bardzometafizyczny
11.04.08, 22:04
Ja jakaś popieprzona jestem... Sytuacja ma się tak - końcówka studiów, jak na razie brak stałej pracy, mieszkanie z partnerem (od 4 lat) w mieszkaniu studenckim. Okres spóźnia mi się 3 dni, a zawsze jest superplanowo. Przez cały dzień chodzę jak pijana, myślę o ewentualnym bobo, o tym że gdzie, ZA CO, jak będziemy żyć, panika niezła, typowa schiza ciążowa. Następnego dnia rano robię test ciążowy - wychodzi jedna kreska (dla niewtajemniczonych = nie jestem w ciąży) i ja co? I ja smutek czuję!!!... Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego.
Co najśmieszniejsze - mam się za osobę dość odpowiedzialną, rozsądną... A tu... rozczarowanie??
Proszę mnie ochrzanić porządnie i do pionu postawić!
(okresu jeszcze nie ma i ja nadal mam... nadzieję? Halo! Co mi jest?!)