Gość: mąż
IP: *.lubin.dialog.net.pl
08.09.03, 15:23
Trudno jest mi wyrazić jakąkolwiek pozytywną opinię o tym
artykule. Oczywiście moje zdanie na ten temat będzie natychmiast
odrzucone przez wszystkie nieszczęśliwe mężatki z racji kobiecej
solidarności z Panią /Paniami, które napisały niniejszy artykół.
Sprawa jak w większości przypadków jest sprowadzona do rangi
schematu, do którego pokrzywdzone przez swoją pochopną decyzję
autorki-feministki namawiają nowe kolezanki, aby mogły wspólnie
poużalać się nad swoim ciężkim losem (proponuję czytać: ..nad
swoją bezdenną głupotą, do której zawsze cięzko się przyznać).
Najprostrzym wyjściem z każdej opresji jest przedstawić
otoczeniu "to nie ja, bo jestem jedynie słabą istotką, która nie
potrafiłaby nawet skrzywdzić muszki, a co dopiero męza-sadystę!"
Moje Panie, prawda, często bywa inna! Rozumiem, są rózne
przypadki, nie zamierzam bronić tu żadnego faceta, tym bardziej
alkoholików, ani nawet tych brutalnych. Zgadza się, tego nie
można tolerować. Jednak pisząc taki artykuł, proszę wziąć pod
uwagę podawanie niektórym paniom trudną do podważenia wymówkę od
prawdziwej analizy własnego wpływu na małżeństwo, a tym samym
prostego i bezkonfliktowego naprawienia stosunków domowych.
Proponujecie Waszym czytelniczkom zagmatwanie i tak już trudnej
sytuacji i wpędzacie je w konflikt bez wyjścia, który zakończy
się prawdziwą krzywdą obu partnerów, a przede wszystkim ich
dzieci. Czy nie potraficie, na podstawie swoich doświadczeń
radzić innym kobietom naprawdę rozsądnie? Zwróćcie uwagę, ile
małżeństw może się rozpaść poprzez odebranie tego artykułu zbyt
poważnie! W najlepszym razie, kazda żona zacznie się
zastanawiać, czy nie jest krzywdzona zbyt mocno i co zrobiłyby
takie autorytetki jak Wy na ich miejscu.. Większość odpowie
sobie artykułem: "..Masz prawo do osobistego szczęścia, nawet
jeśli dokonałaś niewłaściwego wyboru. Jeśli byłaś bita i
zdradzana przez męża, nie możesz się za to obwiniać ani dopuścić
do tego, aby inni obarczali cię odpowiedzialnością. To on jest
winny, nie Ty!!" - następnie zacytuje mężowi fragm. bożyszczej
lekturki, napisze pozew, ..a potem zacznie się zastanawiać -
tylko, że któremu facetowi jest łatwo zapomnieć o takiej
sytuacji. Który nie będzie się zastanawiał dlaczego tak naprawdę
ona to zrobiła, co było PRAWDZIWĄ przyczyną? (nikomu nie
przychodzi do głowy, że przyczyny sa tak banalne, że raz rzucona
sugestia idiotek-feministek miała wpływ na jego, przecież
całkiem normalną i rozsądną żonę. Jeśli to zakończy się zgodą,
wątpliwości i nadszarpnięte zaufanie pozostanie w środku kazdego
faceta, wzbudzając czasami niepotrzebną złość, która uwalniana
pod jakimkolwiek innym pretekstem zaczyna być istotnym powodem
do rozpadu małżeństwa. Przykro jest to stwierdzać, ale taka jest
prawda - same wzbudzacie niezgodę, przez która czujecie się
później tak bardzo pokrzywdzone! Pozdrawiam -JFK