aurelia_aux
24.07.09, 12:32
Dziś mija 5 miesięcy jak jestem sama.
Przeszłam już chwile zwątpienia, myśli o powrocie do byłego, czy stwierdzenia
"lepszy wróbel w garści.... "
Teraz szukam miłości mojego życia, chyba mam za duże wymagania, szukam mojego
subiektywnego ideału, który nie koniecznie musi obiektywnie sprawiać idealne
wrażenie.
Nie będę z kimkolwiek byle by nie być samą..
Myślicie, że jak się bardzo czegoś pragnie i bardzo mocno o tym myśli to to
przybliża do celu?
Czy siła podświadomości jest tak wielka? Czy w ogóle jakieś szczęście istnieje ?
Wiadomo, że szczęściu trzeba pomagać, ale czy jest czemu?
Mój były przechodzi załamanie, siedzi i użala się nad sobą jaki to jest do
niczego jak to mu nic w życiu nie wychodzi, jak to nie potrafi przy sobie
zatrzymać kobiety.
Co mam mu powiedzieć? Pogłaskać po główce i powiedzieć że wszystko będzie
dobrze? Ale nie będzie, puki on nie weźmie się do roboty i nie zacznie
działać, robić czegoś ze swoim życiem.
A ja.. mi jest wszystko jedno, jadę autem 140 km/h i jest mi wszystko jedno
czy zginę, czy nie, czy wypadnę z drogi i na drzewie zakończę tą szarą
egzystencję, czy dalej będę prowadziła bez sensu życie.
Ktoś by się mnie zapytał "na czym Ci zależy?" odpowiedziałabym "na niczym."
Albo do czego dążę? Do niczego.
Egzystuję.
Dziś jadę na wakacje, jedyne co mnie cieszy to to, że nie będzie mnie 2
tygodnie w pracy (której mam aktualnie dość) i że może odbuduję więź z bratem;
heh, bo o ironio jadę z nim, jego żoną i jej bratem.
Aaaa.. do du*y.