8n
01.08.08, 08:13
otóż, po drugiej stronie korytarza, jakieś 3 metry na lewo w pokoju siedzi ON.
mimo ze pracujemy w tej samej firmie nie mamy zbyt wiele ze sobą do czynienia,
prkatycznie nic. czasami wpadnie tutja, zeby pogadac z szefem, ale nigdy do
mnie. spotykamy sie tylko przed pracą i po, bo w jego pokoju jest klucz do
schowka w ktorym trzymam rower.
on jest taki.... no wiecie. właśnie taki jaki powinien byc. teraz juz sama sie
obsluguje i biore ten klucz a do niego sie tylko usmiecham, ale jak jeszcze
nie wiedzialam gdzie jest klucz to on mi go podal i tak na mnie spojrzal jakby
mowil "moglbym cie zerznac" ale jednoczescnie tak delikatnie jak "jestem owca
i nic ci nie zrobie". i co ja mam zrobic? nie wiem czy sie na niego rzucic,
albo powiedziec nie moge otworzyc składu i wtedo on pojdzie mi otworzy, ja go
tam wepchne i przerzne, - chcialabym - ale przeciez nie mam pewnosci ze sie
da. jak sie da to ekstra, luz falbana. a jak sie nie da? czy wtedy bede
musiala zwolnic sie z pracy, bo bede umierac ze wstydu kazdy raz jak go
zobacze, a ponad to juz nigdy nie bede mogla przyjechac na rowerze, bo glupio
bylo by mi umierac 2 razy dziennie.
to co? ryzykowac?