IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.08.03, 19:53
Witajcie!
Dopiero na tym forum znalazłam wiele ciekawych wątków oraz wiele mądrych rad,
co na innych rzadko się zdarzało, dlatego stwierdziłam, że i ja napiszę o
swoim problemie, może ktoś będzie w stanie choć odrobinę mi pomóc.
Nie wiem co robić, nie wiem, czy jestem szczęśliwa, czy sama się oszukuję,
coraz częściej łapię się na tym,że tłumię nagatywne emocje.
Zacznę od początku...
Odkąd pamiętam czułam się samotna i poszukiwałam drugiej połówki, wydawało mi
się, że jak ją znajdę, to już nic mnie nie będzie martwić, a życie będzie
jedną wielką sielanką. Dodam, co moze być trochę tendencyjne, że choć mam
rodziców, którzy są szczęśliwymi, wykształconymi luźmi, to ja nigdy nie
czułam z nimi kontaktu, nigdy nie poświęcali mi czasu, nie słuchali mnie,
zajęci byli innymi sprawami, dlatego tak bardzo czułam się samotna, no i
szukałam. To co znajdywałam , to tylko ból i rozczarowanie, raz zostałam
zgwałcona, choć sama się za to obwiniam, nie był mi obcy, byłam pijana, to
był pierwszy raz. Potem było kilku popaprańców, z którymi całe szczęście nic
mnie nie łączyło, ale rozczarowanie zostało.
Nie dostałam się na studia, zabrakło mi jednego punktu, rodzice się ode mnie
odwrócili, czułam sę jak ktoś kto nie zasługuje, by żyć,( zresztą od zawsze
miałam niskie poczucie własnej wartości, jestem nerwowa, często, bez powodu
się czerwienię, nienawidzę tego, boję się ludzi, zawsze stoję z boku, jestem
niepewna siebie, choć jestem ładną dziewczyną, niegłupią, ambitną. ) w każdym
razie wtedy poznałam pewnego chłopaka, 6 lat starszego,który bardzo się we
mnie zakochał i zawsze mogłam na niego liczyć, rozumiał mnie, umiał słuchać,
starał się za wszelką cenę mnie zdobyć, co nie było łatwe, gdyż nie czułam do
niego nic oprócz sympatii,nie podobał mi się, nie chciałam, żeby między nami
doszło do czegoś. Jednak pewnego dnia pękłam i tak byliśmy ze sobą prawie
rok,nigdy go nie kochałam, parę razy chciałam odejśc, ale nie umiałam, bałam
się samotności, w końcu odeszłam do kogoś innego, kto od pewnego czasu mi się
podobał, nie tyle fizycznie, co "duchowo" jeśli tak to można nazwać. Byliśmy
razem na roku, marzyłam o kimś takim jak on, takim ciepłym, dobrym,
kochającym, czułym, przynajmniej tak go postrzegałam, ale on był zajęty.
Jednak dziewczyna go zostawiła, a ja nie czekając długo zaczęłam go zdobywać,
co także nie było łatwe, bo on naprwedę kochał tamtą dziewczynę, ale udało
się i do dziś jesteśmy razem. Jeszcze niedawno marzyłam o jak najszybszym
ślubie, byciu razem, ale teraz sama już nie wiem, łapię się na tym , że
ciągle bym go zmieniała, on się już zaczął mnie bać, że jak coś zrobi, to
będę zła, nie wiem, czy go w pełni akceptuję, czy go w ogóle kocham, ale
tłumaczę sobie, że w poważnym stabilnym zwiążku nie ma już porywów serca, że
po 2 latach już się inaczej na siebie patrzy, że może nie szaleję za nim, ale
przynajmniej on mnie nie zdradzi, nie zostawi, że przecież jest dobry,
kochający, na pewno nam się ułoży. Widzę w nim tyle wad, wszystko robi nie
tak, a jednocześnie ciągle go naciskam, że może pobralibyśmy się, jakbym
myślała, że to wszystko zmieni, że jak już będzie ze mną, to zacznę
dostrzegać w nim mężczyznę, czego narazie nie widzę, tylko to jak matka go
ciągle urabia na maminsynka. Bardzo chaotycznie to opisałam, bo tyle naraz
chciałam umieścić, ale chodziło mi o to, czy to ma przyszłość, czy ja znów
nie uciekam przed samotnością, w taki sobie związek, byle tylko nie
ryzykować? Czy to, że on mnie kocha a ja go tak sobie (raz mocno, raz nie
wiem, czy w ogóle), wystarczy? Strasznie się boję samotności, nie umiem z nią
żyć. Właściwie moje życie teraz to samotna nauka (często jestem sama w domu,
prawie całe wakacje) do poprawki, i spotkania z nim, nie mam już nawet
znajomych. źle mi. Nikomu nie umiem zaufać, w ludziach nie dostrzegam dobra,
tylko mnóstwo zła, wydaje mi się, że nic już pięknego mnie w życiu nie spotka.

Obserwuj wątek
    • Gość: ja Re: ucieczka? IP: *.dip.t-dialin.net 17.08.03, 20:03
      nic na sile. ja tak jak i ty mialam watpilwosci czy to ten czy jestem
      zakochana.
      tak jak i ty myslama ze nic lepszego mnie nie spotka. a teraz zyje w zwiazku,
      ktory calkowicie mnie "zabija"czytaj watek" jak traktuje cie twoj facet"
      jesli nie jestes pewna swoich uczuc to nie oklamuj siebie ani tego chlopaka?
      on tez zasluzyl na prawdziwe uczucia
      nie marnuj ani swojego czasu ani twojego
      ja pomimo beznadziejnej sytuacji nadal wierze ze jeszcze na nic za pozno.
      mam plany na przyszlosc i moze kiedys spotkam tego kogos...
      u mnie to bedzie troche trwalo bo sytuacja jest skomplikowana, ale pewnego
      dnia...
      ty jestes wolna, nie dzwigasz zadnych obowiazkow.
      zastanow sie czego naprawde chcesz , co jest dla ciebie najwazniejsze
      i zrob to!
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka