczeństwa, czy też ja go unikam,
      oddalamy je razem. Po czym on jakoś się "oddala". Już nie jesteśmy razem.
      Wiem, że to dosyć ogólne, ale to opis pewnego typu snów.
      Może macie jakieś sugestie?
    • easz Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 19.04.09, 20:41
      Przepraszam, czy jeszcze interpretujecie tutaj sny?
      • malila Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 27.04.09, 14:31
        Ja chętnie:)
        • easz Re: Pomóżcie zinterpretować sen :) 02.05.09, 01:26
          Ok, odbieram to jako zaproszenie:) Naskrobałam, co mi się przyśniło,
          choć od tamtego zapytania zaczęłam się już trochę rozmyślać,
          krepować. Jakby co, to możesz zignorować, będzie ok.

          Ekhm hm, na początek nieco makabrycznie - w pierwszym śnie moja
          zmarła dawno babcia leży w łóżku - martwa, nawet więcej - leży
          TERAZ, jakby zmumifikowana. Jest podparta poduszkami, w chustce na
          głowie.
          Przechodzę mimo łóżka wiele razy, ale zawsze z dala, staram się tam
          nie patrzeć. Mama każe mi założyć babci sweter, jakby ona żyła,
          tylko była chora i trzeba było jej pomóc. Mamy nie widzę, słyszę
          tylko jej głos, jakby z innego pokoju, z kuchni.
          Okazuje się, że tymczasem sweter założyła moja druga babcia, żyjąca.
          Jak mam jej teraz powiedzieć, żeby go zdjęła, bo to dla babci
          nieboszczki? że założyła sweter trupa? Tej babci też nie widzę, ale
          jest gdzieś obok.
          W którymś momencie, kiedy zastanawiam się jak rozwiązać sprawę
          swetra, przechodzę obok łóżka i moje spojrzenie pada na twarz babci –
          wygląda jak woskowa maska, nie strasznie w sensie horroru, nie mam
          odczucia, że jak zombi zaraz wstanie, żeby mnie pożreć, ale jest to
          straszne, bo czuję jakby tam nic nie było, pustka, przedmiot, nawet
          nie zwłoki. Oczy i usta – kreski, twarz jest żółta, ale jednolicie,
          w pewnej chwili zdaje mi się, że zielona, zjadliwie, jak u kosmity.

          Drugi sen, choć nie wiem teraz, jaka była rzeczywiście kolejność,
          obydwa miałam tej samej nocy. Jest ze mną mój pierwszy chłopak,
          jesteśmy u niego w mieście, choć już tam dawno nie mieszka. Znam je
          tak sobie, ale tutaj nie rozpoznaję w ogóle, a widzę zabytkowe
          budynki, więc miasto nie mogło zmienić się tak bardzo.
          Jest słoneczny dzień, choć kolorów jak zwykle nie widzę. Idziemy nad
          rzeką, spacerujemy ramię przy ramieniu, blisko, ale tak, że nie
          widzimy naszych twarzy, nie patrzymy w oczy.
          Jest spokojnie, leniwie, przyjemnie, a ja cały czas, mimo że mi się
          sytuacja podoba, nie mogę wyjść ze zdumienia, że tak dobrze się nam
          rozmawia, że jest tak przyjemnie, w ogóle się dziwie, że to się
          dzieje - jakby nic się nie stało.

          Szczegóły pominę, właściwie to, co napisałam, co starałam się
          dookreślić, było myślę najważniejsze. Potem jesteśmy u niego pod
          domem, blokiem, też nie poznaję okolicy. Jest już ciemno, żegnamy
          się, tzn. on zaczął, wchodzi do domu, ja zostaję. Czuję się
          ogłupiała, jakby przyśnił mi się sen we śnie, jakby nagle wylał mi
          ktoś zimną wodę na głowę.
          Nie powiedział na pożegnanie niczego istotnego, mającego znaczenie,
          ot takie tam, że musi już iść i cześć, ale kiedy zobaczyłam jego
          uśmieszek, kiedy to mówił aż się zatrzęsłam – był bardzo
          nieprzyjemny, perfidny, złośliwy, krzywy, wstrętny, demoniczny
          wręcz.
          Poszłam między blokami szukając ulicy, żeby zatrzymać jakiś samochód
          i wrócić do domu. Był duży ruch, w którymś momencie mignął mi w
          którymś samochodzie pewien pan znany z tv, z jakimiś dziećmi. Tyle,
          nie pamiętam, żeby było coś o powrocie, pamiętam, że cały czas
          czułam się jak pijana, rozwalona, nie wiedziałam co się właściwie
          stało, o co chodzi.

          Teoretycznie znaczenie wydaje się oczywiste, mogłabym pewnie to
          sobie dość łatwo zinterpretować, tj. zrobiłam to, ale może jest coś,
          czego nie widzę, a co może dać mniej przygnębiający obraz, niż ten,
          który mi się wyłonił?

          Dodam, że to mój pierwszy sen od wielu miesięcy, tzn. pewnie taki,
          który pamietam. Kiedyś bywało, że śniło mi się po kilka-kilkanaście
          nawet rzeczy na miesiąc, pamietałam je, zapisywałam często. A potem
          cisza i teraz to.
          • malila Najpierw babcia. 02.05.09, 11:49
            Czy to mama mamy czy mama taty? Kim była i kim jest dla Ciebie ta
            babcia? Gdybyś miała o niej coś napisać w dwóch zdaniach, to co byś
            napisała?
            Sweter należący do babci, to jakaś cecha jednej babci, którą
            przejęła druga babcia. Skoro babcia leżała bez swetra, to znaczy, że
            w którymś momencie tej cechy się pozbyła. Cechy, która z jakiegoś
            powodu była ważna dla Twojej mamy. Cały czas mowa oczywiście o Twoim
            wewnętrznym świecie czyli Twoim spojrzeniu na mamę i babcie, które
            stało się częścią Ciebie.
            Pustkę po babci dość trudno mi zinterpretować. To tak jakby jej brak
            niekorzystnie odbił się na rodzinie.
            • easz Re: Najpierw babcia. 03.05.09, 00:20
              Martwa babcia nie była nią w prostej linii, ale była bardzo ważną
              osobą w życiu mojej mamy, wychowała ją. Z dzieciństwa pamiętam tylko
              tyle, że była dosyć sroga i bardzo zapracowana, później nie miałyśmy
              raczej bliższego kontaktu ze sobą. To, co piszesz o swetrze-cesze
              muszę przemyśleć, nie wydaje mi się to w tej chwili takie proste i
              jasne.
              Jeśli brać to do mnie, to czy myślisz, że mogłoby to znaczyć, że
              powinnam, że nadszedł czas, żebym stała się dla mamy kimś w rodzaju
              babci z jej dzieciństwa? Żyjąca babcia (matka ojca) na pewno nigdy
              się kimś takim nie stała. Tu 'sweter' jest dla mnie tym bardziej
              niejasny...

              Aha, ten sweter niekoniecznie należał do babci. To był po prostu
              sweter, nie wiem skąd się wziął.

              Jeśli chodzi o drugi sen i Twoją podpowiedź, to też muszę to jeszcze
              przemyśleć, trochę głębiej i dłużej. Gdyby to mi się przyśniło zaraz
              po, albo w podobnej sytuacji, pewnie nie byłabym tak zdezorientowana
              jak jestem teraz. Bo nie bardzo widzę kontekst tego snu w realu, w
              tym momencie akurat. Muszę przemyśleć, jak powiedziałam i/lub
              zaczekać być może na coś.

              Bardzo mi pomogłaś, bo ja jednak inaczej to sobie wyłożyłam,
              pierwszy sen zwłaszcza. Na razie dziękuję:) Gdyby coś jeszcze Ci się
              nasunęło, to chętnie posłucham.
              • malila Re: Najpierw babcia. 07.05.09, 09:42
                easz napisała:
                > Jeśli brać to do mnie, to czy myślisz, że mogłoby to znaczyć, że
                > powinnam, że nadszedł czas, żebym stała się dla mamy kimś w
                rodzaju
                > babci z jej dzieciństwa?

                Chyba nie. Przynajmniej ja tego tak nie widzę.
                Jeśli sweter nie należał do babci, to znaczy, że nie jest on cechą
                babci, ale mamie zależy, zeby babcia - chociaż po śmierci, tę cechę
                posiadła. Być może jest to cecha drugiej babci, która tak swobodnie
                ów sweter założyła. Być moze chodzi o to, że mama nie chce pamiętać
                babci takiej, jaka była, że chce to przysłonić w swoich
                wspomnieniach. Chce ją widzieć w tym swetrze. Albo też, że chciała
                chociaż po śmierci babci, poczuć, że ma nad czymś kontrolę.
                • easz Re: Najpierw babcia. 10.05.09, 21:50
                  malila napisała:

                  > easz napisała:
                  > > Jeśli brać to do mnie, to czy myślisz, że mogłoby to znaczyć, że
                  > > powinnam, że nadszedł czas, żebym stała się dla mamy kimś w
                  > > rodzaju babci z jej dzieciństwa?
                  >
                  > Chyba nie. Przynajmniej ja tego tak nie widzę.

                  Och, a ja już myślałam, że jestem w domu;)

                  > Jeśli sweter nie należał do babci, to znaczy, że nie jest on cechą
                  > babci, ale mamie zależy, zeby babcia - chociaż po śmierci, tę
                  > cechę posiadła. Być może jest to cecha drugiej babci, która tak
                  > swobodnie ów sweter założyła. Być moze chodzi o to, że mama nie
                  > chce pamiętać babci takiej, jaka była, że chce to przysłonić w
                  > swoich wspomnieniach.

                  Głowię się, ale niestety, ani jedno, ani drugie mi tutaj nie pasuje.

                  > Chce ją widzieć w tym swetrze. Albo też, że chciała
                  > chociaż po śmierci babci, poczuć, że ma nad czymś kontrolę.

                  Być może tym tropem pójdę. Tymczasem jednak pozostanę chyba przy tym
                  co powyżej powyżej, bo przynajmniej widzę w tym jakiś sens,
                  odnośniki w realu, choć oczywiście mogę się mylić i "naciągać", bo
                  tak mi akurat pasuje, mojej świadomości.
                  Niełatwe to.
          • malila Chłopak 02.05.09, 16:27
            to ktoś, kto Cię, jak się domyślam, zawiódł. Wiąże się z jakąś
            częścią Ciebie, która Ciebie samą krzywdzi w podobny sposób, w jaki
            czułaś się skrzywdzona przez chłopaka. Może jesteś w stosunku do
            siebie wymagająca i czegoś nie udało Ci się zrobić, może czujesz się
            bezradna - nie wiem, z czym to się wiąże konkretnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka