tubisa
05.10.08, 19:09
witam. Piszę bo nie mam z kim o tym porozmawiać a muszę jakoś
uzewnętrznić swoje myśli. Jestem mężatką od 7 lat, mamy 4 latnie
dziecko. W dniu ślubu byłam przekonana że to mężczyzna z którym chcę
spędzić resztę życia. Ale życie nie jest takie kolorowe. Z czasem
fascynacja opadła a co pozostało? No właśnie pozostało
zniecierpliwienie, niechęć, rozczarowanie. Mąż to dobry człowiek,
taki z sercem na dłoni tyle tylko że życiowo strasznie niezaradny. A
ja mam sedecznie dość bycia odpowiedzailną za wzystko. Jak go palcem
nie popchnę do działania to sam nic nie zrobi. Wraca z pracy po 8
godzinach , zjada obiad i resztę dnia przełazi z kąta w kąt. Ja
kończę pracę godzinę póxniej, jadę odebrać dziecko z przedszkola, co
drugi dzień na zajęcia z logopedą bo dziecko ma kłopoy z poprawnę
wymową, póxniej wiadomo przygotowanie obiadu na drugi dzień, czasami
pranie czy postrzątać trochę trzeba. W niczym nie pomoże - odpowiedź
ma jedną nie potrafię. Rachunków nie popłaci bo nie wie gdzie,
zakupów nie zrobi bo mówi że ja zrobię to lepiej, Gwożdzia nie
przybije, niczego nie naprawi, anteny nie zamontuje. No nic zupełnie
nic. Miesiąc temu prosiłam by naprawił klamkę w łazience - do
dzisiaj jest zepsuta. Nie ma żadnych planów na przyszłość. Nic go
nie interesuje. Zniechęcam się do niego, chcę od życia czegoś więcej
niż takiej biernej egzystencji. Czuję że mieszkam z takim cichym
lokatorem co to niewiele od życia wymaga. Bylebym tylko jedzenie mu
do lodówki dostarczyć i dać święty spokój by mógł mecze oglądać. O
pomocy mogę zapomnieć, o rozmowie też bo jest zmęczony. Nie ma
między nami kłotni czy wrogości. Wiem marudzę ale naprawdę ciężko o
wszystkim samemu decydować.