klio.o
02.04.09, 15:05
Wszystko zaczelo sie od przypadkowego spotkania z dawna Przyjaciolka (przez duuze P), dokonczylysmy wspolnie zakupy, kawka potem piwko, wspominanie starych czasow itp. to samo nastepnego dnia (weekend).
Kiedy juz wrocila nam dawna zazylosc, dowiedzialam sie ze jestem zupelnie inna, totalnie zmieniona i serio pytanie czy nie mialam jakiegos urazu glowy bo to normalnie niemozliwe.
A to wszystko przez samca... alfa.
Facet niesamowity, na poczatku go nienawidzilam ale szybko mnie zafascynowal, uleglam i sie zakochalam. Od razu bylo jasne ze to nie ma sensu bo to bardzo imprezowy typ i nie ma mowy o normalnym zwiazku z nim. Przede mna krecil z moja przyjaciolka (przez male p:) i z innymi a wszystkie zakochane. Poza tym mial (i ma!) mnostwo innych adoratorek. I chociaz wszystko mowilo mi STOP, uparlam sie na niego. zebym choc raz to ja dostala to czego pragne. wymagalo to wielu poswiecen, przede wszystkim wyrzekniecia sie wszystkich zasad wedlug ktorych wyobrazalam sobie zwiazek.
i tak od jednej z wielu kochanek, stalam sie tak jakby jego kobieta, z tym ze musialam akceptowac ewentualne inne. A najgorsze jest to ze ani razu nie chcialam go rzucic! nawet kiedy na prywatce u nas (u niego) praktycznie na moich oczach poszedl do lozka z inna. do lozka w ktorym razem spimy, w naszej sypialni. nastepnym razem zabral mnie ze soba... I tak jest ze wszystkim, granice i bariery przesuwaja sie coraz dalej i dalej.
Druga strona medalu jest taka, ze jest mi z nim naprawde dobrze. z zagubionej i zakompleksionej dziewczyny stalam sie Kobieta. Kiedy mnie wyrzucili z pracy (bo nie skonczylam studiow, chociaz juz dawno powinnam) poszedl do samego prezesa i anulowali mi to zwolnienie, malo tego, firma oplacila mi czesne! Zmobilizowal mnie do zrobienia prawa jazdy, chociaz zarzekalam sie ze nigdy go nie zrobie po powaznym wypadku jaki mialam podczas kursu kilka juz lat temu. Rozmawial ze mna, perswadowal i cierpliwie uczyl jezdzic. Zdalam za pierwszym razem! Wytlumaczyl mi zebym odnowila kontakty z Ojcem, z ktorym praktycznie nie mialam juz o czym rozmawiac, bo stal sie dla mnie obcym czlowiekiem. Okazalo sie ze to mialo bardzo dobry wplyw praktycznie na cala rodzine.
We wrzesniu mialam ogromne problemy finansowe i nie bylo mnie stac na dalszy wynajem mieszkania, spalam katem u znajomych i pewnej nocy chcial do mnie przyjsc i nie mogl - kazal mi sie spakowac i przeniesc do niego (od tej pory mieszkamy razem).
Poza tym bardzo sobie cenie rozmowy z nim, inspiruje mnie, pokazuje rozne rzeczy, zabiera w rozne ciekawe miejsca. Kazdy dzien jest dla mnie przygoda, zapomnialam co to nuda, zyje w nieustajacym stanie fascynacji nim i w ogole wszystkim i wiele innych takich spraw dzieki ktorym stalam sie pewna siebie, blyskotliwa, doceniana przez innych. Chociaz sypia z innymi (wprawdzie juz coraz rzadziej), prowadze mu dom i co tu kryc - przewyzsza mnie intelektualnie, paradoksalnie dzieki niemu uwierzylam w siebie i czuje sie fantastycznie ze soba. zaczynam byc nawet z siebie dumna :)
Na poczatku naszej blizszej znajomosci (mam na mysli plaszczyzne intelektualna) powiedzial mi ze mam ogromny potencjal, tylko nie wierze w siebie i on to zmieni. I kiedy juz tak sie stanie nie bedzie mi wiecej potrzebny i odejde od niego.
Czy to juz ten czas? Po tej rozmowie z Przyjaciolka zaczelam zastanawiac sie czy oby nie za bardzo zatracilam sie w nim, i ta moja wielka zmiana, chociaz obiektywnie pozytywna, nie odbiera mi mojej wlasnej tozsamosci? Czy pozostajac w jego cieniu i pod przemoznym wplywem nie trace bezpowrotnie swojej dotychczasowej osobowosci? Ze mnie zdeprawowal to pewnik :)
A tak na marginesie to jaka przyszlosc ma ten "zwiazek"??
Chce z nim o tym porozmawiac, ale najpierw chcialabym poznac Wasza opinie na ten temat. Na pewno nie udalo mi sie opisac calej zlozonosci sytuacji (moja rodzina go uwielbia, kazdemu jest gotow pomagac nie tylko mi, mam gdzie sie wyprowadzic, inni faceci mnie nie interesuja...) jednak prosze o "zewnetrzne" intuicje.