Dodaj do ulubionych

jak go przekonac???

09.06.08, 01:07
Hej!
Jestem mężatką od 3 lat, mój mąż w tym roku wybiera się na sześcioletnie
studia. Ja jestem temu przeciwna, ponieważ uważam to za bezsens, powody dla
których tak uważam to:

1. mąż jest fryzjerem, prowadzi własny zakład. Także zawód wyuczony i pewny
ma. Klientów ma sporo, jednym słowem zakład bardzo dobrze prosperuje. Dlatego
też uważam, że powinien tego się trzymać i dbać o dalsze rozkręcenie interesu.
Ma szansę złożyć dokumenty na egzamin mistrzowski, wtedy będzie mógł zatrudnić
pracowników. Co oznaczałoby więcej czasu dla niego, dla nas - bo jak na razie
narzeka na przemęczenie i brak wolnego czasu. A on chce z tego zrezygnować.
Woli rzucić własny interes i pracować dla/na kogoś aniżeli aby ktoś pracował
dla/na niego.

2. Jesteśmy młodym małżeństwem z 3 letnim stażem, a od roku czasu marzy mi się
powiększenie rodziny. Mam skończone 27 lat i czuję, że najwyższa pora na
dzidzię, zwłaszcza że obawiam się, że takie zwlekanie z macierzyństwem działa
na niekorzyść, ponieważ mam problemy na tle ginekologicznym. I obawiam się, że
moje szanse z roku na rok maleją. Rozmawiałam z mężem o tym a on odpowiedział,
że idzie na 6 lat na studia i w tym czasie dziecka nie będzie bo musi sobie
studia opłacać i na dziecko nie wyrobi (za rok studiów 3.200zł). Znakiem tego
mam czekać dodatkowe 6 lat !!! Jestem zawiedziona, że jego studia są
ważniejsze od rodziny.

3. od piątku do niedzieli nie będzie go w domu, bo będzie miał zajęcia (studia
zaoczne w mieście oddalonym o 60 km od naszego miejsca zamieszkania). I już
dziś mi zapowiedział, że wynajmie sobie tam mieszkanko i będzie w nim
pomieszkiwał. Ja zaproponowałam, że w takim razie jadę z nim. Co bardzo go
zdenerwowało. Nie spodziewałam się, że tak nerwowo zareaguje. Odpowiedział, że
nie ma mowy, że mam czekać na jego powrót w domu jego rodziców (bo z nimi
mieszkamy) albo w domu mojego taty.

4. mój mąż jest osobą bardzo rozrywkową więc wiem, że grzecznie nie będzie w
tym wynajętym mieszkaniu siedział. Mam co do tego pewne obawy, bo ostatnio
mieliśmy ciężkie dni i potrafił mi powiedzieć, że nie jest w stanie mi
zagwarantować wierności.


decyzję o studiach podjął bez uzgodnienia ze mną, nie liczy się z moim
zdaniem. Jakiekolwiek moje spokojne rozmowy na ten temat wpędzają go w nerwy.
Już sama nie wiem jak mam go odwieść od tych studiów albo żeby chociaż zgodził
się abym razem z nim pomieszkiwała w tym wynajętym mieszkaniu na czas nauki.
Obserwuj wątek
    • 0_marina Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 01:21
      dodam, że nasze małżeństwo ostatnio przechodzi kryzys i dlatego też uważam, że
      te jego studia na odległość nie wróżą nic dobrego. Zwłaszcza, że zaznacza mi już
      mówić iż sam będzie pomieszkiwał w tym mieście gdzie będzie studiował i ja nie
      mogę z nim tam mieszkać bo niby dodatkowe koszta mu narobię. Ja chcę jakoś
      załagodzić nasze nieporozumienia i uważam, że takie jego studiowanie raczej nas
      od siebie oddalą. Inna sprawa byłaby gdyby nam się układało, gdybym mu ufała,
      gdyby mi nie mówił że nie jest pewny czy będzie wierny. A poza tym jest zakład -
      własny interes, który na prawdę dobrze prosperuje i dochód jest spory, a do jego
      prowadzenia studia mu nie potrzebne. Wystarczy tylko zrobić tytuł mistrza i
      będzie wtedy mógł zatrudnić pracownika, który będzie robił na niego a on będzie
      miał więcej czasu wolnego itd...
    • eeela Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 01:43
      Kiedy się baby wreszcie nauczą, że takie sprawy uzgadnia się PRZED zawarciem
      małżeństwa?

      Jak w ogóle można wyjść za mąż nie przedyskutowawszy tej kwestii należycie?
      • kitek_maly Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 01:59

        Ale wiesz, ustalenie to jedna sprawa.
        A to, że komuś się koncepcja życiowa zmienia to insza inszość.
        Przecież nikt nie potrafi przewidzieć tego, czy i kiedy będzie
        chciał się np (tak jak w tym przypadku) dokształcać.
        • 0_marina Re:kitek_maly 09.06.08, 02:18
          > Ale wiesz, ustalenie to jedna sprawa.
          > A to, że komuś się koncepcja życiowa zmienia to insza inszość.
          > Przecież nikt nie potrafi przewidzieć tego, czy i kiedy będzie
          > chciał się np (tak jak w tym przypadku) dokształcać.

          ok, ja to rozumie ... ale ja uważam, że te jego kształcenie jest nie potrzebne,
          ponieważ:
          1. jemu studia do dalszego prowadzenia interesu są nie potrzebne.
          Jest fryzjerem i tu studia są nie potrzebne tylko dyplom
          mistrzowski.
          2. uważam, że studia nas bardziej poróżnią - więcej stracimy niż
          zyskamy
          3. tą sprawę powinien ze mną przedyskutować a on mnie poinformował
          że już się zapisał. Nie liczy się z moim zdaniem.

          Po za tym czuję się nie pewnie, te nasze rozłąki gdy on będzie studiował w
          weekendy nie dadzą mi spokoju ponieważ:
          1. ostatnio powiedział, że nie jest pewny czy będzie mi zawsze wierny
          2. już dziś zaznaczył, że na studia jedzie sam i nie będę mogła z nim
          pomieszkiwać w wynajętym mieszkaniu/pokoju. Jakiekolwiek
          rozmowy na ten temat go drażnią i odcina się.
      • 0_marina Re: eeela 09.06.08, 02:05
        eeela napisała:

        > Kiedy się baby wreszcie nauczą, że takie sprawy uzgadnia się PRZED zawarciem
        > małżeństwa?
        > Jak w ogóle można wyjść za mąż nie przedyskutowawszy tej kwestii należycie?

        Przed ślubem mąż nigdy nie wspominał o studiach.

        Przed ślubem wiele spraw mieliśmy ustalonych m.in.:
        1. mieszkamy przez ok rok z jego rodzicami, potem wyprowadzamy się na swoje
        2. dzidzia pojawi się ok roku po ślubie
        3. tak jak pisałam mąż jest rozrywkowy i miał częste wypady z
        kolegami, decydując się na ślub sam z siebie powiedział mi i
        mojemu tacie, że żeni się ze mną bo chce się wreszcie ustatkować
        i skończy z tymi wypadami
        4. mąż robi mistrza aby mógł zatrudnić pracowników
        5. finanse wspólne

        a po ślubie nie oczekiwanie mąż zmienił plany i jest:
        1. 3 lata po ślubie i nadal mieszkamy z jego rodzicami
        2. dzidzia miała być ok roku po ślubie i do dnia dzisiejszego nie ma,
        bo mąż pierw mówił, że nie stać go na dziecko (co uważam za non
        sens, bo jak pisałam zakład przynosi zadowalające dochody), a
        teraz mówi, że idzie na 6cio letnie studia, więc jak ja sobie
        wyobrażam w takiej sytuacji dziecko
        3. już w 2 tygodnie po ślubie jak wyszedł z domu pod pretekstem "idę
        do sklepu po papierosy" zginął bez wieści na 9 i pól godzin.
        Okazało się, że był z kumplami. Teraz jest tak, że prawie co
        dziennie po pracy widuje się z kumplem. Zawsze ma czas i ochotę
        abyśmy do niego jechali. A jak poproszę o spacer czy też wypad
        gdzieś tylko we dwójkę to bardzo często słyszę odmowę, bo jest:
        zmęczony, coś tam go boli itd.
        4. zamiast mistrza mąż ubzdurał sobie studia, tą decyzję podjął sam
        bez żadnego uzgadniania ze mną, dziś nawet bez mojej wiedzy już
        dokonał wstępnego zapisu za pomocą internetu i oświadczył mi że
        jutro mam mu dokonać wpłaty rekrutacyjnej. A gdy próbuję wyrazić
        swoje zdanie na ten temat reaguje złością i mówi że to on za
        studia płaci więc nic mi do tego
        5. miały być finanse wspólne ale zauważyłam, że mąż lubi chowac kasę
        po kontach. Parę razy znalazłam przypadkowo skrytki. Już stoczyłam
        z nim kilka kłótni o to aby się nie wygłupiał i kasę kładł w takie
        miejsce o którym ja wiem

        • kitek_maly Re: eeela 09.06.08, 02:09

          A czy Ty pracujesz?
          • 0_marina Re: eeela 09.06.08, 02:23
            kitek_maly napisała:

            > A czy Ty pracujesz?

            nico ponad 2 miesiąc po ślubie dostałam pracę ale na czas określony i niestety
            umowa w tym roku mi się skończyła. Mam już "nagraną" drugą pracę, podanie
            złożone ale przyjęcia dopiero początkiem sierpnia.
        • eeela Re: eeela 09.06.08, 02:41
          > a po ślubie nie oczekiwanie mąż zmienił plany i jest:

          > 3. już w 2 tygodnie po ślubie jak wyszedł z domu pod pretekstem "idę
          > do sklepu po papierosy" zginął bez wieści na 9 i pól godzin.

          Przede wszystkim i po pierwsze przepraszam za niecne oskarżenia i cieszę się, że
          byłaś na tyle mądra, aby uzgadniać różne ważne rzeczy przed ślubem. Po drugie,
          kobieto! Bądź mądra dalej, nie trać głowy! Facet szlaja się, być może cię
          zdradza, łamie obietnice, nie liczy się z twoim zdaniem, nie traktuje cię w
          ogóle jak partnera tylko jak przeszkadzajło, a ty jeszcze dzieci z nim chcesz mieć?
          • mini_kks Re: eeela 11.06.08, 14:31
            eeela napisała:
            Facet szlaja się, być może cię zdradza, łamie obietnice, nie liczy
            się z twoim zdaniem, nie traktuje cię w ogóle jak partnera tylko jak
            przeszkadzajło, a ty jeszcze dzieci z nim chcesz mieć?

            No właśnie? Jak czytałam początek to pomyślałam: kobieto, daj mu
            żyć. Doszłam do końca i myślę, że to Ty powinnaś SOBIE dać szansę.
            Co to za tekst: "Nie gwarantuję, że będę ci wierny"?????????
        • saxegaard Re: eeela 10.06.08, 23:27
          > 3. tak jak pisałam mąż jest rozrywkowy i miał częste wypady z
          > kolegami, decydując się na ślub sam z siebie powiedział mi i
          > mojemu tacie, że żeni się ze mną bo chce się wreszcie ustatkować
          > i skończy z tymi wypadami

          Hahahaha! Kiedy wy ku.. w końcu zrozumiecie, że obrączka i przysięga przed klerykiem NIE ZMIENI faceta choćby chooj na chooju stał. Zadziwia mnie naiwność kobiet, które myślą, że jak wyjdą za mąż za kolesia to on z dnia na dzień z barowego lwa i podrywacza nagle zamieni się w pluszowego misia, który chodzi tylko do Biedronki po bułki a wieczorami składa kartonowe modele statków.
          No ale tak, przepraszam - przecież obiecał, powiedział. Śmiechu warte.
          • operatorkoparki Re: eeela 12.06.08, 15:37
            ta.... najciekawsze, że zamiast ratować sie i wiać kobiecina rozplanowuje z nim
            dziecko...cholera kobiety ciżko zrozumieć
            • 0_marina Re: eeela 12.06.08, 15:55
              operatorkoparki napisała:

              > ta.... najciekawsze, że zamiast ratować sie i wiać kobiecina rozplanowuje z nim
              > dziecko...cholera kobiety ciżko zrozumieć

              jasne mąż wybiera się na 6 letnie studia a ja mam się z tego powodu ratować.
          • infinity51 Re: eeela 12.06.08, 16:19
            zgadzam sie z saxegaard.
            a do autorki watku - widac on nie za bardzo ma ochote na pelna
            stabilizacje w postaci powiekszania rodziny. Wyraznie widac ze chce
            sobie jeszcze pobalowac - studia, wynajete mieszkanie. Ile ma lat?
            • 0_marina infinity51 12.06.08, 16:29
              infinity51 napisała:

              > a do autorki watku - widac on nie za bardzo ma ochote na pelna
              > stabilizacje w postaci powiekszania rodziny. Wyraznie widac ze chce
              > sobie jeszcze pobalowac - studia, wynajete mieszkanie. Ile ma lat?

              ma 26 lat.
              Wczoraj rozmawialiśmy co do wynajęcia mieszkania. Otóż jeszcze nie jest nic
              pewnego, bo albo będzie dojeżdżał autem (45 min drogi) albo wynajmie od tego
              pana co ja wynajmowałam na czas moich studiów. Z tym , że ten pan mieszka w tym
              mieszkaniu i udostępnia pokój
        • operatorkoparki masz przerypane i kropa 12.06.08, 15:34
          jak szanowny małżonek po 3 latach planuje 6 letnią rozrywkę ze studentkami to co
          się dziwisz - zawsze taki był - znałaś go i wziełas!!! a że obiecywał że
          skończy? i tak 3 lata wytrzymał.

          widziały gały co brały, a tak serio mam wśród znajomych parę takich zwiazków i
          kobiety są w ciężkim szoku że faceci są tacy sami jak przed ślubem (w tym
          rozrywkowym sensie) .
          • 0_marina Re: masz przerypane i kropa 12.06.08, 15:53
            operatorkoparki napisała:

            > jak szanowny małżonek po 3 latach planuje 6 letnią rozrywkę ze studentkami to c
            > o
            > się dziwisz - zawsze taki był - znałaś go i wziełas!!! a że obiecywał że
            > skończy? i tak 3 lata wytrzymał.

            szanowny małżonek planuje 6 letnie studia a nie rozrywkę ze studentkami a to
            spora różnica. A na dodatek piszesz, że zawsze taki był a skąd wiesz? Bzdura.
            Pisałam tylko, że wcześniej miał częste wypady ze znajomymi, często spotykał się
            z kolegami, tak jak każdy inny facet, czy też dziewczyna.
            • fotofirma Re: masz przerypane i kropa 12.06.08, 16:47
              absolutnie życze udanego pożycia:) ale się napisałas na biednego kochanego męża
              że szok....
    • 0_marina Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 03:24
      najbardziej denerwuje mnie w tym wszystkim, że on przestał liczyć się z moim
      zdaniem. W tygodniu po jego pracy jak chcę iść na spacer on zmęczony ale aby
      pojechać do jego kolegi-Łukasza to siłę ma (jeździmy razem). I tak praktycznie
      codziennie ktoś z nami musi być jakaś przyzwoitka. W tygodniu wybraliśmy się na
      wycieczkę rowerową i po drodze zajrzeliśmy do jego kolegi, myślałam że na chwilę
      a mój mąż zaproponował aby dołączył do nas. wrrr ... na drugi dzień znów do tego
      kolegi-Łukasza. W piątek mąż wybrał się wieczorem na ryby z narzeczonym mojej
      koleżanki. Nawet nie spytał się mnie czy mam coś przeciwko temu, spakował swoje
      klamoty wędkarskie i pojechał, od tak sobie. Mówił że wróci ok 1ej w nocy. O
      godz. 23.30 dzwonił abym przywiozła im kanapki bo zostają na nockę. O tak po
      prostu zostaje i już ... nawet nie spytał mnie czy nie przeszkadza mi to. Na
      drugi dzień miał odbiór świadectwa maturalnego i szkolną imprezę z tej okazji.
      Spytałam go czy mogę uczestniczyć w tym "wydarzeniu" zwłaszcza, że pomagałam mu
      w trakcie nauki, napisałam mu parę prac semestralnych, robiłam ściągi na maturę.
      Odmówił. Jedynie co mi pozostało to przywieść go z tej imprezy szkolnej. Na
      drugi dzień jak tylko obudził się, powiedział że jedziemy do Łukasza bo niby coś
      tam chce od niego. Ok pojechaliśmy o 12ej do niego jak się okazało Łukasz nic
      nie chciał. Zaczęłam męża prosić abyśmy pojechali sobie razem na pobliski zalew.
      To tylko usłyszałam "zaraz zaraz" i w najlepsze sobie gada z Łukaszkiem.
      Wreszcie mąż wstaje, ja ucieszona że wreszcie udało mi się go wyrwać a mężuś z
      tekstem "Łuksz jedź z nami" wrrr ... no i Łukaszek wsadził tyłek do naszego
      auta. Pojechaliśmy nad zalew. Połaziliśmy trochę z tą przyzwoitką. No trzeba
      było Łukaszka odwieźć do domu i znowu mąż się zasiedział u niego. Długo mi
      zeszło aby męża znów z stamtąd wyrwać, bo zastała nas godz. 19ta. Czyli 7 godzin
      spędziliśmy z przyzwoitką. Po powrocie do domu mieliśmy razem ale tym razem sam
      na sam pojeździć rowerami i co usłyszałam "nie mam siły". No to w taki razie
      zaproponowałam abyśmy pojechali samochodem w odwiedziny do jego brata -
      zaoferowałam, że pojadę za kółkiem. A mąż "nie chce mi się". Ok! Zeszłam na dół
      pogadać z teściową a po paru minutach przychodzi mąż i mówi "jutro zrobisz
      opłatę rekrutacyjną bo zapisałem się na 6cio letnie studia". Ja zaniemówiłam, bo
      nawet ze mną tej kwestii nie przedyskutował. A jak zaczęłam na spokojnie mówić
      mu co o tym sądzę wpadł w złość, że nawet nie skończyłam zdania bo odwinął się
      na pięcie i poszedł do naszego pokoju.
      • 0_marina Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 03:29
        Boziu kochany ja już nie wiem co mam zrobić aby wreszcie zaczął brać moje zdanie
        pod uwagę. Jak mu przemówić do rozumu, że te studia są mu nie potrzebne. A co
        najgorsze on jeszcze śmie powiedzieć, że to ja rządzę w naszym związku. Jasne!
        • mini_kks Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 14:34
          A po co ma brać pod uwagę Twoje zdanie? Według mnie znalazł sobie
          służącą... "przynieś, wynieś, zapłać, podwieź" :/
        • operatorkoparki rozwód 12.06.08, 15:40
          rozwód - masz jeszcze czas niech się sparuje z Łukaszem, jak mu zależy to sie
          ponownie pobierecie - jak nie to uratujesz CZAS, swo czas życie
          • 0_marina Re: rozwód 12.06.08, 15:58
            operatorkoparki napisała:

            > rozwód - masz jeszcze czas niech się sparuje z Łukaszem, jak mu zależy to sie
            > ponownie pobierecie - jak nie to uratujesz CZAS, swo czas życie

            no to żeś mnie zamurował. jakby o takie rzeczy ludzie się rozwodzili to byłaby
            masakra, każde małżeństwo by się rozwodziło. Daj spokój nie mam zamiaru
            rozwodzić się z mężem tylko dlatego, że wybiera się na studia i o to, że często
            jeździ do kolegi, zwłaszcza że do niego zawsze jeździmy razem
    • 0_marina Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 07:38
      wczoraj tak się tym wszystkim poddenerwowałam, że nie mogłam spać i usnęłam
      dopiero o godz. 3ej w nocy a jest 7.30 i już nie śpię.
      Nie rozumie jak można podejmować takie decyzje bez uprzedniej konsultacji z
      żoną, on po prostu olał moje zdanie, nie liczy się z tym co ja mam do
      powiedzenia na ten temat, czy mam co do tego jakieś obiekcję czy nie. Postawił
      mnie przed faktem dokonanym. Jestem o to zła, bo nasze plany zupełnie były inne.
      A mąż teraz mówi, że jego planami na najbliższe 6 lat to studia. A gdzie nasze
      wspólne plany? Od tak zniknęły. A przecież było co innego ustalane, że on robi
      maturę po czym składa dokumenty na egzamin mistrzowski, będzie wtedy miał tytuł
      mistrza co umożliwi mu dalszy rozwój zakładu fryzjerskiego, będzie mógł
      zatrudnić pracownika. A co do mojej osoby to były takie plany, że również
      otworzę własną działalność, myślałam o biurze rozrachunkowym. Nawet mąż doradzał
      mi tak ... ale pierw musiałabym zrobić sobie studia podyplomowe, które trwają
      3-4 semestry o kierunku rachunkowość/księgowość. A dziś mówi, że muszę sobie
      opuścić/zrezygnować z tego bo on idzie na 6cio letnie studia.
      • bucky.katt Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 08:21
        Niestety, wygląda na to, ze towj facet to indywidualista i egoista.
        Z tego, co opisujesz, to on w dalszej perspektywie nie wiąże waszej
        wspólnej przyszłości. Dla niego liczy się, to co on chce, a ty jak
        nie zaakceptujesz, to wypadasz.
        Z drugiej strony brakuje ci spontanicznosci i akceptacji dla jego
        zabawowego stylu działania (sprawa z Łukaszkiem i wyjazdem nad
        zalew). Roznicie sie dosc mocno, ale nie kochacie na tyle, zeby w
        tych roznicach sie dogadywac. Te jego studia....no, facet po prostu
        nawiewa. Chce czuc wolnosć, poznawac nowych ludzi i widziec w ich
        oczach uznanie siebie za to jaki fajny jest :).
        Ten zakład, który dla ciebie jest symbolem i nadzieja na
        stabilizację dla niego jest kulą u szyi :).
        Mysle, ze wasze potrzeby są nie do pogodzenia. To, ze nie konsultuje
        z tobą oznacza tylko tyle, ze wie, ze sie nie zgodzisz, więc robi po
        swojemu. Szkoda - gdybyś częsciej uznawała jego zdanie i potrzeby
        jego ucieczka nie mialaby az takiej ostrej formy (wynajecie
        mieszkania w innym mieście). Dlaczego nie uznasz, ze jego potrzeby w
        związku sa inne niz twoje i zaakceptujesz ich czesc, ale kosztem
        rezygnacji z czesci swoich. Nie mozesz zgodzic sie na studia, ale
        bez jego wyprowadzania się, ale pod warunkiem, ze on rownoczesnie
        zacznie robic papiery mistrzowskie. Moze on cierpi na brak wyzwań w
        zyciu codziennym, no ...nudzi sie trochę :).
        Olał cie, bo się nie zgadzasz.
        A mowilas mu o swich obawach zwiazanych z jego wyjazdem (ale nie
        kwestie studiow, czy finansowe), ale takie zwykłe, ze staniecie sie
        sobie obcy, ze to co zrobi przewartosciuje wspólną strefę w waaszym
        związku, że to ją niesamowicie skurczy...
        Za rok on bedzie mial swoje życie, a ty staniesz sie jego klopotem.
        B.
        • 0_marina bucky.katt 09.06.08, 12:58
          > Te jego studia....no, facet po prostu
          > nawiewa. Chce czuc wolnosć, poznawac nowych ludzi i widziec w ich
          > oczach uznanie siebie za to jaki fajny jest :)

          tak właśnie myślę. Powiedziałam mu, że jeżeli chce jechać na studia to
          chciałabym abyśmy razem wynajęli sobie mieszkanko u tego pana co mieszkałam jak
          ja studiowałam ... ale on oczywiście odmówił, powiedział że ja nigdzie z nim nie
          jadę, że mam czekać na jego powrót u jego rodziców albo u mojego taty. I mam
          sobie tylko wybrać gdzie u teściów czy u mojego taty bo jemu to wszystko jedno.
          Pytałam czemu nie mogę z nim tam zamieszkać, to odpowiedział że jego nie stać na
          płacenie za mnie noclegów, a przecież ileż to może kosztować 2-3 dni raz na 2
          tygodnie.

          > A mowilas mu o swich obawach zwiazanych z jego wyjazdem (ale nie
          > kwestie studiow, czy finansowe), ale takie zwykłe, ze staniecie sie
          > sobie obcy, ze to co zrobi przewartosciuje wspólną strefę w waaszym
          > związku, że to ją niesamowicie skurczy...
          > Za rok on bedzie mial swoje życie, a ty staniesz sie jego klopotem.

          Oczywiście, że mu mówiłam. Powiedziałam mu, że nie będę spokojna jak on będzie
          tam w weekendy a ja u jego rodziców, że będę się myślami zadręczała. Zwłaszcza,
          że powiedział iż nie wie czy będzie mi do końca życia wierny. Powiedziałam mu,
          że dla świętego spokoju i jasności sprawy będzie najlepiej jak w ten co drugi
          weekend będę razem z nim pomieszkiwac w tym wynajętym mieszkaniu ... ale on nie
          liczy się z moim zdaniem. Powiedział, że nie jestem w stanie w żaden sposób
          odwieść go od studiowania. Powiedział, że chce zainwestować we własną przyszłość
          co ja na to odpowiedziałam, że przyszłością jego jestem też i ja i rodzina jaką
          mamy stworzyć. A on na to, że nie wiadomo czy będziemy razem bo w życiu bywa
          różnie. Mnie po prostu zatkała, on już taki czarny scenariusz zakłada.
          Wyprowadził mnie z równowagi w nocy spałam tylko 4 godziny. Jeszcze nic dziś nie
          jadłam bo aż mnie w żołądku ściska. Po prostu ręce opadają, co do niego mówię to
          ma to gdzieś, jednym uchem wpuszcza a drugim wypuszcza, albo moje słowa
          przeinacza na swój sposób jaki mu pasuje. Czepia się o byle co, uszczypliwe
          komentarze, oskarża mnie o coś co nie ma miejsca, np. zarzucił mi że śpię do
          południa, że mu nie pomagam, że go widocznie nie kocham skoro nie chcę aby szedł
          na studia, że pokazałam klasę id. A tak naprawdę codziennie wstaję wcześniej niż
          on, na głowie mam wiele domowych obowiązków, pomagam mu w zakładzie jak tylko
          mogę – codziennie zakład ma wysprzątany, nie musi myśleć czy składki ZUSowskie i
          rozliczenia z Urzędem Skarbowym w terminie załatwione bo to jest na mojej głowie.
      • jan-w Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 08:26
        Pomijając to że mylisz się w pnt 1 swojego pierwszego postu pisząc o "pewnym
        zawodzie na całe życie" - nie te czasy, to co piszesz to tylko kolejny dowód na
        to że małżeństwa z dziećmi powinny być zabronione. Naprawdę nie zdawałaś sobie
        sprawy z tego że wychodzisz za małego chłopca, czy liczyłaś na to że go sobie
        wychowasz?
        • bucky.katt Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 08:31
          Dlaczego nazywasz faceta dzieckiem tylko dlatego, ze nie chce robic
          dokładnie tego, czego oczekuje od niego zona? :)
          • jan-w Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 08:42
            bucky.katt napisała:
            > Dlaczego nazywasz faceta dzieckiem
            1. Nieprzecięta pępowina. Wbrew własnym obietnicom najchętniej mieszkałby u
            mamusi całe życie. Nie zmusza go do tego ciężka sytuacja materialna.
            2. Brak odwagi do założenia pełnej rodziny.
            3. Ciągłe ucieczki z domu z kolegami.
            4. Niedojrzałość emocjonalna - stosunek do żony.
            5. i wogóle.
            • bucky.katt Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 09:08
              W sumie masz rację...:)
        • 0_marina jan-w 09.06.08, 13:01
          jan-w napisał:

          > Naprawdę nie zdawałaś sobie sprawy z tego, że wychodzisz za
          > małego chłopca, czy liczyłaś na to że go sobie wychowasz?

          nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo wychodziłam za mąż za faceta z którym
          miałam sprecyzowane konkretne plany co do tego jak będą wyglądały podstawowe
          sprawy PO ślubie - ustalenia dotyczyły finansów, miejsca zamieszkania, dzieci,
          źródła utrzymania itd.
    • paul55 Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 09:16
      Powinnas sie cieszyc, ze maz chce sie uczyc! A nie traktowac jak mula roboczego,
      i do konca zycia uwalic w zakladzie fryzjerskim. Masakra!
      • 0_marina paul55 09.06.08, 13:05
        paul55 napisał:

        > Powinnas sie cieszyc, ze maz chce sie uczyc! A nie traktowac jak mula roboczego
        > ,
        > i do konca zycia uwalic w zakladzie fryzjerskim. Masakra!

        ja go nie traktuję jak muła roboczego. Chcę aby złożył dokumenty na egzamin
        mistrzowski i zdobył tytuł mistrza fryzjerstwa, wtedy będzie mógł zatrudnić
        pracownika i już nie będzie jak to piszesz "uwalony" w zakładzie.
    • bertrada Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 10:05
      A nie może najpierw zrobić egzaminu mistrzowskiego a potem pójść na studia. Obie
      strony byłyby zadowolone a dodatkowo rozkręcilibyście interes i on miałby więcej
      czasu i pieniędzy na studia a ty poczucie bezpieczeństwa finansowego.
      A ty masz studia? Jak nie, to może też warto o tym pomyśleć. Dodatkowe
      wykształcenie i kwalifikacje jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
      • 0_marina bertrada 09.06.08, 13:08
        > A ty masz studia? Jak nie, to może też warto o tym pomyśleć. Dodatkowe
        > wykształcenie i kwalifikacje jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

        ja jestem po studiach. Jakiś czas temu oboje myśleliśmy nad tym abym poszła na
        studia podyplomowe, kierunek rachunkowość/księgowość wtedy mogłabym jakiś swój
        interes założyć (np. biuro obrachunkowe) a on miał zdobyć tytuł mistrza,
        zatrudnić pracownika.
        • bertrada Re: bertrada 09.06.08, 13:11
          No to w czym problem. Idźcie na kompromis. Studia nie zając nie uciekną.
          Najrozsądniej byłoby, gdyby on złożył ten egzamin mistrzowski a potem obydwoje
          moglibyście się dokształcać. Jak on nie będzie chciał prowadzić zakładu, to ty
          jako księgowa z pewnością sobie z tym poradzisz. On tylko będzie figurował w
          papierach jako szef z uprawnieniami.
    • moniskaa7 Re: gdzie tu miłość? 09.06.08, 10:17
      Dziewczyno on Cie centralnie olewa, traktuje Cie jaką służącą , gdzies ma Twoje
      potrzeby i uczucia,nie zalezy mu na rodzinie, dzieciach, ni wie czy bedzie
      wierny, chce wolności , nie chce abys z nim jezdzila na studia , chce na 3 dni
      wynajac mieszkanie- glupota, chce poprostu miec mieszkanie aby sprowadzac tam
      swoje panienki i nie tylko w weekendy... dla mnie to wszystko jest chore,
      pogadaj z nim powaznie, przygotuj sie do tej rozmowy i powiedz o wszystkim co
      Cie denerwuje i dziwi... jesli nadal bedzie upierala sie przy swoim , to po co w
      ogole chcesz z nim byc? chcesz cale zycie byc dodatkiem, poki nie masz dzieci to
      uciekaj...bo potem jak pojawią sie dzieci to juz w ogole bedziesz zniewolona ,
      nie bedzie Cie szanowal i nie bedziesz miec nic w nim sparcia, bedziesz sama z
      dziecmi
      • djevojcica_01 Re: gdzie tu miłość? 09.06.08, 11:01
        no to lekkie przegiecie jak maz Ci mowi ze nie jest Ci w stanie wiernosci zagwarantowac- kim Ty jestes kochanka jego czy zona? i co Ci przysiegal?
        moim zdaniem nie owijajac w bawelne on ma ciebie i twoje uczucia gleboko w dupie. Ja bym sie zastanowila poki mloda jestes czy to wogole ma sens.
        a oprocz tego 3ba walczyc o swoje.
        zamiast wozic mu kanapeczki powiedz ze nie mozesz bo jestes u kolezanki i wrocisz rano, zapisz sie na jakiekolwiek zajecia gdzie chodzi duzo facetow. spotykaj sie znikaj rob to co on. ciekawe ile wytrzyma bez awantury.
        powiedz mu ze studia ok ale wyprowadzacie sie od rodzicow- tez bedziesz miala wolne mieszkanie na weekend:)
        troszke zartuje i przeginam ale MUSISZ mu pokazac ze nie jestes na kazde jego zawolanie a wtedy na bank poczuje zazdrosc.
        z tego co piszesz wynika ze totalnie uzaleznilas swoje zycie od niego a on majac przy sobie zoneczke na kazde skiniecie raczka poprostu sie znudzil i ciesz sie ze nie masz dzidzi bo wtedy dopiero bylabys przywiazana w domu a on dalej by sobie szalal.
        • 0_marina djevojcica_01 09.06.08, 13:51
          djevojcica_01 napisała:
          > zamiast wozic mu kanapeczki powiedz ze nie mozesz bo jestes u kolezanki i wroci
          > sz rano, zapisz sie na jakiekolwiek zajecia gdzie chodzi duzo facetow. spotykaj
          > sie znikaj rob to co on. ciekawe ile wytrzyma bez awantury.

          wiozłam mu te kanapeczki o 24ej w nocy, mimo że byłam potwornie senna i jechałam
          samochodem z oczami otwartymi na pół gwizdka ... wiedziałam, że jest głodny i
          chciałam zrobić mu przyjemność. Zrobiłam pycha kanapki i zawiozłam. A po
          niespełna 2 dniach usłyszałam, że ja mu nic nie pomagam, że go olewam. Taaa
          jakbym go olewała to bym mu żadnych kanapek w nocy nie zawoziła, zwłaszcza że
          już szłam spać bo byłam bardzo senna.
      • 0_marina moniskaa7 09.06.08, 13:18
        moniskaa7 napisała:
        > dla mnie to wszystko jest chore, pogadaj z nim poważnie,
        > przygotuj sie do tej rozmowy i powiedz o wszystkim co
        > Cie denerwuje i dziwi... jesli nadal bedzie upierala sie przy swoim , to po co
        > w ogole chcesz z nim byc?

        rozmawiałam z nim, jasno powiedziałam co o tym myślę i co czuję ale on mnie nie
        słucha. Decyzja zapadła i koniec. A jak zaczęłam dalej drążyć temat to zaczął
        mówić że go niesamowicie denerwuje i w związku z tym nie wie co będzie z nami.
        Zaczął mi prawic wyrzuty o wczorajszy dzień. A mianowicie o to, że wyciągałam go
        od kumpla Łukasza, że jak on to nazywa "pipcyłam" No szkoda! W piątek cały
        wieczór i noc byliśmy osobno bo był na rybach z narzeczonym mojej koleżanki, na
        drugi dzień od południa do późnego wieczora go nie było bo miał odbiór
        świadectwa maturalnego i była szkolna imprezka, wrócił pijany na drugi dzień
        (niedziela) jak tylko oczy otworzył to pojechaliśmy do Łukasza, mieliśmy z nim
        grilla i wspólny wypad nad zalew. Spędziliśmy u Łukasza 7 godzin. W końcu
        zaczęłam męża od niego wyciągać bo chciałam z nim spędzić trochę czasu sam na
        sam, bo w sumie piątek i sobota spędziliśmy osobno. A on dziś śmie mi wypomnieć
        że upomniałam się o swoje o to że chciałam z nim pobyć trochę sam na sam. Kurcze
        to zamiast cieszyć się, że żona zabiega o to abyśmy trochę czasu spędzili na
        osobności, bo znakiem tego jej zależy to on ma o to pretensje.
    • aserath Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 11:10
      marina, ty się zabierasz za przeproszeniem od d... strony do tego wszystkiego
      Chce studiować? Nie studiuje! Twoje widzi mi się nie powinno wpływac na wolną
      wolę drugiej osoby, w końcu ona moze widzieć swoje ambicje inaczej, a zazwyczaj
      to co nam sie wydaje dobre dla drugiej osoby - takie w rzeczywistości nie jest.
      Także argument: studia nie są ci potrzebne, - jest głupi i będzie go jedynie
      drażnił. Każdy człowiek ma prawo i obowiązek decydować sam o tym co mu jest, a
      co nie jest potrzebne i gdzie chce pracować.

      Natomiast dalej to jest masakra. Z tego co widzę to średnio odpowiedzialny
      człowiek, który najwyraźniej chce się uwolnić od ciebie. Ja gdyby mi mąż wywinął
      taki numer z kioskiem 2 tyg. po ślubie jak pisałaś.... - nie wierzę ze nie robił
      takich numerów przed ślubem - to kwestia charakteru. Nie wiem kiedy się w waszym
      związku spieprzyło, ale ze jest do bani to widać w pierwszym poscie w punkcie nr.3.
      MOim zdaniem wy powinniście poważnie porozmawiać - ale nie o tym czy on ma
      studiować czy neie, tylko o tym co sie stało z waszym małżeństwem, w którym
      momencie zaczęły się wam rozjeżdzać drogi i co było tego przyczyną. A potem
      racjonalnie się zastanowić czy nadal się kochacie i czy nadal zalezy wam na
      związku, a jezeli tak - to uzgodnić co i jak, zeby żadna ze stron nie była
      przerażona/smutna/rozgoryczona/ wściekła itd.
      Wiem ze "łatwo powiedzieć, gorzej zrobić", ale trwanie w bierności w obecnym
      ukladzie będzie tylko pogłębiało konflikt. I jeszcze coś - jak on wyjedzie, to
      albo za rok będziecie po rozwodzie, albo po miesiącu wróci z podkulonym ogonem
      (szczerze wątpie w to drugie).
    • widokzmarsa Post pokazujący jak socjalizm niszczy rodzinę 09.06.08, 12:09
      i życie kobiety. Mąż nie może zatrudnić pracowników i zarabiać więcej, bo musi
      mieć dodatkowy papierek od urzędasa. A politruki i bydło urzędnicze co te
      przepisy wymyśla opycha się ukradzionymi od matek i dzieci dobrami, pokazuje swe
      mordy w telewizji i mówi że to dla dobra rodziny. Niestety tłum i tak na nich
      zagłosuje, na pseudoprawicę, pseudoliberałów co im ciemnotę wciskają przy
      każdych wyborach. Takie przepisy to trzeba razy tysiąc pomnożyć i w każdym
      zawodzie się znajdzie. A te wszystkie Tuski, Kaczory czy sldowskie popłuczyny,
      co od lat dzielą między siebie torcik, po prostu wsadzić do więzienia.
    • mari-is Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 13:54
      Marina łap "wasze" pieniądze i inwestuj w siebie, bo Twój mąż może
      mieć plan żeby wydać je na studia etc. a potem jak już będzie pusta
      kasa, to zostawić Cię.

      Choć z drugiej strony, wydaje mi się małoprawdopodobne, żeby on
      chciał się z Tobą rozwieść. Za wygodnie mu, żeby to tracić. Gdzie
      indziej znajdzie wikt i opierunek?. I sponsora?. Podejrzewam, że jak
      wszystko przemyśli i zacznie mu się palić grunt pod nogami, to zrobi
      wszystko (łącznie z dzieckiem) żebyś została i by mógł nadal żyć
      beztrosko. No, chyba że jego rodzice są w stanie zaakceptować
      utrzymywanie w domu Piotrusia Pana. Myśl o sobie i zabezpiecz własną
      przyszłość, tak na wszelki wypadek :)
      • 0_marina mari-is 09.06.08, 14:16
        mari-is napisała:

        > Marina łap "wasze" pieniądze i inwestuj w siebie, bo Twój mąż może
        > mieć plan żeby wydać je na studia etc. a potem jak już będzie pusta
        > kasa, to zostawić Cię.

        tak jak już pisałam najpierw były takie plany, że on robi mistrza fryzjerstwa co
        umożliwi mu zatrudnienie pracownika, więc będzie mu lżej bo nie będzie sam
        pracował, bo od tego będzie pracownik. A ja miałam iść na studia podyplomowe,
        aby uzyskać potrzebną wiedzę do otworzenia własnej działalności (biuro
        obrachunkowe). Niestety on zmienił decyzje na studia idzie co oznacza, że ja
        muszę zrezygnować ze swoich bo póki co nie pracuje. Wcześniej mówił, że opłaci
        mi studia żebym tylko poszła a dziś powiedział "zarób sobie na nie". Stwierdził,
        że woli zainwestować w siebie, w swoją przyszłość. A przecież ja też jestem jego
        przyszłością ... ale cóż jak odpowiedział, że nie wie co z nami będzie bo go
        denerwuję. Czym? Tym że w domku i zakładzie ma czyściutko, ma czyste i
        uprasowane ubrania, rano śniadanko po południu obiadek czeka, że nie musi się
        martwic o papierkowe sprawy związane z zakładem bo ja nimi się zajmuję, tym że
        jestem osobą bez nałogów i cenię sobie życie domatorki, że nie szlajam się z
        byle kim i byle gdzie, że miałam śmiałość upomnieć się o to abyśmy niedzielny
        wieczór spędzili sam na sam w jakiś miły sposób, tym że może liczyć na mnie w
        każdym momencie (np. sprawa z tymi kanapkami co mu wiozłam o 24ej w nocy). Jak
        mi to dziś powiedział, że inwestuje w SWOJĄ przyszłość bo nie wie co będzie z
        nami bo ja jestem ta zła to mi mało szczęka nie opadła. Jestem w szoku! Fajnie
        ujął SWOJĄ przyszłość a gdzie NASZA ??
        • iguana1972 Re: mari-is 09.06.08, 14:55
          Czuje się jakbym o własnym małzonku czytała... tyle ze mojemu studiowanie wyparowało w czasie pierwszej sesji hahah

          Cały problem polaga na tym że i ja i ty jestesmy w jakims stopniu uzależnione od faceta. Wszystko jedno jak uzaleznione: finansowo, psychicznie czy jakos jeszcze inaczej. Nawet ten kolega Łukasz jak kolega Marcin z mojego przypadku. Ja jednak zdązyłam sobie zafundować córke i jestem już w tym "układzie" 17 lat... wiem straszne. Niestety ja niczego konkretnie nie ustalałam przed ślubem i wogóle nawet nie zauważałąm chyba jaka jest sytuacja.

          Dopiero po latach bycia kurka domową co to chlebek upiecze i ciasto koszule wyprasuje zauwazyłam, że właściwie nigdy nie byłam na randce :-(( Powiedziałam o tym lubemu a on... aon nic. Nasze "randki" na poczatku znajomości to były wyjścia do kolegi oczywiście albo wożenie jego dziewczyny do jednostki wojskowej bo przecież jakby inaczej.


          Nie bedę się dalej rozpisywać bo szkoda gadać.

          Powiem jedno: zrób wszystko zeby być choćby finansowo niezależną kobietą i miej swoje koleżanki i zajęcia na te samotne weekendy. Skoro mieszkasz u teściów to pomyśl tak egoistycznie że na mieszkaniu możesz oszczędzić i może na jedzeniu też. Pracę załatw sobie jakąkolwiek a z czasem coraz lepszą i ani grosza nie wydawaj na tzw. utrzymanie domu! Zainwestuj w swoje wykształcenie albo samopoczucie albo zwyczajnie odłóż na swoim koncie o którym wiesz tylko ty - nigdy nie wiesz kiedy taka "wsciekła forsa" moze byc wybawieniem.

          Pozdrawiam i życze siły - mnie jej zabrakło i jak klapki z oczu spadły to jestem gruba starą babą bez pracy i pieniędzy na cokolwiek nie pozól na to!
          • 0_marina iguana1972 09.06.08, 15:05
            iguana1972 napisała:

            > Czuje się jakbym o własnym małzonku czytała... tyle ze mojemu studiowanie wypar
            > owało w czasie pierwszej sesji hahah

            mam nadzieję, że mój też zrezygnuje po pierwszym roku. Uważam, że studia nie są
            dla niego. On nie lubi siedzieć w książkach. Teraz kończył Liceum dla dorosłych
            i praktycznie wszystkie prace semestralne ja pisałam, bo u niego było tak, że
            wchodził na wyszukiwarkę wpisywał temat i było "kopiuj" "wklej" i praca gotowa
            do oddania. W tamtej szkole nie zważali na to co się umie im zależało na czesnym
            jak uczeń płacił to przechodził dalej. Takie lanie wody na egzaminach. Matura
            też pożal się Boże - na ustną część egzaminu z polskiego dostali wszyscy tematy
            z jakich będą pytani, nawet z matematyki nauczyciel dał zadanie jakie będą na
            ustnym egz. Mąż praktycznie nic się do matury nie uczył i zdał bardzo dobrze. A
            teraz wybiera się na zaoczne studia, kierunek budownictwo. Jasne on i nauka już
            to widzę.

            > Cały problem polaga na tym że i ja i ty jestesmy w jakims stopniu uzależnione o
            > d faceta. Wszystko jedno jak uzaleznione: finansowo, psychicznie czy jakos jesz
            > cze inaczej.

            ja też czuję, że stałam się uzależniona od niego ale nie chodzi o finanse,
            raczej jest to uzależnienie psychiczne. Jesteśmy razem od 10 lat, mąż jest moim
            pierwszym poważnym facetem, jedynym facetem któremu sie oddałam. Zawsze byłam mu
            wierna i oddana.
          • 0_marina iguana1972 09.06.08, 16:00
            a czy Twój mąż zajmuje się chociaż waszą córką?
    • jendza1 Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 15:06
      Na razie, z tego, co widze, jestes na etapie ZALU. Zabolalo i cierpisz.
      Powtarzasz w kolko to samo, gdzie WY, gdzie Wasza przyszlosc, czemu nie uzgodnil
      z Toba itd.
      Zrozumiale. Wspol - czuje...

      Kiedy juz poukladasz ten bol, trzeba, bys sie zastanowila, czego chcesz dla
      Waszego malzenstwa, dla siebie w tym malzenstwie. WIdac, ze on kompletnie jest
      niedojrzaly, ma racje jan-w, niestety.

      Teoretycznie rzecz biorac, mozna kompletnie przestac walczyc. Niech robi, co
      chce. Dac mu czas, by dojrzal, co moze zajac rok, dwa, dziesiec, ale tez - nie
      nastapic w ogole. A Ty w tym czasie zajmujesz sie soba.

      MOzna wybrac od razu wariant rozstania - jego aktualne deklaracje co do dziecka
      oraz wiernosci, zdaje mi sie, moga nawet stanowic powod do uznania ewentualnego
      Waszego slubu koscielnego za niewazny.

      Ja bym chyba jednak zaproponowala mezowi powazna rozmowe. Grzecznie i logicznie,
      bez zadnego oskarzania, histeryzowania itd, przypomnialabym Wasze przedslubne
      umowy, przedstawila Twoj obecny wklad w zycie rodzinne i przedstawila nastepnie
      scenariusz, jaki sie przed Wami rysuje - w sytuacji, gdy on dziala,jak dziala.

      A ten scenariusz wygladac moze nastepujaco:

      zaczynasz intensywnie szukac pracy - koniec sniadanek, obiadkow itd. Oczywiscie
      on sie sam zatroszczyc bedzie musial o zakupy/ewentualne przygotowanie sobie
      posilkow. MOze wybrac knajpe, prosze bardzo, nie obchodzi CIe to. Gdy juz
      znajdziesz prace, idziesz na wieczorowe podyplomowe. Wtedy utrzymujesz sie sama,
      sama oplacasz sobie studia. On zatrudnia sobie ksiegowa itd. Nadto - Tobie tez
      potrzebne jest towarzystwo, kolezanki. Tez bedziesz sobie wychodzic. Efekt -
      przy tego typu Twoich 'rozwiazaniach' bedziecie miec zero wspolnego czasu. Na
      lozko rowniez. Nadto - on bedzie musial duzo wiecej zainwestowac czasu i
      pieniedzy w codziennosc, a to mu dostarczy tych potrzebnych, jak sie okazuje,
      wrazen. Oczywiscie mozna to uzgodnic tez prawnie, dokonac podzialu majatku,
      zadeklarowac rozdzielnosc majatkowa itd...

      Hm, nie wiem, jaki on jest.
      Ja generalnie w zyciu stosuje zasade ostrzegania, jak bedzie.
      Ludzie zwykle to z poczatku lekcewaza. A ja wyciagam konsekwencje.
      I potem jest gupio.
      Z moim mezem nie mam tego problemu. Duzo rozmawiamy od samego poczatku. No i
      poznalismy sie, gdy bylismy duzo starsi od Was, jak rozumiem...

      Jak zaznaczylam, nie wiem, jaki on jest. A moze nie tyle trzeba z nim rozmawiac,
      skoro Twoje proby 'przekonywania go' dotad nie przyniosly rezultatu, tylko
      trzeba... zaczac dzialac bez 'ostrzezenia'...? NIe przygotowac dzis kolacji,
      pojsc do kumpeli/z kumpela pogadac gdzies w knajpie?
      A jutro wybrac sie na poszukiwanie pracy? Zjesz cokolwiek gdziekolwiek, przeciez
      wiele nie potrzebujesz... A on niech sie martwi o siebie... NIe rozliczac
      zakladu itd..
      Po prostu zostawic go samemu sobie, na razie, bez aktow spektakularnych. NIe
      prosic o nic, o wspolny wieczor itd. NIe informowac, co bedziesz robic danego
      wieczora, z kim wyjdziesz. CHce wrazen - bedzie mial... Ma zarzuty do Ciebie?
      Dopiero bedzie mial prawdziwe powody do zarzucania CI czegokolwiek

      A jak zacznie protestowac, juz wowczas zasadnie, dopiero wtedy rozmawiac...

      Nie wiem.

      Jedno wiem na pewno, cos musisz przedsiewziac, bo jesli nie - wykonczysz sie.

      A tak na marginesie - problemy ginekologicznie nie biora sie z niczego, to
      czesto somatyzacja...

      ech:((

      Sciskam!
      j
      • 0_marina jendza1 09.06.08, 16:56
        jendza1 napisała:
        > Ja bym chyba jednak zaproponowala mezowi powazna rozmowe. Grzecznie i logicznie
        > ,
        > bez zadnego oskarzania, histeryzowania itd, przypomnialabym Wasze przedslubne
        > umowy, przedstawila Twoj obecny wklad w zycie rodzinne i przedstawila nastepnie
        > scenariusz, jaki sie przed Wami rysuje - w sytuacji, gdy on dziala,jak dziala.

        rano moja próba rozmowy z nim na ten temat wywołała awanturę, mąż powiedział
        wiele nie potrzebnych i przykrych rzeczy. Ja powiedziałam co o tym myślę.
        Zapadła cisza. Jak przychodził do pokoju nie odzywałam się ani nie dążyłam do
        tego aby go w jakikolwiek sposób zaczepić. Za to on próbował dalej kontynuować
        nie miła rozmowę. Nie dałam się w nią wciągnąć, bo widziałam w nim i w sobie
        napięcie. Wolałam dalej milczeć i przeczekać aż oboje się uspokoimy, bo dalsza
        rozmowa w nerwach nie ma najmniejszego sensu. Jakby nigdy nic zabrałam się za
        gotowanie obiadu i pranie. A mąż zaczął szwendał się po domu, nie potrafił sobie
        miejsca znaleźć. Położyłam się na łóżko i zaczęłam bawić się z pieskiem. Mąż
        położył się obok i zaczął też pieska głaskać. Od czasu do czasu spoglądał na
        mnie ale ja ignorowałam, udawałam że nie widzę. Wtedy zaczął mnie smyrać po
        nodze. Ja nic. W końcu nie wytrzymał, zabrał mi psa i mocno przytulił się do
        mnie z tekstem, że kocha mnie i że zrobiło mu się przykro, bo myślał że ucieszę
        się z tych jego studiów. Porozmawialiśmy na spokojnie. Ja też trochę
        przemyślałam, przecież jeszcze nie został przyjęty do szkoły i nie wiadomo czy
        uda mu się dostać a my już się kłócimy o to czy ma sam wyjeżdżać na weekendy czy
        razem ze mną.
    • soulshunter Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 15:22
      a sam nie mozesz wyjechac na studia np Oxford?
    • prawdziwy12 Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 16:49
      Witam. Jestem facetem mam 26 lat. Przesledziłem uważnie wątek. Niestety wygląda
      na to, że nie o studia chodzi. Jest to tylko wymówka żebyście nie byli razem. Z
      tego co piszesz twój mąż najwyraźniej nie chce już z Tobą spędzać czasu (nie ma
      czasu/ochoty na wspólne wyjazdy, wymyka sie z domu, przesiaduje nadmiernie długo
      u kolegów itp). Takie studia to doskonały pretekst żeby zasłaniając sie poważną
      sprawą(jakimś wyższym celem) wyrwać sie do innego miasta. Dlatego kiedy chcesz z
      nim racjonalnie porozmawiać o tych studiach wpada w złość - nie ma argumentów
      żeby to obronić, a nie chce Ci powiedzieć prawdy. Wiem, że to co pisze nie jest
      dla Ciebie miłe - dla nikogo by nie było. Wydaje mi sie jednak, że to o czym
      powinnaś porozmawiać z mężem to nie studia, tylko czy on wogóle chce jeszcze z
      Tobą być. Bo jeśli nie to powinnaś przemysleć czy chcesz tkwić w czymś co on i
      tak już przekreślił. A to, że jest osobą rozrywkową i powiedział Ci, że nie jest
      w stanie Ci dotrzymać wierności pasuje do całokształtu bardzo dobrze.
      Porozmawiaj z nim nie o studiach tylko o Was bo wydaje mi sie, że jak dotychczas
      boi Ci sie wyznać prawdziwego powodu chęci wyjazdu. Życzę powodzenia
      • 0_marina prawdziwy12 09.06.08, 17:08
        prawdziwy12 napisał:

        > Witam. Jestem facetem mam 26 lat. Przesledziłem uważnie wątek. Niestety wygląda
        > na to, że nie o studia chodzi. Jest to tylko wymówka żebyście nie byli razem. Z
        > tego co piszesz twój mąż najwyraźniej nie chce już z Tobą spędzać czasu (nie ma
        > czasu/ochoty na wspólne wyjazdy, wymyka sie z domu, przesiaduje nadmiernie dług
        > o
        > u kolegów itp).

        Miło, że mężczyzna wypowiedział się :)
        Mąż nie wymyka się z domu sam lecz ze mną, u kolegów przesiaduje ale ja też tam
        jestem. Po prostu jest duszą towarzystwa lubi jak ktoś jest z nami ... ale przy
        kolegach nie wstydzi sie do mnie przytulić, pocałować, powiedzieć "żonka"
        "misiu" "kochanie".

        > Takie studia to doskonały pretekst żeby zasłaniając sie poważną
        > sprawą(jakimś wyższym celem) wyrwać sie do innego miasta. Dlatego kiedy chcesz
        > z
        > nim racjonalnie porozmawiać o tych studiach wpada w złość - nie ma argumentów
        > żeby to obronić, a nie chce Ci powiedzieć prawdy.

        miałam czas przemyśleć swoje podejście do tej sprawy i przyznam że za bardzo
        nerwowo na niego naskoczyłam, zamiast spokojnie to ja z nerwami i ciskaniem się.
        Dopiero później zaczęłam gadkę spokojnie ale niestety już atmosfera była
        zaostrzona. Zamiast od razu mówić mu, że uważam że ten jego wyjazd na studia
        może źle na nas wpłynąć, oddalimy sie od siebie to ja naskoczyłam że nie mamy
        kasy itd. Także obydwoje przesadziliśmy.

        > Wydaje mi sie jednak, że to o czym powinnaś porozmawiac
        > z mężem to nie studia, tylko czy on wogóle chce jeszcze z
        > Tobą być.

        pytałam odpowiedział, że chce być ze mną. A nawet sam mnie zaczął zaczepiać i
        pierwszy wyciągnął dłoń do zgody. Przytulił się i powiedział że bardzo mnie
        kocha i że naskoczył na mnie, bo myślał że będzie miał we mnie wsparcie a ja go
        skrytykowałam za to że chce zdobyć wyższe wykształcenie.
        • mari-is Re: prawdziwy12 09.06.08, 19:03
          dlaczego mnie to nie dziwi? :) Twój mąż nie jest idiotą i ma resztki
          instynktu samozachowawczego.

          Po 16 godzinach od pierwszego postu uznałaś się za współwinną
          zaistniałej sytuacji. Może zamiast na inżynierkę powinien iść na
          marketing :) Trzymaj się, poradzisz sobie nie zależnie co będzie
          dalej!
          • iguana1972 Re: prawdziwy12 09.06.08, 20:42
            Dokładnie to samo miałam napisać...

            Wspomniałam, że mam wrażenie ze temat jest o moim układzie bo ja tez przez te nascie alt nie jestem w nim z jakiegos masochizmy wrodzonego. Raz mam ochote odejśc a za chwilke jest nieco lepiej i staram się zapomnieć - nie pytajcie dlaczego bo sama nie wiem. Jedno jest pewne im dłuzej taka hustawka trwa tym bardziej beznadziejnie sie człowiek w tym czuje.

            Nie mam zadnej super recepty na rozwiązanie, ale mam tylko nadzieje, że mimo wszystko będziesz miec jakis zakres swojej niezalezności w kazdej sferze zycia. Ja też kiedyś nie mogłam zrozumiec po co komuś osobne pieniądze - przecież wszystko mamy wspólne. Teraz samam mam coraz wieksze kłopoty, zeby znaleźć prace a mąż traktuje SWOJE pieniądze jak SWOJE i jak uzna, ze ma ochote na jakąs zachcianke czy rozrywke to nie pyta czy lepiej spłacić długi czy kupic "zabawke". Kiedy sie do tego wszystkiego ma dziecko to nie tak łatwo unieść sie honorem i powiedziec wsadź sobie te kase bo dziecko tez musi mieć co jeść i w co sie ubrać więc kończy sie na wiecznych "kompromisach" ale niestety tylko z jednej strony.

            Nie namawiam na żadne radykalne kroki bo wiem, ze to nie takie proste jak w teorii, ale czasem dobrze jest spojrzeć pod nieco innym kątem na swoje życie.


            ps. kiedyś ja też chodziłam z nim do jego kolegów...
    • amelkalexi Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 19:35
      Smierdzi romansem na kilometr... To mieszkanko to on pewnie z
      kochanica sobie wynajmie... Albo bedzie sobie dziewczyny czesto
      zmienial:-(
      • 0_marina amelkalexi 10.06.08, 13:33
        amelkalexi napisała:

        > Smierdzi romansem na kilometr... To mieszkanko to on pewnie z
        > kochanica sobie wynajmie... Albo bedzie sobie dziewczyny czesto
        > zmienial:-(

        Fajne mi pocieszenie :(
        Co do tego mieszkania to małe wyjaśnienie. Otóż to mieszkanie co mąż planuje
        sobie wynająć na czas zjazdów, czyli co drugi piątek, sobota i niedziela należy
        do Pana z mojej miejscowości. Ja i moja koleżanka właśnie od niego
        wynajmowałyśmy jak studiowałyśmy. Mąż (wtedy jeszcze narzeczony) przez rok czasu
        z nami w nim mieszkał ... mieszkanie 4 pokojowe z tym, że jego właściciel też w
        nim mieszkał a nam udostępniał pozostałe 3 pokoje. Także gdyby mężowi udało się
        je wynająć to nie byłby w nim sam lecz z właścicielem. A z tego co wiem to teraz
        mieszka też tam jego córka (niepełnosprawna).
    • rose-ana Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 19:58
      Facet od Ciebie ucieka, w Waszym związku są problemy, a Ty o dzidziusiu
      marzysz... Kobieca naiwność i żonowo-matkowy pęd mnie rozwalają, acz zadziwiać z
      powodu swej powszechności powoli przestają.
    • poprostu_basia Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 22:46
      oto kolejny przykład, że nie należy wychodzić zamąż z nadzieją "po
      ślubie on się zmieni" bo się NIE zmieni, a w kazdym razie nie na
      lepsze.
      to mieszkanko w miescie kojarzy mi sie wyłącznie z garsonierą, i z
      próbą uzyskania wolności. zwłaszcza w kontekście tekstu o wierności
      ja bym próbowała wynegocjować kompromis-najpierw robi papiery
      mistrzowskie(jak sie umawialiscie), a Ty w tym czasie znajdujesz
      pracę i OBOJE wybieracie się na studia(na Twoje studia tez sie
      umawialiście). jesli chodzi mu o ksztalcenie powinien sie zgodzic.
      jesli o cos innego zapewne na to nie przystanie...
    • la_vaniglia Re: jak go przekonac??? 09.06.08, 23:22
      mi sie wydaje marina ze jemu sie znudzilas,ciezkie slowa ale chyba prawdziwe,
      zawuaz ze on nawet nie potrzebuje Twojej obecnosci, nie potrzebuje CIebie. z
      tego co piszesz wnioskuje ze rozmawiasz z nim konkertnie, mowisz co czujesz
      itd.ale on tego nie chce. zadne argumenty nie przemawiaja. wydaje mi sie ze
      zawozeniem kanapek tylko pogarszasz sprawe bo traktuje Cie jako sluzaca,
      kumpele. na Twoim miejscu na spotkanie klasowe bym pojechala ale ot tak po 3
      godzinach od rozpoczecia zeby sie przywitac i przedsawic. nie idz mu na reke bo
      zle robisz. skup sie na sobie i nie dosladzaj mu zycia. zastanow sie tez co jego
      rodzice na to, jak zareagowali na wiadomosc o studiach? na Twoim miejscu juz
      dawno pokazalabym ze skoro on chce studenckich lat to Ty tez sobie przedluzysz
      mlodosc, nie mieszkaj ani u jego rodzicow ani u Twojego taty, mieszkaj sama! no
      i daj spokoj z rozmawianiem, jesli nagle zamilkniesz to wtedy zacznie sie
      zastanawiac a nie wtedy gdy nawijasz. tak poza tym troche przesadzasz ciagle
      mowiac o tym mistrzowskim egzaminie, moze go juz to nie bawi i nie mozesz
      namawiac go do tego bo wydaje CI sie ze to najlepsze wyjscie, bo jego recepta na
      zycie moze juz dawno ulegla zmianie wiec pograzasz sie mowiac o tym egzaminia
      podczas gdy osoba ktora ma CIe gleboko w d***ie z gory Ci mowi ze nic nie
      wskorasz. aha: napisz jak reagujesz na to gdy on Ci mowi ze nie wie czy bedzie
      do konca wierny?moze za spokojnie? pwiedz wtedy stanowczo o rozwodzie czy ze mu
      tego nie wybaczysz i nie bedzie mu juz tak wesolo, przypatrz sie jak reaguje.
      obserwuj go zamiast ciagle walic tony argumentow. slowa tu nie przemawiaja do
      niego, musisz zachowaniem pokazac ze jesli on CIe ma w d***ie to Ty tez z czasem
      go zaczniesz olewac, bedziesz obojetna i wtedy niech spie***ala do Łukasza
      • 0_marina la_vaniglia 10.06.08, 12:58
        > aha: napisz jak reagujesz na to gdy on Ci mowi ze nie wie czy bedzie
        > do konca wierny?moze za spokojnie? pwiedz wtedy stanowczo o rozwodzie czy ze mu
        > tego nie wybaczysz i nie bedzie mu juz tak wesolo, przypatrz sie jak reaguje.

        co do tej zdrady to było tak, że nasze pożycie łóżkowe kiedyś było bardzo
        intensywne, obydwoje byliśmy zwolennikami częstego seksu, codziennie nawet 2-3
        razy. Z czasem, a nastąpiło to po ślubie ja włączyłam "hamulec". Sama nie wiem
        czemu. Może dlatego, że miałam problemy na tle ginekologicznym, które
        spowodowały że znalazłam się w szpitalu. Byłam leczona przez dłuższy okres
        czasu. Po prostu jakaś blokada we mnie powstała, że już nie miałam ochoty na
        seks. Mimo iż z moimi sprawami kobiecymi było już dobrze. A mąż w dalszym ciągu
        był za tym naszym częstym seksem. A ja już nie. Wiele razy mnie prosił, wymyślał
        przeróżne gry wstępne, dbał o cała romantyczną oprawę a ja najczęściej mówiłam
        NIE. Zbywałam go tym, że jestem zmęczona, a to głowa boli, a to senna jestem,
        dzisiaj tylko juro a jak przyszło to jutro to znów coś było że nie chciałam. I
        taki stan rzeczy trwał bardzo długo. Nasze współżycie zmieniło się diametralnie
        z seksu codziennego o częstotliwości 1-2 razy/dzień na seks raz góra dwa na
        tydzień. Mąż nigdy po trzeźwemu nie powiedział mi, że może mnie zdradzić, nawet
        nie dawał po sobie znać, że o czymś takim myśli. Parę razy po pijaku w momencie
        sprzeczki wypomniał mi, że źle się czuję i ciężko to znosi, że nie jestem już
        dla niego taka czuła jak dawniej, że ciągle mu odmawiam, że zaniedbuję go w
        łóżku. I właśnie podczas takiej sprzeczki, jak już jest wypity mówił że jak
        dalej będę go olewała w łóżku i mu "udzielała" zbywała przeróżnymi wymówkami to
        mnie zdradzi, bo już za długo trwa ten mój niemalże "celibat".
        Gdy powiedział mi o tym, że jak tak dalej będę mu odmawiała seksu to może dojść
        do jego zdrady. Ja wtedy odpowiedziałam mu, że zdrady nigdy mu nie wybaczę, że
        jeżeli to zrobi to nie ma po co do mnie wracać, bo to będzie koniec małżeństwa.
        A on na to, że powinnam się sama zastanowić i zmienić swoje podejście do seksu,
        żebym go nie odpychała/odmawiała. Jak już obydwoje ochłoniemy po sprzeczce i on
        już prze trzeźwieje (po tak jak pisałam o zdradzie mówi jak ma wypite) to wtedy
        rozmawiam z nim o tej ewentualnej zdradzie, to mówi że nie chce mnie zdradzić a
        jedynie chciał nastraszyć bo już sam nie wie co ma robić aby nasze współżycie
        było takie jak dawniej.
        • stedo Re: la_vaniglia 10.06.08, 22:59
          Libido to może Ci spadło po hormonach? Bierzesz coś w związku z tymi swoimi
          dolegliwościami? A jak nie, tylko tak samo z siebie, to może porada seksuologa
          by coś pomogła?
          • 0_marina stedo 10.06.08, 23:08
            stedo napisała:

            > Libido to może Ci spadło po hormonach? Bierzesz coś w związku z tymi swoimi
            > dolegliwościami? A jak nie, tylko tak samo z siebie, to może porada seksuologa
            > by coś pomogła?

            przez bardzo krótki okres brałam hormony ale już od dłuższego czasu nie mam tych
            dolegliwości. Jestem już wyleczona. A mimo wszystko nadal unikałam częstego
            seksu. Teraz pomału zaczynam się przełamywać i już mniej mężowi odmawiam. Mam
            nadzieję, że wkrótce nasze pożycie wróci do normy, czyli będziemy kochali się
            tak samo często jak kiedyś. Bardzo bym tego chciała. Może wtedy nasze relacje
            polepszą się. Zwłaszcza, że dziś po seksie, który był wczoraj i przedwczoraj mąż
            powiedział, że jakby tak było od samego początku małżeństwa to nasze relacje
            były by zupełnie inne, lepsze.
            • cheekymonkey Re: stedo 10.06.08, 23:12
              wiesz, wybacz, ale łóżko nie rozwiązuje problemów - nie wszystkie na pewno;
              • stedo Re: stedo 10.06.08, 23:20
                No pewnie że nie rozwiązuje.I o ile na początku wątku myślałam że to
                poważniejsza sprawa, to teraz po kilku końcowych wpisach sądzę że łóżko wiele by
                wyprostowało. A tak notabene to jednak pomyśl o tych studiach męża. Może on ma
                jakieś kompleksy w związku z tym że ty masz wyższe wykształcenie. Tylko niech
                nie rezygnuje z tego z czego chleb jest ,czyli z zakładu fryzjerskiego i
                najpierw zrobi ten dyplom mistrzowski.Wtedy będzie miał więcej czasu na naukę i
                pieniądze będą na życie. To najbardziej racjonalne rozwiązanie.
                • 0_marina Re: stedo 10.06.08, 23:29
                  stedo napisała:

                  > A tak notabene to jednak pomyśl o tych studiach męża. Może on ma
                  > jakieś kompleksy w związku z tym że ty masz wyższe wykształcenie.

                  dokładnie tak jest. Mąż ma 2 starsze siostry, które są po studiach. Jeden męża
                  szwagier jest mgr a drugi ma tytuł dr. Ja również mam mgr
                  Nie raz słyszałam jak mąż mówił do kogoś, że ma żonę magistra i musi się sam
                  trochę podciągnąć bo trochę wstyd że żona mgr a on jest tylko po zawodówce,
                  mówił że zrobi maturę ( i zrobił). Teraz chce zdobyć wyższe wykształcenie.

                  > Tylko niech nie rezygnuje z tego czego chleb jest, czyli z zakładu
                  > fryzjerskiego i
                  > najpierw zrobi ten dyplom mistrzowski.Wtedy będzie miał więcej czasu na naukę i
                  > pieniądze będą na życie. To najbardziej racjonalne rozwiązanie.

                  wczoraj mówił, że zrobi i mistrza ... ale dodał, że nie chce do końca życia
                  pozostać w zawodzie fryzjera.
              • 0_marina Re: stedo 10.06.08, 23:22
                cheekymonkey napisała:

                > wiesz, wybacz, ale łóżko nie rozwiązuje problemów - nie wszystkie na pewno;

                masz racje pisząc, że łóżko nie rozwiąże wszystkich problemów ale w naszym
                przypadku właśnie brak tego seksu spowodował, że oddaliliśmy się od siebie.
                • stedo Re: stedo 10.06.08, 23:45
                  No widzisz, dziewczyno jak w ciągu 35h problem został rozwiązany. Wspólnymi
                  siłami rozgryzłyśmy przyczyny konfliktu i nakreśliłyśmy jasny, racjonalny plan
                  na Wasze dalsze życie;)). Tylko dlaczego od początku tak cedziłaś dane o całym
                  podłożu kłopotów? Wczoraj w nocy to wyglądało tak, że małżeństwo wisi na włosku,
                  Twój mąż to sk...yn, a Ty biedna wykorzystywana, zdradzana kura domowa.
                  Wystarczyło ochłonąć, spojrzeć z boku, poznać prawdziwe tło wydarzeń i sytuacja
                  wyklarowała się jasna i stosunkowo prosta do rozwiązania. Tylko żeby Twój
                  małżonek wpasował się w ten plan:))Powodzenia.:))
                  • stedo Re: stedo 10.06.08, 23:56
                    P.S. A co do jego obecnego zawodu i dalszych planach z nim związanych. Jak zrobi
                    ten dyplom mistrza i będzie mógł zatrudnić pracowników, to jednego z nich
                    ,najlepszego, najbardziej odpowiedzialnego może zrobić kierownikiem, a samemu
                    zająć się czym innym i sprawować tylko funkcję kontrolną, a kasa z interesu
                    będzie płynęła;)).I w razie fiaska tego czegoś innego, będzie gdzie się
                    zaczepić.Co swoje to swoje.Jak dacie radę to tak zorganizować byłoby to
                    optymalne rozwiązanie.
                    • 0_marina Re: stedo 11.06.08, 13:31
                      stedo napisała:
                      > P.S. A co do jego obecnego zawodu i dalszych planach z nim związanych. Jak zrob
                      > i
                      > ten dyplom mistrza i będzie mógł zatrudnić pracowników, to jednego z nich
                      > ,najlepszego, najbardziej odpowiedzialnego może zrobić kierownikiem, a samemu
                      > zająć się czym innym i sprawować tylko funkcję kontrolną, a kasa z interesu
                      > będzie płynęła;)).I w razie fiaska tego czegoś innego, będzie gdzie się
                      > zaczepić.Co swoje to swoje.Jak dacie radę to tak zorganizować byłoby to
                      > optymalne rozwiązanie.

                      też tak uważam. No ale cóż, on sam musi tego chcieć. Nic na siłę.
    • magda8887 Re: jak go przekonac??? 10.06.08, 22:29
      a ja krótko i na temat - porozmawiaj z nim otwarcie
      • mordeczka88 Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 13:41
        wiesz co..kurcze facet nie do pozazdroszczenia..ja bym szału dostała
        już po tym jakby zniknął na te 9,5 h..
        a pozatym to w jaki sposób on sie z Toba obchodzi woła o pomstę do
        nieba!! to Wy za przeproszeniem do cholery jesteście małżeństwem czy
        tylko "chodzicie" ze sobą?! bo tak to wyglada...
        jemu w głowie studia ok..ale coś za coś...jakiś kompromis, a nie bo
        on chce i już
        jakaś paranoja...ty masz 27 lat i czy on jest slepy czy głupi ..?za
        6 lat mozesz miec naprawdę problemy żeby mieć dziecko..a może mu na
        tym nie zalezy?
        porozmawiaj z nim o tym..może nie wydoroślał, nie wiem..ale z
        Twojego opisu zachowuje sie jak dzieciak...
        • stedo Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 14:34
          Nie przesadzaj.Facet zrobił, jak zrobił, ale to nie przestępstwo tylko takie
          sobie fous pas. Młoda jesteś, a młodość bywa zbyt bezkompromisowa;)).Życie to
          koryguje.
    • kaamilka Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 14:53
      no cóż... większość fryzjerów jakich znam to geje... a te ciągłe
      wypady z Łukaszem... no ja nie wiem... nie chcę rozwijać dalej
      myśli, sama sobie reszte dopowiesz...
      • 0_marina kaamilka 11.06.08, 23:57
        kaamilka napisała:

        > no cóż... większość fryzjerów jakich znam to geje... a te ciągłe
        > wypady z Łukaszem... no ja nie wiem... nie chcę rozwijać dalej
        > myśli, sama sobie reszte dopowiesz...

        nie no bez przesady, mój mąż na 100 % nie jest gejem :)
        • kaamilka Re: kaamilka 12.06.08, 15:53
          a skąd ta pewność...? to że z Tobą sypia - to żaden dowód!
          • 0_marina Re: kaamilka 12.06.08, 16:01
            kaamilka napisała:

            > a skąd ta pewność...? to że z Tobą sypia - to żaden dowód!

            daj spokój, chyba znam swojego męża i wiem jaką ma orientacje płciową.
            • kaamilka Re: kaamilka 12.06.08, 16:08
              wielu kobietom też się wydawało że wiedzą... i w jednym miały rację -
              wydawało im się!
    • panistrusia Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 17:59
      To troll tak?
      Proszę, nie mówcie mi, że tacy analfabeci i niedojrzali emocjonalnie ludzie mogą
      skończyć studia.
      Proszę! Wyższe wykształcenie w Polsce może mieć osoba, która uważa pisanie komuś
      prac zaliczeniowych i ściąg za coś dobrego (argument za tym, że jest dobrą żoną!)?

      I nie mówcie mi, że koleś, który zdał maturę na ściągach zrobionych przez żonę
      idzie na 6cioletnie studia. Co to? Medycyna? Seminarium?
    • prom_do_szwecji Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 18:58
      które studia, poza medycyną, trwają sześć lat?
      • bezpisu Re: jak go przekonac??? 11.06.08, 19:38
        np. budownictwo zaoczne (4 lata na inżyniera + 2 lata na stopień mgr)
        • 0_marina bezpisu 12.06.08, 00:07
          bezpisu napisała:

          > np. budownictwo zaoczne (4 lata na inżyniera + 2 lata na stopień mgr)

          masz rację bezpisu.
          Mój mąż właśnie wybrał studia o takim kierunku. Szwagier mojego męża jest po
          takich studiach i teraz ma własną firmę budowlaną, zyski ma niesamowite.
      • 0_marina Re: jak go przekonac??? 12.06.08, 00:04
        prom_do_szwecji napisała:

        > które studia, poza medycyną, trwają sześć lat?

        Wydział Budownictwa i Inżynierii Środowiska
        Kierunek: BUDOWNICTWO
        Są to studia niestacjonarne I stopnia (inżynierskie), które trwają 8 semestrów
        (czyli 4 lata) a następnie są II stopnia (uzupełniające magisterskie), które
        trwają 4 semestry (czyli 2 lata). W sumie 6 lat

        no to już wiesz, że nie tylko medycyna trwa 6 lat
        • panistrusia Re: jak go przekonac??? 12.06.08, 02:27
          Ja tam widzę różnicę między 4+2 a 6. Zasadniczą wręcz różnicę.
    • kora3 czysty egoizm :) 11.06.08, 19:35
      przez Ciebie ptrzemawia .. serio, przykre to.
      Nie pzryszlo ci do głowy zcasem, że czlowiek moze w życiu chciec
      czegoś wiecej niz tylko rozkrecania interesu?
      Moze Twój maz czuje głod wiedzy? Moze dostrzega braki w swoim
      wyksztalceniu i chce je nadobic? Jako osoba pracująca w usługach, z
      ludźmi pewnie ma zcestyu kontakt z osobami wyksztalconymi, moze to
      go zainspiorowało, zeby kontynuowac naukę?
      Ty myslisz, ze najwyższy zcas na dzidzię, a on , ze na studia -
      proste.
      Rozumiałabym, gdyby was na te studia nie było stać, a on tajka
      decyzje podjał, albo gdybyś miała male dziecko i o oznazcałoby
      całkowity w sumei brak pomocy Tobie w opiece nad nim, ale w tej
      sytuacji uwazam,z e Ty po prostu chcesz ograniczyć swopjego meza -
      ma całe życie być fryzjerem, robić interes i niczego już nie chcieć,
      załosne.
    • wesoly.profanator Re: jak go przekonac??? 12.06.08, 00:47
      0_marina napisała:

      > i potrafił mi powiedzieć, że nie jest w stanie mi zagwarantować wierności.

      Ciekawe jakie wymiary mają te jego 'studia'. Wybacz, ale jak dla mnie to on coś
      kręci.
      • xcarolcax Re: jak go przekonac??? 12.06.08, 00:53
        Mi się wydaje, że on chce sobie przedłużyc młodość.. wiadomo czym pachnie życie studenckie.. Jego tłumaczenia są co najmniej dziwne.. Bo z tego co widzę, to sama edukacja jest tu rzeczą drugorzędną..
        • wesoly.profanator Re: jak go przekonac??? 12.06.08, 02:08
          xcarolcax napisała:

          > Mi się wydaje, że on chce sobie przedłużyc młodość..

          Przedłużyć, ale jakim kosztem? Pomysł ze studiowaniem wydaje mi się absolutnie w
          porządku (na 'autorozwój' nigdy nie jest za późno), ale jeśli:

          > z tego co widzę, to sama edukacja jest tu rzeczą drugorzędną..

          ...to absolutnie nie powinnaś się na to zgodzić. Tym bardziej po tym co Ci
          powiedział (o tej wierności) i po jego reakcji na Twoją propozycję zamieszkania
          z nim. Poza tym - 60 km to żadna odległość moim zdaniem - po co od razu
          wynajmować mieszkanie? To jest niecała godzina drogi pociągiem/autobusem. Czasem
          przez miasto dłużej się jedzie. To wszystko bardzo źle wygląda.
        • 0_marina xcarolcax 12.06.08, 12:13
          xcarolcax napisała:

          > Mi się wydaje, że on chce sobie przedłużyc młodość.. wiadomo czym pachnie życie
          > studenckie.. Jego tłumaczenia są co najmniej dziwne.. Bo z tego co widzę, to s
          > ama edukacja jest tu rzeczą drugorzędną..

          nie sądzę aby to chodziło o przedłużenie sobie młodości, bo jeśli tego by chciał
          to inaczej by tą kwestię załatwił. Najpierw zrobiłby mistrza, a wtedy
          zatrudniłby pracownika a sam poszedł by wówczas na studia dzienne. A on wybrał
          zaoczne, gdzie zjazdy na samym początku będą odbywały się co drugi weekend z
          każdym kolejnym rokiem będą rzadsze.
      • 0_marina wesoly.profanator 12.06.08, 12:10
        wesoly.profanator napisał:

        > > i potrafił mi powiedzieć, że nie jest w stanie mi zagwarantować wiernośc
        > i.
        >
        > Ciekawe jakie wymiary mają te jego 'studia'. Wybacz, ale jak dla mnie to on coś
        > kręci.

        co do tej ewentualnej zdrady pisałam już wcześniej, wyjaśniłam dlaczego padły te
        słowa.

        A co do jego studiowania to po głębszym przemyśleniu i rozmowie z nim doszłam do
        wniosku, że chodzi tu o to, że jako jedyny z najbliższego otoczenia rodzinnego
        tylko on nie ma wyższego wykształcenia. Ja, moja siostra jej mąż, męża 2 siostry
        i ich mężowi są po studiach. Tylko mój mąż do nie dawna miał wykształcenie
        zawodowe a w tym roku zdawał maturę z myślą o studiach.
        • kaamilka Re: wesoly.profanator 12.06.08, 16:00
          no więc co jest dla Ciebie zaskoczeniem...?
          • 0_marina Re: wesoly.profanator 12.06.08, 16:04
            kaamilka napisała:

            > no więc co jest dla Ciebie zaskoczeniem...?

            a to, że sugerujecie że mój mąż może być gejem, albo że pozostało mi się z nim
            rozwieść. Dajcie spokój, co za brednie
    • operatorkoparki schemacik 12.06.08, 15:48
      jak juz pisałem mam takie okazy w okolicy bliskiej:
      - cechy:
      ON lubi zaszaleć z kolesiami
      lubi wypić "Parę razy po pijaku"

      Ona:
      to akceptuje i mysli że po slubie się zmieni i dziwi sie że coś jest nie tak,
      widziały gały co brały?
      • 0_marina Re: schemacik 12.06.08, 16:00
        operatorkoparki napisała:

        > jak juz pisałem mam takie okazy w okolicy bliskiej:
        > - cechy:
        > ON lubi zaszaleć z kolesiami
        > lubi wypić "Parę razy po pijaku"

        co TY wypisujesz. Raz po ślubie zdarzyło mu się zaszaleć, że wcięło go na parę
        godzin. A co miał awanturę. A teraz jak wychodzi do znajomych to zawsze idziemy
        razem.
        • stedo Re: schemacik 12.06.08, 16:37
          Zastanawia mnie jak ludzie czytają.Czy czytają tylko pierwszy wpis, czy "na
          wyrywki", bo czasami te wpisy ich, to jakby się z choinki urwali. To się nazywa
          " czytanie ze zrozumieniem";)))A Ciebie pozdrawiam.Małżonek akceptuje plan?
          • 0_marina stedo 12.06.08, 16:44
            stedo napisała:

            > Zastanawia mnie jak ludzie czytają.Czy czytają tylko pierwszy wpis, czy "na
            > wyrywki", bo czasami te wpisy ich, to jakby się z choinki urwali.

            zwłaszcza ten wpis, że niby mój mąż to gej. Mój mąż pedałem - sle numer, śmiech
            ! Nigdy w to nie uwierzę.

            > Małżonek akceptuje plan?

            pogodziliśmy się. Nie potrzebnie była ta cała awantura, zwłaszcza że dopiero
            papiery na studia złożył i jeszcze nie wiadomo czy zostanie przyjęty.
            Rozmawialiśmy na spokojnie. Chce uzyskać wyższe wykształcenie ale mistrza też
            zrobi. A co do mieszkania to jeszcze nie jest na 100 % pewne, bo albo będzie
            dojeżdżał (45 min drogi autem) albo wynajmie mieszkanie od tego pana co ja
            wcześniej wynajmowałam (z tym że ten pan też w nim mieszka). Mąż powiedział, że
            jeżeli mi tak bardzo na tym zależy to mogę z nim mieszkać w nim na weekendy.
        • fotofirma Re: schemacik 12.06.08, 16:45
          kobieto zastanów się czego chcesz raz jest złem a raz samym dobrem... u mojej
          babki była są siadka - mąż ją lał strasznie to uciekała z krzykiem "ratujcie bo
          zabije" do sasiadek tam siadała płakała godzinę jak tylko któras chciała
          zadzwonic na Policję to zmiana o 180 stopni iteksty " co wy ku..wy je..ane na
          mojego męża do Policji... i wracała w objecia męża
          • stedo Re: schemacik 12.06.08, 17:01
            Tak między nami mówiąc po cichu..ciii. to kobitka trochę się zszokowała bo jak
            ją przycisnęliśmy to musiała naświetlić całe podłoże sprawy i wyszło z tego
            między wierszami, że to ona dzierży ster, przynajmniej w kierowaniu, w tym domu,
            a mąż trochę siedzi pod pantoflem,żona jest dla niego jakimś tam autorytetem
            przynajmniej w kwestii intelektu i ma tego powodu kompleks. A że czasami
            bryknie, wystawi rogi i chce postawić na swoim, zwłaszcza wobec kolegów, to tak
            by odreagować i nie zbłażnić się przed kumplami. A tu ten plan studiów nagle sam
            wymyślił, bez udziału i podpowiedzi małżonki i stąd ten szok;))
            • fotofirma Re: schemacik 12.06.08, 17:09
              to się nazywa docieranie nie :) jak przeżyją pierwsze 7lat to bedzie ok.
              PS U mnie w biurze koleżanka szaleje bo mąż zakupił telewizor wielki i nowy bez
              jej zgody - rozwód to co drugie słowo u niej teraz.
              Niektórzy to maja pod górkę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka