pytia_z_delf
02.04.09, 15:04
Zaprezentuje Wam pewien zwiazek dwojga ludzi - powiedzcie mi prosze czy to
jest normalne, bo ja mam niestety wrazenie, ze nie.
Otoz moj szwagier, Krzysiek (lat 33) po 5 latach burzliwego zwiazku
wyprowadzil sie 2 lata temu od swojej bylej (ma z nia 3 letnie juz dziecko).
Po ok. 2 miesiacach samotnej egzystencji "zwiazal sie" z dziewczyna mlodsza o
10 lat (Agnieszka) i tu zaczyna sie cala zabawa...:
----------
Warto nadmienic, ze szwagier i Agnieszka przyjezdzaja co drugi weekend (czyli
zawsze jak maja wolne, bo sami ze soba najwyrazniej sie nudza) do domu
rodzicow, w ktorym zamieszkuję rowniez ja i moj facet.
Od pewnego czasu jest to meczace (szczegolnie, ze kazdy ma w weekend swoje
wlasne sprawy a oni oczekuja rozwniez pelnych obiadow)
Agniesia podczas takich pobytow gada sobie z ojcem a szwagier kreci sie po
domu i od czasu zajmuje sie swoim dzieckiem, ktore zabiera na owe weekendy.
anyway...
---------
Agnieszka zamieszkala z nim po 1 miesiacu znajomosci, a jego ojciec uznal, ze
bedzie z nich idealna para (albowiem jego zdaniem facetowi z dzieckiem i
zlamanym sercem lat 33 trudno bedzie juz znalezc sobie lepsza kobiete i jesli
nie Agnieszka, to zostanie pewnie starym kawalerem...).
Jakies 3 miesiace pozniej Krzysiek prawie wrocil do swojej bylej, a zaplakana
Agniesia wrocila do mamy.
Powrot do bylej nie wypali i Krzysiek zaprosil Agnieszke z powrotem... A
ojciec Krzysia (zly na byłą i ubolewajacy nad prawie porzucona nowa przyszla
synowa) kupil mu pierscionek zareczynowy dla Agniesi (sic! - szwagier jest
uleglą ciapą) w mysl, ze moze sie pobiora... Krzysiek zwlekal jednak z
zareczynami (bo tak naprawde nie chce zenic sie z owa panna, ale najwyrazniej
wygodnie mu z nia mieszkac). Zeby bylo zabawniej Agniesia od poczatku o
wszystkim wiedziala (byla z nimi nawet u jubilera, zeby przymierzyc), a przy
okazji wizyt ojciec rzucal co jakis czas teksty, zeby moze zalozyla,
przymierzyla itp... A to dosc naiwne dziewcze podchwycilo temat... (gdyby moj
facet tak postepowal to bym sie zalamala a nie cieszyla)
Jakis czas pozniej podczas jednej z wisyt Krzysiek ulegl presji i oswiadczyl
sie Agnieszce w przedpokoju w domu rodzicow (za namowa ojca). Pare miesiecy
pozniej Krzysiek wyjechal sluzowo na pare dni do Berlina (a tak naprawde z
byłą i dzieckiem w gory). Powiedzial o tym Agnieszce dopiero pare miesiecy
pozniej...ale uczucie i chec posiadania meza byla najwyrazniej silniejsza, bo
Agnieszka jakos to przelknela i dalej z nim mieszkala i dazyla do slubu.
Po paru miesiacach Krzysiek znow usilowal odsunac od siebie Agniesie (probowal
zrazic ja do siebie) i prawie sie udalo... Anieszka znow wrocila do mamy
(rzeczy pomogl jej przewiezc zdruzgotany i zasmucony ojciec Krzysia - bo ona
zawsze w takiej sytuacji wydzwania do niedoszlego tescia i zali sie, a ten
ingeruje). Ojciec Krzysia pojechal wtedy nawet w odwiedziny do mamy Agnieszki
aby przedyskutowac ich problemy... (przypominam, ze Krzys ma 33 lat, a
Agnieszka 10 mniej). Jakims cudem Krzys przyjal biedna Agnieszke z powrotem. W
miedzy czasie Agnieszka jeszcze kilka razy pakowala swoje manatki, a kiedy
bylo troche lepiej ojciec kupil im juz nawet obraczki... Przez jakis czas
balismy sie, ze slub dojdzie do skutku (warto nadmienic, ze Agnieszka nie ufa
juz Krzysiowi do konca i co i raz schizuje na temat jego ewentualnego,
potencjalnego powrotu do bylej; przeszkadza jej tez juz dziecko Krzysia...ale
slubu chce dalej)... Slub mial byc w okolicy zblizajacej sie Wielkanocy, ale
nic z tego (poza zakupem obraczek do zadnych innych przygotowan nie doszlo). W
ostatni weekend po kolejnej wielkiej klotni Krzys przyjechal do domu rodzicow
sam z dzieckiem, a rozzalona Agnieszka zadzwonila do jego ojca i poskarzyla
sie, a ten po nia pojechal i przywiozl... Krzys tymczasem nie zwracal na nia
uwagi.). Ojciec odwiazl ja wiec do domu. Krzys wrocil do siebie wieczorem po
odwiezieniu dziecka, zjadl kolacje z ojcem i Agnieszka, nastepnie ojciec
pojchal do domu i niby znow jest "ok"...
Generalnie Krzys zapytany o to, czy chce z ta panna spedzic reszte zycia
odpowiada, ze nie... o slubie tak naprawde slyszec nie chce, ale dalej z nia
jest, poniewaz najwyrazniej nie chce tez zostac sam (bo nie wiem czym innym to
tlumaczyc).
Czy to normalne, ze Agnieszka ma lepszy kontakt z jego starym niz z nim i
przedyskutowywuje z niedoszylm tesciem wszystkie ich problemy?! I to ze oni
tak naprawde prawie sie nie znaja i nie spedzaja ze soba wolnego czasu tylko
przyjezdzaja i przesiaduja w domu rodzicow?!
Probowalismy rozmawiac z obojgiem oddzielnie (ja, moj facet i trzezwo myslaca
tesciwa), ale nic z tego nie wynika. NIC.
Agnieszka nie nalezy do najbystrzejszych osob (zapytana jaki jest najwiekszy
ssak odpowiada "jakas ryba" i myslala, ze Londyn to kraj) i nie bardzo
docieraja do niej logiczne argumenty, ze ich zwiazek wydaje sie nie miec
sensu. Wraz z ojcem sadza chyba, ze po slubie wszystkie problemy znikna i
wszyscy beda zyli dlugo i szczesliwie. Krzysiek wydaje sie byc ogolnie
zrezygnowany (podejrzewamy, ze tak naprawde teskni jeszcze za swoja byla), ale
strasznie ulega presji ojca (ktory swoja droga niecierpial jego bylej). Ojciec
zas nie widzi, ze robi krzywde obojgu i uwaza ze oni powinni byc razem i juz.
Druga frakcja ma tych klotni i wywlekania ich brudow serdecznie dosc i uwaza,
ze caly ten ich zwiazak to jeden wielki cyrk i zenada...
Powiedzcie mi prosze, czy to nie jest paranoja?! Mam dosc tej farsy, a chcac
nie chcac jestem swiadkiem tego cyrku... Poradzcie jak przemowic im do rozumu
(jesli ktokolwiek ma w ogole jakis pomysl i spotkal sie juz z czyms takim, bo
dla mnie to totalny kosmos)...
HELP!!!