onlymleczko
25.05.08, 21:44
Znudziłam mu się. Tak po prostu, zwyczajnie. Zaczęliśmy dość burzliwie, miałam
ciężkie przejścia, on wspierał, przyjaciel od lat, zakochany też od lat...
pokochałam go całym sercem, jak tylko potrafiłam. Dalej go kocham. Minęły nam
dwa lata. Mnóstwo szczęścia, było też trochę łez i smutku, ale zawsze było na
plus. I jest dalej, tylko... pisze rzadziej, mniej czule, choć wciąż jak na
faceta to bardzo, ale już nie szuka tego kontaktu tak często jak to było
wcześniej. Wiem, że ludzie się ze sobą zżywają, przychodzi codzienność i
pierwsze fale zakochania wygasają, choć miłość zostaje... wciąż jest dla mnie
ogromnie kochany, ale tak jakoś... smutno mi, po prostu, bo mu się już
znudziłam. Nie daję mu po sobie poznać, że się tym smucę, bo po to nic nie
zmieni, chyba, że na złe. Zapominam o tym, ale jak go nie ma - wraca;/ Ech...
pocieszcie mnie:)