Dodaj do ulubionych

stara miłóść...

30.12.07, 15:45
Mam pytanie.
Nie bardzo chce mi się zagłębiać w sytuację i temat,ale mam pytanie
czy tęsknicie, myślicie o kimś kogo kochałyście,albo kochacie?
Jeśli Wasza największa miłość jest Waszym mężem to super.
A może kochałyście kogoś z kim nie wolno być? Zapomniałyście o tym?
Bo ja nie mogę.Pomimo że mam wspaniałego faceta.
Odnalazłam kontakt z kimś bardzo kiedyś bliskim i nie mogę się na
niczym skupić. Pocieszcie ze chociaż czasem zdarza się Wam
powspominać.
Obserwuj wątek
    • widokzmarsa Re: stara miłóść... 30.12.07, 15:49
      szykują się rogi następnego wspaniałego faceta.
      • samki22 Re: stara miłóść... 30.12.07, 15:53
        nie na rogi nie ma szans,nie chcę i nie zamierzam nic takiego
        robić.To miało miejsce kilka lat temu zanim poznałam męża
        swego.Zawsze wydawało mi się, że to głupie jak ktoś mówi że kocha
        dwie kobiety czy dwóch mężczyzn,a im jestem starsza tym bardziej
        zbliżam się ku stwierdzeniu że cos jest na rzeczy.
        Gdybym mogła być z tamtym Panem to bym z nim była,ale to...rodzina
        • eleni80 Re: stara miłóść... 30.12.07, 16:09
          > Gdybym mogła być z tamtym Panem to bym z nim była,ale to...rodzina

          brat czy tata? ;PP reszta to dziesiąta woda po kisielu
          • samki22 Re: stara miłóść... 30.12.07, 16:12
            brata nie mam,a ojciec trochę za stary :)
    • kitek_maly Re: stara miłóść... 30.12.07, 18:49
      > Odnalazłam kontakt z kimś bardzo kiedyś bliskim i nie mogę się na
      > niczym skupić

      czy to też przez naszą-klasę? ;-)
      • aasb Re: stara miłóść... 30.12.07, 20:15
        nienawidzę naszej klasy :P

        kosmos o co tu chodzi czy wszyscy muszą sobie nagle przypominać ?

        buuu
        • akakfar Re: stara miłóść... 31.12.07, 00:10
          ja tak mam. "miłość" to za dużo powiedziane, bo spędziłam z tym panem zaledwie kilka, góra kilkanaście godzin i to trzy lata temu. śmiało jednak mogę powiedzieć, że z nikim potem - czy to z facetem czy kolegą, kimkolwiek - nie czułam czegoś, co mogłabym określić jako "pokrewieństwo dusz". tylko przy tamtym. dojście niby mam, choć marne. wiem czym się zajmuje, natomiast nie mam odwagi spytać mojej "wtyki" czy jest sam, ponieważ "wtyka" zdecydowanie nie powinna wiedzieć, że coś jest na rzeczy. mogłabym szukać, po zainteresowaniach zgadnąć w jakich miejscach bywa... nie wiem tylko czy jest sens. To dorosły, cudowny facet, więc przypuszczam, że na pewno nie jest sam. obejrzałam dziś przez przypadek fragment głupiej amerykańskiej komedii. ona i on - oboje zaręczeni - spotykają się przypadkiem. Potem próbują - z wiadomym skutkiem - odnaleźć się, znając tylko swoje imiona. Szkoda, że z życiem ma to niewiele wspólnego... boję się o cokolwiek walczyć, czuję, że już na wstępie dowiem się, że nie mam o co...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka