Dodaj do ulubionych

Czy bierzecie do siebie

05.03.09, 08:26
słowa wykrzyczane w złości?Czy usprawieldliwiacie potem osobę,która
tłumaczy w przeprosinach,że naprawdę tak nie mysli,że to tylko nerwy?

Niejednokrotnie pisałam tu na forum,jakiego mam fajnego i w ogóle i
w szczególe męża.Jakieś 3 temu skończyła sie idylla i usłyszałam
wiele zarzutów pod swoim adresem,nieprzyjemnych i bardzo przykrych
słow.......
Obserwuj wątek
    • idasierpniowa28 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:35
      Nie, ja nie biorę. Ale dlatego, że jestem taka strasznie
      szlachetna ;), tylko dlatego, zem sama furiatka i często palnę coś,
      czego tak naprawdę nie myślę.
    • nie.mam.tipsow Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:36
      Mi się zawsze wydawało, ze w złości to się prawdę mówi. Człowiek
      wyrzuci z siebie, co mu lezy na wątrobie, a potem tłumaczy się, ze
      go poniosło.. Tak trochę jak po alkoholu.. Ja często wykorzystuję
      skrajną irytację do wygarnięcia komuś, co mi sie w nim nie podoba-w
      ten sposób daję upust nagromadzonym żalom i pretensjom. Dlatego
      uważam, że słowa wykrzyczane w złosci są bardziej autentyczne niż
      wypowiedziane na spokojnie.
      • july-july Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:44
        Nie zgadzam sie z Tobą.:) Ale zgadzam się z tym co powyzej napisała
        Idasierpniowa. Też jestem furiatka i wiem, że w złości można
        powiedzieć cos bardzo przykrego, czego sie tak naprawdę nie myśli,
        tylko po to żeby sie wyładować. Staram sie panować nad swoimi
        emocjami, chociaż to trudne u choleryczki. Takie powiedzmy obelgi,
        to wyraz bezsilności, braku argumentów. Poza tym czasami kiedy
        powiem cos wrednego, to uświadamiam sobie, że gdyby ktoś powiedział
        tak do mnie, to nie chciałabym go znać, a sama jak się zachowuje...
        No niestety, temperament ma i plusy i minusy.
        • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:47
          A jak już chlapniesz komuś miedzy oczy,to jak potem to tłumaczysz?
          Tym ,ze musiałaś sobie poprostu pokrzyczeć,a to co krzyczałaś to
          bzdury?
          • july-july Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:59
            Po prostu przepraszam. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą jaka jestem
            i chyba nie jest ze mną aż tak cieżko wytrzymać, skoro sie ze mna
            zadają.:) Aczkolwiek znałam dwie osoby, u których takie zachowania
            były regułą. Teraz obie są same, nie maja przyjaciół, partnera,
            nawet znajomych.
            • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:04
              Rzozumiem,że tak jest jak ,to Ty nabluzgasz komuś,a jeśli ktoś nie
              pozostaje dłużny i uważa ,że miał prawo ,że odpierał tylko Twój atak
              i nie ma za co przepraszać?Godzicie się mimo tego?
              • july-july Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:12
                Wiesz co, ciężko powiedzieć. Mój facet i moi znajomi nie są tacy
                porywczy jak ja. Ale jeśli ktos odpowiada mi podobnie, to
                najczęściej, gdy burza minie, wyjaśniamy po prostu kwestie - nawet
                jesli nie pada słowo "przepraszam" to jakoś tak da radę wytłumaczyc
                sobie nawzajem wszystko i że wina rozkłada sie na 2 osoby -
                niekoniecznie po połowie, ale na 2. No chyba, że ewidentnie 1 strona
                jest winna. Nie wiem, ja jestem wybuchowa, ale jak mi przejdzie, to
                naprawdę bardzo łatwo sie ze mna dogadać.
                • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:16
                  No włąśnie;-)Na moją burzę-już minęła,a jeszcze babskie sprawy
                  doszły,a jestem wtedy czarownicą,mój mąż odbił piłeczkę bardzo ostro
                  włącznie ze złożeniem propozyji,a raczej oznajmił mi,że poszuka
                  sobie mieszkania.Nie wiem skąd ,to się bierze,bo jeszcze 3 dni temu
                  kochał mnie ponad życie;-)
                  • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:20
                    Powywlekał jakies zaszłości i Twierdzi,że miał prawo tak sie
                    zachować i że jestem jego zachowaniu winna;-)Co jakiś czas włąśnie
                    się tak zachowuje,a mnie to już męczy.Można się popsztykać,ale za
                    każdym razem szuka sobie domu,ma mnie w dupie-jego słowa,nie
                    obchodze go wcale itp.itd.Daje temu wyraz w postępowaniu.Tak mija
                    tydzień i dopiero się przełamuje,nawet nie przeprasza tylko
                    uważa ,ze wszystko było niepotrzebne i trzeba naprawiac;-)Ale mnie;-)
                    • july-july Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:25
                      Wiesz co, ja nie cierpię takiej argumentacji, że ktoś jest winny
                      temu, że ktoś inny wywleka jakies sprawy z przeszłości lub marudzi.
                      O ile nie mamy do czynienia z agresją, gdy trzeba sie bronić, to
                      Twoja reakcja jest Twoją sprawą i Ty za nią odpowiadasz. Jeśli ktos
                      się kłóci, to mozesz kłócić sie z nim, kłócić sie jeszcze bardziej,
                      próbować spokojnie rozmawiać lub ignorować. I to Ty odpowiadasz za
                      to jak sie zachowasz.
                      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:32
                        Ja też nie cierpię i co mi z tego;-)Mam też buzię i reaguje
                        emocjonalnie-jestem tylko człowiekiem,nieżle za to obrywam,że i ja
                        mam coś do powiedzenia.Maż zrobił z siebie męczennika,jak to mu
                        przykro,nie przyjmuje do wiadomości ,że jego słowa mogą ranić.On
                        jest święty,bardzo w porządku,lojalny i jego zachowanie jest jedynie
                        reakcją na moje.;-)Cięzko o porozumienie w takiej sytuacji,gdy druga
                        strona sie tak wybiela.
                        • july-july Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:38
                          Bo ludziom cieżko jest przyznać sie do błędu
                          powiedzieć "przepraszam", powiedzieć że zrobili cos źle. A jeśli
                          ktos ma wysoko rozwinięte ego, to nawet bardzo ciężko. Można nawet
                          spojrzeć na osoby publiczne, kiedy ktoś ostatnio przyznał sie do
                          błędu? W życiu podobnie, ktoś zrobi coś źle, zwrócisz uwagę
                          usłyszysz "a to dlatego, ze Ty..." i zaczyna sie.:)
                          • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:38
                            noooooooo,już się zaczęło.
        • grassant Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:42
          july-july napisała:

          > Nie zgadzam sie z Tobą.:) Ale zgadzam się z tym co powyzej
          napisała
          > Idasierpniowa. Też jestem furiatka i wiem, że w złości można
          > powiedzieć cos bardzo przykrego, czego sie tak naprawdę nie myśli,
          > tylko po to żeby sie wyładować.

          Myśli się, myśli... :))))
          • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:44
            grassant,obawiam się k....,że właśnie tak;-/
            • grassant Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:54
              teklana napisała:

              > grassant,obawiam się k....,że właśnie tak;-/

              oczywiście. pewne myśli tłumi się, spycha, ukrywa, bo kultura,
              wygoda, interes, bo przeważają dodatnie emocje. Ale one są,
              zakłócają spokój wewnętrzny!
              • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:55
                grassant napisał:

                > teklana napisała:
                >
                > > grassant,obawiam się k....,że właśnie tak;-/
                >
                > oczywiście. pewne myśli tłumi się, spycha, ukrywa, bo kultura,
                > wygoda, interes, bo przeważają dodatnie emocje. Ale one są,
                > zakłócają spokój wewnętrzny!

                Myslę,że masz sporo racji odnosząc się do mojej sytuacji.
      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 08:45
        Nie rozjaśniłyście mi w głowie nic ,a nic.;-);-)Nie lubię pilegnować
        w sobie urazy,ale nie powiem-ubodło mnie kilka słow;-)
    • sadosia75 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:51
      Nie biore. ja to mam tak, ze jak juz mam wnerwa albo i wku.wa to wyrzucam z
      siebie cokolwiek oby wyrzucic. a maz to czasem tez jak cos palnie to nie wiem
      czy zabic czy wyjsc z domu.
      chcoiaz nie krzyczymy na siebie to jak jedno drugiemu czasem dowali...
      no ale szczerze sa pary, ktore sie nie sprzeczaja? nie krzycza? nie dowalaja
      sobie po zlosci? jesli sa to chyba niemowy jakies!
      jak cos rzuce malo milego to pozniej przepraszam i wyjasniam.
      i maz tak samo jak cos palnie to przeprosi i wyjasni.
      czesto jest tak, ze mowimy cos nie fajnego bo mamy nerwa i paplamy oby paplac.
      oby nasze bylo na wierzchu.
      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:54
        Wychodzi na to,że jestem pod spodem;-)
        • sadosia75 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 09:56
          tekus uszanuj moja starosc mow do mnie po ludzku bo ja dzis malo kojarzaca jestem :D
          • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:00
            roziem,że jeszcze zaspana dziewczynka.Szanuję Ciebie i to,że jeszcze
            jesteś mocno zakręcona.Ja nie mogę spać,bo nerwy jeszcze mną targają
            a i jestem już po 3 kawach.;-)
            • sadosia75 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:04
              A tam zaspana! mieszkanie mi sasiedzi zalali w nocy! od 3 jestem na nogach
              czyscilam mieszkanie! okazalo sie, ze karaluchy mieli w domu (norlanie jak
              piesek czy kotek to oni karaczany trzymali!! ) i uciekly porozchodzily sie po
              mieszkaniach! a w tym domu to grzyb na grzybie rosnie. dzieci ewakuowalam do
              mamy! od 3 w nocy do 8 rano to byl koszmar! musimy sie wyprowadzic bo musi
              mieszkanie wyschnac i musza ci sasiedzi nam je odremontowac bo to co zrobili z
              mieszkaniem to istne bagno!
              ja mam wku.wa a nie zaspanie :D
              no ale przynajmniej mamy gdzie sie wyprowadzic to chociaz bezdomna nie zostane :D
              • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:09
                o cholera!Ładnie Cię sąsiady uraczyły.Ty jesteś zaradna kobitka,więc
                nie dziwię się ,ze znalazłas szybko rozwiazanie;-)
                U mnie sprawa wygląda inaczej.Zostałam tez zalana stekiem wyzwisk i
                pretensji,tereaz mnie krew zalewa i nie wiem co dalej zrobię.A moja
                meża się zamierza wyprowadzić,także ja też dach nad głową mam;-)
                • sadosia75 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:16
                  No sasiady to uraczyly mnie i sasiadke obok. a teraz siedze w jedynym suchym
                  pokoju i modle sie, zeby karaczany nie wylazly bo chyba zaczne wiszczec :/
                  A mezowiowi co strzelilo do lba? daj mnienumra do niego juz ja zadzwonie i sobie
                  z nim porozmawiam! przyznaj sie!! co zrobilas chlopowowi?
                  • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:18
                    Ty brutusie!!!Nie powiem,też trochę się odzywałam.Nie pozostałam
                    bierna ,gdy rzucał mięsem;-)
                    • sadosia75 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:19
                      Brutusko juz jak cos!
                      Cho glupia babo na @! cosik tobie opowiem!
                      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:22
                        Tylko nie małpa;-)Ok.
    • pyskata.1 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:15
      To zależy kto to mówi, jakim tonem i w jakich okolicznościach :)
      • elfmeter35 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:55
        Sadosia wyłącz lepiej prąd jak masz zalane mieszkanie, żeby Cie nic
        nie kopnęło z zaskoczenia. Wszystkie korki wykręć (jak stare takie
        masz), ewentualnie te klapki na wyłacznikach w dół. Podejrzewam, że
        nie chciałabyś ,żeby aż tak miedzy Tobą i mężem zaiskrzyło ;-)
        Po prostu nie wiesz, gdzie naprawde woda po scianach pociekła i tak
        jest bezpieczniej.

        Co do kłótni to zawsze biore to do siebie co zostanie powiedziane.
        Może na początku udaję przed sobą, ze zapominam, ale potem jakoś nie
        mogę jednak usłysznych słów usunąć w niebyt.
        Pewnie dlatego, że kłótni nie lubie i o wiele bardziej wole normalna
        dyskusje. Mam impulsywny charakter, ale kłótnie sie po prostu nie
        opłacają, bo nie rozwiązują problemu, a rania obie strony.
    • dotyk_wiatru Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 10:46
      To raczej ja jestem nerwusem i potrafię coś w złości powiedzieć...a
      później mam wyrzuty sumienia...tłumaczę się...głupio się czuję itd.
      Nie zdarzyło mi się chyba jeszcze, by ktoś tak mnie
      potraktował......albo wywaliłam to od razu z pamięci ;)


      • lesialesia Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:01
        ja biorę, bo w złości mówimy to co naprawdę myślimy (przez przypływ adrenaliny
        mamy więcej odwagi)
    • mala.el Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:22
      Nie pocieszę Cię teklana. Ja mam jeszcze gorzej. Też się odszczekuję, lecz tylko
      w ostateczności mówię coś na prawdę przykrego. Mąż zaś nie ma najmniejszych
      oporów w używaniu obelg, gróźb, baaardzo przykrych epitetów. I po wszystkim
      zachowuje się jakby nic się w ogóle nie wydarzyło. To, że mnie zranił nie robi
      na nim najmniejszego wrażenia. Jak go pytam o to co powiedział w kłótni, to mnie
      ignoruje. Po prostu jest (jak go określają ci którzy go poznali z tej strony)
      grubiański, czy chamowaty. I im bardziej mu się "stawiam" tym jest gorzej. Przykre.
    • nawrotka1 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:25
      Teklana, weź sobie parę głębokich wdechów a potem pomyśl o całej sprawie w
      trochę szerszym kontekście.
      Może po prostu przyszła pora na wejście w kolejny etap, kiedy przestaje się
      wierzyć , że miłość wszystko zwycięży i że związek jest absolutnie niezagrożony.:)
      Każdy, nawet najbardziej udany związek, ma jakiś swój drugi nurt, którym płyną
      nigdy niewypowiedziane pretensje. Ludzie, którzy się kochaja i szanują,
      wybaczają sobie wiele i przechodzą do porządku dziennego nad wieloma sprawami,
      aby nie psuc swoich dobrych relacji.
      Ale z takich drobiazgów pomijanych dla świętego spokoju gromadzą się urazy.
      Kiedys następuje wybuch i u Twojego męża właśnie do czegos takiego doszło. Może
      za bardzo go idealizowałas i uważałaś, że skoro Cie bardzo kocha, to żadne
      niskie uczucia nie maja do niego dostępu :)
      Tylko Ty sama wiesz najlepiej, czy przeginałas czasem, przekonana o jego niczym
      niezachwianej miłosci i cierpliwości :)))
      No to teraz dowiedziałas się, że on nie jest święty a Ty nie zawsze na
      piedestale.:) Trzeba przełknąć te gorzką pigułkę i wyciągnąć wnioski.
      Dowiedziałaś się czegoś i to pomoże Ci na przyszłość wyczuwać kłopoty, zanim się
      pojawią:)
      Pozdrawiam, trzymaj się :))))
      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:47
        dziękuje nawrotka1,za głos rozsądku;-)
        • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:51
          Uspokoiłam się emocje opadły;-)Czuję się upokorzona,mam żal i
          wszystkie negatywne odczucia mną targają.W sumie nie wiem ,co
          napisać tyle mam myśli w głowie,nie chciałabym nawypisywać
          dyrdymałów.
    • premeda Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 11:45
      Ja też należę do tych biorących sobie do serca. Z tym, że ja jestem
      bardziej wybuchowa od swojego chłopa, to też bardziej trzymam język
      za zębami, coby nie powiedzieć czegoś zbyt niemiłego. Nie zdarzyło
      mi się nigdy za to go wyzywać czy coś w tym stylu, to jest dla mnie
      niedopuszczalne i jakby mi chłop z czymś takim wyskoczył to
      konsekwencje bym wyciagnęła ale to wynik dorastania z ojcem
      alkoholikiem. Ja to śmieję do nieraz, że przy nim to siły swojego
      charakteru nie mam okazji sprawdzić :)
    • lacido Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 13:13
      W sumie to zależy, czasem w złości mówi się coś, czego się nie myśli tylko chce
      się dopiec maksymalnie a wiadomo że kto jak kto, ale druga połówka wie gdzie
      wbić szpilę. To bardzo okrutna postępowanie ale zdarza się.
      To już musisz się zastanowić czy on to powiedział właśnie dlatego, czy naprawdę
      tak myśli.
    • fantazjuje Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 13:16
      Bardzo ważna sprawa- na bierząco mówić sobie o wszlkich
      zastrzeżeniach do drugiej osoby, jeśli zachowuje się dla siebie
      wszelkie uwagi, kumulują się i w pewnym momencie trzeba wybuchnąć,
      wyrzucić wszystko z siebie, a skutki mogą być niemiłe.
      Postaraj się zrozumieć, że mógł mieć gorszy dzień.
      Nie wracaj do tego, zachęcaj do omawiania na bieżąco wszelkich
      niejasności.
    • ololka Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 13:24
      Zależy kto tak krzyczy w złości. Niektórych słowa mają zawsze wielką wagę,
      nieważne czy akurat są zdenerwowani i złoszczą się czy są szczęśliwi. Po prostu
      zawsze mimo że tym co mówią chcą zrobić może komuś przykrość, to nie mówią tego,
      czego by wcześniej nie stwierdzili w normalnych sytuacjach. A u innych, niestety
      dosyć bliskich mi osób, jest tak, ze powiedzą to co im leży na wątrobie dopiero
      wtedy, kiedy są na innych źli. Wtedy rzeczywiście przywiązuję wagę, bo wiem ze w
      końcu to jest prawda. A jeszcze inni zawsze pie..przą niezależnie odnastroju i
      sami nie wiedzą czego chcą, wtedy w ogóle przywiązuję malą wagę do ich słów ,
      jesli pełnią one jakąś sprawczą funkcję, np obiecują coś lub przyznają. Co nie
      oznacza, ze nie przywiązuję wagi do ich uczuc:)
    • mamba8 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 13:37
      Usprawiedliwiam tyle, że pomimo tego, że wiem że to było w złości coś mi z tego
      zostaje i daje do myślenia.
      • teklana Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 18:25
        dziękuję za wypowiedzi Wasze;-)
        Wiem już jak ,to jest w moim przypadku.Dostałam powtórkę z rozrywki
        ze zdwojoną siłą,więc jednak jęzor przekazał myśli;-/
        Ale przynajmniej wiem na czym stoję.
    • tarantinka Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 19:01
      bierzemy i powiem wiecej jestem z tych spokojnych, miłych i
      kochanych i kilka razy widziałam zdumienie w oczach mojego mężczyzny
      gdy w kłotni potrafiłam być tak wredna i tak precyzyjnie skuteczna,
      ze czasami nie było co zbierać. Jak ktoś jest taki nerwus na codzień
      i papla byle co to moze i w kłotni papla byle co, ale jak ktoś jest
      poukładany a taki wybuch jest wynikiem nagromadzonych latami emocji
      to ja bym to brała jak najbardziej serio. To jeszcze nei jest jakaś
      tragedia, można się po tym pozbierać, przeprosic za formę, powiedzic
      to samo na spokojnie, ale warto widzieć w swoim partnerze też i tą
      mroczniejszą stronę, nie kazdy potrafi tak na bieżaco
      się "wywewnętrznaic ".
    • jane-bond007 Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 21:48
      napewno mam swiadomosc ze cos w nich jest ale staram sie oddzielac
      te epitety/przeklenstwa od tego co faktycznie powiedziano, docieram
      do srodka chociaz nieraz jest mi b ciezko ale ... staram sie na
      spokojnie dojsc o co chodzi mowiac ze jest mi b przykro slyszec to w
      takiej formie, czesto okazuje sie ze da sie wszystko zalatac a
      sprawa nie wymagala takich emocji

      ale zdaza sie ze czasem nie potrafie tego zrobic tylko odwracam sie
      na piecie :( bo jest to dla mnie zbyt trudne
      • marguyu Re: Czy bierzecie do siebie 05.03.09, 22:35
        july-july napisala: "Nie zgadzam sie z Tobą. Ale zgadzam się z tym
        co powyzej napisała
        Idasierpniowa. Też jestem furiatka i wiem, że w złości można
        powiedzieć cos bardzo przykrego, czego sie tak naprawdę nie myśli,
        tylko po to żeby sie wyładować."

        Wielu ludzi blednie sadzi, ze slowa nie maja zadnej wartosci.
        Niestety jest przeciwnie. Dorosly, normalnie skonstruowany
        psychicznie czlowiek powinien umiec panowac nad tym co mowi.
        Slowa moga bardzo zranic. Dlatego nic nie usprawiedliwia
        histerycznie wywrzaskiwanych obelg.
        Mam za soba dosc dlugi staz malzenski i nie zawsze bywalo rozowo ale
        nigdy nie zdarzylo sie zadnemu z nas na chamskie lub wulgarne
        wyzwiska podczas "ozywionej wymiany pogladow na..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka